Bezpłatne leki 75+ coraz bliżej

Darmowe leki 75+ coraz bliżej

Od września seniorzy po 75. roku życia będą mieli prawo do otrzymywania recept na bezpłatne leki. W sumie program ma pochłonąć ponad miliard złotych. Które leki znajdą się na liście i kto zyska dzięki programowi 75+?

W Polsce jest ok. 3 mln osób powyżej 75. roku życia. Nawet 20 proc. z nich nie wykupuje przepisanych im przez lekarzy leków, bo pacjentów na to nie stać. Program 75+ ma dać realną pomoc najstarszym chorym, a także stworzyć szansę dla polskiej gospodarki, w tym rodzimego przemysłu farmaceutycznego. Jak wynika z badania CBOS-u, aż 94 proc. Polaków popiera pomysł wprowadzenia bezpłatnych leków dla seniorów.

IMG_6641_DxO  IMG_6555_DxO

Foto: Marta Jakubiak

Które leki będą za darmo?

Pełna lista bezpłatnych leków zostanie opublikowana najpóźniej 1 września tego roku. Nieco wcześniej trafi do konsultacji społecznych. – Jest jeszcze za wcześnie, aby mówić o preparatach, które znajdą się na tej liście. Wiadomo natomiast, co wynika z ustawy, że formułując spis darmowych leków, będziemy musieli kierować się czterema kryteriami doboru – poinformował podczas wtorkowej konferencji minister zdrowia Konstanty Radziwiłł.

Formułując listę darmowych leków 75+, Ministerstwo Zdrowia kieruje się następującymi kryteriami:

1) wpisane na listę darmowych leków preparaty muszą być wcześniej wpisane na listę leków refundowanych; dodatkowe kryterium to zaspokojenie potrzeb zdrowotnych świadczeniobiorców, którzy ukończyli 75. rok życia;
2) dostępność i bezpieczeństwo stosowania leków i środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych;
3) roczny limit wydatków przewidzianych na ten cel w ustawie budżetowej przewidzianej na dany rok;
4) stosunek kosztów do uzyskiwanych efektów zdrowotnych leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych w porównaniu do stosunku kosztów do uzyskiwanych efektów zdrowotnych tychże, objętych tym wykazem.

Jak deklaruje minister Radziwiłł, nie będą to leki najtańsze, ale te często zlecane przez lekarzy, głównie na choroby przewlekłe. Niestety, nie wszyscy lekarze będą mieli prawo do wystawiania takich recept. – Recepta musi być wystawiona w podstawowej opiece zdrowotnej – informuje minister. Jak uzasadnia, bardzo wielu pacjentów z niepowikłanymi chorobami, jak nadciśnienie tętnicze czy cukrzyca typu II, w sposób systematyczny korzysta z opieki, porady albo po prostu preskrypcji lekarzy specjalistów, co nie ma bardzo często uzasadnienia medycznego i merytorycznego, a niewątpliwie owocuje dodatkowymi kosztami i rosnącymi kolejkami. – To jeden z powodów, dla których zdecydowaliśmy się, aby preskrypcja w tym zakresie była dokonywana przez lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej i, co ciągle jest nowością w Polsce, pielęgniarki POZ. Jest ich na razie niewielka liczba, ale organizowane są już kursy, które nadadzą uprawnienia większej liczbie pielęgniarek i stopniowo będziemy rozszerzać tę grupę – informuje minister.

Ponadto minister Radziwiłł poinformował, że przygotowywana jest obecnie ustawa regulująca obszar podstawowej opieki zdrowotnej, do którego przesuwana ma być większość pacjentów ze specjalistyki, którzy nie mają ostrego, bardzo specjalistycznego powodu, by zgłosić się do lekarza specjalisty. W ramach POZ nadawane też będą coraz większe kompetencje pielęgniarkom.

Koszty i zyski

Na refundację dla seniorów przewidziano w sumie 1 mld 200 tys. zł. W przyszłym roku będzie to 564 mln zł. W kolejnych latach o 15 proc. więcej. Pieniądze na ten cel mają pochodzić z budżetu państwa. – Nie będzie to symboliczna pomoc, ale pomoc rzeczywista. Oczywiście będziemy musieli bardzo ostrożnie manewrować listą leków, aby zmieścić się w środkach przeznaczonych na ten cel, dlatego prawdopodobnie lista wrześniowa będzie listą skromną – tłumaczy minister. – Bez tych pieniędzy seniorzy musieliby kupić leki za kwotę, jak się obecnie szacuje, ponad 800 mln zł. Jeśli zdejmiemy z tego 564 mln zł, to pomoc państwa będzie realnie odczuwalna – podkreśla Tomasz Latos, wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji Zdrowia. – Uważam, że jest to najważniejszy z perspektywy pacjenta projekt w tym roku – mówi Piotr Błaszczyk, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego.

IMG_6565_DxO IMG_6547_DxO

Stworzenie takiej listy daje szansę kreacji swoistego receptariusza lekowego. Tam można ustalić, jakie leki powinny być preferowane nie tylko w odniesieniu do producentów, ale i cząsteczek. To będzie bardzo skuteczna forma sterowania ręką lekarza piszącego receptę – lista jednoznacznie narzuci leki uznane, wartościowe, sprawdzone – ocenia prof. dr hab. Zbigniew Gaciong z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Jest jednak zdania, że prawo do wypisywania darmowych leków powinni mieć także lekarze w szpitalach. – Moi pacjenci, którzy wychodzą ze szpitala, trafią w pewną dziurę, gdyż nie każdy z nich natychmiast dostanie się do lekarza rodzinnego, który przepisze leki zlecone w trakcie hospitalizacji na bezpłatną receptę – argumentuje.

IMG_6528_DxO IMG_6562_DxO

W Polsce nie ma dobrego zwyczaju, że pacjent, który wychodzi ze szpitala, zgłasza się do lekarza rodzinnego, by poinformować o przebytej chorobie, hospitalizacji oraz dalszych zaleceniach terapeutycznych. Taką informację lekarz rodzinny powinien przecież mieć – zauważa Tomasz Latos. Teraz, aby mógł otrzymać receptę na bezpłatne leki, będzie musiał udać się do lekarza rodzinnego, który dzięki temu taka wiedzę pozyska.

Zdaniem przedstawicieli pracodawców i przemysłu farmaceutycznego pochodzenie leku ma ogromne znaczenie. – W Polsce w przemyśle farmaceutycznym jest 100 tys. miejsc pracy. Jeśli na liście leków dla seniorów nie będzie polskich producentów, będzie mniej miejsc pracy i mniej pieniędzy z podatków w budżecie państwa – ostrzega Juliusz Bolek z Instytutu Biznesu.

IMG_6651_DxO_DxO IMG_6607_DxO_DxO

78 proc. leków refundowanych pacjentom powyżej 75. roku życia to leki produkowane w Polsce – zauważa Piotr Błaszczyk. – Znalezienie się na liście darmowych leków preparatu danej firmy zapewnia jej stały przychód. To sygnał, że nie musi ona tworzyć dużych rezerw, lecz może przeznaczyć środki na inwestycje, badania i rozwój. Wydaje się, że to może być ten sygnał, którego przedsiębiorcy potrzebują, czyli stabilizacji i możliwości podejmowania decyzji o charakterze strategicznym – podsumowuje Agnieszka Durlik z Krajowej Izby Gospodarczej.

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *