O autorytetach

W rankingu prestiżu zawodowego lekarz wciąż zajmuje dość wysoką pozycję. Najgorzej wypadają ksiądz, minister i makler giełdowy. Podczas Kongresu Zdrowia Publicznego wykład inauguracyjny „Jak bronić prawdy w dobie kryzysu autorytetów” wygłosił ks. Adam Boniecki.

Foto: Marta Jakubiak

– Wobec lekarzy czuję timor reverentialis – strach wynikający z szacunku. Wyrosłem z takiego pokolenia, które uważało, że lekarza należy czcić – mówił w auli Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego ks. Adam Boniecki. – Moje pokolenie miało autorytety. Teraz zwykło się mówić, że ich nie ma i zadaje się pytanie, co się z nimi stało. Żyjemy w czasach, kiedy jest dużo trudniej niż kiedyś, kiedy jeszcze nie istniały elektroniczne narzędzia do szybkiej komunikacji, zbudować autorytet – zauważył.

Elektroniczne media zmieniają kulturę i relacje międzyludzkie.

Są powszechne i ogólnodostępne, każdy może być redaktorem stron internetowych i wedrzeć się na pole opinii publicznej. Internet to narzędzie, które może służyć zarówno do kreowania autorytetów, jak i do ich niszczenia. Z jednej strony jest autorytet lekarza i prawda naukowa, którą głosi, z drugiej internetowe wpisy i tzw. Doktor Google. To problem, z którym zmagają się lekarze w indywidualnym wymiarze kontaktu z pacjentem, z jego rodziną, ale również ci, którzy tworzą politykę zdrowotną. Z jednej strony rozumiemy, jak działają media, które w dużej mierze są oparte na emocjach, często trywializując swój przekaz.

Z drugiej strony są ludzie, którzy znają prawdy naukowe, ale w zderzeniu z emocjonalnym przekazem ich prawdy przepadają, nie mają szans, by zmierzyć się z emocjonalnymi, często niedorzecznymi argumentami.

– Każdy z nas, laików, wychodząc od lekarza, zapamięta, na co jest chory. Wielu po powrocie do domu weźmie recepty i sprawdzi, co im dolega, co zawiera się w lekarstwie, które przepisał lekarz. Trzeba brać pod uwagę to silne oddziaływanie dostępne dla każdego medium. Lektura stron poświęconych szczepieniom jest wstrząsająca – zauważa ks. Adam Boniecki. Rodzice piszą m.in. o powikłaniach poszczepiennych dzieci. Czy uspokoi ich informacja, że powikłania poszczepienne to promil przypadków? Nie mogą mieć przecież pewności, że powikłania nie dotkną akurat ich dziecka. – Znam lekarkę pracującą w zakaźnym szpitalu dziecięcym. Wiem, co oznacza nieszczepienie dzieci, choćby od niej. Ona biłaby i wsadzała do więzienia rodziców odmawiających szczepień, bo trafiają do niej dzieci będące ofiarami takiego postępowania. Konfrontacja z tymi rodzicami to na pewno bitwa o autorytet lekarza – podkreślał.

Argumenty naukowe są bazą, na której stoi lekarz i może wyjść do ludzi pewny, że to właśnie ona przemawia na jego korzyść. Ale z takiej sfery jak zdrowie i życie, zwłaszcza dziecka, nie wyłączy się uczuć.

– Dla bardzo wielu rodziców lekarz zajmujący się ich dzieckiem jest autorytetem. To człowiek, któremu ufają. Są jednak też tacy, którzy wątpią i to z myślą o nich trzeba budować autorytet lekarza. Jak to robić? Nie tylko przekonująco mówić, ale także słuchać. Nie zakładać z góry, że protestujący przeciwko szczepieniom na pewno się mylą. Niektórzy rodzice po prostu chcą się wyróżnić w tłumie, być potraktowani indywidualnie, a zwłaszcza ich dziecko, twierdząc, że szczepienia wykonuje się z automatu, nie biorąc pod uwagę personalnych uwarunkowań. Do człowieka o odmiennych poglądach trzeba podchodzić z szacunkiem, na pewno nie można go ośmieszać, deptać. Przez łomotanie nikogo się nie przyciągnie i nie przekona. Można zmusić do milczenia na jakiś czas, ale przekonać można tylko przez rozmowę. W rozmowie tej szalenie ważna jest osoba lekarza. To szczególny zawód. Na forach internetowych argumenty naukowe znalazłem, ale tych ludzkich nie. One również muszą się znaleźć – mówił.

Autorytet to jest dar swobodny, spontaniczny. Sztucznie się go nie stworzy. Z autorytetem mamy do czynienia, gdy jakaś społeczność z własnej woli uzna kogoś za autorytet. Domaganie się autorytetu świadczy tylko o tym, że się go nie posiada.

Oczywiście można stworzyć autorytet medialnie, ale na krótką metę. W sondażu przeprowadzonym dla jednego z portali internetowych w listopadzie 2016 r. z osób żyjących za autorytet najczęściej uznawany był przez Polaków papież Franciszek (11,6%), rodzice (6,5%), Lech Wałęsa (4,2%). Wśród autorytetów znaleźli się także Aleksander Kwaśniewski (3,7%), Robert Lewandowski (3,4%), Justyna Kowalczyk (2,8), Robert Biedroń (2,5%) oraz Jarosław Kaczyński (2,3%). Największe autorytety spośród osób nieżyjących to Jan Paweł II i marszałek Józef Piłsudski. 50 proc. badanych twierdziło, że nie ma żadnego autorytetu albo trudno jest im wskazać kogoś konkretnego. – Autorytety są bardzo potrzebne. Każdy potrzebuje kogoś, kto pomoże mu odnaleźć się w świecie, kogo będzie mógł się poradzić i posłuchać. Czy można zniszczyć czyjś autorytet? Na pewno można niszczyć, ale autorytet sam w sobie jest chyba niezniszczalny – podsumował ks. Adam Boniecki.

Marta Jakubiak

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *