Nie ma ciała, nie ma zbrodni

Sprawa uprowadzenia i zamordowania płockiej lekarki była głośna w całej Polsce. Dochodzenie i poszlakowy proces nie wyjaśniły wszystkich okoliczności. Ślad po doktor Stefanii Kamińskiej, która wyszła z domu, aby zbadać dziecko, i nigdy już nie wróciła, zaginął.

Ale zagadka lat siedemdziesiątych wciąż inspiruje historyków i dziennikarzy śledczych. Właśnie ukazała się książka Jacka Ostrowskiego oparta na faktach sprzed prawie pół wieku.

Stefania Kamińska urodziła się w Żernikach pod Jarocinem 111 lat temu. Maturę zdała w Szamotułach, medycynę skończyła na Uniwersytecie Poznańskim w 1934 r. Wyszła za mąż za pulmonologa Kazimierza Kamińskiego i przeprowadziła się do Płocka.

W czasie wojny była żołnierzem AK.

Pacjentów przyjmowała w przydomowym gabinecie kamienicy Tumska 6. 5 czerwca 1970 r. nieznany mężczyzna zamówił wizytę do Brwilna. Doktor wsiadła do jego samochodu i odjechała. Kamiński po dwóch dniach zgłosił zaginięcie żony.

Sprawa nabrała rozgłosu dzięki ogłoszeniom w prasie, radiu i telewizji. Motyw wiązano z anonimem domagającym się okupu, ale nie wykluczano porachunków wojennych. Skontrolowano kilka tysięcy zarejestrowanych maszyn do pisania!

Po wielu miesiącach połączono sprawę porwania i serii anonimów z pogróżkami, które odbierali mieszkańcy Konina.

O zatrzymaniu wpływowego byłego dziennikarza „Gazety Poznańskiej” i hodowcy królików, zdecydował przypadek. Zygmunt Bielaj początkowo wszystkiemu zaprzeczał, był agresywny i twierdził, że cała sytuacja jest prowokacją.

Tymczasem śledczy popełniali błędy. Dopuścili do sprzedania zatrzymanego trabanta, w którym nowi właściciele zatarli ślady przewożenia Stefanii Kamińskiej. Nie zabezpieczono też pieców w domu i na fermie podejrzanego. Nie potrafiono udowodnić, że doktor Kamińska nie żyje.

Sprawę utrudnił fakt, że podejrzany służył w Armii Czerwonej, a później w NKWD.

Szok spowodowało przyznanie się sprawcy do wielu zabójstw, za które z powodu przedawnienia nie groziła mu kara. Sąd uznał aresztowanego winnym porwania i szantażowania anonimami, i skazał na 15 lat więzienia. Mężczyzna zmarł w 1993 r. w jednym z domów pomocy społecznej. Ciała zamordowanej i odpowiedzi na wiele pytań nie znaleziono.

„Ostatnia wizyta” Jacka Ostrowskiego przenosi czytelnika w realia lat siedemdziesiątych, a historia opowiedziana jest przez pryzmat uwikłanego w zbrodnie z przeszłości porywacza i seryjnego mordercy, bankruta poszukującego sposobu na odbicie się od finansowego dna, na wpół lojalnego wykonawcę poleceń tajemniczych mocodawców.

Doskonale zatarta została granica fikcji literackiej, której głównym zadaniem było pokazanie ludzkich odruchów oraz umiejętna charakterystyka głównych postaci. Autor celowo zmienił ich imiona i nazwiska. Świetnie opisał Konin i Płock sprzed lat.

Porwanie doktor Stefanii Kamińskiej do dzisiaj w środowisku lekarskim jest tematem powracających rozmów i lęków.

Odnajdujemy stare zdjęcia i patrzymy na to najsłynniejsze, niemal reklamowe, z pięknym bobasem. Próbujemy dopowiedzieć do intrygującej kryminalnej historii prawdę o wspaniałej lekarce uwielbianej przez małych pacjentów i ich rodziców, silnej osobowości, autorytecie medycznym, której życie przed porwaniem także niesie jakąś nieopisaną bliżej tajemnicę czasów okupacji. Jej wyjaśnienia prawdopodobnie już nigdy się nie doczekamy.

Jarosław Wanecki


Sejm uchwalił nowelizację ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych wprowadzającą tzw. sieć szpitali. O tym, co zmieni się z punktu widzenia lekarzy i pacjentów, piszemy tutaj.

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *