Solidarni w potrzebie

Pomoc drugiemu człowiekowi to naturalny odruch, związany z umiejętnością współodczuwania. Pomoc niesiona w ramach solidarności zawodowej jest czymś więcej, bo oznacza dzielenie się z kolegami, z którymi na co dzień współpracujemy, przyjaźnimy się, rywalizujemy.

Foto: imageworld.pl

Los bywa nieprzewidywalny i nigdy nie wiadomo, co komu przyniesie. Dziś wszystko idzie dobrze – jest praca i pieniądze, rodzina. Jutro ktoś z najbliższych ciężko zachoruje, umiera, urodzi się niepełnosprawne dziecko, spłonie dom lub okolicę nawiedzi powódź, za sprawą nieszczęśliwego wypadku w jednej chwili ktoś zostaje inwalidą.

Dla lekarza, tego rodzaju zdarzenia są szczególnie traumatyczne, ponieważ wykonywanie tego zawodu wymaga zarówno sprawności fizycznej, jak i odporności psychicznej, ciągłego dokształcania się, a na to potrzeba sił i środków.

Jest także grupa lekarzy, którzy z różnych przyczyn są zupełnie sami, nie mają rodziny i mogą liczyć na wsparcie wyłącznie innych osób. Prawdziwym dowodem solidarności zawodowej byłoby, gdyby mogli liczyć na innych lekarzy.

W poszczególnych okręgowych izbach lekarskich działają komisje socjalne, które niosą pomoc w różnych sytuacjach losowych, ale do komisji trzeba się zgłosić, a wielu lekarzy nawet nie wie, że jest taka możliwość. Inni uważają, że to dyshonor. Zawsze wpajano im, że lekarz to ten, który niesie pomoc, a nie ten, który jej potrzebuje. A jednak…

Lekarze Lekarzom

W maju 2011 r. Naczelna Rada Lekarska powołała Fundację Lekarze Lekarzom, która w 2015 r. uzyskała status organizacji pożytku publicznego. Zgodnie z założeniami, ma za zadanie udzielać pomocy finansowej lekarzom znajdującym się w trudnej sytuacji materialnej, przede wszystkim z powodu następstw klęsk żywiołowych i innych nadzwyczajnych okoliczności, w szczególności jej zadaniem jest niesienie pomocy materialnej owdowiałym małżonkom lekarzy, organizowanie wsparcia dla szczególnie uzdolnionych dzieci lekarzy niewydolnych materialnie, prowadzenie działalności w zakresie pomocy socjalnej dla lekarzy emerytów rencistów i innych osób, które z przyczyn obiektywnych nie mogą wykonywać swojego zawodu.

Dotąd z tej formy pomocy skorzystało kilkanaście osób. To dużo, czy mało? – Zależy, jak na to spojrzymy. Fundacja jest tworem nowym i młodym, nie zdążyła więc zaistnieć w świadomości środowiska, na razie zdołała dotrzeć ze swoim przesłaniem do garstki lekarzy – tłumaczy Mariusz Janikowski, prezes Zarządu Fundacji Lekarze Lekarzom.

Zaznacza, że fundacja działa na innych zasadach niż komisje socjalne, które dysponują pulą pieniędzy przyznaną im przez Rady Okręgowe w izbach. Środki, które ma do dyspozycji, to darowizny przekazywane przez lekarzy indywidualnie, pochodzą więc od nich bezpośrednio, a nie z odprowadzanych składek.

– Jestem zbudowany przekazywanymi darowiznami, a jeszcze bardziej dyskrecją darczyńców. Pomoc koledze po fachu to kwestia delikatna, nie chcą więc, by potrzebujący wiedzieli, od kogo ją otrzymują, nie chcą naruszać niczyjej godności – mówi Mariusz Janikowski. Wśród darczyńców są osoby, które otwierają w banku stałe zlecenia i regularnie co miesiąc odprowadzają pieniądze na konto fundacji. Za ich sprawą konto nigdy nie jest puste.

Pomoc to temat niełatwy

Fundację Lekarze Lekarzom powołano pierwotnie z myślą o stworzeniu narzędzia, które pozwoliłoby przekazać środki dla lekarzy, którzy ucierpieli podczas powodzi w 2010 r. Z czasem zarząd fundacji dostrzegł, że krąg potrzebujących jest szerszy. Wprawdzie lekarzom powodzi się materialnie coraz lepiej, często jednak ma to swoją cenę. Pracują na kilku etatach, biorą wiele dyżurów, a jeśli prowadzą firmy, dzieje się to kosztem urlopu, czasu wolnego i własnego zdrowia.

Podkreślić trzeba, że wielu lekarzy starszego pokolenia ma żenująco niskie emerytury i potrzebuje podstawowej pomocy w zakresie opieki zdrowotnej czy społecznej. Wymagają rehabilitacji i leczenia uzdrowiskowego. Jest wiele kontrastów. Obok zamożnych lekarzy, którzy żyją na wysokim poziomie, są i tacy, którzy z trudem wiążą koniec z końcem. Fundacja Lekarze Lekarzom planuje wspierać finansowo inicjatywy samorządu w zakresie opieki zdrowotnej i społecznej skierowanej do tej grupy.

Przewiduje również organizowanie i dofinansowywanie przedsięwzięć edukacyjnych i cele te chce realizować poprzez udzielanie wsparcia finansowego w formie zapomóg bezzwrotnych i zwrotnych oraz stypendiów, dofinansowywać zabiegi medyczne i rehabilitacyjne, pobyt w sanatoriach lub domach opieki społecznej, organizować pomoc rzeczową.

Przykładem takiej pomocy jest doktor z Łodzi (imię i nazwisko utajniono na prośbę rozmówcy), który znalazł się w dramatycznej sytuacji, kiedy jednocześnie stracił pracę, doznał skomplikowanego złamania ręki, a jego żona w tym czasie przebywała na urlopie wychowawczym. Mógłby pracować na umowę zlecenie, mógłby też brać więcej dyżurów, ale złamana ręka to uniemożliwiła. Cała rodzina przez trzy miesiące żyła więc z zasiłku chorobowego, który otrzymywał z ZUS.

Gdyby nie pomoc finansowa z własnej okręgowej izby, a później z fundacji, trudno byłoby przeżyć całej rodzinie. – To nie były duże pieniądze, ale na tyle istotne, że mogliśmy przetrwać ten trudny czas, a później stanąć na nogi – wspomina doktor. Dziś ma nową pracę i wszystko powoli wraca do normy. Bardzo sobie ceni pomoc izby i fundacji, która – jak zaznacza – była dla niego i jego rodziny także moralnym wsparciem.

– Byłem poruszony solidarnością kolegów lekarzy – mówi. To solidaryzowanie się w potrzebie jest budujące, szczególnie w naszym zawodzie, gdzie często – nadrabiając „chude lata” w pogoni za pieniędzmi mało kto widzi potrzeby i nieszczęścia innych – dodaje doktor.

Złotówka od lekarza

Pomoc ma różne oblicza, często liczy się pomysł, za którym idą konkretne pieniądze. Niektóre izby lekarskie zdecydowały, że raz w roku na konto fundacji będą odprowadzały złotówkę od każdego lekarza. – Byłoby ideałem, aby każda izba podjęła taką inicjatywę, na razie przoduje w tych działaniach izba płocka, wówczas fundacja miałaby zapewnione stałe wpływy i mogłaby lepiej planować działalność – przekonuje do tego pomysłu Mariusz Janikowski.

Tłumaczy, że nieszczęścia losowe, które pozbawiają lekarza dobytku i dachu nad głową to jedno, ale są przecież lekarze, którzy rzetelnie wykonują swój zawód, ale zwyczajnie nie mają talentu do zarabiania pieniędzy. Potrafią zarobić na bieżące życie, ale kiedy przychodzi starość lub choroba – a zwykle jedno i drugie – to zwyczajnie sobie nie radzą.

– W dzisiejszych czasach, aby zapewnić sobie i swojej rodzinie wysoki status materialny, trzeba być przedsiębiorczym, tego wymaga rynek usług medycznych. Znam lekarzy, którzy tego nie potrafią i w razie nagłych, nieprzewidzianych zdarzeń nie mają środków do życia – mówi Mariusz Janikowski.

Fundacja bardzo liczy na empatię tych lekarzy, którym się lepiej powodzi, wobec potrzeb osób, które boleśnie zostały doświadczone przez życie, a jednocześnie serdecznie dziękuje tym, którzy już otworzyli swoje serca na potrzeby innych. Są to ofiarodawcy z całej Polski, a ostatnio fundacja odnotowała stałe wpłaty z Wrocławia, Warszawy, Łodzi, Inowrocławia.

Piękną akcję podjęli członkowie motocyklowego klubu DoctoRRiders, którzy wsparli jednego z kolegów, który znalazł się w trudnej sytuacji życiowej. Takie celowane wsparcie to jedna z form pomocy, które fundacja także może rozwijać. Cenna jest każda, nawet symboliczna kwota.

– Gdyby oprzeć działania fundacji również na crowdfundingu – sile wielu osób dających nawet niewielkie kwoty (kilka złotych), ale regularnie – np. raz w miesiącu, to daje większe możliwości pomocy, niż znaczne kwoty wpłacane przez niewielu. Może nie mniej ważne byłoby przy tym poczucie, że rzeczywiście jesteśmy prawdziwą zawodową wspólnotą, środowiskiem, które potrafi dbać o siebie nawzajem. Jest blisko 170 tys. lekarzy i lekarzy dentystów. 5 zł miesięcznie wpłacone tylko przez połowę z nas stwarza niewiarygodne możliwości i proszę o takie wsparcie – mówi Mariusz Janikowski.

Prezes podkreśla, że działalność fundacji to nie tylko pomoc materialna, to również działalność informacyjna. Wielu lekarzy szuka pomocy w fundacji, nie wiedząc o innych jej formach, w tym z komisji socjalnych okręgowych izb lekarskich. W zależności od rodzaju sprawy, potrzebujący są kierowani do swojej izby – pierwszej instytucji, która może udzielić pomocy.

Przykładowo: do fundacji zgłosiła się osoba potrzebująca środków na zakup wskazanego przez siebie elektrycznego wózka inwalidzkiego. Po zapoznaniu się ze sprawą fundacja udzieliła kompletnej informacji, jak uzyskać odpowiedni wózek w centrali sprzętu ortopedycznego, jak należy załatwić dofinansowanie na ten cel, poleciła konsultanta, który zaoferował swoją pomoc, no i… udało się.

Lucyna Krysiak

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 6-7/2015


Wpłat darowizny można dokonywać na konto Fundacji:

Fundacja Lekarze Lekarzom
ul. Jana Sobieskiego 110
00-764 Warszawa
PKO SA 31 1240 6263 1111 0010 4779 2541

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *