Tadeusz „Boy” Żeleński

Tadeusz Żeleński (ur. 21.12.1874 r. w Warszawie, zm. 4.07.1941 r. we Lwowie), znany później w kręgach literackich jako „Boy”, pochodził z szanowanej krakowskiej rodziny. Był synem kompozytora Władysława Żeleńskiego oraz Wandy z Grabowskich. Miał dwóch braci – Edwarda i Stanisława.

Głowa Tadeusza Żeleńskiego dłuta Alfonsa Karnego ze zbiorów Muzeum Rzeźby Alfonsa Karnego w Białymstoku
Foto: Krzysztof Królikowski

W roku 1892 podjął studia medyczne na Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie poza nauką prowadził hulaszczy tryb życia, nie stroniąc od alkoholu i gry w karty. Zwłaszcza ta druga rozrywka szybko przerodziła się w nałóg, którego konsekwencją było przerwanie nauki i zaciągnięcie pożyczki wojskowej na pokrycie długów.

Ową pożyczkę Tadeusz Żeleński musiał odsłużyć w armii cesarsko-królewskiej. Po przerwie i podróżach po Europie, dzięki pomocy przyjaciela rodziny, prof. Stanisława Pareńskiego, ostatecznie w 1901 r. otrzymał dyplom lekarski i rozpoczął pracę w Szpitalu św. Ludwika w Krakowie.

Pomimo swoich upodobań do rozrywkowego życia, został uczniem prof. Leona Jakubowskiego, który stał się jego mentorem w pracy naukowej i społecznej. Żeleński w szczególności skupił się na popularyzowaniu wiedzy na temat karmienia niemowląt, świadomego macierzyństwa, antykoncepcji, a także na walce o prawa dzieci pochodzących z nieprawego łoża.

W trakcie swojej pracy lekarskiej opublikował 23 prace z zakresu medycyny, w tym dotyczące hematologii ze swoim późniejszym oponentem, dr. Teodorem Cybulskim.

Istotnym momentem kariery medycznej Żeleńskiego był staż w Paryżu, z którego wrócił z zakupionym za pieniądze ze stypendium aparatem do pasteryzacji mleka oraz pomysłem na „Kroplę mleka”, czyli program sztucznego żywienia niemowląt. Po powrocie z Paryża rozpoczął przewód habilitacyjny, jednakże wówczas rozpoczął się niewyjaśniony spór z dr. Teodorem Cybulskim, a także z Kliniki odszedł prof. Jakubowski. W rezultacie Żeleński zrzekł się asystentury w szpitalu i wycofał gotową pracę habilitacyjną pod tytułem „Z nowszych zagadnień hematologii klinicznej”.

W 1906 r. rozpoczął współpracę z Kabaretem „Zielony balonik”, który występował w Jamie Michalikowej, jednej z najsłynniejszych kawiarni krakowskich znajdującej się do dziś przy ul. Floriańskiej. Porzucił ścieżkę naukową, która zapewne szybko doprowadziłaby go do profesury i skupił się na pracy satyryczno-literackiej, powodując zawód wśród rodziny. Wprawdzie jeszcze praktykował jako lekarz, ale każdy grosz otrzymany z leczenia przeznaczał na zakup dzieł francuskiej klasyki, tłumacząc że: „Kto nie tłumaczył Rabelais’a, nie wie, co to radość życia”.

Pracował jako lekarz kolejowy, co wspominał w późniejszych latach jego syn: „Ciekawe, że będąc lekarzem kolejowym i z konieczności stykając się z różnego rodzaju przypadkami, był tak niesłychanie wrażliwy, że nie mógł słuchać opowiadań o ranach itp. Gdy kiedyś opowiadałem Mu, że wbił mi się gwóźdź w oponę rowerową, Ojciec skrzywił się i zatkał sobie uszy”. Przybrał pseudonim „Boy” (od angielskiego słowa oznaczającego „chłopiec” – tak bowiem zwracała się do niego nauczycielka języka angielskiego w gimnazjum), by całkowicie oddzielić praktykę lekarską od pracy literackiej.

Pod tym pseudonimem publikował autorskie tomiki (w tym pierwszy, wydany w 1908 r. nakładem własnym), a także satyry i tłumaczenia z języka francuskiego.

Za przekład dzieł Moliera otrzymał w 1914 r. Palmę Akademii Francuskiej. Wyuczony zawód schodził na coraz to dalszy plan, o czym świadczyć mogą powtarzane anegdoty: „Mała Inka zachorowała. Doktor Żeleński, początkujący pediatra, opukał, wysłuchał i według opowieści rodzinnej – zapytał z wahaniem: »Może zjadła nieświeżą rybę?«. »Panie Tadeuszu – rybę? Niemowlę?« Pan Żeleński pomyślał i poradził: »Trzeba wezwać doktora«”. Był bardzo kochliwy. Jego pierwszą wielką miłością była Dagny Przybyszewska, norweska pisarka, tłumaczka i pianistka, prywatnie żona Stanisława Przybyszewskiego.

Po jej samobójczej śmierci oświadczył się Zofii Pareńskiej, którą znał jeszcze z czasów praktyk studenckich u jej ojca, prof. Stanisława Pareńskiego, wybitnego internisty i kolekcjonera dzieł sztuki, przyjaciela rodziny Żeleńskich. Ślub odbył się w 1904 r., a młodzi zamieszkali w Krakowie, przy ul. Karmelickiej 6. W 1905 r. na świat przyszedł ich syn, Stanisław Żeleński, późniejszy aktor teatru Ateneum, Teatru Wojska Polskiego w Łodzi i Teatru Polskiego w Warszawie.

Młode małżeństwo przyjaźniło się ze Stanisławem Wyspiańskim. Zofia stała się pierwowzorem Zosi w „Weselu”, a także była jego muzą, którą wielokrotnie portretował, w tym podczas karmienia piersią trzymiesięcznego synka na najsłynniejszym chyba obrazie „Macierzyństwo”. Żeleńscy ponadto powierzyli Wyspiańskiemu aranżację swojego mieszkania, o czym później pisał „Boy”: „surowość była najwybitniejszą cechą tych mebli dużych, ciężkich, z ogromną przewagą kloców drzewa, o chudo wypchanym siedzeniu, zbudowanych z samych linii prostych, bez jednej falistości, bez jednego wgięcia”.

Małżonkowie nie byli zachwyceni tym projektem, dlatego po śmierci Wyspiańskiego meble sprzedali dr. Andrzejowi Chramcowi, który umeblował nimi sanatorium w Zakopanem. W 1922 r. rodzina Żeleńskich przeniosła się do Warszawy, gdzie najbardziej kojarzonym z nimi stanie się adres Smolna 11. „Boy” stopniowo zyskiwał coraz większą popularność i zainteresowanie, o czym świadczy artykuł z 16 sierpnia 1937 r. w „Gazecie Lwowskiej” donoszący o przebytej przez niego operacji usunięcia wyrostka robaczkowego.

Zabieg odbył się w warszawskiej Klinice Omega, której pozostałości niszczeją dziś w kamienicy przy Al. Jerozolimskich.

Małżeństwo Żeleńskich było trwałe mimo nieustannych romansów obu małżonków. Plotkowano o wielkiej namiętności między nimi, ale także o ich niedopasowaniu wynikającym z kilkunastoletniej różnicy wieku. Faktem jest, że Zofia była wierną przyjaciółką swojego męża, wspólnie z nim tłumaczyła literaturę francuską i do końca życia dbała o spuściznę po nim. Tolerowała zdrady męża, wypracowując układ, w którym sama również miała licznych adoratorów.

Początkowo nawiązała romans z dziennikarzem Rudolfem Starzyńskim, którego znała od dziecka. Mężczyzna sportretowany jako Dziennikarz w „Weselu” Wyspiańskiego trwał przy niej wiele lat, promując przy tym Żeleńskiego na jednego z najwybitniejszych krytyków tamtych czasów, zaś jego samobójcza śmierć wiązana jest z odtrąceniem przez Zofię, która w tym czasie związała się z Witkacym. „Okres Warszawski” „Boya”, do roku 1939, był poświęcony publikacjom, tłumaczeniom i recenzjom teatralnym. Po ewakuacji do Lwowa w 1939 r. pracował w Klinice Dziecięcej prof. Franciszka Groera, wykładał literaturę na Lwowskim Uniwersytecie Państwowym im. Iwana Franki, aż do wejścia Niemców do Lwowa w 1941 r.

3 lipca odwiedził rodzinę siostry swojej żony, prof. Jana Greka i Marię z Pareńskich. Prof. Grek był szanowanym histologiem, internistą i nauczycielem akademickim Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Tego dnia profesor wraz z rodziną i przebywającym u nich „Boyem” został aresztowany. Akcję koordynował Hans Kruger z Einsatzkommando zur besonderen Verwendung – niemieckiej jednostki policyjnej „specjalnego przeznaczenia”, utworzonej w 1941 przed atakiem Niemiec na ZSRR, w celu oczyszczenia terenu ze szczególnie niebezpiecznych osób.

W nocy z 3 na 4 lipca 1941 r. wszyscy zostali zamordowani przez Niemców na Wzgórzach Wuleckich we Lwowie.

Istnieje również wersja, iż „Boy” został rozstrzelany z trzema innymi osobami na podwórzu Bursy*, zwłoki zaś wrzucono na ciężarówkę i wywieziono za miasto. Po jego śmierci Zofia Żeleńska została strażniczką spuścizny męża. Porządkowała i przepisywała jego rękopisy, z których wiele później spłonęło w czasie Powstania Warszawskiego, wraz z obrazami Wyspiańskiego czy Witkacego oraz setkami książek słynnej Biblioteki „Boya”.

„Słówka” i poglądy Żeleńskiego, a także temat świadomego macierzyństwa wciąż pozostają aktualne, a powiedzenia „W tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz” czy „Kiedy człowiek sobie podje, dziwnie tkliw jest na melodie” są powtarzane do tej pory. Po wojnie Zofia Żeleńska wraz z synem Stanisławem zabiegała o wznowienia i publikacje dzieł męża, dzięki czemu tak wiele z nich się zachowało.

Jak mawiał o sobie: „Nie jestem ani satyrykiem, ani humorystą, te etykietki są mi bardzo niemiłe, jestem (…) czystej krwi błaznem i nie widzę innego odcienia na wyrażenie swego temperamentu literackiego” i słowa te stanowią swoiste podsumowanie jego pracy literackiej.

Krzysztof Królikowski
Ośrodek Historyczny NIL

* Bibliografia: Batura E., „Komeda – Księżycowy chłopiec”, Poznań 2010. Hendrykowski M., „Komeda”, Poznań 2009. Radliński J., „Obywatel Jazz”, Kraków 1967.

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.