TYLKO U NAS: Chirurgia po gnieźnieńsku

Od września jedyny w Gnieźnie szpitalny oddział chirurgiczny ma nową kadrę lekarską. Huczy o tym niemal całe miasto. Dlaczego dokonała się tak radykalna zmiana? Ilu zaangażowanych w konflikt, tyle opinii.

Szpital w Gnieźnie

Foto: Lidia Sulikowska, Marta Jakubiak, archiwum prywatne

W Oddziale Chirurgii Ogólnej i Małoinwazyjnej, Poradni Chirurgicznej oraz Pracowni Endoskopii szpitala w Gnieźnie jeszcze do jesieni 2016 r. pracowali chirurdzy miejscowego szpitala, niektórzy z wieloletnim stażem w tej placówce.

Od 1 września zdecydowana większość (poza dwiema osobami) zakończyła współpracę ze szpitalem. Zastąpiła ich kadra lekarska zatrudniona w prywatnym podmiocie leczniczym (pełna nazwa: Aleksander Sowier, Gabinet Lekarski, NZOZ, Gabinety Chirurgiczne SOWMED, SOW-WIND z siedzibą w Poznaniu), który wyłoniony został w konkursie ogłoszonym w czerwcu i rozstrzygniętym w lipcu 2016 r.

Lekarze, którzy musieli szukać nowej pracy, protestują i walczą o unieważnienie konkursu, jako przeprowadzonego niezgodnie z prawem. Dyrekcja szpitala odpiera zarzuty. Konflikt trwa, a w spór zaangażowano już m.in. NFZ, resort zdrowia, prokuraturę. Kto ma rację? Żeby się dowiedzieć, trzeba porozmawiać z obiema stronami konfliktu. Jedziemy więc do pierwszej stolicy Polski po prawdę.

Nie jest dobrze

Po kilku nieudanych telefonicznych próbach umówienia się ze Starostą Powiatu Gnieźnieńskiego, właścicielem szpitala, nie tracimy nadziei – od razu po przyjeździe do miasta jedziemy poprosić o spotkanie raz jeszcze, tym razem osobiście. Niestety, nie ma szans na rozmowę. Pani starosta Beata Tarczyńska nie znajdzie dla nas czasu. Umawiamy się, że odpowiedzi na pytania otrzymamy mailem. Dyrekcja szpitala ogłosiła konkurs 17 czerwca 2016 r. Dlaczego zdecydowano się na taki krok? Najlepiej spytać u źródła. Idziemy na ulicę Św. Jana 9, do siedziby administracji gnieźnieńskiego ZOZ-u.

ZOZ Gniezno

ZOZ w Gnieźnie

Na miejscu czekają na nas dyrektor placówki Krzysztof Bestwina i Ewa Jachimczyk, zastępca dyrektora ds. lecznictwa tej placówki i przewodnicząca komisji konkursowej. Widać chęć rozmowy. Na biurku leży stos dokumentów dotyczących sprawy. – To nie my chcieliśmy postępowania konkursowego, tylko nasi chirurdzy. Jeszcze w maju 2015 r., czyli ponad rok przed ogłoszeniem przez nas postępowania, skierowali pismo do dyrekcji, domagając się w nim wdrożenia kontraktu zadaniowego i podwyżek. Chcieli podniesienia poborów do 20 proc, z kolei w poradni chirurgicznej wzrostu płac do 50 proc. kontraktu z NFZ. Odmówiłem, bo nie stać nas było na takie podwyżki. Szpital i tak jest zadłużony. W tych roszczeniach nie było przyzwoitości – tłumaczy dyrektor Bestwina.

– Na tle innych lekarzy naszego szpitala zarabiali dobrze. Ja jako ordynator oddziału pediatrycznego zarabiam trzy razy mniej – dodaje Ewa Jachimczyk. O podwyżkę w imieniu całego zespołu wnioskował chirurg Jacek Bembnista, który pracował w szpitalu w Gnieźnie od 1998 r. i jednocześnie pełnił funkcję ordynatora w męskiej części oddziału.

– Tak, chcieliśmy wzrostu wynagrodzeń, bo jako chirurdzy mieliśmy niższe pensje niż lekarze tej samej specjalności w innych placówkach, a pracowaliśmy naprawdę uczciwie i dobrze, przeprowadzaliśmy trudne operacje. Także w naszym szpitalu były dysproporcje płacowe, np. ortopedzi w poradni mieli 45 proc. wartości kontraktu, my jedynie 35 proc. – opowiada doktor Bembnista, z którym również się spotykamy. – Baliśmy się, że może rozsypać nam się zespół. Wnioskowaliśmy głównie w imieniu młodych lekarzy, których pensje były naprawdę niskie i mogliby z tego powodu zacząć szukać lepiej płatnej pracy – dodaje doktor Ziemowit Kowalski, który pełnił funkcję kierującego oddziałem na oddziale chirurgii, tylko w części żeńskiej.

Krzysztof Bestwina

Krzysztof Bestwina

Do takiej organizacji pracy i zarządzania oddziałem zastrzeżenia ma dyrekcja. – Oddział od lat nie miał ordynatora, tylko dwóch zastępców, którzy dzielili między siebie obowiązki kierownicze. Byli niezdyscyplinowani, nie uczestniczyli w zebraniach ordynatorskich. Nie sprawozdawano o wykonanych świadczeniach na czas, zdarzało się, że chirurdzy odwoływali operacje planowe w ostatniej chwili, kiedy zespół anestezjologów czekał już na sali. Grozili zawieszeniem przyjęć planowych i przejściem w ostrodyżurowy tryb pracy. Pod koniec ubiegłorocznych wakacji Jacek Bembnista przestał przyjmować w poradni chirurgicznej, kilka miesięcy później chirurdzy ograniczali liczbę godzin pracy na oddziale. Mieliśmy podstawy obawiać się, że za chwilę zostaniemy bez lekarzy – wyliczają doktor Jachimczyk i dyrektor Bestwina.

Lekarze widzą sytuację inaczej. – Zrezygnowałem z pracy w poradni, bo nie widziałem szans na porozumienie płacowe z dyrekcją. Nadal jednak pracowałem w oddziale i przeprowadzałem operacje. Na żadnym etapie negocjacji nie było zagrożenia dla płynności działania oddziału. Kontrakt był realizowany. Czasem zdarzały się opóźnienia w sprawozdawczości, ale nigdy nie mieliśmy sygnału z dyrekcji, że z tego powodu NFZ opóźniał rozliczenie świadczeń. Kiedy pracowaliśmy, wszystko wydawało się być dobrze, zarzuty do naszej pracy pojawiły się dopiero, gdy ogłoszono konkurs, którego wymaganiom nie byliśmy w stanie sprostać. Zaprotestowaliśmy przeciwko takim rozstrzygnięciom – mówi doktor Bembnista. – Panie doktorze, dlaczego nie chodził pan na odprawy ordynatorów? – pytamy doktora Kowalskiego. – Bo byłem na sali operacyjnej lub zajmowałem się chorymi na oddziale. Uczestniczenie w tych spotkaniach to była strata czasu – odpowiada.

Konkurs

Nie osiągnięto porozumienia. – W związku z tym uznaliśmy, że ogłosimy konkurs na kontrakt zadaniowy, jak życzyli sobie tego nasi chirurdzy, żeby oddział i poradnie w końcu funkcjonowały prawidłowo – wyjaśnia dyrektor Jachimczyk. A co na ten temat mówią chirurdzy? – Nie zależało nam na zmianie kontraktu z godzinowego na zadaniowy. Chcieliśmy, aby podniesiono nam pensje albo inaczej – wyrównano nasze procenty do poziomu wynagrodzenia innych lekarzy zatrudnionych w naszym szpitalu, by nasze pobory były zbliżone do wynagrodzeń chirurgów z innych szpitali w okolicy – odpowiada Jacek Bembnista.

Ewa Jachimczyk

Ewa Jachimczyk

Szantażował pan dyrekcję, że odejdzie? – Można być tylko bezsilnym wobec takich zarzutów. Nie odszedłem od łóżka pacjenta i nigdy nie miałem takiego zamiaru – wyjaśnia. Kiedy ogłoszono konkurs, została złożona jedna oferta, druga wpłynęła po terminie, więc jej nie uwzględniono. Pracujący jeszcze wówczas zespół chirurgów nie wziął w nim udziału. Dlaczego?

– Doktor Ziemowit Kowalski, który reprezentował chirurgów, poinformował nas, że nie zdążyli zarejestrować podmiotu prowadzącego działalność leczniczą, a przecież tylko taki podmiot mógł wystartować w konkursie, i że nie zgadzają się z niektórymi warunkami zamieszczonymi w SWKO, m.in. zobowiązaniem do wdrożenia procedur z zakresu zarządzania jakością w oddziale chirurgicznym czy systemem kar za niewłaściwą realizację umowy – wylicza dyrektor Bestwina. Co mówią chirurdzy?

– Nie przystąpiliśmy do konkursu, bo mieliśmy za mało czasu na założenie podmiotu leczniczego. Dlaczego dyrekcja nie chciała wstrzymać się z przeprowadzeniem konkursu, abyśmy dopięli kwestie prawne? Przecież, jak twierdzi, specjalnie dla nas ogłosiła ten konkurs… To jest zakłamywanie faktów – ocenia Ziemowit Kowalski. Jakich faktów? – pytamy. – Powiem wprost: przewodnicząca komisji konkursowej, czyli pani dyrektor Jachimczyk, może być osobiście zaangażowana w sprawę zorganizowania i przeprowadzenia konkursu. Mam obawy przypuszczać, że nie jest bezstronna.

Jaromir Dziel Iwona Dragan

Jaromir Dziel, Iwona Dragan

Dziesięć lat temu domagaliśmy się usunięcia z pracy ówczesnego ordynatora chirurgii, prywatnie jej męża. To był człowiek, z którym nie dało się pracować. Sposób, w jak i nas i wielu pozostałych pracowników traktował, dalece przekraczał społecznie przyjęte normy. W końcu go zwolniono, ale jak się okazuje, sprawa ma ciąg dalszy, który możemy teraz obserwować – twierdzi doktor Kowalski. Tę kwestę w rozmowie z nami poruszyła także dyrektor Jachimczyk. – Mój mąż padł ofiarą zmowy, a teraz ci ludzie znowu kłamią – uważa. Konkurs ofert wygrała firmy SOWMED, która w ocenie komisji konkursowej spełniła wszystkie warunki formalne. Firma zaproponowała stawkę 25 proc. kontraktu z NFZ na oddział szpitalny.

– To jeszcze więcej niż żądali wasi chirurdzy. Nie za drogo? – pytamy. – Nie wiemy, jaką cenę zaproponowaliby chirurdzy, pierwotnie chcieli 20 proc., ale skoro nie złożyli oferty, to rozumiemy, że mogliby chcieć zdecydowanie więcej. Poza tym jest logiczne, że cena usługi zakładającej większą ilość świadczonych godzin za wyższą cenę musiała być wyższa. Nie tylko cena się liczy, ale również jakość. Dali nam dobre warunki, zgodzili się na przygotowanie oddziału na akredytację, zaoferowali konkurencyjną cenę za obsługę poradni i zadeklarowali, że oddział będzie się bilansował – odpowiada dyrekcja. Zadeklarowali? A jakie będą kary, jeśli nie uda się zbilansować oddziału? – Nie zostało to jeszcze określone. Potrzebny będzie aneks do umowy – wyjaśniają.

Opinia

Chirurdzy uważają, że konkurs powinno się unieważnić. Podają kilka powodów. Po pierwsze, wedle obowiązujących norm prawnych, jeśli wpłynęła jedna oferta, to procedurę należy powtórzyć, chyba że komisja konkursowa stwierdzi, że nie ma możliwości, by w kolejnym konkursie pojawiła się jakaś inna oferta. A inna oferta pojawiła się, tylko wpłynęła po terminie. – To nonsens. Ta oferta wpłynęła w bardzo cienkiej kopercie, oferta SOWMED ważyła ponad trzy kilogramy. To była aplikacja chirurga w kopercie oznakowanej niezgodnie z SWKO. Poza tym już po rozstrzygnięciu postępowania nie mieliśmy żadnych sygnałów, aby ktoś był tym konkursem zainteresowany. Powtarzanie postępowania jest bezzasadne – uważa dyrektor Jachimczyk.

Dariusz Igliński

Dariusz Igliński

Chirurdzy mówią też, że NZOZ, który wygrał, nie spełnia wymagań konkursowych, bo we wpisie do publicznego Rejestru Podmiotów Wykonujących Działalność Leczniczą widnieje pod resortowym kodem identyfikacyjnym 1500 i 9450 oraz HC.1.3.3., co nie wystarcza, aby móc świadczyć usługi szpitalne stacjonarne i całodobowe jako podwykonawca szpitala w zakresie prowadzenia oddziału chirurgii. A nawet gdyby miał taki wpis, to i tak nie mógłby prowadzić oddziału, korzystając z pomieszczeń i sprzętu, który nie jest jego własnością, a tak jest właśnie w tym przypadku. Podpierają się w tym zakresie stanowiskiem wydanym przez Departament Organizacji Ochrony Zdrowia w Ministerstwie Zdrowia.

– To tylko opinia. My mamy własną opinię prawną w tej sprawie. Szpitale w całej Polsce zatrudniają NZOZ-y, które nie mają takich wpisów w rejestrze i które prowadzą oddziały za pomocą swoich lekarzy, bazując na wyposażeniu placówki, z którą podpisały umowę. Raport NIK z 2015 r. traktuje o usługach zewnętrznych, z których korzystają szpitale i też nie dopatrzył się w tej kwestii nieprawidłowości. Nie łamiemy prawa. Poza tym podmiot świadczy tylko i wyłącznie obsługę lekarską, natomiast nie prowadzi oddziału – mówi dyrektor Bestwina.

Postanowiliśmy zapytać o opinię Ministerstwo Zdrowia, a także NFZ jako płatnika czuwającego nad właściwą realizacją kontraktów, czy NZOZ wpisany do publicznego Rejestru Podmiotów Wykonujących Działalność Leczniczą pod resortowym kodem identyfikacyjnym 1500 i 9450 oraz HC.1.3.3. może świadczyć usługi szpitalne stacjonarne i całodobowe jako podwykonawca szpitala w zakresie prowadzenia oddziału chirurgii w tym szpitalu.

Grzegorz Gliniewicz

Grzegorz Gliniewicz

– Podmiot leczniczy wpisany do rejestru podmiotów wykonujących działalność leczniczą pod ww. kodami może wykonywać wyłącznie ambulatoryjną działalność leczniczą. Nie może natomiast udzielać stacjonarnych i całodobowych świadczeń zdrowotnych, w tym szpitalnych – odpowiada Milena Kruszewska, rzecznik prasowy Ministra Zdrowia. – Każdemu przedsiębiorstwu podmiotu leczniczego nadaje się tylko jeden kod. Podmiot leczniczy realizujący świadczenia w rodzaju 3 – ambulatoryjne świadczenia zdrowotne, nie może świadczyć usług w rodzaju 1 – stacjonarne i całodobowe świadczenia szpitalne, jako podwykonawca szpitala w zakresie prowadzenia oddziału chirurgii – wyjaśnia Beata Pieniążek-Osińska z biura prasowego Centrali NFZ.

Wygląda więc na to, że szpital nie miał prawa dopuścić do świadczenia usług na terenie oddziału chirurgii NZOZ-u. Jak twierdzi dyrektor Jachimczyk, tak realizowane są umowy w całej Polsce, również w ZOZ Gniezno funkcjonują od wielu lat z innymi podmiotami na tych samych zasadach, z kodem nr 3. Czy to oznacza, że nagminnie łamane jest prawo? Dlaczego nikt nie reaguje?

Głos powiatu

Chirurdzy poprosili władze powiatu gnieźnieńskiego o interwencję. Dwukrotnie obradowała w tej sprawie rada powiatu , dodatkowo odbyła się też rada społeczna. Zlecono przeprowadzenie audytu i zaapelowano do dyrekcji szpitala o dialog. – Uważam, że przetarg powinien być unieważniony, ale to leży w gestii dyrekcji szpitala. Niepokój budzi też wartość umowy podpisanej z nowym wykonawcą. 25 proc. wartości kontraktu z NFZ to dużo. To bardzo obciąża budżet szpitala, a co za tym idzie – powiatu. Komisja Rewizyjna ma zbadać, czy konkurs przeprowadzono prawidłowo. Zobaczymy, jaki będzie wynik, warto jednak nadmienić, że stanowisko rady powiatu w tej sprawie jest inne niż starosty. Nie ma jednomyślności, a o losach dyrekcji szpitala decyduje zarząd powiatu – wyjaśnia Dariusz Igliński, przewodniczący Rady Powiatu Gnieźnieńskiego.

Ziemowit Kowalski

Ziemowit Kowalski

Walka trwa

Nowa kadra pracuje od 1 września. Umowa została podpisana na trzy lata. Jak SOWMED wywiązuje się ze swoich obowiązków? – Nie mieliśmy żadnej skargi pacjentów. Jesteśmy zadowoleni. Kontrakt na świadczenia w oddziale chirurgicznym jest w pełni wykonywany, tylko z poradnią chirurgiczną jest problem. Nie ma kolejek, bo po tej fali hejtu, jaka się po nas przetoczyła, jest mniejsza zgłaszalność. Trzeba odzyskać dobre imię – mówi dyrektor Jachimczyk.

Z kolei Iwona Dragan, anestezjolog ZOZ-u w Gnieźnie, z nostalgią wspomina poprzednią ekipę chirurgów. – Dobrze mi się z nimi współpracowało. To są ambitni, bardzo utalentowani ludzie. Ziemowit Kowalski i Jacek Bembnista operowali trudne przypadki, hemikolektomie, rozległe przepukliny, pęknięte śledziony, operacje trzustki, tętniaki. Mieli zgrany zespół młodszych lekarzy. To nie była typowa chirurgia powiatowa – wspomina i dodaje, że obecny zespół to mili i chętni do współpracy lekarze, ale brakuje im umiejętności poprzedników.

– Gniezno jest naszym sercem i życiem. Chcemy, żeby było tu dobrze. Chirurdzy, którzy pracowali w naszym szpitalu, byli ludźmi związanymi z tym miastem od dziecka. Pracuję tu prawie 40 lat i kiedy pojawia się jakiś problem, ktoś potrzebuje wsparcia, przyjeżdżam na oddział o każdej porze dnia i nocy. Teraz na oddziale chirurgii dyżuruje rezydent, a starszy lekarz jest w Poznaniu. Może nie zdążyć dojechać na czas… – zauważa doktor Grzegorz Gliniewicz, ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego.

Jacek Bembnista

Jacek Bembnista

– Tu doświadczony chirurg mieszkał pięć minut od szpitala. Kiedy przywieźli kogoś z wypadku, wsparcie na izbie mieliśmy niemal natychmiast – dodaje doktor Dragan. – W tej sprawie potrzebna jest obiektywna kontrola. Organ założycielski, czyli starostwo, broni stanowiska dyrekcji szpitala. Lekarze bronią swoich racji. Musimy więc poczekać na opinie w tej sprawie Wojewody Wielkopolskiego, NIK-u, NFZ i prokuratury – podsumowuje doktor Jaromir Dziel, ordynator Oddziału Intensywnej Terapii.

Chirurdzy znaleźli pracę w innych placówkach, jednak nie poddają się. W połowie listopada wysłali prośbę o interwencję do Ministra Zdrowia, Prokuratora Okręgowego w Poznaniu, Wielkopolskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ, Departamentu Kontroli Centrali NFZ, Wielkopolskiego Urzędu Wojewódzkiego.

– Walczymy przeciwko bezprawiu i temu, jak nas potraktowano. Pracowaliśmy uczciwie przez lata, a w nagrodę wyrzuca się nas i opluwa nasze dobre imię. Zbudowaliśmy w Gnieźnie dobrej jakości chirurgię, teraz to wszystko zniszczono. Pracują tu przypadkowi lekarze, a pośrednik bierze za to pieniądze. Chcielibyśmy wrócić – deklaruje Ziemowit Kowalski. Dyrekcja obstaje przy swoim. – Nie łamiemy prawa. Jeśli ktoś w tym kraju twierdzi inaczej, pójdziemy do sądu. Dla mnie ten temat jest zamknięty. Szpitalem nie będzie rządziła wybrana grupa lekarzy – kończy dyrektor Bestwina.

Marta Jakubiak
Lidia Sulikowska

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 12/2016-1/2017

Zobacz konferencję naukową pt. „Marihuana – lek czy zagrożenie?”:


Przypominamy: od 1 września recepty na bezpłatne leki dla pacjentów 75+ wystawiają lekarze podstawowej opieki zdrowotnej udzielający świadczeń POZ u danego świadczeniodawcy, pielęgniarki POZ oraz lekarze wypisujący recepty pro auctore i pro familiae. Kliknij tutaj, żeby przeczytać komentarze ekspertów i pobrać pełną listę bezpłatnych leków dla seniorów.

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *