W niesamowitych kolorach (felieton Artura Andrusa)

I niby wiem, że nigdy nie zrozumiem, a jednak się dziwię. Zresztą nie muszę rozumieć. Ważne, że rozumieją spece od reklamy i promocji. Trafiłem na reklamę przyrządu do czyszczenia podłóg.

Foto: pixabay.com

Oprócz tego, że czyści najlepiej na świecie, to jeszcze „występuje w trzech niesamowitych kolorach: zielonym, czerwonym i niebieskim”. I to mnie dziwi.

Co tak niesamowitego jest w tych trzech kolorach, że powinno mnie zachęcić do zakupu przyrządu? A najlepiej trzech, bo przecież jeśli każdy z tych kolorów jest niesamowity, to jak zrezygnować z któregokolwiek?

Po okresie zachwytu szybkim jedzeniem amerykańskim, a potem nieco wolniejszą kuchnią orientalną, wróciła w gastronomii moda na naszą rodzimą. I teraz za najlepsze uznawane jest jedzenie reklamowane jako „domowa kuchnia polska”. Zdarza się, że czasem ktoś doda, że „dobra” albo „smaczna”, ale zazwyczaj „domowa” i „polska” już świadczą o tym, że najlepsza.

Otóż nie do końca. Są domy, w których nie gotuje się dobrze.

Wujek Tadek od dnia ślubu woli jeść na mieście. I wpada w popłoch, kiedy ciocia Danusia (na szczęście rzadko) wzbudza w sobie poczucie winy, że mąż ciągle je poza domem, a powinien w domu. Tłumaczy jej, że wszystko jest w porządku, że kocha ją też za to, że nie przejmuje się takimi drobiazgami jak jedzenie. Ale nie ma odwrotu.

Ciocia gotuje. A potem siedzi i patrzy, jak mąż je. Jak mąż nie je, też patrzy. I to tak, że mąż woli już jeść. Jeśli ktoś chce być precyzyjny, powinien swój lokal reklamować hasłem: „kuchnia polska, chociaż z elementami kuchni innych krajów i narodów, domowa, ale z domów, w których ktoś potrafi naprawdę smacznie gotować”. Tylko kto wywiesi taki szyld na swojej restauracji?

Pomiędzy reklamami przyrządów do czyszczenia podłóg pojawiają się jeszcze programy telewizyjne. I też zauważyłem pewien trend.

Bardzo popularne są teraz dwa typy twórczości: programy, w których się gotuje i urządza wnętrza. Jest tego tak dużo w różnych telewizjach, że jako sposób na odreagowanie wymyśliłem tytuł audycji, którą chciałbym poprowadzić w radiu: „Spokój z kuchnią, czyli rozmowy o wszystkim, byle nie o gotowaniu i urządzaniu wnętrz”.

Na razie oba tematy traktuje się jeszcze oddzielnie, ale przypuszczam, że już wkrótce producenci poszukujący nowych pomysłów zaczną nagrywać takie, w których ktoś pichci w remontowanej właśnie kuchni albo architekt urządza wnętrze salonu zainspirowany tym, co mu ugotuje właścicielka mieszkania. Coś typu „Mieszkasz jak gotujesz”.

Przepraszam, to że ja nie gotuję i nie urządzam wnętrz, nie upoważnia mnie do żartów z cudzych pasji. A wiem, że to prawdziwie ludzkie emocje.

Zauważyłem na przykład, że ludzie gotujący albo wyżywający się w pieczeniu ciast, niechętnie zdradzają tajniki przepisów na potrawy, które uważają za swoją specjalność. Niedawno dostałem w prezencie nalewkę. Pani, która mi ją wręczała, od razu zaznaczyła: „Ale przepisu panu nie zdradzę”. Widocznie wyglądam na takiego, który jeździ po kraju i wyrywa przepisy na nalewki, ciasta i mięsa.

Swoją drogą, gdyby stworzyć w internecie portal: „Przepisy, których nie chcieli zdradzić” – byłby sukces. Należy tylko zorganizować sieć hakerów (w tym również takich analogowych, bo pewnie część przepisów trzeba wykraść babciom z różnych kajetów) i publikować. Nalewkę podarowałem wujkowi Tadkowi. Wypił sam, w tajemnicy przed rodziną. I pokarało.

Następnego dnia wujek Tadek strasznie cierpiał i miał twarz w niesamowitych kolorach. Trafił do szpitala. Kiedy go odwiedziłem, powiedział, że opieka jest bardzo dobra, tylko niestety mają tu domową kuchnię.

Artur Andrus
Satyryk

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *