Spadła z konia? Felieton nie tylko o ortopedii

Znajomy ortopeda wymyślił sobie wiosenny żart. Każdego pacjenta, który przekracza próg jego gabinetu (oczywiście to zwyczajowe sformułowanie, jeszcze by tego brakowało, żeby w gabinecie ortopedy były progi), zamiast tradycyjnym: „Co pani/panu dolega?”, wita zwrotem: „I znów księżniczka Anna spadła z konia?”.

Artur Andrus „Spadła z konia”

Foto: pixabay.com

Reakcje są różne. Ucieczki, odpowiedzi typu: „Ale ja Kazimierz jestem”, zgłoszenia w rejestracji, że z panem doktorem coś nie najlepiej.

Najbardziej zaskakująca była odpowiedź: „Nie, z Biedronki”. Tak powiedziała mama Ani – ślicznej dziewczynki, która razem z koleżankami wdrapała się na dach pobliskiego hipermarketu i schodząc z niego, troszkę się poturbowała.

Ale ta zabawa to nie jest przejaw zdziwaczenia mojego znajomego ortopedy. On po prostu w ten sposób szuka bratniej duszy. I wpada w zachwyt, kiedy pojawia się ktoś, kto na jego hasło reaguje odzewem: „To znak, że przybył nasz kolega Maj”.

Nawet, jeśli maj jeszcze formalnie nie przybył, taki pacjent jest zwiastunem nadejścia lepszego czasu. Kolega szuka ludzi, którzy znają jeszcze takie piosenki, posługują się tym samym kodem kulturowym. A jak znajdzie, odzyskuje nadzieję. Z zazdrością patrzę na ludzi szczupłych, wysportowanych.

Ktoś życzliwy powinien zakrzyknąć: „A czego panu niby brakuje?!”.

No właśnie nie brakuje niczego, jest nawet tego trochę za dużo. A ktoś nieżyczliwy powie: „To niech pan tyle nie je i się rusza”. I nieżyczliwy ma niestety rację. Zazdrość jest z każdym rokiem coraz większa, bo z wiekiem coraz bardziej oddalam się od smukłej sylwetki.

I teraz ktoś życzliwy powie: „Przecież jeszcze jest pan młody, całe życie przed panem”. A nieżyczliwy: „Zamiast gadać, weź się pan do roboty”. W tym przypadku obaj mają rację. A skąd te rozważania? Powinienem skłamać, że słuchając mądrych ludzi, zrozumiałem, jak ważne są w życiu człowieka odpowiednie odżywianie i ruch, i że chodzi tylko o zdrowie.

A tak naprawdę – wiosna przyszła i chciałbym być jeszcze trochę ładniejszy. I tutaj życzliwy i nieżyczliwy westchnęliby: „No tak, czyli to, co zwykle”. Najbardziej zazdroszczę ludziom, którzy nie dość, że są szczupli, wysportowani i śliczni, publicznie opowiadają, jakie to łatwe i że każdy może taki być.

Zobaczyłem w telewizji panią, która pokazywała, jak można ćwiczyć przy zwykłych domowych czynnościach. Odkurza – po każdym przejechaniu rurą po dywanie robi skłon. Wiesza pranie – po zawieszeniu każdej części garderoby robi przysiad. Spróbowałem i ja.

Po napisaniu każdego zdania robię jedną pompkę. I dlatego ten krótki tekst piszę już szósty dzień.

Po każdej pompce muszę się położyć. A teraz wyobraźmy sobie, że lekarz postanowi połączyć pożyteczne z pożytecznym i dbając o swoją sylwetkę, będzie robił szpagat po wypisaniu każdej recepty albo po każdym cięciu przy stole operacyjnym.

Sędzia, w trakcie rozprawy, każde pytanie będzie zadawał dopiero po tym, jak zrobi przysiad. Oj, nie! Słowo „przysiad” za bardzo może się kojarzyć z potoczną nazwą kary pozbawienia wolności (a może nawet w slangu prawniczym „przysiad” już oznacza areszt tymczasowy?).

A wracając do księżniczki Anny. Podobno jak się spadnie z konia, trzeba jak najszybciej ponownie na niego wsiąść. Żeby pokonać strach przed ponownym upadkiem. Muszę zapytać jakiegoś psychologa, czy ta metoda działa także w przypadku innych ludzkich nieprzyjemności.

Na przykład, czy kiedy wyrwą człowiekowi ząb, trzeba jak najszybciej dać sobie usunąć następny, żeby pokonać tamtą traumę? A może ta zasada dotyczy tylko konia? I po wyrwaniu zęba, trzeba jak najszybciej wsiąść na takiego, z którego ktoś wcześniej spadł?

Artur Andrus
Dziennikarz radiowej „Trójki”, konferansjer i satyryk


Prezydent podpisał nowelizację ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych wprowadzającą tzw. sieć szpitali. O tym, co zmieni się z punktu widzenia lekarzy i pacjentów, piszemy tutaj.

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *