W diagnostycznym ogonie Europy? Laboratoria pod lupą NIK

Pod koniec sierpnia Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport na temat stanu diagnostyki laboratoryjnej w Polsce. Wynika z niego, że wydajemy na nią mniej środków niż zdecydowana większość krajów UE, nie dbamy wystarczająco o jakość, a resort zdrowia jest bezczynny wobec tej sytuacji.

Foto: pixabay.com

– Badania laboratoryjne są najtańszym i najłatwiej dostępnym źródłem informacji medycznej – podkreśla Krzysztof Kwiatkowski, prezes Najwyższej Izby Kontroli.

Czy w Polsce wykorzystuje się je efektywnie? Raport NIK-u pokazuje, że tak nie jest, udowadniając tym samym opinie różnych środowisk, które od lat sygnalizują nieprawidłowości i potrzebę zmian.

Nie działamy prewencyjnie

Z danych zebranych w raporcie wynika, że wypadamy słabo na tle krajów Unii Europejskiej w kwestii wysokości nakładów na wyroby do diagnostyki laboratoryjnej – wynoszą one jedynie 8,5 euro na osobę.

Mniej pieniędzy na ten cel przeznaczają jedynie Węgry (7 euro per capita), Rumunia (6 euro), Bułgaria (3,9 euro) i Cypr 2,3 (euro), podczas gdy np. w krajach nadbałtyckich jest to 9,8-12 euro, w Chorwacji – 13,4 euro, Holandii – 17,3 euro, Francji – 21,5 euro, w Słowenii – 23 euro. Najwięcej wydaje się w Luksemburgu (34,2 euro), Belgii (33,5 euro) i Austrii (30,1 euro).

Szacuje się, że badania diagnostyczne powinny generować około 10 proc. wszystkich kosztów świadczeń opieki zdrowotnej.

Tymczasem wartość tego wskaźnika w kontrolowanym przez NIK okresie (lata 2015-2016) w badanych podmiotach leczniczych wyniosła jedynie 3,3 proc. Przytłaczającą większość badań laboratoryjnych (85 proc.) wykonywano w ramach leczenia szpitalnego, a więc medycyny naprawczej. Mało produktywna w tym zakresie jest podstawowa opieka zdrowotna.

W opinii kontrolerów NIK, gdyby udało się zwiększyć zakres i liczbę badań laboratoryjnych w profilaktyce, czyli głównie w POZ, to częściej udawałoby się wykryć chorobę we wczesnym stadium rozwoju, redukując tym samym liczbę zaawansowanych zachorowań i czas leczenia. W dłuższej perspektywie dałoby to oszczędności dla systemu.

Niestety sposób, w jaki są finansowane badania, ogranicza ich dostępność. Nie są one odrębnie kontraktowane przez NFZ (wyjątek: badania genetyczne), co zdaniem ekspertów NIK może powodować ograniczanie ich zlecania przez lekarzy. Temat nie jest nowy, na problem ten wielokrotnie zwracała uwagę Krajowa Rada Diagnostów Laboratoryjnych i konsultant krajowy w dziedzinie diagnostyki laboratoryjnej.

Gdzie jest jakość?

Kontrolerzy wzięli pod lupę także jakość wykonywanych świadczeń. Badania laboratoryjne są podstawą dalszego postepowania diagnostycznego i terapeutycznego. Muszą być rzetelne. Jak jest w praktyce? W 28 proc. kontrolowanych jednostek wykryto nieprawidłowości w funkcjonowaniu wewnątrzlaboratoryjnego systemu zarządzania jakością (m.in. brak rejestru i analizy błędów, niezamieszczanie w formularzach zlecenia daty i godziny pobrania materiału do badania i przyjęcia go do laboratorium).

29 proc. badanych laboratoriów miało kierownika medycznego bez wymaganych kwalifikacji.

Jeśli już jednak kompetentny kierownik się znalazł, to często pełnił tę funkcję w kilku laboratoriach (od 2 do 8). Zdaniem NIK przyczyną tego stanu rzeczy są braki kadrowe. Ujawniono też inne niedomagania. 32 proc. kontrolowanych laboratoriów nie zapewniało na miejscu nadzoru diagnosty laboratoryjnego nad wykonywanymi czynnościami (naruszenie art. 6 ustawy o diagnostyce laboratoryjnej).

Ponadto nieterminowo przeprowadzano przeglądy techniczne. 15,5 proc. skontrolowanej aparatury i sprzętu medycznego nie sprawdzano z częstotliwością zalecaną przez producentów i autoryzowane serwisy. Stwierdzono też przekraczanie limitów czasu poszczególnych faz procesu diagnostycznego, co mogło prowadzić do uzyskania niewiarygodnego wyniku.

Niesławny outsourcing

Eksperci zwracają też uwagę na spadek liczby laboratoriów publicznych. Część szpitali wydziela je ze swoich struktur i przekazuje do prowadzenia podmiotom zewnętrznym. Zjawisko to jest najbardziej powszechne w woj. wielkopolskim, opolskim i śląskim.

– Szpitale często dążą do wyprowadzania laboratoriów poza własną strukturę, tak aby stworzyć sobie możliwości wyboru najtańszej oferty. NIK tego nie krytykuje, jednak zwracamy uwagę, że proces ten skutkował w niektórych przypadkach przewożeniem próbek z materiałem biologicznym na znaczną odległość, co mogło mieć negatywny wpływ na jakość badania – tłumaczy Krzysztof Kwiatkowski. W części przypadków transport trwał do 3 godzin, wystąpiły też i takie, gdzie wydłużył się do 13 godzin, a nawet do dnia następnego po pobraniu.

Rola ministra

Autorzy raportu mocno krytykują postawę ministra zdrowia, twierdząc, że nie nadzorował skutecznie obszaru diagnostyki laboratoryjnej. Informują m.in. że w latach 2015-2016 nie przeprowadził żadnej kontroli medycznego laboratorium diagnostycznego, mimo że zgodnie z w ustawą o działalności leczniczej, ma kompetencje, by to czynić. Minister zdrowia odpiera te zarzuty.

Konstanty Radziwiłł, w piśmie przesłanym Polskiej Agencji Prasowej tłumaczy, że ma prawo, ale nie obowiązek przeprowadzenia kontroli, więc może to czynić w razie uzasadnionej potrzeby, której w przypadku medycznych laboratoriów diagnostycznych nie zidentyfikowano.

Dodał, że „liczba skarg dotyczących diagnostyki laboratoryjnej w ogólnej liczbie tego typu sygnałów w latach 2015-2016 wynosiła 0,16 proc. i miała charakter marginalny, a w związku z powyższym ww. obszar nie dawał podstaw do podjęcia działań na szeroką skalę związanych z szacowaniem ryzyka i w konsekwencji podjęcia przez ministra zdrowia czynności kontrolnych”.

Elżbieta Puacz, prezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych, w oficjalnym stanowisku zgłosiła kategoryczny sprzeciw wobec argumentacji ministra zdrowia. Zwróciła uwagę, że liczba skarg nie może być jedynym wskaźnikiem podjęcia interwencji oraz że KRDL od wielu lat informowała Ministerstwo Zdrowia o złej sytuacji diagnostyki laboratoryjnej.

Co dalej?

Funkcjonowanie diagnostyki laboratoryjnej wymaga zmian systemowych. Minister zdrowia zarządzeniem z 22 lutego 2017 r. powołał zespół, który zajmuje się opracowaniem projektu nowelizacji o zmianie ustawy o diagnostyce laboratoryjnej. Prace miały zakończyć się 25 września br. Obecnie członkowie zespołu ustalają ostateczną wersję dokumentu „Analiza sytuacji w obszarze diagnostyki laboratoryjnej w Polsce”.

– Zostanie on przedstawiony do akceptacji ministra zdrowia – poinformowała naszą redakcję w październiku Milena Kruszewska, rzecznik prasowy ministra zdrowia.

Dotychczas go nie opublikowano. Resort zdrowia na pewno widzi zjawisko wyprowadzania laboratoriów medycznych poza szpital. Konstanty Radziwiłł informował za pośrednictwem mediów, że analizowane jest ewentualne stworzenie uregulowań prawnych w kwestii obligatoryjnego umiejscowienia medycznego laboratorium diagnostycznego w szpitalach.

Opublikowano także projekt nowelizacji rozporządzenia w sprawie standardów jakości dla medycznych laboratoriów diagnostycznych i mikrobiologicznych, który ujednolica zasady stosowane przy wydawaniu świadectw i zaświadczeń przez Centralny Ośrodek Badań Jakości w Diagnostyce Laboratoryjnej i Centralny Ośrodek Badań Jakości w Diagnostyce Mikrobiologicznej (sankcjonuje dotychczasową praktykę w tym zakresie).

Co z innymi problemami? Kiedy poznamy nowelizację ustawy o diagnostyce laboratoryjnej i czy zaproponowane w niej rozwiązania zmienią sytuację w tym obszarze? Czy środowiska medyczne i diagnostyczne będą tymi zmianami usatysfakcjonowane? Czas pokaże.

Lidia Sulikowska

Powiązane aktualności

Jeden komentarz

Skomentuj
  1. Adam Borysławski
    Lis 24, 2017 - 09:50 AM

    Jako diagnosta laboratoryjny cieszę się, że artykuł ukazał się w Gazecie Lekarskiej. Być może środowisko lekarskie zauważy ten istotny problem i wesprze nas w działaniach mających na celu poprawę procesu diagnozowania i leczenia pacjentów w Polsce.

    ODPOWIEDZ

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *