W sprawie reklamy przed sądem

– Z przykrością stwierdzam, że o ile lekarze znają zapisy ustawy „Prawo farmaceutyczne”, to nie znają zapisów Kodeksu Etyki Lekarskiej. KEL to prawo, które mają obowiązek przestrzegać – mówi Grzegorz Wrona, Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej, w rozmowie z Martą Jakubiak.

Foto: Marta Jakubiak

Coraz więcej lekarzy lub aktorów lekarzy występuje w reklamach. Dlaczego tak się dzieje i czy w związku z tym do rzeczników odpowiedzialności zawodowej wpływa więcej skarg?

Jest wiele osób zmęczonych czy wręcz poirytowanych narastającą ilością reklam, w których biorą udział nie aktorzy, lecz lekarze, bardzo często podpisani z imienia i nazwiska, a także ze specjalności, którzy podkreślają, że są lekarzami.

Swoją funkcję zaświadczają zarówno wizerunkiem, jak i wypowiedzią. Potwierdzam, że w stosunku do lekarzy, którzy naruszają zapisy art. 63 Kodeksu Etyki Lekarskiej, rzeczywiście toczą się postępowania w organach samorządu.

Lekarze świadomie łamią zakaz reklamy?

Jestem przekonany, że w większości łamanie prawa wynika z niewiedzy. Duża część moich kolegów lekarzy wie, że nie wolno im reklamować leków, w ustawie „Prawo farmaceutyczne” nazywanych „produktem leczniczym”. Zakazuje im tego art. 55 wspomnianej ustawy. Z przykrością stwierdzam jednak, że nie znają zapisów Kodeksu Etyki Lekarskiej, które również są obowiązującym ich wyznacznikiem prawa.

Ponadto mam też wrażenie, że lekarze są wprowadzani w błąd przez producentów reklam, którzy podają półprawdę, kiedy zachęcają lekarzy do udziału w reklamie, przekonując, że nie będą rekomendować zabronionych produktów leczniczych, lecz jedynie wyroby medyczne, jak np. pieluchomajtki. Ponieważ w ustawie „Prawo farmaceutyczne” nie ma zakazu reklamy wyrobów medycznych, błędnie myślą, że takie produkty mogą reklamować.

Otóż nie mogą, bo zabrania im tego art. 63 Kodeksu Etyki Lekarskiej. Prowadziłem sprawę lekarza, który tłumaczył, że reklamowany przez niego produkt jest wyrobem medycznym, a nie produktem leczniczym, a co za tym idzie – uważał, że nie złamał prawa. Wyjaśniał też, że przed podjęciem decyzji o wzięciu udziału w reklamie dokładnie zapoznał się ze specyfikacją produktu, a także otrzymał potwierdzenie od producenta, że produkt nie jest lekiem, lecz wyrobem medycznym.

Z przykrością stwierdzam, że o ile lekarze znają zapisy ustawy „Prawo farmaceutyczne”, to nie znają zapisów Kodeksu Etyki Lekarskiej. Wstyd. KEL to prawo, które mają obowiązek przestrzegać. Lekarza obowiązuje przede wszystkim art. 63 KEL, a dodatkowo poprzeczkę podnosi art. 55 ustawy „Prawo farmaceutyczne”. Ponadto należy rozróżnić prawo lekarza do udzielania informacji od niedopuszczalnej reklamy.

Czasami granica pomiędzy nimi bywa niełatwa do określenia. Dodatkowo zaczęły pojawiać się głosy, że nowoczesne czasy wymuszają, by podjąć dyskusję o możliwości wprowadzenia zmian w zapisach art. 63 Kodeksu Etyki Lekarskiej. Jeżeli głosów na tak będzie rzeczywiście dużo, to lekarze mają pełne prawo, żeby za pośrednictwem swoich delegatów występować o taką dyskusję na Krajowym Zjeździe Lekarzy.

Ja i moi koledzy rzecznicy widzimy w środowisku generalnie negację dla udziału w reklamach i eliminację takich zachowań wszelkimi dostępnymi środkami. Na ten temat były toczone dyskusje na prezydiach i posiedzeniach NRL, a także w organach okręgowych. Ponieważ większościowa opinia jest krytyczna, jest to wykładnia dla rzeczników co do sposobu postępowania. Reklama i reklamiarstwo są monitorowane. Właściwie wszyscy okręgowi rzecznicy prowadzą postępowania w tym zakresie. Być może przychodzi czas, aby je upublicznić.

Upublicznić, czyli…?

Informować o tym, że postępowania rzeczników kończą się wnioskami o ukaranie i orzeczeniami sądu orzekającymi winę lekarza, potwierdzanymi przez Sąd Najwyższy. Mówię o orzeczeniach, które nabierają waloru prawomocności.

Dlaczego informowanie o tym jest potrzebne?

Ponieważ mówienie o ogólnikach, nieprzywoływanie konkretnego casusu i nieodwoływanie się do autorytetu ostatecznego, a takim jest Sąd Najwyższy, nie przemawia wystarczająco do świadomości.

Dlaczego orzeczenie Sądu Najwyższego z listopada ub.r. oddalające kasację wniesioną przez lekarza jest tak istotne dla orzecznictwa sądów lekarskich i rzeczników odpowiedzialności zawodowej?

Zanim odpowiem na to pytanie, przybliżę pokrótce, jak przebiega proces orzecznictwa w takich sprawach. Postępowanie dyscyplinarne rzecznika i sądów lekarskich podlega kontroli sądownictwa powszechnego. Innymi słowy, nad naszym postępowaniem dyscyplinarnym kontrolę sprawuje na zasadach kasacyjnych Sąd Najwyższy. Wspomniany wyrok Sądu Najwyższego dotyczy co prawda jednostkowej sprawy, ale jest dla nas istotny, ponieważ będziemy się nim posiłkować, orzekając w innych sprawach podobnych do tej.

Wyrok ten potwierdził poprawność toczonego wcześniej postępowania i spojrzenia na temat udziału lekarzy w reklamach. Fakt, że sprawa udziału lekarza w reklamie stanęła przed Sądem Najwyższym, należy uznać za pozytyw. My, lekarze orzecznicy, otrzymaliśmy potwierdzenie społeczne, że organa odpowiedzialności zawodowej lekarzy zostały skonstruowane nie tylko na potrzeby członków samorządu lekarskiego czy samych lekarzy, ale na potrzeby społeczne.

Czy lekarze na ogół odwołują się od orzeczeń sądów lekarskich?

Liczba składanych odwołań zwiększyła się w ostatnim czasie. Statystyka ta dotyczy zarówno pokrzywdzonych, jak i obwinionych.

Kto jest pokrzywdzonym w reklamie?

Odpowiem w bardzo prosty sposób: ja czuję się pokrzywdzony, ja jako lekarz.

Przecież lekarz może powiedzieć, że nie otrzymał żadnych korzyści w zamian za udział w reklamie.

Za pojęciem „komercja” nie kryją się wyłącznie pieniądze. Udział w reklamie lekarza albo lekarza dentysty daje popularność. Komercyjnym efektem w tym przypadku będzie więc zwiększenie liczby pacjentów w gabinecie. Czy wobec tego lekarz prowadzący po sąsiedzku praktykę, a niekorzystający z reklamy zgodnie z ustawowym zapisem, nie może mieć pretensji, że ma mniej pacjentów?

Mam świadomość, że stworzone przed laty zapisy mogą nie podobać się młodemu pokoleniu lekarskiemu, które wrosło w określoną hierarchę ważności, w działalność gospodarczą i wartość pieniądza. Wierzę jednak, że zmieniające się uwarunkowania nigdy nie sprawią, że zatracimy to, co jest wartością najwyższą – dobro pacjenta.

Dopóki Krajowy Zjazd Lekarzy, społeczna mądrość właściwego gremium, nie dokona zmiany w zapisie art. 63 KEL, jako rzecznik będę stał na straży przestrzegania tego przepisu. Sądy lekarskie rozstrzygają, czy złożony przez rzecznika wniosek o ukaranie był zasadny i orzekają stosowne kary do wykroczenia.

Stosowne, czyli jakie?

Jeszcze do niedawna sądy lekarskie nakładały na lekarzy kary upomnienia czy nagany. Dzisiaj coraz chętniej sięgają po kary finansowe, ponieważ uznano, że stosowną do przewinienia jest kara finansowa, tzn. przekazanie równowartości uzyskanych korzyści finansowych na cel społeczny, np. na dom lekarza seniora. Osobiście uważam, że ma to głębokie uzasadnienie.

Jakiej wysokości są to kary?

Od jednej trzeciej do trzech średnich krajowych. Chcę jednak zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt. Do tej pory rzecznicy odpowiedzialności zawodowej w kwestiach reklamy koncentrowali się na naruszeniu art. 63 KEL, ale jest jeszcze drugi aspekt, na który zwróciła uwagę dyskusja toczona na jednym z posiedzeń Naczelnej Rady Lekarskiej. Lekarz jest zobowiązany do udzielania informacji dotyczącej aktualnej wiedzy medycznej.

Czy to robią? Dzisiaj telewizja jest pełna reklam pewnego środka do higieny intymnej. Czy lekarze, którzy polecają ten środek, zapoznali się z jego składem i choć przez chwilę zastanowili się, czy jest to na pewno najlepszy wybór dla ich pacjentów i czy leczy? Czy nie doprowadzają do sytuacji zaniechania skutecznego leczenia w określonych sytuacjach?

Czy firma zlecająca lekarzowi reklamę łamie prawo?

Gdyby zachęcała lekarza do reklamy produktu leczniczego, łamałaby art. 55 ustawy „Prawo farmaceutyczne”. Jeśli proponuje reklamowanie produktu medycznego, a nie leczniczego, prawa nie łamie. Łamie je lekarz, zgadzając się na udział w reklamie. Rzecznicy odpowiedzialności zawodowej i sądy lekarskie nie mogą prowadzić postępowań przeciwko osobom, które nie są lekarzami.

Dlaczego udział w reklamie jest zły?

Kreska, która oddziela to, co jest reklamą, od tego, co jest informacją, nie jest gruba. Samo słowo reklama ma według mnie znaczenie pejoratywne. Mam na myśli wątpliwości pacjenta, który widząc czy słysząc reklamę, od razu podejrzewa, że dla własnych korzyści ktoś poleca mu dany produkt. Media piętnują lekarzy, że za wręczony długopis od firmy czy kwiatki są gotowi postawić na szali swój wizerunek.

Dlaczego media piętnują takie zachowania, skoro emitują podważające autorytet lekarzy reklamy i żyją z nich? W moim przekonaniu reklama w zdecydowany sposób zaburza zaufanie między lekarzem a pacjentem. Na szwank naraża to, co jest istotą wykonywania naszego zawodu, zawodu zaufania publicznego.


Postępowanie przed Sądem Najwyższym

Opis przypadku

Okręgowy Sąd Lekarski uznał lekarkę (za udział w reklamie) winną naruszenia art. 4 Ustawy o Zawodzie Lekarza i Lekarza Dentysty w związku z art. 63 ust. 2 KEL i ukarał karą pieniężną w wysokości potrójnego przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia. Lekarka odwołała się do Naczelnego Sądu Lekarskiego, który zmienił orzeczenie OSL, zmniejszając karę do wysokości jednokrotnej średniej. Obrońca lekarza złożył kasację do Sądu Najwyższego.

26 listopada 2014 r. (sygn. SDI 41/14)

Podczas rozprawy Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej wniósł o oddalenie kasacji jako całkowicie bezzasadnej. Zaznaczył, że przepis art. 63 KEL jest przepisem sformułowanym w sposób jasny, czytelny i jednoznacznie zrozumiałym dla każdego lekarza. Podkreślał, że z wykładni językowej tego przepisu nie wynika, że znamieniem przewinienia zawodowego musi być bezwzględnie emisja reklamy, np. telewizyjna, radiowa czy prasowa.

Reklamy rozumianej nie definicyjnie czy słownikowo, ale potocznie, tj. tak jak rozumie to słowo każdy przeciętny członek polskiego społeczeństwa. NROZ sytuację, w której orzekano, odebrał w sposób jednoznaczny. Jednocześnie dodał, że w tej i podobnych sprawach lekarze są postrzegani jako swoiści „naganiacze” dla reklamowanego artykułu. Takie postępowanie może być traktowane w odbiorze społecznym jako dodatkowa, niedopuszczalna forma zarobkowania, kształtująca niewłaściwy wizerunek większości członków wykonujących zawód zaufania publicznego.

Sam fakt posłużenia się za zgodą wizerunkiem lekarki, której dotyczyła opisywana sprawa, jest wykroczeniem przeciwko KEL, nawet gdyby przyjąć, że do emisji reklamy nie doszło. Naruszenie normy art. 439 §1 pkt 1 kpk, tj. wydanie orzeczenia przez osoby będące świadkami emisji programu, jak wskazywała skarżąca, powołując się na art. 40 § 1 pkt 4 kpk (niewyartykułowany należycie we wniosku kasacyjnym – nie wskazano w sposób właściwy jednostki redakcyjnej tego przepisu), NROZ uznał za chybiony, jeśli spojrzeć na to przez pojęcie tzw. notoryjności sądowej i powszechnej za art. 168 kpk.

Sędziowie Sądu Najwyższego orzekli

Oddalić kasację jako całkowicie bezzasadną, obciążyć obwinioną kosztami sądowymi, uznając jej zarzuty kasacyjne za bezzasadne do uznania winy bez postępowania dowodowego, gdyż nagranie było emitowane, co nie jest kwestionowane nawet przez skarżącą lekarz; co do komercyjnego charakteru czynu, SN uznał orzeczenia sądów lekarskich za prawidłowe i ich ustalenia za takie, których nie można podważać.

Lekarka naruszyła KEL, udzielając zgody na rozpowszechnienie swojego wizerunku lekarskiego. SN za niefortunnie sformułowany uznał opis czynu: „wzięła udział w nagraniu”, więc nie popełnia przewinienia za każdym razem, gdy emitowana jest reklama. Udzieliła zezwolenia i według SN to jest przewinienie. Kwestia, ile razy reklama była emitowana, nie miało w tej sprawie znaczenia.

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 3/2015


„Ignorantia iuris nocet” (łac. nieznajomość prawa szkodzi) – to jedna z podstawowych zasad prawa, pokrewna do „Ignorantia legis non excusat” (łac. nieznajomość prawa nie jest usprawiedliwieniem). Nawet jeśli nie interesujesz się prawem medycznym, warto regularnie śledzić dział Prawo w portalu „Gazety Lekarskiej” (zobacz więcej). Znajdziesz tu przydatne informacje o ważnych przepisach w ochronie zdrowia – zarówno już obowiązujących, jak i dopiero planowanych.

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *