Piątki Benniowskie, czyli 41 lat spotkań u ordynatora

Do znanych i cenionych powszechnie dziewiętnastowiecznych lekarzy Warszawy należał Karol Benni (1843-1916), syn Jana Jakuba, pastora gminy ewangelickiej, i Marii White pochodzącej z rodziny szkockiej.

Salon Karola Benniego (fragment obrazu Antoniego Kamieńskiego z 1895 roku)

Był ordynatorem chirurgii w Szpitalu Dzieciątka Jezus, otiatrą, działaczem społecznym i gospodarczym, krzewicielem kultury i sztuki. Stworzył w Warszawie m.in. Muzeum Rzemiosł i Sztuki Stosowanej, Towarzystwa Popierania Przemysłu Ludowego, był wiceprezesem Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych i współtwórcą pomnika Adama Mickiewicza.

Od początków lat siedemdziesiątych XIX stulecia w swoim warszawskim mieszkaniu organizował zebrania, skupiające znaczniejsze osobistości z trzech zaborów. Co roku rozsyłał do swych przyjaciół i znajomych zaproszenia, że po letniej przerwie wznawia swoje przyjęcia w co drugi piątek o ósmej wieczorem i że piątki te trwać będą do końca maja. Otrzymywali je sami mężczyźni; nawet małżonka dr. Benniego, pani Luiza, ograniczała się tylko do przyjęcia gości męża, po czym znikała w swoim pokoju.

Przybywali: Szymon Askenazy – historyk i dyplomata, Władysław Bogusławski – krytyk literacki i teatralny, reżyser, Piotr Chmielowski – krytyk i historyk literatury polskiej, Zygmunt Gloger – etnograf, historyk i archeolog, Aleksander Jabłonowski – historyk, etnograf, podróżnik, Ludwik Krzywicki – socjolog i publicysta, Artur Oppman – poeta, Henryk Sienkiewicz i wielu innych. W salonie zbierało się ok. czterdziestu mężczyzn – uczonych, literatów, dziennikarzy, przedstawicieli arystokracji, burżuazji.

Przewodniczył zebraniom zawsze, o ile był obecny w Warszawie, Henryk Sienkiewicz, a w jego zastępstwie Aleksander Jabłonowski.

Benniego i Sienkiewicza łączyły stosunki oparte na głębokim, wzajemnym zaufaniu, szczerej przyjaźni, a przede wszystkim wspólności dążeń. Na piątkowych zebraniach bywali również np. parlamentarzyści z Berlina i Wiednia, posłowie na sejm galicyjski we Lwowie, członkowie rosyjskiej dumy z Petersburga. Każdy mógł wygłaszać swoje racje i bywał wysłuchiwany. Ponieważ na każdym takim „piątku” osią zebrań były dyskusje na tematy najżywotniejszych spraw narodowych i to najczęściej o charakterze „zakazanym”, przeto właśnie dobór gości czyniony być musiał z całą oględnością.

Na ogół jednak panowała harmonia i zgoda. Zaproszenia odbywały się według specjalnego ceremoniału. Po zgłoszeniu jakiegoś nowego nazwiska, kółko weteranów tych spotkań rozpatrywało kandydaturę owej osoby. Decydujący głos miał krytyk literacki Dyonizy Henkiel. Gdy dr Benni decydował się na zaproszenie nowego gościa, składał mu najpierw w jego domu wizytę, zapraszając go raz na zawsze na piątkowe wieczory. Zaproszony musiał przed pierwszym piątkiem zjawić się w domu doktora i przedstawić się niezamężnej jego siostrze.

Pielęgnowała ona tradycje szorstkiej angielskiej prawdomówności; nic więc dziwnego, że bano się jej powszechnie. Przybywano po godzinie dwudziestej. Najpierw goście siadali małymi grupkami i prowadzili oddzielne rozmowy, później dzwonek wzywający na kolację gromadził wszystkich przy wspólnej dyskusji. W jadalni pod ścianą stał stolik z przekąskami: śledzikami marynowanymi, rybami w galarecie, olbrzymimi wołowymi kośćmi, z których wystukiwano gorący szpik. Zakrapiano je starką. Siadano następnie przy długim stole. Jadłospis był zawsze ten sam i zawsze wyjątkowo obfity.

Stali bywalcy wiedzieli zatem, że po flakach i bigosie wjadą na stół kluski gryczane oblane masłem i posypane serem lub pierogi, a następnie ryby i pieczyste. Bywały również zrazy z kaszą.

Deserów nie serwowano nigdy, podobnie słodyczy. Piwo krążyło w dzbankach z rąk do rąk. Na zakończenie podawano sery. Po kolacji towarzystwo przechodziło do salonu, gdzie przed każdym stawiano filiżankę czarnej kawy i kieliszek wiśniaku, o którego wspaniałości w Warszawie było głośno. Menu dopełniały suszone śliwki na patyczkach obsypane kminkiem – spécialité de la maison. Rozmowy rozpoczęte przy stole, przy kawie przybierały na sile. Sprawy najważniejsze (np. relacje poselskie z trzech zaborów) rozpatrywane były zawsze na początku spotkań, potem przechodzono do mniej ważnych, a kończono towarzyskimi plotkami.

Żegnano się nieraz w późnych godzinach nocnych. Owe „piątki”, zwane „parlamentem warszawskim”, „sejmem polskim w Warszawie” lub „instytutem inspiracyjnym”, gromadzące na „wieczornych i nocnych Polaków rozmowach” przedstawicieli wszystkich z trzech zaborów, prowadzone przez 41 lat (1873-1914) nie były jedynymi spotkaniami organizowanymi przez tego niecodziennego człowieka. Co roku w dwa dni Zielonych Świątek dobrane towarzystwo, złożone przede wszystkim z literatów i dziennikarzy, udawało się do Nałęczowa do willi „Pod dębami”, gdzie przyjmował ich jak zawsze gościnny dr Karol Benni.

Salon doktora Benniego, miejsce kontaktów towarzyskich ludzi trzech zaborów, mający charakter wolnej wymiany myśli ludzi różnych profesji i politycznych orientacji, prowadzony z ideą służenia sprawie narodowej, nie miał wprawdzie takiej rangi i sławy jak czwartkowe obiady u Stanisława Augusta, był jednak w tym „prywislanskim kraju” niekwestionowaną oazą polskości.

Prof. dr hab. n. med. Andrzej Kierzek

* * *

Szerzej o Karolu Bennim: A. Kierzek: Co pozostawił po sobie Karol Benni? Arch. Hist. Filoz. Med. 1994, 57, 4, 419-438; A. Kierzek: Warszawskie i nałęczowskie spotkania u Karola Benniego. Arch. Hist. Filoz. Med. 1994, 57, 2, s. 123-129.

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *