FRK o sztucznym sercu i robotach medycznych

Prace nad sztucznym sercem i wspomaganiem serca są konieczne, bo brakuje organów do przeszczepów, a rośnie liczba potrzebujących takiego leczenia chorych – wskazywali uczestnicy konferencji w Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii (FRK) w Zabrzu. Nieunikniony jest też rozwój robotyki medycznej – uznali.

Źródło: www.facebook.com/FundacjaRozwojuKardiochirurgii

Prace nad robotami oraz protezami serca to główny przedmiot działalności fundacji, założonej przez wybitnego kardiochirurga prof. Zbigniewa Religę (1938-2009) i noszącej obecnie jego imię.

FRK – niepubliczna i niekomercyjna placówka naukowo-badawcza – świętuje właśnie 25-lecie. Jubileuszowy charakter miała w związku z tym niedawna konferencja BioMedTech Silesia.

Zainaugurował ją film, zarejestrowany na początku działalności fundacji. Wypowiadający się w tym materiale prof. Religa przekonywał, że pieniądze przekazane fundacji przez darczyńców idą na konkretny cel: „pomoc innemu człowiekowi w jego nieszczęściu, w jego chorobie”.

Przewodniczący Rady Naukowej FRK, wychowanek prof. Religi i, tak jak on, były minister zdrowia prof. Marian Zembala podkreślił, że powołanie fundacji było pokłosiem wizyt prof. Religi w zagranicznych ośrodkach zajmujących się leczeniem serca. „Widział tam, że wszystkie te ośrodki maja centra badawczo-doświadczalne” – mówił.

„Prof. Religa był liderem, który skupił wokół siebie ludzi, bo miał kolosalny autorytet. Kiedy zaczęły się prace nad sztucznym sercem, podśmiewaliśmy się z Marianem Zembalą, że może ono służyć do podlewania ogródka. Dziś już widzimy konkretne efekty – mamy chorych, którzy żyją dzięki tym systemom wspomagającym, dzisiaj składam hołd ich twórcom” – powiedział kardiochirurg prof. Andrzej Bochenek, też wychowanek Zbigniewa Religi.

Obok wydarzeń w związku z jubileuszem fundacji planowane są też wydarzenia naukowe. W tym roku planowane jest wszczepienie protezy serca dla dorosłych Religa Heart EXT w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu, kierowanym przez prof. Zembalę. Z kolei syn profesora Religi, dr Grzegorz Religa ma po raz pierwszy zastosować robota Robin Heart w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. dr. W. Biegańskiego w Łodzi.

Dr Religa podkreślił, że wciąż najlepszym rozwiązaniem w przypadku ciężkiej niewydolności serca jest przeszczep tego organu, który daje choremu szansę na życie w komforcie na dziesięciolecia. „Problemem jest jednak ograniczona liczba dostępnych narządów i to się na przestrzeni ostatnich wielu lat nie zmienia, podczas kiedy rośnie liczba tych, którzy byliby beneficjentami takiego leczenia. Ta znaczna liczba potrzebujących chorych to pole do wykorzystania mechanicznego wspomagania serca” – mówił.

Choć ludzkie serce – jak mówili na konferencji lekarze – to prosta pompa, odtworzenie jej funkcji przez inżynierów jest niezwykle trudnym zadaniem. „Dotychczas sztuczne serce najdłużej wspomagało chorego siedem lat, pacjenci z przeszczepionym żyją nawet 30, a średnio – 17 lat” – powiedział kierownik Pracowni Sztucznego Serca FRK inż. Roman Kustosz.

Fundacja ma na koncie sukcesy w tej dziedzinie – opracowane przez jej naukowców pompy wspomagania serca były zastosowane już ponad 300 razy, wspomagając pacjentów w oczekiwaniu na przeszczep lub pozwalając zregenerować się ich własnym sercom.

Na początku marca Fundacja przedstawiła wyniki badań doświadczalnych na zwierzętach polskiej pediatrycznej protezy serca Religa Heart Ped. Były one pozytywne. Wykazały dobrą wydajność urządzeń we wspomaganiu serca, brak zmian w obrazie i funkcji krwi oraz narządów. Pierwszych zastosowań pomp u dzieci cierpiących z powodu skrajnej niewydolności serca można się spodziewać w przyszłym roku.

Osiągnięcia FRK w dziedzinie robotów medycznych przedstawił dr hab. Zbigniew Nawrat z FRK. Zespół pod jego kierownictwem opracował już m.in. przenośnego robota toru wizyjnego – służy on do sterowania torem wizyjnym, co pozwala dokładnie obejrzeć pole operacyjne. Zastępuje jednego asystenta przy stole operacyjnym.

Jak mówił prof. Andrzej Bochenek, jeden z polskich pionierów zastosowania robotów na sali chirurgicznej, w dobie ciągłego cięcia kosztów w polskich szpitalach taka inwestycja może być dla dyrektorów szpitali atrakcyjna. „Nie każdy lekarz potrafi pracować z robotem, ale są tacy, którzy mają do tego dar. Roboty są potrzebne, z czasem będą na wyposażeniu każdego ośrodka chirurgii małoinwazyjnej” – ocenił.

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *