Prof. Fijuth: Nadciąga onkologiczne tsunami

„Wskaźnik 5-letnich przeżyć odbiega u nas o kilkanaście punktów procentowych od średniej w krajach UE. Różnica ta dotyczy praktycznie wszystkich lokalizacji nowotworów, z wyjątkiem raka płuca”. Z prof. Jackiem Fijuthem, prezesem Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, rozmawia Lucyna Krysiak.

Prof. Jacek Fijuth

Epidemiolodzy alarmują, że w najbliższych latach Polskę zaleje fala pacjentów onkologicznych. Czy nasze lecznictwo jest na to przygotowane?

Dane epidemiologiczne wskazują, że w stosunku do 2014 r. już w roku 2020 zapadalność na nowotwory złośliwe wzrośnie w Polsce o 15 proc., a w 2025 r. nawet o 28 proc. Co istotne, dwie trzecie z tego odsetka będzie skutkiem starzenia się społeczeństwa, gdyż wśród osób starszych współczynniki zachorowań na nowotwory złośliwe są najwyższe.

Należy więc w zmianie struktury demograficznej upatrywać przyczyn tego zjawiska. Także prognozy GUS sygnalizują, że w 2025 r. odsetek chorych na raka Polaków powyżej 65. roku życia zwiększy się z 14 do 21 proc. W obecnym kształcie nasz system nie jest na to przygotowany.

Zarówno Polskie Towarzystwo Onkologiczne, jak i zarządzający szpitalami, gdzie leczeni są chorzy na nowotwory, widzą pilną konieczność zmian. Niezbędne będzie tworzenie sieci szybkiej diagnostyki onkologicznej oraz miejsc przygotowanych do kompleksowego leczenia takich pacjentów – centrów kompetencji i centrów doskonałości, bardziej nowoczesnych, z zapleczem szybkiej diagnostyki onkologicznej, prowadzących nowatorskie terapie.

Zanim jednak to nastąpi, trzeba rzetelnie opracować mapy potrzeb zdrowotnych dla regionów, uwzględniając demografię, zapadalność na poszczególne typy nowotworów zlokalizowanych w różnych narządach, stopień ich zaawansowania w chwili rozpoznania i wynikające z tego wdrożenie odpowiednich terapii. Konieczna będzie także weryfikacja potrzeb kadrowych.

Czy to znaczy, że mamy za mało onkologów, czy może są problemy z ich kształceniem?

W Polsce jest 1200 onkologów i to stanowczo za mało w stosunku do zapotrzebowania na lekarzy tej specjalności (na tle krajów europejskich plasujemy się na ostatnich miejscach). Chodzi więc o to, aby poprawić i zintegrować szkolenie studentów medycyny w zakresie onkologii oraz stworzyć zachęty do specjalizowania się w tej dziedzinie.

Szczególnie patowa sytuacja jest w patomorfologii – specjalności bezpośrednio związanej z diagnostyką i terapią onkologiczną. Patomorfologów jest zaledwie 400, dominują wśród nich 60- i 70-latkowie, którzy za chwilę odejdą na emerytury i nie będzie miał ich kto zastąpić. W specjalnościach stricte onkologicznych, największy i najbardziej odczuwalny deficyt dotyczy radioterapeutów.

Aby zbliżyć się do Europy, do 2020 r. powinniśmy wykształcić ich około 135. To trudne do zrealizowania. Potrzeba nam także więcej chirurgów onkologów i onkologów klinicznych. Jest to wyzwanie dla CMKP i towarzystw lekarskich. Od ich działań zależy, czy sprostamy nieuchronnie nadciągającemu onkologicznemu „tsunami”.

Jak pan ocenia dostępność do świadczeń onkologicznych w Polsce i ich skuteczność?

Wskaźnik 5-letnich przeżyć odbiega u nas o kilkanaście punktów procentowych od średniej w krajach UE, wynoszącej 50-60 proc. Różnica ta dotyczy praktycznie wszystkich lokalizacji nowotworów, z wyjątkiem raka płuca, co jest wątpliwą satysfakcją, gdyż 5-letnie przeżycia w tym nowotworze nieznacznie przekraczają 10 proc.

W porównaniu z Zachodem mamy też jeden z najwyższych standaryzowanych współczynników zgonów na nowotwory złośliwe (około 195 na 100 tys. mieszkańców). Najnowszy raport Onkobarometr Fundacji Watch Health Care pokazuje, że czas oczekiwania na badania diagnostyczne i poszczególne typy terapii onkologicznej jest dwa razy dłuższy dla pacjentów nieposiadających karty Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego (5 tygodni) niż posiadających kartę DiLO (2,2 tygodnia).

Okres ten jest trzykrotnie dłuższy w przypadku hematologii i hematoonkologii, o 50 proc. dłuższy w przypadku chirurgii onkologicznej i radioterapii. To dzieli chorych na dwie kategorie. Raport opracowany na zlecenie Polskiego Towarzystwa Onkologicznego wskazał natomiast „białe plamy” w polskiej onkologii, zwłaszcza w dostępie do radioterapii. Wykazał też zbyt małą liczbę przyspieszaczy liniowych i aparatów do brachyterapii.

W pasie od Lubelszczyzny, przez Podlasie, Mazowsze, Warmię, Pomorze, dojazd do zakładów radioterapii zajmuje chorym ponad godzinę. Wymusza to leczenie stacjonarne – wielotygodniowe hospitalizacje lub pobyty w hostelach, co rozdziela pacjentów z rodziną, będącą wsparciem w obciążającym leczeniu i zwiększa jego koszty. Raport wykazał także utrudniony dostęp do chirurgii onkologicznej i chemioterapii, a zwłaszcza do innowacyjnych farmakoterapii onkologicznych.

Czy wraz z wprowadzeniem pakietu onkologicznego rzeczywiście coś się zmieniło na lepsze?

Pakiet onkologiczny przyspieszył diagnostykę i skrócił czas od momentu podejrzenia raka do rozpoczęcia leczenia, jednak tylko u dwóch trzecich chorych, reszta nie ma karty DiLO i nie wchodzi na ścieżkę szybkiej terapii onkologicznej ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Również tylko połowa chorych z kartą DiLO przechodzi przez konsylium wielospecjalistyczne, co oznacza, że liczba wydawanych kart jest zbyt mała. To dowodzi, że lekarze POZ są wciąż za mało zaangażowani w proces kierowania chorych do weryfikacji klinicznego podejrzenia nowotworu.

Resort zapowiedział radykalne zmiany w funkcjonowaniu pakietu, łącznie ze zmianami legislacyjnymi. Karta DiLO ma być „odchudzona”, będą ją mogli wystawiać także specjaliści, zwoływanie konsyliów wielospecjalistycznych będzie rekomendowane, ale nie obligatoryjne, uproszczone ma być sprawozdawanie do NFZ, zmodyfikowana i uszczelniona rejestracja w Krajowym Rejestrze Nowotworów.

Opieka paliatywna i hospicyjna będą rozliczane bez limitu. Te zapowiedzi, chociaż rozłożone w czasie, być może spełnią postulaty PTO prezentowane w licznych pismach, petycjach i na konferencjach.

Skuteczność leczenia nowotworów odbiega w Polsce od krajów Europy Zachodniej i USA? Skąd te dysproporcje?

Gonimy rozwinięte kraje UE i poprawiamy wskaźniki wyleczalności, ale statystyka jest niezmiennie dla nas niekorzystna. Na sukces leczenia składa się wczesna diagnostyka i skuteczność badań skriningowych oraz profilaktyka pierwotna nowotworów.

W Polsce wciąż leczymy chorych w wyższych stopniach zaawansowania, gdzie terapia jest znacząco droższa i mniej efektywna. Na ogólne wyniki wpływa też styl życia i upowszechnianie zachowań prozdrowotnych, np. zaniechanie palenia tytoniu, aktywność, zdrowsza dieta.

W Polsce nowotwory tytoniozależne, w tym rak płuca, wciąż stanowią najczęstsze lokalizacje narządowe. Niepokojący jest wzrost zapadalności na raka płuca u kobiet, który staje się u nich najczęstszą przyczyną zgonów. Polacy są coraz bardziej otyli. Niepokoją zwłaszcza szybko rosnące wskaźniki otyłości u dzieci i młodzieży.

Wreszcie finanse. Cieszy, że nakłady na walkę z rakiem rosną o 6-7 proc. i wynoszą około 7 mld zł rocznie, gdyż ich wielkość mierzona uśrednionym wskaźnikiem TNEH (Average Total National Expenditure on Health) jest liniowo skorelowana z 5-letnim przeżyciem chorych. Jednak wciąż znajdujemy się wśród krajów, w których są one ponad dwukrotnie niższe niż u europejskich liderów.

Czy Polskie Towarzystwo Onkologiczne ma koncepcję, jak uzdrowić sytuację?

Powstał Narodowy Program Zwalczania Chorób Nowotworowych (NPZChN) na lata 2016-2024. Na jego realizację przeznaczono 250 mln zł rocznie. Zakłada on zwiększenie nakładów na szeroko rozumianą profilaktykę pierwotną i wtórną nowotworów, a także na diagnostykę molekularną i genetyczną oraz poradnictwo z zakresu genetyki onkologicznej.

PTO uważa, że wydatkowanie tych pieniędzy powinno być monitorowane i optymalizowane. Traktuje kontrolę nad prawidłowym rozwojem polskiej onkologii jako jeden z głównych celów swojego działania. Zleca opracowanie raportów tematycznych, opisujących obecny stan wiedzy w zakresie epidemiologii, etiologii, diagnostyki i leczenia nowotworów, najistotniejszych z punktu widzenia medycznego i społecznego.

Raporty te (tzw. zielone i białe księgi raka piersi, jelita grubego i jajnika) zawierają jednocześnie propozycje działań administracyjnych i logistycznych mających na celu poprawę wyleczalności i jakości życia.

Raporty opracowane na zlecenie PTO dotyczyły też dostępności do leczenia onkologicznego w Polsce i „białych plam” polskiej onkologii oraz były próbą szczegółowej analizy kosztów realizacji wybranych procedur onkologicznych i ich taryfikacji. Kluczowym dokumentem, opracowanym dla PTO jeszcze w 2014 r., jest Strategia Walki z Rakiem w Polsce w latach 2015-2024 – polski Cancer Plan, z którego wdrożeniem wiążemy duże nadzieje.

Tyle projektów, dlaczego są tak mało skuteczne, czego im brakuje?

Kompleksowości i koordynacji. W naszym sztandarowym dokumencie przedstawiamy 6 bloków tematycznych oraz działania uznane za priorytetowe w zakresie: organizacji i zarządzania systemem zwalczania chorób nowotworowych, nauki i badań nad rakiem, profilaktyki pierwotnej i wtórnej, diagnostyki i leczenia oraz jakości życia w trakcie i po leczeniu onkologicznym.

W marcu Minister Zdrowia powołał zespół, którego zadaniem jest nakreślenie wynikających z niego najważniejszych zadań i przygotowanie podstaw do ich stopniowej implementacji. Poprawy w zakresie zachorowalności i umieralności na choroby nowotworowe w Polsce upatrujemy w szeroko rozumianej, kompleksowej walce z rakiem, a nie w doraźnych i cząstkowych działaniach naprawczych i interwencyjnych. Mamy nadzieję, że nasz dokument doczeka się wreszcie realizacji.

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *