Dentobusy a walka z próchnicą. Co na to stomatolodzy?

Niecałe 1,5 mln zł to cena jednego z 16 dentobusów (z wyposażeniem), które wkrótce zobaczymy na polskich drogach. Dlaczego nie każde dziecko skorzysta z porady stomatologicznej w tym mobilnym gabinecie?

Foto: MZ

Od niedawna wszyscy już wiemy, jak wyglądają dentobusy, czyli minigabinety stomatologiczne na kółkach. Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł odebrał je od producenta w błysku fleszy przed świętami Bożego Narodzenia, niecałe trzy tygodnie przed zakończeniem swojej rządowej misji.

– Tych 16 samochodów to początek walki z próchnicą u dzieci, którą będziemy realizować także w najmniejszych miejscowościach i najmniejszych szkołach, w których nie ma miejsca i możliwości zorganizowania gabinetu szkolnego. Dentobusy to także działania profilaktyczne i uświadamiające, bo próchnica to choroba mająca ogromy wpływ na nasze zdrowie w przyszłości – zapewniał minister Konstanty Radziwiłł.

Podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia Katarzyna Głowala podkreśla, że w dentobusie zostaną spełnione najwyższe standardy i każdy z nich przejdzie kontrolę sanepidu. – Nadzoruję mobilne punkty poboru krwi. Mogę powiedzieć, że zarówno w takich punktach, jak i mammobusach i cytobusach jest zachowana czystość na bardzo wysokim poziomie – mówiła.

Zgodnie z zapowiedziami przedstawicieli partii rządzącej sprzed kilku miesięcy, dentobusy miałyby dojeżdżać do placówek, w których uczy się mniej niż 100 uczniów. – Przyjadą tam, gdzie nie ma gabinetów – przyznaje zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Zdrowia Tomasz Latos. Jak mówi sekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia Józefa Szczurek-Żelazko, podstawowym miejscem udzielania świadczeń stomatologicznych dzieciom i młodzieży ma pozostać gabinet stomatologiczny.

– Mamy w pełni świadomość tego, że w Polsce są małe szkoły w dużej odległości od gabinetów stomatologicznych i tam nie do końca ta dostępność jest gwarantowana. Dentobusy mają właśnie uzupełniać ten panel różnego rodzaju świadczeniodawców po to, żeby rzeczywiście ta dostępność, szczególnie świadczeń profilaktycznych, ale również tych zabiegowych, była zwiększana – tłumaczy wiceminister.

Lekarskie wątpliwości

Optymizmu byłego już ministra co do roli, jaką będą one pełnić w polityce zdrowotnej państwa, nie podzielają członkowie Komisji Stomatologicznej Naczelnej Rady Lekarskiej. Sceptycyzm wynika nie tylko z ilości dentobusów (jest ich tyle samo, co województw, więc na tle „stacjonarnych” gabinetów wydaje się to kroplą w morzu), ich wyposażenia, jak również ilości pytań, na które wciąż nie ma odpowiedzi.

– To małe busiki o wielkości dostawczego mercedesa przystosowane do udzielania świadczeń, z silnikiem o wielkości 1.2 – mówi wiceprezes NRL Leszek Dudziński, dodając, że nie wiadomo, w jaki sposób taki pojazd powinien być podłączony do bieżącej wody, kto ma odpowiadać za odprowadzenie nieczystości czy jak spełnić wymagania dotyczące wyposażenia go w aparat rtg.

A w jaki sposób poradzić sobie z odpadami biologicznymi? Jakie będą zasady przechowywania dokumentacji medycznej? Co wreszcie ma zrobić stomatolog z dentobusa, jeśli dziecku nie da się wyleczyć zęba (bądź zębów) podczas jednej wizyty? Powszechnie wiadomo, że w gabinetach realizujących świadczenia ze środków publicznych są długie kolejki, więc pacjent skierowany z dentobusu może długo oczekiwać na kontynuację leczenia.

W grudniu Prezydium NRL zwracało uwagę na brak równej dostępności dzieci i młodzieży do świadczeń udzielanych w dentobusie. Skoro jeden pojazd został przydzielony na jedno województwo to jeden dentobus będzie miało najliczniejsze (ok. 5,5 mln mieszkańców) i największe pod względem zajmowanej powierzchni (ok. 35,5 tys. mkw.) mazowieckie, jak i opolskie (gdzie mieszka prawie 1 mln osób na 9,4 tys. mkw.).

Zastrzeżenia samorządu lekarskiego budzi niewyłączenie świadczeń udzielanych w dentobusie z określonego w obowiązującym rozporządzeniu ministra zdrowia kryterium posiadania odrębnej aplikacji służącej do bieżącej rejestracji świadczeniobiorców drogą elektroniczną, ze zwrotnym automatycznym wskazaniem terminu.

„Jednocześnie nie wydaje się zasadne premiowanie – w ramach kryterium kompleksowości – świadczeniodawców udzielających świadczeń w dentobusie, za realizację umowy w zakresie świadczenia ortodoncji, świadczenia stomatologicznej pomocy doraźnej czy świadczeń ogólnostomatologicznych dla dzieci i młodzieży” – czytamy w stanowisku Prezydium NRL podjętym kilka tygodni temu.

Co zrobi nowy minister?

Wątpliwości nie rozwiało spotkanie z przedstawicielami Narodowego Funduszu Zdrowia, w którym niedawno uczestniczyli trzej przedstawiciele samorządu lekarskiego: Leszek Dudziński, Marta Klimkowska-Misiak i Anita Pacholec. – Po krótkiej rozmowie okazało się, że państwo z NFZ wiedzą w zasadzie tyle samo, co my – mówi wiceprezes Leszek Dudziński. Pewne jest, że mobilne gabinety stomatologiczne zostaną przekazane wojewodom, a ci udostępnią je podmiotom wybranym do udzielania świadczeń opieki zdrowotnej w danych dentobusach.

To właśnie wojewoda udostępni nieodpłatnie dentobus świadczeniodawcy wybranemu do udzielania świadczeń w zakresie leczenia stomatologicznego wykonywanego w tym pojeździe, w postępowaniu określonym w przepisach o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Wszelkie koszty związane z utrzymaniem i korzystaniem z dentobusu (w tym koszty ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej za szkody powstałe w związku z ruchem tego pojazdu) ma ponosić świadczeniodawca.

„Po zakończeniu obowiązywania umowy o udzielanie świadczeń opieki zdrowotnej świadczeniodawca zwraca wojewodzie dentobus w stanie niepogorszonym, z tym że nie ponosi odpowiedzialności za jego zużycie będące następstwem prawidłowego korzystania” – czytamy w ustawie z 15 września 2017 r. o szczególnych rozwiązaniach zapewniających poprawę jakości i dostępności świadczeń opieki zdrowotnej.

Z informacji, jakie uzyskałem w resorcie zdrowia, zanim na jego czele stanął Łukasz Szumowski, wynika, że koszty świadczeń zdrowotnych z zakresu leczenia stomatologicznego udzielanych w dentobusach będą pokrywane od 2018 r. w ramach środków NFZ. „Obecnie pracujemy nad szczegółowym sposobem organizacji i finansowania tych świadczeń. Chcemy, żeby w przyszłym roku została przyjęta ustawa o medycynie szkolnej i żeby powstały nowe gabinety stomatologiczne w szkołach” – informował resort.

– Chcemy stopniowo wprowadzać zakup dentobusów – przyznaje wiceminister Katarzyna Głowala pytana o to, czy planuje się rozpisać kolejny przetarg na takie pojazdy. Czy nowy minister zdrowia wszystkie te zapowiedzi podtrzyma, na razie nie wiadomo, gdyż w pierwszych dniach urzędowania skupił się przede wszystkim na analizie stanu dotychczasowych prac legislacyjnych i nie chciał komentować żadnych planowanych zmian, także w zakresie stomatologii.

Mariusz Tomczak

Powiązane aktualności

Jeden komentarz

Skomentuj
  1. LiveDiet
    Sty 25, 2018 - 06:03 PM

    Dentobusy to niezła opcja. Z tego co wiem to w takich krajach, jak Rosja jest to popularne rozwiązanie w docieraniu do pacjentów z dalszych rejonów. U nas każdy ma dentystę pod nosem, ale pewnie i tak warto.

    ODPOWIEDZ

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *