Artysta, który przy okazji leczył

Tak o Andrzeju Szczekliku, wybitnym krakowskim lekarzu, kardiologu, pulmonologu i interniście, uczonym, pisarzu i filozofie medycyny, powiedział kiedyś kompozytor Zygmunt Konieczny.

Grób prof. Andrzeja Szczeklika
Cmentarz Salwatorski w Krakowie
Foto: Zygmunt Put / Wikimedia Commons

Był on jednym z jego przyjaciół i pacjentów, w gronie których znajdowała się cała gama elity podwawelskiej kultury, od Piotra Skrzyneckiego, Anny Dymnej, Stanisława Radwana, Andrzeja Wajdy, Jerzego Turowicza, aż po ludzi pióra tej miary co Czesław Miłosz, Stanisław Lem, Sławomir Mrożek, Józef Tischner czy Wisława Szymborska (ostatnia jego pacjentka, która poszła do wieczności zaledwie po dwóch dniach od jego przedwczesnej śmierci).

Zmarł nagle na zawał serca, połączony z zapaleniem płuc, w 74. roku życia. Przez 40 lat był kierownikiem Kliniki Chorób Wewnętrznych Akademii Medycznej w Krakowie, w latach 90. rektorem tej Akademii, a następnie prorektorem do spraw Collegium Medicum UJ, kiedy to przyczynił się do włączenia wydziałów medycznych do Uniwersytetu.

W dziedzinie medycyny zajmował się naukowo astmą oskrzelową i prowadził badania nad prostacykliną. Opublikował w kraju i za granicą około 600 prac z zakresu medycyny oraz kilka monografii i podręczników. Szerokie grono przyjaciół i admiratorów podkreślało pracowitość Profesora, fantazję, dowcip, rozległość wiedzy z różnych dziedzin, otwartość na człowieka i przestrzeganie praw pacjenta.

Mówiono o nim: „Lekarz w poszukiwaniu duszy”. On zaś często powtarzał: „Lekarz powinien chcieć i umieć słuchać chorego… Medycyna to sztuka rozmowy”. Często również dodawał: „W gruncie rzeczy medycyna to bardzo humanistyczna nauka”. Po jego śmierci Andrzej Vetulani napisał: „Budził olbrzymie zaufanie, budził nadzieję, leczył dotykiem i słowem… Był fizycznie i duchowo skonstruowany w taki sposób, że prawie każdy jego znajomy czuł się równocześnie jego przyjacielem”.

Ale on nie tylko leczył. W młodości studiował grę na fortepianie. Wiele lat jeździł na nartach. Całe życie słuchał muzyki. Szczególnie uwielbiał twórczość Jana Sebastiana Bacha. Z pasją zagłębiał się w przeszłość. Antyk, mity greckie i rzymskie, początki medycyny, zagadnienia religijne i estetyczne, poezja, muzyka – oto dziedziny, które zgłębiał i z których czerpał.

Często powiadał, że „medycyna i sztuka mają wspólny rodowód – magię”. Napisał trzy książki o wymiarze ponadczasowym, wykraczające śmiało i fascynująco poza problemy stricte medyczne: „Katharsis – O uzdrowicielskiej mocy natury i sztuki” (2003), „Kore – O chorych, chorobach i poszukiwaniu duszy medycyny” (2007), „Nieśmiertelność – Prometejski sen medycyny” (2012).

W drugą rocznicę śmierci tego niezwykłego lekarza, człowieka renesansu, humanisty, erudyty i postaci niemal mitycznej ukazała się rozmowa rzeka Andrzeja Szczeklika z jego przyjacielem Jerzym Illgiem. Profesor opowiada o dzieciństwie, lekturach, domu rodzinnym, przygodach na zagranicznych stażach, działaniu w „Solidarności” i represjach stanu wojennego, kontaktach z papieżem, wyprawach w góry, syberyjskich szamanach i egipskiej Księdze Umarłych.

Wszystko to pomaga zrozumieć, skąd biorą się ludzie wyjątkowi i jak zdobyć receptę na realizację marzeń. Piszę o tym wszystkim w nadziei, że moi czytelnicy – zwłaszcza coraz młodszych roczników – sięgną po dorobek literacki jednego z najwybitniejszych lekarzy naszych czasów. Warto te książki mieć pod ręką i do nich wracać, aby duchowo posilić się i wzmocnić talentem, wiedzą i mądrością, jaką pozostawił nam Andrzej Szczeklik.

Sławomir Pietras
Dyrektor polskich teatrów operowych

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 8-9/2016

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *