Recepta na smutek

W kontaktach felietonowych ze środowiskiem lekarskim wielokrotnie obiecywałem sobie snuć refleksje na temat związków medycyny ze sztuką. Przecież już sama medycyna jest sztuką. I to jaką!

Foto: Marta Jakubiak

Jakże skromnie mają się wobec niej umiejętności śpiewania, tańczenia, grania na różnych instrumentach (chyba że w szczytach wirtuozerii), dyrygowania, malowania, pisania wierszy i komponowania (jeśli nie jest się Mozartem lub Pendereckim).

Medycyna i sztuka mogą się równać z sobą tylko wtedy, kiedy naprzeciwko siebie staną prawdziwi wirtuozi. Jednak błędy w malowaniu, śpiewie czy graniu można poprawić, a pomyłki – nawet geniusza sztuki – kosztują co najwyżej otrzymanie mniejszego poklasku lub niższego honorarium. Natomiast błąd lub pomyłka medyka… Wolę nie myśleć!

Mam zamiar udać się do mojego lekarza rodzinnego i zażądać recepty. Recepty na smutek. Od dłuższego czasu ukrywam przed najbliższymi zły stan ducha, na który nie znam ani lekarstwa, ani sposobu. Począwszy od ubiegłej jesieni, ilość chorych leczonych i umierających w moim otoczeniu jest zastraszająca. Wcale nie pociesza mnie, że nie wszyscy odejdą, bo są lekarze, lekarstwa, zabiegi, rehabilitacje, że trzeba wierzyć i mieć nadzieję.

Pewnego razu opowiedziałem o tym wszystkim bliskiej mi wybitnej artystce. Zamiast dobrej rady, a przynajmniej szczerego współczucia, otrzymałem twardą i bezkompromisową diagnozę: „Zawsze miałeś mnóstwo przyjaciół i znajomych. Nie dziw się więc, że teraz trzeba przeżyć stosowną ilość ich odejść!”.

Tylko w ostatnich tygodniach i tylko wśród wybitnych postaci mojego środowiska zabrakło Stanisława Mikulskiego (porucznika Klosa), Wandy Jakubowskiej (najwspanialszej gwiazdy powojennej poznańskiej Operetki), Jerzego Semkowa (światowej sławy dyrygenta), Tadeusza Konwickiego (niezwykłego pisarza i barwnej postaci), Ewy Makomaskiej (wybitnego teatrologa), Danuty Michałowskiej (charyzmatycznej aktorki rapsodycznej z krakowskiej grupy okupacyjnej Kotlarczyka, Kwiatkowskiej i Wojtyły).

A śmierć Józefa Oleksego, mimo że zapowiadana przez niego samego, wstrząsnęła nawet adwersarzami, dawnymi wrogami, przeciwnikami politycznymi i wywołała ogólnonarodowy smutek. Oby przyczyniła się również do politycznego opamiętania niektórych ludzi i ugrupowań. Jaka jest recepta na stan ducha wielu z nas, przepełnionych bezsilnością, zachwianiem wiary, bezbrzeżnym żalem, graniczącym z utratą panowania nad emocjami i rozsądkiem?

Stawanie w obliczu choroby i śmierci bywa często zadaniem ponad ludzkie siły. Jedyna grupa społeczna z obowiązkiem walczenia z tym zjawiskiem to lekarze, szerzej patrząc – ludzie medycyny. Wykonując swą misję, mają zagwarantowane jedynie to, że nie zawsze zwyciężą. A my, szkoda, że nie zawsze o tym pamiętamy.

Ciekawe, jaką receptę na te smutki przepisze mi mój lekarz rodzinny. Jest nim piękna i młoda dama, pełna towarzyskich zalet, więc chętnie pozwolę się jej zbadać. Mogę nawet na te badania przychodzić co kilka dni, za co mojej pięknej lekarce minister wypłaci wywalczone ostatnio zwiększone honorarium, o czym mówili w telewizji.

Bylebym nie został odesłany do jakiejkolwiek przychodni specjalistycznej, zwłaszcza z Porozumienia Zielonogórskiego. Po ostatnim ringu z szefem resortu zdrowia powstało bowiem wśród pacjentów irracjonalne przeświadczenie, że takie porozumienia trzeba kołem omijać. To też jest smutne.

Sławomir Pietras
Dyrektor polskich teatrów operowych

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 2/2015

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.