Uzależnienie w rodzinie alkoholika

Niejednokrotnie zgłaszają się do lekarza osoby, przeważnie kobiety, z dolegliwościami, które trudno jest ze sobą połączyć i tym samym postawić jednoznaczną diagnozę. Jeżeli wyniki badań pomocniczych nie odbiegają istotnie od normy, rozpoznawana jest „depresja” albo „nerwica”.

Foto: freeimages.com

Chcąc pomóc takiej osobie, lekarz ordynuje najczęściej jakiś lek uspokajający bądź nasenny, a czasami odsyła ją do psychiatry, który zleca antydepresanty. Tymczasem, pomimo brania leków stan nie ulega poprawie, czasami nawet pogarsza się, natomiast pacjentka nadal skrzętnie przychodzi do lekarza, prosząc o kolejną porcję leków.

Spotykałem wiele osób, którym leki niewiele pomagały, natomiast przyjmowanie ich stało się przymusem, bo zdążyły się od tych leków uzależnić. U podłoża uzależnienia leżało niestety postępowanie lekarza, który zamiast szukać przyczyn zgłaszanych dolegliwości, przepisywał leki.

Uzależnienie pojawiało się najczęściej wówczas, kiedy przez dłuższy czas pacjent przyjmował leki z grupy benzodiazepin lub leki nasenne z grupy „Z” (np. zolpidem, zopiklon). Po zebraniu bardziej szczegółowego wywiadu okazywało się, że przyczyną dolegliwości był przewlekły stres spowodowany piciem alkoholu przez bliską osobę oraz nieudane próby opanowania sytuacji.

Takie sytuacje spotykane są dość często, bowiem osób uzależnionych jest w naszym kraju prawie milion (oficjalne szacunki to 600-800 tys.), a osób nadużywających alkoholu kolejne 3-4 mln. Każda z nich ma „w polu rażenia” parę osób, które z powodu jej zachowań cierpią. Jedną z konsekwencji szkodliwego picia alkoholu lub uzależnienia jest nieprawidłowe funkcjonowanie rodziny.

Kiedy przyjrzyjmy się bliżej takiej rodzinie, wówczas zobaczymy, że picie alkoholu przez jednego z jej członków stanowi główną zasadę organizującą życie rodzinne. W miarę przedłużającego się picia, rodzina przestaje spełniać należną jej rolę i pojawia się jej dysfunkcjonalność.

Niemożliwy staje się indywidualny rozwój jej członków, w mniejszym lub większym stopniu zamyka się na kontakty z otoczeniem, relacje między członkami nie są oparte na zasadach względnej chociaż szczerości i wzajemności, a role i normy nie są wyraźnie określone oraz zaakceptowane przez poszczególnych jej członków.

Dzieci w takich rodzinach uczą się ukrywania problemów, ukrywania swoich emocji i nie są w stanie korzystać z dzieciństwa tak jak ich rówieśnicy, a to odbija się na ich przyszłości. Osoby dorosłe też cierpią. Z tych właśnie powodów uzależnienie od alkoholu jest traktowane jako choroba całej rodziny, a nie tylko osoby pijącej.

Trzeba wiedzieć, że niejednokrotnie patologia rodzinna schowana jest za dobrym statusem ekonomicznym, wysoką pozycją społeczną czy poważnymi osiągnięciami zawodowymi jej członków i stąd trudno jest zauważyć problem uzależnienia i związaną z nim patologię. Dysfunkcjonalność rodziny nie pojawia się nagle.

Charakteryzuje ją swoista dynamika, która pozwala zaobserwować kolejne stadia tego procesu. W okresie początkowym rodzina, podobnie jak i alkoholik, zaprzecza istnieniu problemu. Nikt nie myśli o szukaniu pomocy. Destrukcyjne zachowania alkoholika są tolerowane, członkowie rodziny solidarnie chronią go przed ponoszeniem konsekwencji picia, a problem jest skrzętnie ukrywany.

Ponieważ sytuacja stopniowo pogarsza się, rodzina podejmuje próby rozwiązania problemu i organizuje samoobronę przed społecznym napiętnowaniem, jakie wiąże się z ujawnieniem alkoholizmu. Ogranicza kontakty z otoczeniem i chroni swój zewnętrzny wizerunek, mimo narastających nieporozumień, konfliktów i awantur.

Kolejny etap to faza chaosu, która wiąże się z utratą nadziei na rozwiązanie problemu i z bezwolnym poddaniem się biegowi wydarzeń. U dzieci coraz bardziej wyraźne stają się zaburzenia emocjonalne. Podejmowane są wówczas próby reorganizacji rodziny. Niepijący współmałżonek przejmuje odpowiedzialność za całość rodziny, w coraz mniejszym stopniu toleruje picie, przestaje chronić i kryć osobę pijącą.

Nawarstwiające się kryzysy mogą wówczas skłonić do poszukiwania pomocy u specjalistów. Jeżeli alkoholik nie podejmie leczenia, wówczas rodzina stara uwolnić się od niego. Ten etap wiąże się z podejmowaniem prób izolowania osoby pijącej i dalszego skłaniania jej do zaprzestania picia. Jeżeli osoba uzależniona pije nadal – rodzina przeprowadza ostateczną reorganizację i pozbywa się alkoholika.

Następuje nowy podział ról i obowiązków w rodzinie. Jak wynika z powyższego, energia rodziny koncentruje się przez całe lata na próbach wpływania na zachowania alkoholika i na przeciwdziałaniu jego destrukcyjnym zachowaniom. Tym samym zaniedbywane są inne ważne sfery życia rodzinnego, a co jest w tym wszystkim najważniejsze – praktycznie niemożliwe staje się prawidłowe wychowywanie dzieci.

Spotykamy to w ogromnej większości rodzin, w których istnieje problem uzależnienia, i to nie tylko od substancji psychoaktywnych. Osoby dorosłe, które cierpią z powodu takiej sytuacji, nazywamy współuzależnionymi. Jednocześnie, u wielu dzieci z takich rodzin kształtuje się tzw. syndrom dda (dorosłego dziecka alkoholika).

W przypadku alkoholizmu współuzależnienie nazywane bywa koalkoholizmem, a za jego istnieniem przemawiają następujące zachowania:

  • poddanie się rytmowi picia alkoholika;
  • przejmowanie za niego odpowiedzialności;
  • obsesyjne kontrolowanie go;
  • pomaganie i nadmierne opiekowanie się nim (w tym niedopuszczanie do tego, aby ponosił on pełne konsekwencje swojego picia i innych swoich zachowań);
  • wysoka tolerancja na różnego rodzaju patologiczne zachowania alkoholika, z jednoczesnym występowaniem poczucia winy i poczucia niskiej wartości, cierpienia oraz zaniedbywaniem samego siebie;
  • często zaprzeczanie faktom (zwłaszcza temu, że bliska osoba jest uzależniona) i stosowanie zasady, że „rodzinnych brudów nie pierze się na zewnątrz”.

Postępowanie osoby współuzależnionej charakteryzuje się więc stałym stawianiem potrzeb innych osób przed potrzebami własnymi, a to prowadzi do wyniszczenia emocjonalnego i fizycznego. Efektem są liczne dolegliwości, takie jak np. zniechęcenie lub zobojętnienie, zaburzenia snu często z koszmarami, „łatwe denerwowanie się”, wybuchy gniewu i agresji, stany niepokoju i lęku, nieokreślone bóle w klatce piersiowej lub brzucha i wiele, wiele innych.

Współuzależnienie należy traktować jako formę przystosowania się do nieprawidłowego układu relacji międzyludzkich, która umożliwia zachowanie istniejącego układu, a jednocześnie odbiera szansę na jego zmianę. Jest formą przystosowania się do przetrwania w sytuacji przewlekłego stresu, a to przystosowywanie się przebiega etapami.

Najpierw obserwujemy bezskuteczne interwencje i próby zrozumienia przyczyn zachowań bliskiej osoby. Następnie unikanie i izolowanie się, z jednoczesnym kontrolowaniem zachowań osoby uzależnionej.

W końcu, wobec braku efektu następuje poddanie się, rezygnacja i utrata nadziei na zmianę sytuacji oraz koncentracja na minimalizowaniu szkód spowodowanych piciem alkoholu przez bliską osobę. Współuzależniony członek rodziny jest więc jednocześnie „ratownikiem” bliskiej osoby i jej prześladowcą, a także jedną z ofiar tego patologicznego związku. Osoby współuzależnione często cierpią bardziej niż osoby uzależnione.

Patrząc na współuzależnienie poprzez pryzmat X Rewizji Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych (ICD-10), można łatwo zauważyć, że dolegliwości odczuwane przez osoby współuzależnione pasują do zaburzeń sklasyfikowanych jako „Zaburzenia nerwicowe, związane ze stresem i pod postacią somatyczną” w kategorii: „Reakcja na ciężki stres i zaburzenia adaptacyjne”.

Warto też wiedzieć, że większość poradni terapii uzależnień prowadzi programy psychoterapeutyczne, które umożliwiają takim osobom powrót do zdrowia. Część osób współuzależnionych korzysta z samopomocowych Grup Rodzinnych Al-anon. O tym, jak postępować w sytuacji, kiedy osoba bliska jest uzależniona i nie chce się leczyć oraz co robić, żeby nieświadomie nie pomagać w piciu, powiem przy kolejnej okazji.

Bohdan Woronowicz
Doktor nauk medycznych, specjalista psychiatra, certyfikowany specjalista terapii uzależnień, certyfikowany superwizor psychoterapii uzależnień, pełnomocnik ds. zdrowia lekarzy i lekarzy dentystów przy OIL w Warszawie

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 5/2015

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.