List młodego lekarza w sprawie specjalizacji

Chciałbym za pośrednictwem łamów „Gazety Lekarskiej” podzielić się swoimi uwagami, spostrzeżeniami i propozycjami ze środowiskiem lekarskim. List ten piszę po lekturze najnowszego numeru „GL” (04/2015), w którym to publikujecie Państwo list naszego kolegi, dra Jacka Aleksandra Pawskiego.

Foto: freeimages.com

Ja sam jestem aktualnie specjalizantem, ale od momentu rekrutacji nie minęło aż tak wiele czasu, żebym zapomniał, jak to wyglądało. Bardzo często rozmawiam z „osobami spoza branży”, jak i siłą rzeczy z lekarzami i lekarzami dentystami.

Ci pierwsi nie są w stanie pojąć, dlaczego jest tak mało specjalistów i dlaczego wyjeżdżają z Polski, przywołując różne argumenty od patriotyzmu po zobowiązania społeczne („kształcicie się za nasze podatki” – cóż, my i nasze rodziny też płacimy podatki, ale nie o edukacji finansowej chciałbym mówić).

Z kolei my, młodzi lekarze, stajemy bardzo często przed wyborem: robić to, co lubimy, w czym się odnajdujemy i czujemy najlepiej, czy do końca życia budzić się rano i myśleć: „znowu muszę iść do tej niewdzięcznej roboty, której tak bardzo nienawidzę”. Wielu z nas chciałoby zakładać rodziny, ale jak mamy utrzymać siebie i ewentualne dzieci? Jak zachować należyte proporcje pomiędzy życiem osobistym a zawodowym?

Ja sam jestem dzieckiem dwójki lekarzy. Ojca, który zmarł, gdy miałem 7 lat, prawie w ogóle nie pamiętam, bo w kółko siedział na dyżurach. Frustracja wielu z nas narasta. Jeśli Państwo chce kształcić i zachować kadry medyczne, a przy okazji zwiększyć przyrost naturalny, to nie tyle powinno przyznawać zasiłki z MOPS-ów na zasadzie „pieniądze do ręki”, ale zastanowić się nad długoterminowym planem zachowania młodych (nie tylko) lekarzy w kraju.

Wychodząc tej palącej społecznie potrzebie naprzeciw, kieruję dalszą część mojego listu w szczególności do dr Ewy Kopacz – aktualnie Pani Prezes Rady Ministrów i dra Bartosza Arłukowicza – Ministra Zdrowia oraz wszystkich Koleżanek i Kolegów mających jakikolwiek wpływ na stanowienie prawa w Polsce. Niniejsza porada jest dla was, Koleżanki i Koledzy, darmowa, naprawdę nic za nią nie chcę. Zastanówcie się, czy nie warto czasem wyjść ludziom naprzeciw.

Sama organizacja rekrutacji na specjalizację wydaje się zbyt restrykcyjna. W jednym naborze można złożyć tylko jedno podanie w jednym województwie na jedną specjalizację (umownie nazwijmy to zasadą 1-1-1). Podanie jest generowane na podstawie wypełnionego na stronie internetowej formularza. Czy to taki wielki problem, żeby rekrutować z ogólnopolskiej puli miejsc i móc wybrać preferowane województwo?

Czy przez to najwięksi i najbardziej zdeterminowani pasjonaci danej dziedziny nie zapełnią „dziury pokoleniowej” zarówno w aspekcie zawodowym, jak i ludnościowym w słabiej zasiedlonych rejonach kraju? Otwórzmy bardziej specjalizacje. Zwiększmy ilość miejsc szkoleniowych, ale także rezydentur.

Pozwólmy tym, którzy chcą się kształcić, żeby to robili. Skoro godzą się na pracę w trybie pozarezydenckim, to nie zamykajmy im takiej możliwości. Zapłaćmy kierownikom specjalizacji za każdego, kto chce się kształcić (zgodnie z obowiązującymi przepisami do 3 specjalizantów). Moim zdaniem nie ma lepszej metody nauki niż ta w relacji Mistrz – Uczeń.

Alternatywą do rezydentury niech będzie „stypendium specjalizacyjne”. Dajmy możliwość uzyskiwania stypendium ministerialnego (wypłacanego w formie pensji przez jednostkę prowadzącą szkolenie specjalizacyjne – podobnie jak rezydentura) w zamian za zobowiązanie do pracy w publicznym sektorze ochrony zdrowia po uzyskaniu tytułu specjalisty.

Oczywiście odpłatnie, ale za nieco niższą stawkę niż na wolnym rynku. Daje to nie tylko możliwość zapewnienia opieki specjalistycznej społeczeństwu, ale także pewność zatrudnienia i stabilność finansową młodemu lekarzowi w perspektywie kilku lat. Ponadto propozycja dra Jacka Pawskiego, by utrzymać rezydenturę mimo zmiany specjalizacji wydaje się być niezmiernie rozsądna. Utrzymajmy dodatek za specjalizację „zamawianą/deficytową”.

Jeśli ktoś naprawdę nie wie, co chciałby robić po stażu podyplomowym, bo na przykład „cała medycyna jest dla niego interesująca”, to może dodatkowe pieniądze pchną taką osobę na tę bardziej potrzebną lokalnej społeczności specjalizację? Oczywiście dodatek ten byłby uzależniony od zapotrzebowania na daną specjalizację w obrębie np. województwa.

Kwestia zarobków lekarzy w publicznym sektorze ochrony zdrowia jest tematem poruszanym tak często i długo w debacie publicznej, że dziś porozumiewamy się za pomocą sloganów. Co społeczeństwo myśli o nas, jest powszechnie wiadome: łapówkarze, złodzieje, biorą pacjentów za zakładników.

Dopóki społeczeństwo nie zrozumie, że wiedza i kompetencje kosztują, my młodzi będziemy wyjeżdżać. Czy tak bardzo różnimy się od przysłowiowych już hydraulików, budowlańców czy innych rzemieślników? Dlaczego dla nas nie ma społecznego przyzwolenia na emigrację zarobkową? Czy my nie możemy poszukiwać szczęścia i spełnienia w życiu?

Jeśli mamy tu zostać, to chcemy czuć się docenieni, mieć pewność jutra i możliwości rozwoju. Tylko czy Społeczeństwo stać na to, żeby spojrzeć prawdzie w oczy? Czy Obywatele są w stanie zrozumieć, że to dla nich inwestycja?

Młody lekarz
(imię i nazwisko do wiadomości redakcji)

List do redakcji opublikowany w „Gazecie Lekarskiej” nr 5/2015

Powiązane aktualności

Jeden komentarz

Skomentuj
  1. Griizly85
    Cze 15, 2015 - 12:20 PM

    Mądre słowa!

    ODPOWIEDZ

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *