Reportaż z SOR: Nie widzisz mojego cierpienia!

Awantury, pretensje, groźby, rzadko dobre słowo. Co jakiś czas podjeżdżają karetki, czasem policja lub straż miejska. Wokół pijani, uzależnieni, bóle brzucha, palca i ogólne złe samopoczucia. Czasem nagłe zagrożenie życie. Nietrudno się domyślić, że to szpitalny oddział ratunkowy.

IMG_6055-001 IMG_6068-001

Foto: Marta Jakubiak

Wtorkowy poranek. Szpital Praski im. Przemienienia Pańskiego w Warszawie, SOR. Ciemno w poczekalni – przy drzwiach stoi tłum ludzi. Wchodzimy do środka. W głębi pusto, prawie nikt z oczekujących nie siada na stojących tam krzesełkach.

Dlaczego? Wystarczy chwila, żeby się zorientować. Dwóch panów generuje tak obezwładniający zapach, że reszta pacjentów skupiła się w miejscu, do którego od czasu do czasu dociera powietrze z dworu. To bezdomni czy może głęboka praska patologia? Trudno od razu orzec.

Otwierają się drzwi gabinetu A3. Pielęgniarka prosi syna pacjentki czekającej wewnątrz. Nie ma go. Do A1 wzywany jest pacjent na planowe przyjęcie. Tu także nikt się nie zgłasza. Zrezygnowali? Wychodzę zaczerpnąć świeżego powietrza.

Jakiś pacjent rozmawia przez telefon. Przyszedł na SOR „z tym swoim uchem”. Nie wygląda na osobę, której życie jest zagrożone, nawet nie wygląda na chorego. Ciekawe, co mu dolega. Wracam do środka. W kilku dobrze widocznych miejscach wiszą plakaty z wydrukowaną informacją, do czego służy ten oddział. Czytam, że aby uzyskać pomoc, trzeba być w stanie nagłego zagrożenia życia. Prawie nikt tutaj tak nie wygląda.

Co chwilę ktoś podchodzi do okienka rejestracji. Młodzi, w średnim wieku, starzy, kobiety, mężczyźni, zazwyczaj towarzyszy im rodzina i znajomi. Jeden pan czyta książkę, młoda dziewczyna przegląda smartfona, inny rozmawia przez telefon.

IMG_6070-001 IMG_6072-001

IMG_6073-001 IMG_6075-001

– Kto ostatni? – pyta starsza pani, która przyszła w asyście, prawdopodobnie syna i synowej.

– Nie ma, pani na krzesło wejdzie – wskazuje to stojące przy okienku rejestracji. Starsza pani siada. – Coś mnie ugryzło dwa dni temu i spuchło – informuje rejestratorkę.

Zgłoszenie przyjęte. Teraz musi czekać. Okienko zamyka się, ale nie na długo. Jakaś starsza pani nerwowo puka w szybkę. Twierdzi, że zgubiła klucze w obszarze przyjęć i segregacji. Robi się zamieszanie.

10.45. Zmysł węchu jest jednak niezwykły. Niewiarygodne, jak szybko ludzkie receptory przyzwyczajają się do zapachów i przestają na nie reagować. Powoli krzesełka w poczekalni zapełniają się, nawet ja siadam bliżej. Młody mężczyzna (jeden „z tych” dwóch) podchodzi do okienka.

– Przecież mówiłam panu, że dziś nie będzie przyjęcia – informuje rejestratorka. – Powiedziałam, gdzie można otrzymać pomoc całodobową. My możemy przyjąć pana jutro.

– Jutro, jutro… – mruczy pod nosem i wraca na swoje miejsce. Widać, że nie zamierza zrezygnować.

Z obszaru przyjęć i segregacji medycznej wychodzi pacjent z zagipsowaną ręką. Inny w tym czasie korzysta z okazji, by dostać się w strefę zamkniętą. Wchodzimy również my.

Po drugiej stronie

Codziennie 12-godzinne dyżury pełnią tu trzy zespoły – reanimacyjny, chirurgiczny, obserwacyjny. Wspomagani są przez konsultantów poszczególnych specjalności medycznych, którzy pracują w tym czasie na oddziałach.

– Codziennie trafia tutaj około 100 chorych. 60-80 proc. to przypadki, które nie wymagają natychmiastowej interwencji. Na jednym z ostatnich dyżurów lekarz zbadał 78 pacjentów, z czego tylko 17 przyjęto na oddział. Najwięcej mamy internistycznych przypadków, nieco mniej chirurgicznych, trochę urologicznych, sporo ortopedycznych, przede wszystkim stłuczeń – opowiada dr Piotr Łukiewicz, ordynator SOR-u.

IMG_6079-001 IMG_6080-001

IMG_6083-001 IMG_6084-001

– Nie możecie odsyłać takich pacjentów? – pytam.

– Teoretycznie możemy, ale i tak najpierw musimy założyć kartę, zbadać, ewentualnie wykonać podstawowe badania. Łatwo coś przeoczyć, więc badamy, a chorzy to wykorzystują.

Poza tym większość zgłaszających się doskonale wie, co ma mówić, byśmy nie mieli możliwości odmówić im przyjęcia – wyjaśnia dr Łukiewicz.

Informują o nagłych urazach głowy czy ręki, nagłym bólu brzucha i tak dalej. W większości przypadków zgłaszane dolegliwości trwają już jednak kilka dni lub tygodni.

Jest też grupa pacjentów, którzy czasem źle interpretują sygnały płynące z własnego ciała. Uważają na przykład, że mają duszność, choć to nieprawda. Często też są alkoholicy z zespołem abstynencyjnym. Widzą myszy, psy albo strzepują z siebie krasnoludki.

Poza tym chcą zwolnień lekarskich, pomocy socjalnej, zmiany opatrunków, wykonania zastrzyków, zdjęcia szwów, wymiany cewnika, wykonania badań, które leżą w gestii POZ i porad specjalisty.

– Kiedyś o 3.00 nad ranem zgłosiła się do nas kobieta, prosząc o natychmiastową pomoc, bo otarła sobie palec w bucie. Mamy też mnóstwo pacjentów pod wpływem alkoholu, przywożonych przez straż miejską. Są upojeni, nie ma z nimi kontaktu, krew leje się z głowy. Trzeba im robić pełną diagnostykę, a to generuje ogromne koszty. Ponadto przeszkadzają innym chorym, awanturują się – opowiada jeden z chirurgów szpitala praskiego, którego na chwilę udało mi się zatrzymać na korytarzu.

IMG_6086-001 IMG_6087-001

IMG_6088-001 IMG_6089-001

13:40. Na podjeździe pojawia się kolejna karetka. Przywiozła pacjenta zabranego spod Katedry św. Floriana wezwana przez straż miejską. Wjeżdżają nosze, a na niej zwinięty w pozycji embrionalnej młody człowiek, brudny, zarośnięty, mocno zaniedbany. Ratownicy medyczni zabierają go do sali dekontaminacji, żeby przygotować do badania – umyć i przebrać.

– Dziś mieliśmy już przypadki: bólu kolana, zwyrodnienia kręgosłupa, bólu szyi, żylaków, uraz małego palca, stany gorączkowe, złe samopoczucia ogólne, ukąszenie komara, mężczyznę upojonego alkoholem, który spadł z ławki w kościele i rozbił głowę – opowiada ordynator.

W 2012 r. zostało przyjętych 27 tys. pacjentów, rok później o dwa tysiące więcej, a w 2014 r. było ich już 32 tys.

W tym samym czasie za jego plecami otwierają się drzwi sali dekontaminacji, z której wyłania się, lekko płynnym krokiem, przywieziony wcześniej pacjent. Nie zgadza się na leczenie i samowolnie opuszcza oddział.

Na korytarzu

Pacjenci czekający na wyniki badań chętnie rozmawiają o swoich problemach i powodzie wizyty na SOR-ze. – Poszedłem koło 6.00 do przychodni, lekarz nie wiedział, co mi jest i dał skierowanie do szpitala. Ciągle czekam. Cały dzień zmarnowany – skarży się jeden z nich.

Dlaczego wszelkie cierpienie tego kraju oblega SOR-y? Pacjenci powodów podają kilka. Przede wszystkim kolejki do poradni specjalistycznych i badań diagnostycznych. Doskonale wiedzą, który szpital w jakich dniach prowadzi np. dyżur okulistyczny.

IMG_6090-001 IMG_6094-001

IMG_6095-001 IMG_6097-001

Proszą o konsultację ze specjalistą lub wręcz żądają wykonania konkretnych badań. Często mówią wprost, że do specjalisty nie sposób się dostać, terminów nie ma lub są bardzo odległe, a oni potrzebują pomocy.

Wielokrotnie nie wiedzą, że funkcjonuje nocna opieka lekarska, dlatego przychodzą na SOR. W wielu przypadkach lekarze podstawowej opieki zdrowotnej wypisują im skierowania do szpitala, bo to najszybszy sposób, żeby przeprowadzić pełną diagnostykę.

– Nie dziwię się chorym, którzy zgłaszają się na SOR. Są ofiarami źle działającego systemu, bo prawda jest taka, że nikomu nie opłaca się dziś diagnozować i leczyć pacjenta. Dla wielu ludzi jesteśmy ostatnią deską ratunku – mówi dr Marta Dusza, jedna z lekarek, która pełni dziś dyżur na praskim SOR-ze.

Ale takie słowa słyszę w zasadzie od wszystkich, z którymi rozmawiam: rejestratorki, ratownika, pielęgniarki, innych lekarzy dyżurujących.

Trwa badanie w obszarze segregacji, gdzie trafiła kolejna pacjentka – kobieta w średnim wieku. Skarży się na bóle w klatce piersiowej i że cały czas chce jej się siusiu. Ma bóle głowy i pleców. Bierze leki przeciwzakrzepowe. Ratownik medyczny przeprowadza wywiad, mierzy ciśnienie, wykonuje EKG. Kobieta jest mocno zaniepokojona.

– Lekarz w przychodni, u którego byłam, nawet mnie nie zbadał, tylko od razu dał skierowanie do szpitala – opowiada. – Zrobimy badania i będzie wiadomo, co pani jest – uspokaja ratownik.

IMG_6099-001 IMG_6100-001

IMG_6105-001 IMG_6106-001

– Część pacjentów bardzo się emocjonuje, gdy musi długo czekać. Nie rozumieją, jak działa triage, czyli wstępna segregacja pacjentów. Musimy dokonać wstępnej oceny stanu chorego i przydzielić mu ścieżkę z odpowiednim kolorem. Zielony oznacza czas oczekiwania do 6 godzin, żółty – do 30 minut i czerwony to pomoc natychmiastowa. Nieraz musimy walczyć, aby móc leczyć pacjentów czerwonych, bo inni chcą być obsłużeni jako ci, którzy zgłosili się wcześniej. Na porządku dziennym są komentarze: tylko te karetki przyjmujecie, a ja tu czekam i czekam, przecież spieszę się do pracy – opowiada dr Małgorzata Perajska-Riemer.

15:00. Podjeżdża kolejna karetka. Nie ma już wolnego wózka. Przywieziono starszego pana z domu opieki. Jest słaby i odwodniony. 15:20. Na SOR trafia ofiara wypadku. To kobieta potrącona na przejściu dla pieszych przez 90-letniego kierowcę. Ma urazy głowy i kończyn. Bardzo szybko przechodzi przez triage.

– Kiedy w 2007 r. pojechałam z Polską Misją medyczną do Indonezji, gdzie ratowaliśmy ofiary trzęsienia ziemi na Jawie, przyjmowaliśmy 24 h na dobę. Ludzie czekali w ogromnych kolejkach, ale tam oni sami z siebie przepuszczali bardziej potrzebujących. Triage był naturalny, nikomu nie przyszło do głowy protestować. Mam wrażenie, że w Polsce wielu pacjentom SOR-ów chyba brakuje punktu odniesienia, skoro musimy prosić o zrozumienie, że są inni bardziej potrzebujący – podsumowuje dr Piotr Łukiewicz.

Dlaczego ja jestem winny?

Na jednym z wiszących na ścianie plakatów można przeczytać, że misją szpitala jest świadczenie usług medycznych w atmosferze życzliwości. Czasem jednak trzeba mieć nerwy ze stali, żeby tę misję wypełnić.

– Kurde, jak to długo się schodzi…

– O której pan przyjechał?

– Nawet śniadania nie jadłem!

IMG_6107-001 IMG_6118-001

IMG_6141-001 IMG_6069-001

Słyszę rozmowę w poczekalni. Napiętą atmosferę często tworzą rodziny.

– Babciu! Ja muszę iść do szkoły, niech coś przyspieszą…

O 15:30 w obszarze segregacji pojawia się znajomy pacjent – jeden z „tych dwóch”. W końcu go przyjęli, cierpliwość opłaciła się – to pierwsza myśl, jaka przychodzi do głowy. Trafia na triage, gdzie zostaje zbadany.

Ratownik informuje go, że nie zostanie przyjęty, bo wszystkie miejsca na detoksie są już dziś zajęte. Jak udało mu się w końcu przedostać na drugą stronę? Przywiozła go karetka spod Dworca Wileńskiego, którą wezwała postronna osoba do człowieka skarżącego się na bóle w klatce piersiowej.

Ten pacjent znany jest pracownikom praskiego SOR-u. Był tu już kilkukrotnie. Jest mocno zdeterminowany, żona zagroziła mu, że nie wpuści go do domu, jeżeli nie zrobi ze sobą porządku, nie przestanie pić. Walczy więc o to, by jak najszybciej poddać się detoksykacji.

16:20 kolejna karetka, tym razem z ciężarną. 16:37 kolejna… Sytuacja jest bardzo dynamiczna. Już nie sposób zliczyć wszystkich podjeżdżających zespołów. Ponoć jest to bardzo spokojny dzień. Wcale tak nie wygląda. Na OIOM-ie wszystkie łóżka są zajęte. Przed gabinetami czeka wielu niecierpliwych. Jest wśród nich głuchoniema pacjentka, do której pogotowie wezwali przechodnie, bo stała w deszczu i prosiła o pomoc.

IMG_6123-001 IMG_6129-001

IMG_6131-001 IMG_6134-001

Starsza, elegancka pani prosi o wodę. Przyjechała na SOR, bo – jak twierdzi – dzwoniła do POZ, prosząc o wizytę domową lekarza, ale usłyszała, że musiałaby czekać na nią dzień albo dwa, więc lepiej niech dzwoni po pogotowie. Jest po operacji biodra i ma kłopoty z oddawaniem moczu.

Pacjent walczący o detoks spaceruje po korytarzu. W pewnej chwili dyskretnie wyciąga zza pazuchy jakiś przedmiot i wrzuca do kosza. Trzeba to sprawdzić. Wyrzucam gumę do żucia i co widzę? To puszka po piwie! Pracujący tu ludzie nie mają łatwej pracy.

Pan z kleszczem pyta, czy długo jeszcze będzie czekał. Lekarka prosi o cierpliwość i mówi, że właśnie ratują czyjeś życie… – A co to mnie obchodzi! – odburkuje poirytowany mężczyzna.

– Takie dialogi są na porządku dziennym. Nie hamują się, krzyczą na nas. Chcą mieć wszystko natychmiast. Kiedyś ojciec pacjenta wyrwał klamkę do gabinetu USG, bo nie mógł się doczekać wyniku badania. Trzymam nerwy na wodzy, ale czasem można się tak po prostu po ludzku rozpłakać – słyszę od dr Duszy.

– Pacjent jest źle nastawiony, bo system go marginalizuje. Rozumiem, że narasta w ludziach frustracja, ale dlaczego na mnie się wyładowują? – pyta dr Małgorzata Perajska-Rimer.

Nie wiem, co odpowiedzieć. Złota zasada na SOR-ze to nie przeoczyć tego, co ważne i nie dać się wyprowadzić z równowagi.

Marta Jakubiak
Lidia Sulikowska

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 10/2015


Więcej galerii zdjęć można zobaczyć tutaj.

Powiązane aktualności

komentarzy 27

Skomentuj
  1. Starszy Ratownik
    Gru 02, 2015 - 03:33 PM

    i to wszystko bez wolnych sobót, niedziel i świąt, w systemie zmianowym dzień/noc, bez urlopów, bez premii i dodatków, bez żadnego zabezpieczenia prawnego ze strony pracodawcy czyli szpitala, wykonując polecenia takich gamoni że głowa mała, lekarz nigdy nic sam nie zrobi, praca w ciągłym stresie, mnóstwo papierkowej roboty, pełno formalności, masa rzeczy do pilnowania tj. terminy ważności leków, sprzętu etc., wożenie ludzi na RTG jak ostatni sanitariusz, bieganie z wynikami i krwią, podcieranie nieraz tyłków, zakładanie cewników, lewatyw, podkładanie basenów, zmiana pampersów….!
    Za 18zł na Kontrakcie !
    Lekarz robi dużo mniej a ma większy prestiż, szacunek a kasa – 100 na godzinę !

    ODPOWIEDZ
    • Pacjentka
      Gru 02, 2015 - 08:29 PM

      To sie trzeba było drogi Panie uczyć na lekarza- a nie zbijać bąki na studiach i teraz narzekać i zazdrościć ze Pan nie zarabia tyle co lekarz – to jedna sprawa.
      Bronił ktos Panu zdawać na medycynę???
      A druga to taka ze nikt Panu nie kazał zostać ratownikiem- zakładam ze sie Pan dowiadywał jakie sa realia pacy w ratownictwie zanim Pan zdecydował sie na jaki kierunek złożył – bo chyba Nie wybrał Pan na chybił trafił swojego przyszłego zawodu??!! Jak sie nie podoba i nie czyje Pan powołania do bycia ratownikiem medycznym to moze Pan sie przekwalifikować i wykonywać inny zawód – ktos Panu broni ???

      ODPOWIEDZ
      • Starszy Ratownik
        Gru 02, 2015 - 10:07 PM

        Czekałem na taką odpowiedź Pani Doktor…
        Jedno jest pewne, to że ktoś skończył medycynę nie upoważnia go do traktowania innych jak przygłupów – nie jesteście bożyszczami.
        2 lata studium, 3 licencjatu, 2 magisterki + masa szkoleń, kursów, wyjazdów, biwaków, to tez się liczy,
        Czuje powołanie ale z niektórymi i w niektórych miejscach jest to zarzynanie i się po prostu nie da.
        Nie pozdrawiam.

        ODPOWIEDZ
      • RM
        Gru 02, 2015 - 10:48 PM

        „zbijać bąki na studiach” ? Gratuluję obeznania. Kto chciał ratować to poszedł na ratownictwo, kto leczyć – ten na lekarski. I jedna i druga osoba musi poświęcić mnóstwo czasu, żeby robić dobrze to, czego wymaga wykonywany zawód. Frustrująca po prostu jest różnica w zarobkach, pomimo tego, że z założenia powinniśmy pracować jako zespół, który wspólnie działa i podejmuje decyzje.

        ODPOWIEDZ
        • m.m.
          Gru 06, 2015 - 12:15 AM

          A ja jestem lekarzem i prowadzę zajęcia na ratownictwie i brak mi słów żeby opisać niewiedzę i nieprzygotowanie ratownikow

          ODPOWIEDZ
      • Nie-ratownik
        Gru 02, 2015 - 10:55 PM

        Droga Pani Pacjentko,
        To bardzo przykre, co Pani pisze.
        Chciałabym uświadomić, że studia w kierunku Ratownictwo Medyczne to nie taka bułka z masłem. Najłatwiej zawsze jest oskarżyć człowieka o zbijanie bąków, niż się trzy razy porządnie zastanowić przed wypowiedzią.
        Sądzę, że Panem Starszym Ratownikiem nie kieruje zazdrość, a zwykłe poczucie niesprawiedliwości i niedowartościowania, bowiem jego praca jest ciężka zarówno fizycznie jak i emocjonalnie, ponosi on odpowiedzialność za ludzkie życie w stopniu podobnym co lekarz, przy średnich zarobkach poniżej 3 tysiące BRUTTO, przy pracy na pełen etat. Niestety, nie jest tak kolorowo, bo czas pracy to nie 8 godzin dziennie, od poniedziałku do piątku, ale istne maratony dyżurów, czasem 24 i więcej godzinnych, gdzie trzeba się nagimnastykować, żeby spędzić z rodziną święta raz na 2,3 lata, bez spiny że za parę godzin trzeb lecieć do pracy.
        Życzę Pani więcej refleksji, zaciekawienia realiami życia.
        Chciałabym jeszcze tylko dodać, że gdyby Ratownicy Medyczni mieli Pani podejście, to zapewne większość z nich przekwalifikowałaby się już dawno, podobnie jak Pielęgniarki i cały personel pomocniczy w służbie zdrowia. Proszę, w ramach chwili zadumy zastanowić się nad konsekwencjami takiego zdarzenia,
        Pozdrawiam 🙂

        ODPOWIEDZ
        • Patrycja Malik
          Gru 03, 2015 - 04:04 PM

          Większość lekrzy też chętnie przekwalifikowałoby się…..

          ODPOWIEDZ
      • Michał Bejo
        Gru 02, 2015 - 11:28 PM

        Pani Pacjentko. Czy uważa Pani że lekarz wykona wkucie, poda sam leki, uzupełni biurokracje, zacewnikuje, zrobi rtg, usg, morfologie, przetransportuje pacjenta itp, itd? Nie, lekarz wykona polecenie, nawet nieraz po przez telefon, nie widząc pacjenta. A gdy łaskawie zejdzie na SOR opierdzieli petenta, czytaj pacjenta, że jakim prawem przyszedł do szpitala, przy okazji personel medyczny „średniego” szczebla że petent został przyjęty do „jego” pokoju badań…

        Nie chce demonizować, są różni ludzie, niektórzy mają zapał do tej pracy, niektórzy nie, ale w większości przypadków tak to wygląda. Pierwszą osobą z którą styka się pacjent na SORze to ratownik lub pielęgniarka. Wszystkie czynności w/w wymienione są wykonywane przez personel medyczny, wymienię żebyś zrozumiała, pielęgniarki/pielęgniarze, ratownicy medyczni, technicy, którzy nie są z łapanki. To osoby które skończyły studia wyższe, którzy pokończyły nawet studia wyższe pełne, a nawet niektórzy skończyli doktorat. Osoby które chcą pracować w takim burdelu i chcą pomagać ludziom.

        Wyobraź sobie że lekarz to nie Bóg. Pracowałem na SORze, wiem jak to wygląda w roli „niezadowolonego” przez wykształcenie „tylko” ratownika, teraz pracuje w SRMie i wiem jak to z drugiej strony wygląda w szpitalu i pogotowiu.

        Jesteśmy ludźmi którzy niosą pomoc i chcą to robić z serca. I jesteśmy ludźmi którzy wkładają w to serce i zdrowie.

        Uważa Pani Pacjentko że to co robimy jest dla nas obojętne? Że jesteśmy osobami bez wykształcenia, bez rodzin i bez życia? Uważa Pani że nasza praca jest warta grosze?

        ODPOWIEDZ
      • Dorota S
        Gru 03, 2015 - 09:53 AM

        Bąki to nie jeden przyszły lekarz zbija widać po ilości niezdanych egzaminów specjalizacyjnych (znam mistrzów w tej dziedzinie) a lekarzami są bo tatuś mamusia też. Pielęgniarz/ka czy ratownik też kończą studia medyczne często z lepszym wynikiem więc nie kwestia zabijania bąków choć racja zabijają ale lekarze za 3-4 razy większa kasę za godzinę a w nocy zbiera się opierać że się budzi to kto jest zawodowym leniem / zbijaczem bąkow?
        Taką opinię mógł wystawić tylko w\w lub ten który sam ledwo zdobył wykształcenie nie należy innych mierzyć swoją miarą!
        Przyjdź na SOR posiedź i poprzygladaj się kogo widać pracującego a kto bąki zbija!!!

        ODPOWIEDZ
      • Anna
        Gru 03, 2015 - 01:45 PM

        Ciekawe, że lekrze wykonujący jedną wąską dziedzinę mają się za „panów świata” i niewiadomo kogo.., jakiś nadludzi ..a tak naprawdę są zwykłymi ludzmi jak my wszyscy!! Jest wiele zawodów znacznie trudniejszych niż pożal się boże wykłucie na blache grubej książki, której nawet nie trzeba zrozumieć, każdy głupi systematyczny człowiek by podołał.. Zresztą teraz znacznie łatwiej dostać sie na lekarski niż pare lat temu..ale głowa w chmurach została.. Jestem ciekawa ile z tych panów świata poradziło by sobie np z programowaniem.. Na pewno nieliczni… A tacy programiści to bardzo mądre i normalne chłopaki 🙂

        ODPOWIEDZ
        • J.K
          Gru 18, 2015 - 02:39 PM

          Zastanawiam się ilu programistów poradziłoby sobie z np. z operowaniem człowieka.
          Wykucie na blachę grubej książki ? Widzę, że wypowiada się pani nie mając pojęcia o temacie. Owszem uczymy się z grubych książek, nie jednej ale bardzo wielu, które trzeba rozumieć, uczymy się też umiejętności łączenia ze sobą faktów, logicznego myślenia, działania w stresie, współpracy z ludźmi, i znajdowania rozwiązań nawet tych najbardziej nieprawdopodobnych.
          Nie umniejszam przy tym innym zawodom, również programistom, każdy wybiera sobie coś do czego ma predyspozycje. Przykre jest jedynie, że medycyna postrzegana jest jako „TYLKO rycie książek na blachę”.
          Co więcej tzw „progi” na medycynę wzrastają co roku tak jak liczba chętnych. Więc NIE – nie jet łatwiej.
          ” każdy głupi systematyczny człowiek by podołał..” no cóż, możliwe, że tak. Ale systematyczność też nie jest zaletą każdego spotkanego na ulicy człowieka, a i Ci „niegłupi” muszą być systematyczni żeby przejść przez te studia.
          ” lekrze wykonujący jedną wąską dziedzinę mają się za „panów świata” ” – zapewne nie zdaje sobie pani sprawy jak ta „wąska dziedzina” potrafi być rozbudowana, a czy lekarze uważają się za panów świata? Zapewne niektórzy tak, podobnie jak niektórzy biznesmeni, politycy i osoby z innych zawodów. Bo to akurat zależy od charakteru konkretnej osoby a nie tylko zawodu który wykonuje.

          ODPOWIEDZ
        • DP
          Gru 18, 2015 - 05:35 PM

          Coś podobnego! Mądre chłopaki, do tego normalne?
          Niech się Pani sama przeczyta… następnie wyciągnie wnioski. Nas tego uczą na kierunku lekarskim – głównie wyciągania wniosków. Proszę spróbować samemu, to nie jest takie trudne, tylko groźnie brzmi! No jedynie najpierw trzeba ogarnąć kilka książek, żeby mieć podstawę do wnioskowania.
          Stawia Pani baaardzo śmiałe założenia, generalizuje Pani na każdym kroku, jacy to lekarze są roszczeniowi, wkłada Pani w usta wielu ludziom zarzuty, o jakich nawet by nie pomyśleli.
          Na koniec – nie ma Pani zielonego pojęcia w temacie.
          Pozdrawiam
          Student medycyny

          PS
          Proszę się starać nie chorować, to będziemy mieli mniej pracy i mniej zarobimy za tą naszą banalną wiedzę!

          ODPOWIEDZ
    • Rat Med
      Gru 02, 2015 - 11:25 PM

      Trzeba się było uczyć i zostać lekarzem. Przecież nikt Ci chyba nie bronił..?

      ODPOWIEDZ
    • Pati
      Gru 03, 2015 - 01:59 PM

      Młody lekarz na rezydenturze tez zarabia 18 zl/godz. Musiał włożyć więcej wysiłku żeby się dostać na studia, otrzymać dyplom lekarza oraz ponosi dużo większą odpowiedzialność niż ratownik. Żyjemy w takim kraju….Uważam że zarówno lekarzy jak i ratownicy powinni więcej zarabiać.

      ODPOWIEDZ
    • m.m.
      Gru 06, 2015 - 12:17 AM

      Gdzie ta 100 za godzinę? Chętnie popracuje za taką stawkę.

      ODPOWIEDZ
    • Ja
      Lut 07, 2016 - 09:24 PM

      Proszę nie wprowadzać innych w błąd. o lekarskich zarobkach nie Pan pojęcia wiec proszę sie nie wypowiadać. Na SOR-ach, na których ja pracuję stawki to 45zl brutto, 50 brutto i 60 brutto. Moja odpowiedzialność jest dużo, podkreślam, dużo wieksza niż Pana stad różnica w naszych zarobkach. Moje studia, kursy i szkolenia kosztują więcej niż Pana (mój brat jest ratownikiem), ja zlecam i muszę wiedzieć co zlecić a pan tylko musi te zlecenia wykonać. Ja tez nie mam wolnych sobót niedziel premii i dodatków i żadnego zabezpieczenia. Tez muszę wozić ludzi na RTG, gdy jest taka potrzeba, robić EKG-bo moi ratownicy mówią „nie umiem”, pobierać krew,podawać leki. Tylko ja oprócz tego muszę jeszcze umieć zbadać i leczyć a Pan juz nie. Wiec proszę nie pisać ze lekarz nic sam nie robi, niestety ale ja robię wszystko i za wszystkich łącznie z pielęgniarka i ratownikiem,ktorzy mówią”ale ja nie umiem” a ja jako lekarz muszę umieć wszystko. Lekarz robi duzo więcej niz Pan. Lekarz bez Pana sobie poradzi, Pan bez lekarza niestety nie…

      ODPOWIEDZ
      • Titus
        Lut 07, 2016 - 09:46 PM

        Jeśli jest tak jak mówisz – szacunek dla Ciebie i to nieudawany. Ale naprawdę nie wszędzie jest tak jak piszesz. Polska jest na tyle długa i szeroka, że zapewne różni ludzie sie trafiają: zarówno pracowici i kompetentni lekarze i ratownicy, jak też lenie i niedokształcone głuptasy niezależnie od tego, na jakim stanowisku pracują.

        ODPOWIEDZ
      • Kaja Wyrzykowska
        Wrz 30, 2016 - 08:32 PM

        20 lat choruję i lekarza zakładającego wkłucie (nie mówię o centralnym czy porcie naczyniowym), pobierającego krew czy wiozącego pacjenta na badania w życiu nie widziałam. Chyba, że w „Na dobre i na złe”.

        ODPOWIEDZ
  2. Ratownik Medyczny
    Gru 02, 2015 - 11:17 PM

    Powołanie powołaniem, ale fakt wyzysku pielęgniarek i ratowników zatrudnionych na kontraktach jest oczywisty. To najdogodniejsza forma zatrudniania ludzi przez szpitale. Przecież to tylko obsługa finansowa faktur. Nie ma urlopów zwolnień… Są firmy na rynku gdzie kontrakty podpisuje się na normalnych warunkach z prawem – a w naszym zawodzie wręcz powinno być obowiązkiem urlopu, płatnymi zwolnieniami L4 (oczywiście bez przegięć). Nie każdy może być lekarzem i nie każdy ratownikiem czy pielęgniarką. Pisanie, że ktoś zbijał bąki na studiach, to ignorancja i brak szacunku do czyjejś, ciężkiej pracy za niegodziwą pensję. Studia lekarskie są niewspółmiernie droższe od ratowniczych. Nie każdego jest stać i nie każdy mógł studiować „lekarski” w trybie bezpłatnym-państwowym. Czy nie łatwiej jest po prostu przestać się opluwać i pracować w zgodzie, a gdy przyjdzie potrzeba stanąć w obronie płac tych mniej lub tych więcej zarabiających bez wypominek? Nie da się ukryć, że ratowanie życia ludzkiego jest trudne do wyceny. Płace powinny być jednak adekwatne do włożonej pracy i odpowiedzialności – niekoniecznie do wykształcenia. W medycynie ratunkowej wszyscy pracujemy pod presją i wszyscy ryzykujemy życiem w każdej chwili. Dlatego pięciokrotnie niższa płaca za narażanie siebie i ratowanie innych to zbyt wielka rozbieżność…

    ODPOWIEDZ
  3. Pacjentka
    Gru 03, 2015 - 04:37 PM

    Do starszego ratownika – to jak Pan teraz zazdrości lekarzom ze zarabiają wiecej to trzeba było samemu isc na medycynę a nie wypominac ze ktos zarabia wiecej….Czy panu ktos zaglada do portfela?

    ODPOWIEDZ
  4. Pacjentka
    Gru 03, 2015 - 04:46 PM

    Ignorancja oraz brakiem szacunku – jest wypominanie ze ten zarabia tyle, a ten tyle – to mógł Pan przeciez zostać tym lekarzem – dlaczego Pan sie czepia tych ludzi, osadza ich ?

    Jesli chodzi o odpowiedzialność – to chociażby na SOR jest tak ze nawet jesli pielęgniarka czy ratownik medyczny popełni jakis błąd ( złe poda lek, pomyli leki itp ) to tak naprawde odpowiada za to lekarz -a nie nikt inny- bo to pod jego opieka jest pacjent!

    ODPOWIEDZ
    • prawnik
      Gru 05, 2015 - 07:34 AM

      Oczywiście, że za podanie niewłaściwego leku odpowiada osoba podająca a nie lekarz.

      ODPOWIEDZ
  5. Pacjentka
    Gru 03, 2015 - 04:53 PM

    Odpowiedz nie miała na celu Pana obrazić, ani umniejszać roli ratownika medycznego – ale dlaczego Pan atakuje lekarzy….?

    ODPOWIEDZ
  6. ABCD
    Gru 03, 2015 - 08:52 PM

    Ten kto ląduje w szpitalu bo złamał nogę po pijaku powinien zapłacić zapłacić z własnej kieszeni. Stac go na wódeczkę to niech zapłaci za gips i nastawienie kości.

    ODPOWIEDZ
  7. Neuro
    Gru 05, 2015 - 03:17 PM

    Z niczym się nie sprzeczam bo szkoda czasu skoro ratowniczyna pisze :szacunek , kasa i mniej robi. Rozumiem że ma więcej i ratownicy mają 3x za mało , ale pisać w tonie pacjenta znając temat od wewnątrz to tragedia.

    ODPOWIEDZ
  8. Odszkodowanie za błąd lekarski
    Lut 04, 2016 - 08:39 PM

    Polecamy się wszystkim tym, którzy doznali krzywdy w wyniku błędu lekarza. Odszkodowanie za błąd lekarski, które możemy uzyskać może być kilkadziesiąt razy wyższe niż w sytuacji, gdy poszkodowany pacjent walczyłby o nie sam. Zapraszamy do kontaktu.

    ODPOWIEDZ
  9. Kaja Wyrzykowska
    Wrz 30, 2016 - 08:22 PM

    Prawda jest taka, że gdyby nie salowi, pielęgniarki i ratownicy SOR-y (podobnie jak inne oddziały) najzwyczajniej by nie funkcjonowały. To właśnie tzw. „personel niższego szczebla” kontroluje wszystko, co się dzieje, jest na pierwszej linii frontu i wysłuchuje pretensji pacjentów, a zakres obowiązków zaczyna się na ratowaniu życia, reanimacji, a kończy na zmianie pampersów i sprzątaniu wymiocin. Gdyby nie ci ludzie, lekarze nie zrobiliby nic. Oczywiście to lekarz stawia diagnozę, zleca badania, itp. Ale nie zapominajmy że pielęgniarki czy ratownicy to ludzie po bardzo podobnych studiach, na których ciąży olbrzymia odpowiedzialność, a którzy nie są wynagradzani tak, jak na to zasługują. przez co pracują często na kilku etatach i są przemęczeni. Ode mnie wielki szacun. Na marginesie – jestem ciężko nieuleczalnie chora. Mimo to SOR to dla mnie ostateczność. Zazwyczaj dostaję ochrzan, że zgłaszam się tak późno, kiedy moje życie jest zagrożone. Proszę – pamiętajcie że oddziały RATUNKOWE, nie służą do leczenia przeziębień, zadrapań czy zatwardzenia. Czekanie pół roku na rezonans to nieporozumienie, ale wykorzystywanie SOR-u w tym celu to gruba przesada.

    ODPOWIEDZ

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *