Główna

Premier o walce z pandemią: działaliśmy szybko i zdecydowanie

Polska zwycięsko przechodzi walkę z COVID-19 – powiedział we wtorek premier Mateusz Morawiecki w czasie wspólnej konferencji z ministrem zdrowia i ministrem spraw wewnętrznych i administracji.

Foto: Adam Guz – KPRM

W konferencji uczestniczyli także lekarze z Wojskowego Instytutu Medycznego i Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA, którzy kilka tygodni temu przebywali na misji medycznej we Włoszech.

– Kiedy pojawił się COVID-19, trzeba było podejmować błyskawiczne decyzje, by ratować ludzkie życie. Nie chcieliśmy dopuścić do selekcji pacjentów – mówił premier Mateusz Morawiecki.

Szef rząd zwrócił uwagę, że Polska jako jeden z pierwszych krajów w Europie wprowadziła ograniczenia związane z pandemią koronawirusa SARS-CoV-2, a dzięki szybkim decyzjom nie znaleźliśmy się w sytuacji Włoch czy Hiszpanii, gdzie lekarze musieli decydować, których pacjentów leczyć, a których nie.

Foto: Adam Guz – KPRM

– Spadł na nas nieoczekiwany kryzys, na który nikt na świecie nie był gotowy. Staliśmy wobec wielkiej niewiadomej, a decyzje musiały być podejmowane dynamiczne. Trzeba je było podejmować wobec najwyższych wartości, które są azymutem naszych działań. Taką wartością jest ratowanie każdego ludzkiego życia – podkreślił szef rządu. Jak dodał, „Polska to kraj, który ratował każdego człowieka”.

Jak powiedział uczestnik misji wojskowej we Włoszech, płk dr Robert Ryczek, w Lombardii zbyt późno wprowadzono zasady izolacji społecznej. – Wprowadzono je dopiero, gdy pacjentów zakażonych COVID-19 było 7,5 tys. Łatwo sobie więc wyobrazić, jak szybko wirus mógł się rozprzestrzeniać – powiedział wojskowy lekarz. Jak dodał, w pracy najważniejsze było dla niego to, że nie stanął przed koniecznością wyboru, którego pacjenta musi ratować.

Na stronie internetowej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów pojawiło się zestawienie ograniczeń wprowadzonych przez polski rząd w porównaniu z innymi krajami:

  • Ograniczenie imprez masowych: 6 dni od wystąpienia pierwszego przypadku (10 marca). Dla przykładu: w Hiszpanii decyzję taką podjęto po 44 dniach;
  • Zamknięcie szkół: 8 dni od wystąpienia pierwszego przypadku (12 marca). Dla przykładu: we Francji decyzję taką podjęto po 52 dniach;
  • Zamknięcie granic: 11 dni od wystąpienia pierwszego przypadku (15 marca). Dla przykładu: w Niemczech decyzję taką podjęto po 48 dniach;
  • Zakaz wychodzenia z domu: 21 dni od wystąpienia pierwszego przypadku (24 marca). Dla przykładu: w Niemczech decyzję taką podjęto po 55 dniach.

Co trzecie badanie lub terapia odwołane. Pandemia pogłębiła problemy

Z dostępem do diagnostyki i leczenia pacjentów onkologicznych było źle, a jest jeszcze gorzej. W czasie pandemii COVID-19 co trzecie badanie lub terapia miały zostać odwołane – podaje Fundacja Alivia.

Foto: pixabay.com

Jak w czasie pandemii wygląda leczenie chorych na raka? Czy szpitale są przygotowane, by bezpiecznie udzielać świadczeń w tym trudnym okresie? Ile wizyt odwołano?

Fundacja Alivia poprosiła o odpowiedź między innymi te pytania dyrektorów 51 centrów onkologii i szpitali wielospecjalistycznych, które mają w swoich strukturach duże oddziały onkologiczne, lekarzy i personel medyczny, który pracuje z pacjentami onkologicznymi, a także samych chorych i ich bliskich.

Na ankiety odpowiedziało pół tysiąca pacjentów, kilkudziesięciu pracowników medycznych oraz blisko trzydziestu dyrektorów szpitali. Fundacja otrzymała również pisma od administracji państwowej. Odpowiedzi pozwoliły na stworzenie obszernego opracowania „Rzeczywistości równoległe. Polska onkologia w czasie epidemii COVID-19”.

Wynika z niego, że stan epidemii pogłębił problemy obserwowane od dawna. „To m.in. brak koordynacji diagnostyki i leczenia, deficyty kadrowe, fatalna organizacja leczenia w placówkach. To także wielogodzinne oczekiwanie pacjentów na zatłoczonych korytarzach, łamanie ich praw, ograniczony dostęp do świadczeń i wyników badań, chaos oraz deficyty w komunikacji z pacjentami” – podkreśla Fundacja Alivia w komunikacie. Jak podkreślono, doświadczenia pacjentów i ich opiekunów są odmienne od tego, co twierdzą przedstawiciele administracji państwowej czy dyrektorzy placówek.

Jednym z pytań, które zadano chorym, było: „Czy Twoje leczenie lub diagnostyka były odraczane, lub odwoływane ze względu na epidemię koronawirusa (SARS-CoV-2)”. Uzyskano 491 odpowiedzi. 36 proc. (178) ankietowanych odpowiedziało twierdząco. Jeden z respondentów napisał: „Brat miał wizytę u onkologa w Kielcach w ostatnich dniach lutego i dostał skierowanie na usunięcie przerzutu czerniaka z zaznaczeniem PILNE i z trzema wykrzyknikami. Miał czekać na telefon, do dziś zero informacji, żadnego telefonu, wyjaśnienia, nowotwór i strach i depresja. To są zabiegi czy operacje ratujące życie. Czy nie powinny być realizowane niezależnie od epidemii?”.

Obserwacje pacjentów potwierdził również personel medyczny. Ponad jedna trzecia (34 proc.) lekarzy i pracowników medycznych przyznała, że z powodu epidemii były odwoływane lub przekładane procedury u tych pacjentów, którzy ze względów medycznych powinni zostać obsłużeni bez opóźnień. To bardzo niepokojące, ponieważ zgodnie z wytycznymi Polskiego Towarzystwa Onkologii przekładane powinny być jedynie procedury, których opóźnienie nie wpłynie na stan zdrowia pacjenta i jego rokowania.

„Z relacji wojewódzkich konsultantów, jak i samych chorych wynika, że pacjenci placówek, które zostały przekształcone w szpitale zakaźne lub czasowo zamknięte z powodu zakażeń, sami musieli zadbać o koordynację i ciągłość leczenia. Nie byli informowani, gdzie mogą wykonać badania lub gdzie będzie odbywać się dalsze leczenie. Jeśli próby takiej organizacji były podejmowane, to działo się to wyłącznie na szczeblu lokalnym” – twierdzi Fundacja Alivia.

Przeanalizowano również opinie pacjentów leczących się w placówkach należących do Krajowej Sieci Onkologicznej. „Wyniki okazały się gorsze niż w placówkach poza siecią, mimo tego, że miała ona zapewnić lepszą koordynację i jakość świadczeń” – twierdzi fundacja. Pełna treść opracowania oraz korespondencja z administracją państwową jest dostępna na stronie www.alivia.org.pl.

COVID-19 w Europie

W zasadzie cały niemalże świat w ciągu kilku miesięcy znalazł się w diametralnie innej sytuacji niż dotychczas. Grupą, która w najszerszym zakresie odczuwa skutki obecnych wydarzeń, są lekarze i pozostali pracownicy ochrony zdrowia – pisze Marek Szewczyński.

Foto: pixabay.com

Od pierwszych dni marca międzynarodowe organizacje lekarskie i lekarsko-dentystyczne – zarówno światowe, jak i europejskie – starają się zbierać i udostępniać informacje dotyczące sytuacji w poszczególnych państwach odnośnie tych spraw, które w największym stopniu dotyczą lekarzy i systemów ochrony zdrowia.

Na łamach „Gazety Lekarskiej” wielokrotnie były przekazywane informacje, które docierają do samorządu lekarskiego z zagranicy za pośrednictwem organizacji, których członkiem jest Naczelna Izba Lekarska.

Stały Komitet Lekarzy Europejskich (CPME) na bieżąco przekazuje zbiorcze, uaktualniane raporty, zawierające z jednej strony informacje dostępne publicznie na temat różnych działań i inicjatyw na poziomie międzynarodowym, zwłaszcza instytucji Unii Europejskiej, a z drugiej strony wiadomości w zakresie rozwoju sytuacji w poszczególnych państwach, które są przesyłane przez organizacje członkowskie CPME z 38 państw.

Jest to dość obszerny materiał odnoszący się do ok. 20 zagadnień istotnych z punktu widzenia środowiska lekarskiego. W niniejszym tekście przedstawiona jest część tych informacji, dająca, mam nadzieję, pewien obraz tego, co się w okresie ostatnich blisko trzech miesięcy dzieje w Europie – z punktu widzenia krajowych organizacji lekarskich.

Dostępność środków ochrony indywidualnej

Od pierwszych niemalże dni, gdy w danym państwie stwierdzano stan zagrożenia epidemicznego, pracownicy ochrony zdrowia zgłaszali niedobory, a nierzadko całkowity brak odpowiednich środków ochronnych.

Każda z krajowych organizacji, bez względu na poziom zamożności i sytuacji gospodarczej państwa, podkreślała, że w tym zakresie system ochrony zdrowia był w dalekim stopniu nieprzygotowany i że nie było sprawnie działającego mechanizmu zaopatrywania się w sprzęt ochronny odpowiadający zagrożeniu wynikającemu z epidemii.

Już w pierwszych dniach kwietnia podczas spotkania online zarządu CPME i przedstawicieli organizacji krajowych kilkukrotnie podkreślono, że jednym z podstawowych działań, jakie poszczególne kraje europejskie oraz UE jako całość będą musiały podjąć, gdy sytuacja się choć trochę ustabilizuje, jest przywrócenie właściwego, bezpiecznego łańcucha dostaw takich towarów jak sprzęt medyczny, w tym ochronny, czy leki.

Prezes CPME Frank Ulrich Montgomery z Niemiec wskazał, że obecna sytuacja dobitnie pokazuje, jakie zagrożenie niesie ze sobą uzależnienie się naszego regionu – w zakresie szeregu kluczowych produktów – od dostaw nie tyle nawet z innych państw, ale wręcz z innego kontynentu. To zresztą odnosi się nie tylko do Europy, ale także do innych rozwiniętych gospodarczo państw świata, nie wyłączając Stanów Zjednoczonych.

Po upływie kolejnych tygodni widać to coraz dobitniej, patrząc na to, jak niektóre państwa niemalże rywalizowały ze sobą w celu nabycia sprzętu ochronnego, a później spostrzegały, że wiele partii sprowadzanego towaru nie spełnia wymaganych norm. Z raportu CPME wynika, że w miarę szybko w tym zakresie sytuacja polepszyła się w państwach o stosunkowo małej liczbie ludności (np. państwa bałtyckie, Czarnogóra), zaś w krajach „dużych” nadal są spore problemy, choć nie takie, jak w początkowym okresie epidemii.

W Hiszpanii w marcu w wielu placówkach odnotowano całkowity brak niektórych rodzajów środków ochrony. We Włoszech zakupy środków ochronnych w dużej mierze były możliwe dzięki darowiznom od niektórych przedsiębiorców i osób zamożnych.

W Danii wiele firm, w tym Lego, przestawiło swą produkcję i zaczęło wytwarzać sprzęt ochronny. Często powtarzała się informacja, że szczególne trudności w zaopatrywaniu się mają lekarze i lekarze dentyści praktykujący indywidualnie.

Testowanie

Pomimo jednolitych apeli środowisk lekarskich z wszystkich państw, aby pracownicy ochrony zdrowia byli traktowani priorytetowo w zakresie dostępności do testów, co ma istotne znaczenie dla zapewnienia wydolności systemu ochrony zdrowia i bezpieczeństwa pacjentów, w większości doniesień wskazywano, że brak jest w tym zakresie szczególnych zasad postępowania.

Zwykle pracowników ochrony zdrowia poddawano testom dopiero w przypadku pojawiania się symptomów zakażenia lub stwierdzenia kontaktu z zakażoną osobą bez posiadania właściwych środków ochronnych. W konsekwencji także członkowie rodzin lekarzy i bliskie im osoby nie są traktowane w jakiś szczególny sposób.

Zakażenia i zgony wśród personelu medycznego

Niewątpliwie pracownicy ochrony zdrowia są szczególnie narażani na zakażenie, a co za tym idzie, wielu z nich ponosi tego najdalej idące konsekwencje. Każda z organizacji lekarskich wskazuje, że odsetek pracowników ochrony zdrowia wśród wszystkich osób, u których stwierdzono zakażenie, jest stosunkowo wysoki, wynoszący ok. 10-11 proc. w takich państwach jak Bułgaria, Czechy, Irlandia, Łotwa, Węgry, Włochy, a nawet ok. 20 proc. w Portugalii, Rumunii i na Cyprze.

Co zastanawiające, a wręcz budzące zdziwienie w kontekście aktualnych możliwości technologicznych, w szeregu państw brak jest oficjalnych danych na temat liczby zakażeń i zgonów wśród personelu medycznego. Często te dane są zbierane przez organizacje zawodowe. W Hiszpanii, wg danych na połowę kwietnia, zakażenie stwierdzono u ok. 40 tys. pracowników ochrony zdrowia, spośród których zmarło 26 lekarzy i 11 farmaceutów, zaś liczba zmarłych pielęgniarek nie była wtedy ustalona.

Obecnie liczba stwierdzonych zakażeń przekroczyła 50 tys. We Włoszech samorząd lekarski na dzień 4 maja potwierdził śmierć 152 lekarzy i lekarzy dentystów, u których stwierdzono zakażenie (pod koniec maja liczba ta wynosiła już 163), natomiast ogółem zakażonych było blisko 22 tys. pracowników ochrony zdrowia.

Określanie przyczyny zgonu

Przekazywane informacje potwierdzają, że brak jest jednolitych zasad postępowania w Europie w odniesieniu do zasad określania przyczyny zgonu z powodu choroby COVID-19, co zresztą jasno widać, porównując oficjalne dane z poszczególnych państw w odniesieniu zarówno do ogółu stwierdzonych zakażeń, jak i do liczby ludności.

Dostępność leków i wyrobów medycznych

W większości państw na razie nie stwierdzono niedoborów leków, choć pewne problemy zauważono w Szwecji i na Słowacji. Również w odniesieniu do sprzętu medycznego, w szczególności respiratorów, sytuacja wydaje się być w normie, chociaż w wielu raportach są obawy, że braki się pojawią, jeżeli epidemia będzie szybko się nasilać.

Jak już wiadomo z doniesień prasowych, w początkowym okresie brakowało respiratorów i łóżek do intensywnej opieki w Hiszpanii i we Włoszech, obecnie sytuacja się poprawiła. Co ciekawe, brak wystarczającej liczby respiratorów zgłosiła niemiecka izba lekarska, choć Niemcy są postrzegani jako jedno z najlepiej przygotowanych państw.

Personel medyczny

Niedobory kadr medycznych oprócz Polski zgłosiło 10 państw. W kilku z nich wynikało to głównie z aktualnej kryzysowej sytuacji, braku wystarczającej liczby specjalistów w określonych dziedzinach oraz konieczności poddania kwarantannie sporej grupy osób. Natomiast takie państwa jak Czechy, Irlandia, Słowacja, Ukraina, czy Węgry wskazały, że problem ten istnieje od dawna, a obecnie się to spotęgowało.

Przemoc wobec personelu medycznego

W większości państw nie stwierdzono na razie przemocy wobec personelu medycznego, tym niemniej w kilku państwach (Belgia, Rumunia, Wielka Brytania) są doniesienia o tym, że pracownicy medyczni spotykali się z wrogością jako potencjalne „źródło” zakażenia. W Wielkiej Brytanii były także sygnały o próbach uciszania pracowników informujących o brakach środków ochronnych.

Roszczenia (skargi) wobec lekarzy

Ogólnie kwestia roszczeń ze strony pacjentów wobec lekarzy za błędy popełniane w trakcie zwalczania epidemii lub za zakażenie pacjenta nie jest jeszcze postrzegana jako istotny problem, w wielu państwach personel medyczny jest doceniany. Jednakże w dłuższej perspektywie może się pojawić taka tendencja.

We Włoszech pod koniec marca, czyli w najtrudniejszym okresie w tym państwie, prezes tamtejszej krajowej izby lekarskiej skierował bardzo emocjonalne pismo do prezesa samorządu adwokackiego sygnalizujące, że w czasie, gdy lekarze walczą „gołymi rękami” z epidemią, m.in. przez kancelarie adwokackie rozpowszechniane są informacje o możliwości wnoszenia pozwów i skarg na lekarzy, są także oferowane bezpłatne porady prawne i innego rodzaju zachęty w tym zakresie.

Stwierdził m.in.: „Nie ukrywam przed Tobą rozczarowania, jakie odczuwam, gdy dostrzegam, że interesy natury ekonomicznej przeważają nad interesem ogólnym, zgodnie z którym lekarze powinni mieć zapewnione tyle spokoju, na ile to możliwe, aby móc udzielać pomocy, co i tak jest przecież nadzwyczaj trudne w tej sytuacji”.

Natomiast lekarze fińscy wskazują, że obowiązujący w tym państwie system odszkodowawczy określany jako „no-fault” przyczynia się do tego, że ogólnie roszczeń wobec konkretnych lekarzy jest stosunkowo mało.

Marek Szewczyński, radca prawny NIL

Dokumentacja medyczna: nowe rozporządzenie

6 kwietnia br. Minister Zdrowia wydał rozporządzenie w sprawie rodzajów, zakresu i wzorów dokumentacji medycznej oraz sposobu jej przetwarzania (Dz.U. 2020 r., poz. 666). Weszło ono w życie 15 kwietnia, zastępując rozporządzenie z 9 listopada 2015 r. pod takim samym tytułem.

Foto: pixabay.com

W nowym rozporządzeniu jako zasadę przyjmuje się prowadzenie dokumentacji medycznej w formie elektronicznej, a w papierowej jedynie wtedy, gdy samo rozporządzenie tak stanowi lub warunki organizacyjno-techniczne uniemożliwiają prowadzenie dokumentacji w postaci elektronicznej – może to być np. stały brak rozwiązań informatycznych czy sprzętu.

Dokumentacja prowadzona w jednej formie nie może być jednocześnie prowadzona w drugiej (rozporządzenie mówi co prawda o dokumencie, a nie dokumentacji, ale to raczej błąd). Konsekwentnie, przekazywanie dokumentacji w przypadku kierowania na badanie diagnostyczne, konsultację lub leczenie ma się odbywać drogą elektroniczną, a dopiero gdy nie pozwalają na to warunki organizacyjno-techniczne, to w postaci papierowej (wyjątkiem będzie NPL).

Prowadzenie dokumentacji w formie elektronicznej zwalnia z prowadzenia wykazów objętych dokumentacją wewnętrzną zbiorczą (§ 12 ust. 2, § 36 ust. 2, § 51 ust. 2 rozporządzenia), gdyż możliwie ma być automatyczne wygenerowanie takich dokumentów.

Wymagane zabezpieczenia

Dokumentacja musi być zabezpieczona w sposób ciągły, nie tylko w czasie udzielania świadczeń. Nowe przepisy wymagają również systematycznego szacowania ryzyka zagrożeń i zarządzania tym ryzykiem, udokumentowania procedur zabezpieczenia dokumentacji, systemów jej przetwarzania (w tym dostępu i przechowywania), stałej aktualizacji oprogramowania (nie tylko programu do prowadzenia dokumentacji, ale też systemu i jego zabezpieczeń), stosowania środków bezpieczeństwa uwzględniających najnowszy stan wiedzy.

System informatyczny mu również zapewnić informację o czasie sporządzenia dokumentacji oraz dokonania wpisu lub innej zmiany oraz eksport danych w sposób umożliwiający ich odtworzenie w innych systemach informatycznych. Pojawiło się też wskazanie formatów danych (poza wskazanymi w przepisach o SIM) – HL7 oraz DICOM (ma to umożliwić przetwarzanie informacji w Systemie P1).

Nowe przepisy mają ułatwić prowadzenie dokumentacji poprzez ograniczenie liczby danych i ich powielania w kolejnych dokumentach: wpisywanie tylko numeru PESEL bez konieczności wskazywania odrębnie daty urodzenia, wpisywanie adresu tylko przy tworzeniu dokumentacji wewnętrznej, możliwość kontynuacji historii choroby przy wielokrotnych hospitalizacjach w tym samym szpitalu, wpisywanie do dokumentacji wyłącznie unikalnych numerów e-recepty bez konieczności wpisywania informacji o lekach i ich dawkowaniu czy numerów e-skierowań.

IKP

Internetowe Konto Pacjenta ma też być źródłem informacji niezbędnych do udostępniania dokumentacji medycznej. Kartę informacyjną z leczenia szpitalnego podpisywać ma teraz wyłącznie jeden lekarz (kierujący oddziałem albo lekarz przez niego upoważniony).

Podpis i udostępnianie

Od 1 stycznia 2021 r. nie będzie możliwości podpisywania dokumentacji elektronicznej przy wykorzystaniu wewnętrznych mechanizmów systemu teleinformatycznego. Możliwie będzie opatrywanie jej podpisem kwalifikowanym, profilem zaufanym lub mechanizmem udostępnionym przez PUE ZUS. Udostępnianie dokumentacji ma następować z zachowaniem jej integralności, poufności oraz autentyczności i – tak jak dotychczas – bez zbędnej zwłoki.

Udostępnienie dokumentacji w formie wydruków następuje przez osobę upoważnioną, która potwierdza zgodność wydruku z dokumentacją, podając swoje imię, nazwisko, stanowisko i opatrując wydruk swoim podpisem. Wydruk musi umożliwiać identyfikację osoby udzielającej świadczenia z imienia, nazwiska, tytułu zawodowego i nr PWZ.

Jarosław Klimek, radca prawny OIL w Łodzi

Środki ochrony dla lekarzy dotarły do izb okręgowych

Do okręgowych izb lekarskich dotarły środki ochrony osobistej zakupione przez Fundację Lekarze Lekarzom działającą przy Naczelnej Izbie Lekarskiej.

Foto: pixabay.com

Za 20 mln zł przekazane przez Kulczyk Foundation na konto FLL udało się kupić w sumie 1 mln masek chirurgicznych, 1,5 mln masek FFP2 N95, 100 tys. kombinezonów klasy II, 100 tys. gogli i 100 tys. przyłbic, które zostały rozdysponowane pomiędzy okręgowe izby lekarskie według liczby czynnych zawodowo lekarzy i lekarzy dentystów.

Izby przekazały je, zgodnie ze zgłoszonym zapotrzebowaniem, do personelu medycznego oraz placówek medycznych. I tak, np. do OIL w Szczecinie trafiły 34 tys. maseczek chirurgicznych, 50,4 tys. masek FFP N95, 3 350 kombinezonów, 3 200 sztuk gogli i 3 400 przyłbic. W pierwszej kolejności środki otrzymały szpitale.

– Za pośrednictwem OIL w Szczecinie prawie 400 lekarzy Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego Nr 2 PUM otrzymało zestawy maseczek chirurgicznych, masek ochronnych FFP2 N95, kombinezonów, gogli oraz przyłbic. Bardzo dziękuję za tę pomoc w imieniu naszego personelu. To niezwykle budujące, że biznes wspiera medyków i solidarnie staje z nami ramię w ramię w walce z epidemią – mówi Marcin Sygut, dyrektor SPSK Nr 2 PUM w Szczecinie.

Onkologia a koronawirus. Odmrażanie po kawałku

Epidemia wywołana wirusem SARS-CoV-2 opóźniła diagnostykę i zaburzyła leczenie pacjentów onkologicznych. Na ten moment trudno podsumować i ocenić straty poniesione przez pacjentów onkologicznych – pisze Lucyna Krysiak.

Foto: pixabay.com

Od połowy maja placówki ochrony zdrowia wracają do normalności. Ministerstwo Zdrowia zaapelowało do pacjentów, zwłaszcza onkologicznych i chorujących przewlekle, aby zgłaszali się na badania i konsultacje do poradni specjalistycznych i szpitali, gdzie mogą być poddani diagnostyce i leczeniu.

Resort zapewnił też, że zostały wdrożone odpowiednie procedury bezpieczeństwa związane z panującą pandemią wirusa SARS-CoV-2 i nie należy się obawiać zakażenia. Po tym sygnale ośrodki onkologiczne w kraju, jeden po drugim, przestawiają się na nowy tryb funkcjonowania, ale już na tym etapie widać, że będzie to proces. Szczególnie jeśli chodzi o badania diagnostyczne i operacje, które trzeba od nowa zaplanować.

Powrót do normalności

Zakłócenia w działalności poradni i szpitali spowodowane pandemią zaniepokoiły lekarzy wielu specjalności, ale najbardziej onkologów, gdyż w przypadku nowotworów wczesna diagnostyka i jak najszybsza interwencja chirurgiczna oraz radio- lub chemioterapia ratują życie. Do pełnej aktywności, jako jeden z pierwszych w Polsce, wraca Narodowy Instytut Onkologii w Gliwicach. Jednak, jak zaznaczył prof. Krzysztof Składowski, dyrektor instytutu i kierownik I Kliniki Radioterapii i Chemioterapii, ten powrót odbywa się stopniowo.

– Sukcesywnie odchodzimy od pracy rotacyjnej i zdalnej zespołów medycznych, coraz więcej pacjentów korzysta z radioterapii, wzmożony ruch notujemy także w Klinice Chirurgii Onkologicznej i Rekonstrukcyjnej – relacjonuje prof. Składowski. Nie ukrywa, że w ostatnim czasie COVID-19 spowodował 20-procentowy spadek liczby zabiegów w radioterapii, o 20 proc. mniej leczonych odnotowano w Zakładzie Medycyny Nuklearnej i Endokrynologii Onkologicznej, a w Klinice Chirurgii Onkologicznej i Rekonstrukcyjnej – o 35 proc. mniej, ale odkąd zapadła decyzja o odmrożeniu usług medycznych, klinika już przyjęła o 10 proc. chorych więcej. Profesor zapewnia, że pacjenci mogą czuć się bezpiecznie.

Od każdego kierowanego na rozległą operację z powodu nowotworu okolic głowy i szyi lub jamy brzusznej pobierany jest wymaz do badania na obecność SARS-CoV-2. Jako pierwsza obowiązek ten wprowadziła Klinika Transplantacji Szpiku i Onkohemetalogii i badania są przeprowadzane u wszystkich pacjentów przyjmowanych na oddział. – Jesteśmy rygorystyczni w przestrzeganiu tych procedur, dzięki czemu w tym trudnym okresie nasi lekarze mogli przeprowadzić dwie innowacyjne terapie CART-T cells u chorych na chłoniaka nieziarniczego – podsumowuje prof. Krzysztof Składowski, Po przerwie spowodowanej wykryciem wirusa SARS-CoV-2 u jednej z pielęgniarek wznowiła także przyjęcia III Klinika Radioterapii i Chemioterapii oraz Pracownia Rehabilitacyjna.

Leczenie systemowe

Prof. Piotr Wysocki, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, kierownik Oddziału Klinicznego Onkologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, mówi, że mimo zagrożeń związanych z koronawirusem, dzięki ogromnemu zaangażowaniu lekarzy i pielęgniarek, w jego placówce udało się utrzymać leczenie systemowe chorych z nowotworami, w ramach którego wykorzystuje się głównie chemioterapię, ale też immunoterapię, terapie celowane i hormonoterapię.

– Zdecydowana większość chorych leczonych w naszym oddziale to pacjenci z uogólnionym procesem nowotworowym, często po wyczerpaniu już standardowych opcji terapeutycznych – tłumaczy prof. Wysocki i zaznacza, że dla takich chorych zachowanie ciągłości leczenia systemowego to jedyna szansa na długotrwałą kontrolę choroby, a jego przerwanie mogłoby w krótkim czasie doprowadzić do progresji procesu nowotworowego i wystąpienia bezpośredniego zagrożenia życia. Inną liczną grupą chorych Oddziału Klinicznego Onkologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie są pacjenci poddawani leczeniu okołooperacyjnemu, którego celem jest zwiększenie szans na całkowite wyleczenie w połączeniu z następowym zabiegiem chirurgicznym.

W przypadku takich pacjentów jakiekolwiek opóźnienie leczenia mogłoby definitywnie taką szansę unicestwić. – To, co jednak zaczyna być widoczne, to trend w kierunku mniejszej liczby nowych chorych kierowanych do leczenia systemowego, co najprawdopodobniej wynika z ograniczeń w diagnostyce w kierunku choroby nowotworowej. Czy jest to konsekwencja pandemii, będzie można ocenić dopiero za trzy, cztery miesiące – mówi prof. Piotr Wysocki. Mimo zagrożenia koronawirusem leczenie systemowe było prowadzone bez istotnych zakłóceń w zdecydowanej większości innych dużych ośrodków onkologicznych w Polsce, m.in. w Warszawie, Poznaniu, Gliwicach, Gdańsku czy Białymstoku.

Mniej zabiegów chirurgicznych

Niestety, tego samego nie można odnieść do chirurgii onkologicznej. Tak jak w Gliwicach, spadek liczby operowanych z powodu nowotworów odnotowano także w innych onkologicznych ośrodkach – zarówno krajowych, jak i regionalnych. Prof. Dawid Murawa, prezes Polskiego Towarzystwa Chirurgii Onkologicznej i kierownik Katedry Chirurgii i Onkologii Uniwersytetu w Zielonej Górze oraz Oddziału Klinicznego Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej Szpitala Uniwersyteckiego, uważa, że tak naprawdę trudno ocenić, jak funkcjonowała onkologia w czasie pandemii SARS-CoV-2, ponieważ brakowało spójności działań w różnych dziedzinach medycznych i nikt z resortu zdrowia tego nie kontrolował.

– Według mojego rozeznania i relacji lekarzy z innych ośrodków, z którymi się kontaktuję, system pracy onkologii wygląda różnie w zależności od szpitala. Są placówki, w których doszło do znacznych zaburzeń w leczeniu chirurgicznym pacjentów onkologicznych, a w innych praca przebiegała w miarę normalnie – tłumaczy prof. Murawa. Jako przykład podaje szpital w Zielonej Górze, w którym akurat w czasie pandemii likwidowano chirurgię ogólną i chirurgia onkologiczna, mając większe moce przerobowe, przejmowała chorych na raka odesłanych z kwitkiem np. z Poznania. Paradoksalnie w czasie pandemii operowano tu większą liczbę chorych na raka niż w normalnych warunkach, ponieważ w związku z likwidacją chirurgii ogólnej poprawiła się dostępność do sal operacyjnych.

Na pół gwizdka

W poradniach specjalistycznych także życie zaczęło powoli wracać do normy, choć większość poradni onkologicznych wciąż pracuje na pół gwizdka. A to właśnie tam odbywa się weryfikacja i kierowanie chorych na badania, którzy pierwszy raz trafiają do onkologa z podejrzeniem nowotworu. Jeśli szybciej nie przywróci się poradniom dawnej płynności, może się okazać, że koronawirus jest mniej groźny niż konsekwencje związane z opóźnieniami w dostępie do specjalistów. W chorobach nowotworowych, gdzie liczy się czas, ograniczony dostęp do onkologów, badań diagnostycznych i badań kontrolnych w trakcie leczenia może przynieść długofalowe konsekwencje.

W Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach wizyty w przychodni onkologicznej w znacznej części odbywają się w formie teleporad. Chodzi o to, żeby w poczekalni uniknąć zbyt dużej liczby pacjentów. Prof. Jan Lubiński, kierownik Zakładu Genetyki i Patomorfologii PUM w Szczecinie uważa, że odmrożenie nie powinno spowodować całkowitej rezygnacji z teleporad, ponieważ ten element funkcjonowania poradni okazał się trafiony, gdyż pacjenci nie muszą przychodzić po odbiór wyników, szczególnie jeśli w badaniu nie stwierdzono nowotworu. Pandemia wymusiła także przeorganizowanie pracy w poradni, nie ma już tłumów na korytarzu, drzwi są otwierane co 10 minut, a pacjenci są pojedynczo proszeni do gabinetów na badania i lekarską konsultację.

Profesor zapewnia, że z powodu koronawirusa placówka nie miała dłuższych przestojów. jeśli chodzi o diagnozowanie osób z tzw. grup ryzyka zachorowania na raka i przerw w realizacji programów badań.  Jednak, nie mając pewności, jak wirus będzie się rozprzestrzeniał, trzeba było zawiesić badania kontrolne oraz zablokować rezonans magnetyczny, mammografię i usg. – Kiedy z powodu koronawirusa musieliśmy zamknąć diagnostykę i odwołać badanie rezonansem u pacjentki, która wyczuła sobie w piersi guz, a po zrobieniu w innym ośrodku biopsji okazało się, że musi natychmiast podjąć leczenie, zdaliśmy sobie sprawę, że takich pacjentów może być więcej – dzieli się swoimi obawami prof. Lubiński i zastanawia, czy podobnych sytuacji nie było więcej. Obawy te potwierdzają dane o przesyłaniu do patomorfologów mniejszej niż przed epidemią ilości materiału do badania. To świadczy o tym, że wiele stanów rakowych będzie wykrywanych w późnym stadium choroby.

Covidsurg cancer

Zdaniem prof. Dawida Murawy, prezesa PTChO, na ten moment trudno będzie podsumować i ocenić straty poniesione przez pacjentów onkologicznych. Może w tym pomóc opracowane przez Brytyjczyków ogólnoświatowe badanie kliniczne „COVID surg cancer”, które wraz z początkiem pandemii koronawirusa otrzymał Kliniczny Oddział Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej szpitala w Zielonej Górze i rozpropagował je w ośrodkach onkologicznych w całej Polsce. Badanie dotyczy problemów związanych z leczeniem onkologicznym w trakcie pandemii i zgłaszania ich do bazy stworzonej przez autorów tego projektu badawczego.

– Na podstawie najnowszego newslettera przesłanego przez czasopismo „Covid surg” wiemy, że od początku pandemii do bazy trafiło 8 tys. pacjentów z 600 szpitali na terenie całej Europy – mówi prof. Murawa. Uważa, że to badanie w najbliższych miesiącach unaoczni, jak w poszczególnych krajach pogorszyła się dostępność pacjentów do leczenia onkologicznego, czy zabiegi operacyjne były opóźnione, czy chorych operowano, mimo że najpierw powinni otrzymać np. chemię przedoperacyjną albo radioterapię, lub odwrotnie – zamiast niezbędnej operacji zalecono im chemioterapię, bo nie mieli dostępu do innej metody leczenia. – Już pierwsze wyniki badania „COVID surg cancer” wskazują, że chorzy onkologicznie nie przeszli tej pandemii bez szwanku – konkluduje prof. Murawa. I chodzi tu również o zdrowie psychiczne, które w chorobie nowotworowej odgrywa ogromne znaczenie.

Lucyna Krysiak


Polska onkologia w liczbach:

  • Na nowotwory złośliwe umiera w Polsce rocznie 100 tys. osób.
  • Każdego roku notuje się 160 tys. zachorowań, a prognozuje się, że w ciągu najbliższych 10 lat liczba ta wzrośnie do 185 tys.
  • Trzon opieki nad chorymi stanowią Centra Onkologii w Warszawie, Krakowie i Gliwicach, a ich uzupełnieniem są regionalne ośrodki onkologiczne.
  • Chorzy na nowotwory są także objęci opieką sieci poradni, które znajdują się w każdym ośrodku onkologicznym.

Trwa odmrażanie gospodarki, a co z przyszłością ochrony zdrowia?

Rząd sukcesywnie zmniejsza obostrzenia związane z COVID-19, a w placówkach medycznych wciąż brakuje jasnych i ujednoliconych wytycznych. Przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia w końcu zdecydowali się na podjęcie dialogu z samorządem lekarskim.

Foto: pixabay.com

Czy MZ odnowi dialog z samorządem lekarskim?

„Świadomi znaczenia społecznego lekarzy i lekarzy dentystów oraz odpowiedzialności za zdrowie i życie pacjentów, jaka na co dzień spoczywa na ich barkach, nie tylko w okresie walki z pandemią wirusa SARS-CoV-2, byliśmy przekonani, że list wystosowany przez nas do Pana w dniu 24 kwietnia br. spotka się z należną reakcją i zrozumieniem potrzeby wznowienia merytorycznego dialogu z samorządem lekarskim. Dialogu niezbędnego dla bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli, a także zminimalizowania negatywnych skutków gospodarczych oraz ich wpływu na sektor ochrony zdrowia” – tak rozpoczyna się list otwarty prezesa NRL Andrzeja Matyi do Ministra Zdrowa, powstały ze względu na częste lekceważenie głosu samorządu lekarskiego.

Prezes NRL stanowczo domaga się wznowienia rzeczywistej współpracy MZ z samorządem lekarskim oraz zorganizowania spotkania przedstawicieli obu stron w celu omówienia sposobu zarządzania sytuacją w czasie epidemii, jak i przyszłej sytuacji w systemie ochrony zdrowia – do listu dołączono konkretne tematy w tym zakresie. Tym razem ministerstwo zareagowało i spotkanie zaplanowano (w formie online) na 25 maja. O szczegółach można przeczytać na stronie internetowej NIL.

Staż podyplomowy w czasie pandemii

Jeszcze w marcu Prezydium NRL postulowało, aby osoby, którym harmonogram stażu podyplomowego uległ zmianie z powodu rozprzestrzeniania się epidemii COVID-19, mogły mieć zaliczane staże cząstkowe przez swoich koordynatorów. Okręgowe rady lekarskie miałyby potwierdzać takie zaliczenie.

Procedowana obecnie zmiana art. 15 ust. 8c ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty pozwoli okręgowym radom lekarskim na uznawanie okresu, w którym lekarz stażysta nie realizował programu stażu podyplomowego, za równoważny z realizowaniem tego programu, jeżeli wykonywał w tym czasie zadania określone w wymienionym artykule.

Jednakże czas, w którym lekarz/lekarz dentysta stażysta nie wykonuje zawodu (np. z powodu przestoju, kwarantanny, choroby czy opieki nad dzieckiem), nie będzie zaliczony na poczet odbywania stażu podyplomowego. Według resortu byłoby to niezasadne, gdyż „lekarz stażysta nie nabywa wtedy umiejętności praktycznych w wykonywaniu zawodu”.

W celu umożliwienia lekarzom i lekarzom dentystom rozpoczęcia szkolenia specjalizacyjnego na podstawie postępowania kwalifikacyjnego, w którym braliby udział, gdyby nie utrudnienia związane z epidemią, wprowadzono zmiany w rozporządzeniu Ministra Zdrowia w sprawie specjalizacji lekarzy i lekarzy dentystów. Nowe zapisy mają zapewnić osobom, które nie ukończą stażu podyplomowego w terminie, możliwość rozpoczęcia szkolenia specjalizacyjnego niezwłocznie po zakończeniu przedłużonego stażu podyplomowego.

Spadła cena testów na SARS-CoV-2

Dlaczego NFZ obniżyło wycenę wykonania testu na obecność koronawirusa z 400 zł do 280 zł, a testu bez kosztów odczynnika z poziomu 200 zł do 140 zł? Prezydium NRL w stanowisku w sprawie zarządzenia Prezesa NFZ nr 60/2020/DSOZ zmieniającego zarządzenie w sprawie zasad sprawozdawania oraz warunków rozliczania świadczeń opieki zdrowotnej związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19 oceniło, że przy podejmowaniu tej decyzji zabrakło transparentności oraz merytorycznych argumentów, w szczególności tych o charakterze ekonomicznym.

Fundusz tłumaczy, że za wszystkim stoi Ministerstwo Zdrowia – to na polecenie resortu obniżono wycenę, jak i przeprowadzono analizę kosztów ww. procedur w Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Obecna wartość wykonania testów ma zagwarantować spójność i ujednolicenie finansowania wobec wszystkich laboratoriów, które te badania zobowiązały się wykonywać. Ale czy nie odbije się ona na liczbie wykonywanych testów, jak i wynagrodzeniach personelu medycznego odpowiedzialnego za te świadczenia?

Reaktywacja newslettera NIL

Już od dwóch miesięcy newsletter Naczelnej Izby Lekarskiej ponownie trafia do Państwa skrzynek e-mailowych. W czasie pandemii – co tydzień! Osoby, które jeszcze nie są subskrybentami, a chcą otrzymywać najnowsze informacje na temat działań samorządu lekarskiego, zapraszamy do zapisu poprzez stronę NIL www.nil.org.pl.

Petycja

Jeszcze przed wybuchem epidemii SARS-CoV-2 lekarze dentyści zwrócili się do Narodowego Funduszu Zdrowia o dostosowanie warunków finansowych umów do aktualnych kosztów ich realizacji. Umowy podpisywane były w większości ponad dwa lata temu, w zupełne innych warunkach, niż obecnie – koszty udzielania świadczeń i utrzymania gabinetów w czasie trwającej pandemii koronawirusa znacząco wzrosły. Ze względu na brak reakcji w tej kwestii, Naczelna Rada Lekarska przygotowała zbiorową „Petycję do Ministra Zdrowia i NFZ w obronie praktyk lekarzy dentystów i Pacjentów”.

„Skutki, jakie dla pracy gabinetów stomatologicznych wywołała epidemia (m.in. podwyższony reżim sanitarny), wykluczają realizację umów stomatologicznych, jeśli do zasad ich finansowania nie zostaną wprowadzone niezbędne korekty” – czytamy w opisie petycji, w której wzywa się MZ i NFZ do natychmiastowego podjęcia z NRL rozmów dotyczących finansowania świadczeń stomatologicznych w perspektywie przynajmniej najbliższych 12 miesięcy. Link do petycji: https://ankiety.hipokrates.org/index.php/986993?lang=pl.

Wznawianie planowego leczenia

Pod koniec kwietnia Minister Zdrowia zaapelował o stopniowe przywracanie planowej działalności podmiotów wykonujących działalność leczniczą. Niestety zabrakło wytycznych, jak ten proces przeprowadzić. Prezydium NRL zwróciło się do resortu w tej sprawie, apelując o wydanie zaleceń niezbędnych dla przywrócenia przyjmowania pacjentów w ramach planowej opieki medycznej i badań profilaktycznych.

Zdaniem Prezydium NRL „każdy pacjent przyjmowany do  planowej procedury leczniczej powinien mieć nie wcześniej niż 24 godziny przed planową hospitalizacją pobrany i oceniony wymaz z jamy nosowej lub gardła w kierunku SARS-CoV-2 (badanie metodą RT-PCR), ponieważ tylko takie badanie minimalizuje prawdopodobieństwo zakażenia koronawirusem”. Samorząd lekarski domaga się również, aby koszty wykonania badań na obecność wirusa przed skorzystaniem z planowego leczenia były sfinansowane przez publicznego płatnika.

Jak stosować środki ochrony osobistej?

Na zlecenie Ministerstwa Zdrowia, Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, w oparciu o dostępne dowody naukowe i istniejące wytyczne, opracowała „Polskie zalecenia diagnostyczno-terapeutyczne oraz organizacyjne w zakresie opieki nad osobami zakażonymi lub narażonymi na zakażenie SARS-CoV-2”. Dokument odnosi się do wykorzystania środków ochrony osobistej w zależności od drogi transmisji, miejsca i wykonywanej procedury.

Natomiast „Zalecenia krajowego konsultanta w dziedzinie chorób zakaźnych dotyczące stosowania środków ochrony osobistej oraz sposób organizacji pomieszczeń, w których udzielana jest pomoc medyczna dla pacjentów z podejrzeniem COVID-19”, opublikowane na stronie Ministerstwa Zdrowia, skierowane są do konkretnych miejsc w systemie ochrony zdrowia. Prezes NRL Andrzej Matyja określił oba materiały jako „jedyne, które należy stosować”. Resort zdrowia podkreśla jednak, że dokumenty powinny być indywidualnie przeanalizowane przez każdy szpital i odpowiednio adaptowane.

Pracownicy transgraniczni

U wagi samorządu lekarskiego uwzględnione! Po głośnej krytyce projektu rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, który ograniczał możliwość wykonywania przez personel medyczny pracy za granicą, poprzez utrzymanie obowiązku poddania się kwarantannie po każdorazowym przekroczeniu granicy państwa, jego zapisy zostały zmienione. Końcowa wersja rozporządzenia, opublikowana 16 maja br. w Dzienniku Ustaw RP, nie przewiduje już obowiązku poddania się kwarantannie przez pracowników medycznych wracających do kraju.

Alicja Szczypczyk

Darowizny, ulgi za złe długi i rozliczanie strat. Finanse a pandemia

Mimo że nie wprowadzono zwolnień podatkowych dla grup dotkniętych przez pandemię, to jednak uchwalono przepisy, które ułatwić mogą wywiązanie się z obowiązków podatkowych. Poniżej przedstawiam wybrane z ułatwień.

Foto: pixabay.com

Odliczenie darowizn

Art. 4 i 23 ustawy o COVID-191 zezwoliły na odliczenie od podstawy opodatkowania „kwalifikowanej” darowizny.

Co ważniejsze, odliczenia można dokonać już od podstawy obliczenia zaliczki na podatek. Odliczeniu podlegać będą darowizny przekazane pomiędzy 1 stycznia a 30 września br. Przepisy nie limitują wysokości możliwego odliczenia.

W zależności od momentu przekazania darowizny wysokość odliczenia może być podwyższona. W przypadku darowizny przekazanej do 30 kwietnia br. – odliczeniu podlega kwota odpowiadająca 200 proc. wartości darowizny; w maju br. – 150 proc. wartości darowizny; od 1 czerwca do 30 września br. – odliczeniu podlega kwota odpowiadająca wartości darowizny.

Darowizny muszą być przekazane na przeciwdziałanie COVID-19:

  • podmiotom wykonującym działalność leczniczą, wpisanym do wykazu, o którym mowa w art. 7 ustawy o COVID-19;
  • Agencji Rezerw Materiałowych z przeznaczeniem na cele wykonywania zadań ustawowych;
  • Centralnej Bazie Rezerw Sanitarno-Przeciwepidemicznych z przeznaczeniem na cele wykonywania działalności statutowej.

Listę podmiotów prowadzi NFZ i są to w większości szpitale jednoimiennie. W efekcie nie każda darowizna – nawet dla jednostek publicznych – będzie uprawniała do dokonania odliczenia.

Warto dodać również, że towary takie jak maseczki, kombinezony czy środki dezynfekujące, przekazane nieodpłatnie wyżej wymienionym podmiotom, opodatkowane są zerową stawką VAT. Stawka 0 proc. obowiązuje od 1 lutego do 31 sierpnia br. Konieczne jest udokumentowanie darowizny umową. W przypadku dokonania darowizny w okresie od 1 lutego do dnia wejścia rozporządzenia w życie, trzeba pisemnie potwierdzić przekazanie kupionych lub wyprodukowanych produktów.

Zawieszenie ulgi na złe długi

Obecnie podatnik, który zaliczył dany wydatek w koszty uzyskania przychodu, ale nie dokonał płatności w ciągu 90 dni od terminu wskazanego na fakturze i w umowie, jest zobowiązany taką nieuiszczoną należność zaliczyć do przychodów. Z tego obowiązku zwolnieni zostaną podatnicy, którzy:

  • ponieśli w danym okresie rozliczeniowym negatywne konsekwencje ekonomiczne z powodu COVID-19;
  • uzyskali w danym okresie rozliczeniowym przychody niższe o co najmniej 50 proc. w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku podatkowego, a w przypadku podatników, którzy rozpoczęli prowadzenie działalności w 2019 r. – w stosunku do uzyskanych w tym roku średnich przychodów.

Warunku zmniejszenia przychodów nie stosuje się do podatników, którzy:

  • stosowali w 2019 r. formę opodatkowania, w przypadku której nie ustala się przychodów (np. kartę podatkową);
  • rozpoczęli prowadzenie działalności w ostatnim kwartale 2019 r. i nie uzyskali w tym okresie przychodów z działalności gospodarczej;
  • rozpoczęli prowadzenie działalności w 2020 r.

Rezygnacja z zaliczek uproszczonych

Art. 4 ustawy o COVID-19 wprowadza również możliwość rezygnacji przez małych podatników PIT z wpłacania zaliczek w formie uproszczonej, jeżeli ponoszą negatywne konsekwencje ekonomiczne z powodu pandemii. Zrezygnować można z płatności zaliczek na miesiące marzec–grudzień br. O rezygnacji nie trzeba informować na bieżąco.

Taką informację należy przekazać w zeznaniu rocznym. Rezygnację z uproszczonych zaliczek powinni rozważyć podatnicy, którzy w roku będącym podstawą obliczania zaliczek osiągnęli przychody istotnie wyższe, niż przewidują, że osiągną w roku obecnym.

Możliwość rozliczenia straty

Art. 4 ustawy o COVID-19 wprowadza też mechanizm rozliczenia straty, polegający na tym, że podatnicy, którzy ponieśli w 2020 r. stratę z pozarolniczej działalności gospodarczej oraz uzyskali w tym roku łączne przychody niższe o co najmniej o 50 proc. od łącznych przychodów uzyskanych w 2019 r. z tej działalności, mogą jednorazowo obniżyć o wysokość tej straty (nie więcej jednak niż o kwotę 5 mln zł) odpowiednio dochód lub przychód uzyskany w 2019 r.

Rozliczenie straty polegać będzie na złożeniu korekty zeznania rocznego za 2019 r. i wniosku o stwierdzenie nadpłaty. Do rozliczenia straty jednorazowo uprawnieni są tylko przedsiębiorcy, którzy w 2020 r. uzyskali łączne przychody niższe o co najmniej 50 proc. od przychodów uzyskanych w 2019 r.

Paulina Bąk, radca prawny

1 Ustawa z 31 marca 2020 r. o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19.

Zmarł prof. Marian Filar

Z głębokim żalem przyjęliśmy wiadomość o śmierci prof. n. pr. Mariana Filara,

Foto: pixabay.com

wybitnego znawcy prawa karnego i polityki karnej, posła na Sejm Rzeczpospolitej Polskiej (2007-2011), wiceprzewodniczącego Trybunału Stanu (1997-2001), autora m.in. publikacji „Lekarskie prawo karne” oraz „Odpowiedzialność lekarzy i zakładów opieki zdrowotnej”.

Wyrazy głębokiego współczucia Rodzinie oraz Przyjaciołom składają

Andrzej Matyja, Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej

Jolanta Orłowska-Heitzman, Przewodnicząca Naczelnej Komisji Rewizyjnej oraz Członkowie NKR

Grzegorz Wrona, Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej wraz z Zastępcami

Jacek Miarka, Przewodniczący Naczelnego Sądu Lekarskiego wraz z Zespołem Sędziów

Rysunki dla lekarzy

„Jestem dyrektorem szkoły podstawowej i żoną lekarza. W tym trudnym czasie nasi uczniowie mieli ogromną potrzebę podziękować lekarzom i pracownikom medycznym za ich ciężką pracę”.

Foto: arch. prywatne

Taką wiadomość otrzymaliśmy od Jolanty Buczyńskiej, dyrektor BIG BEN Niepublicznej Szkoły Podstawowej im. gen. W. Andersa, wraz z kolażem, który powstał z rysunków uczniów.

Dlaczego zdecydowali się pomóc?

„Widok samolotu standardowo oznacza dla nas ciężką pracę, ale tym razem dawał frajdę, bo ta praca była spełnianiem się w czynieniu czegoś dobrego… nawet jeśli lądował o godz. 4.00 nad ranem” – pisze Marta Jakubiak.

Foto: Jakub Wittchen, Kulczyk Foundation

Początek epidemii w Polsce upłynął pod znakiem braku środków ochrony indywidualnej dla medyków.

Ponieważ apele Prezydium NRL do polskich władz o zaopatrzenie lekarzy w niezbędny ekwipunek chroniący przed zakażeniem nowym koronawirusem trafiały w próżnię, zaczęto działać, by pozyskać samodzielnie choć część niezbędnego zaopatrzenia.

W marcu utworzono w ramach Fundacji Lekarze Lekarzom specjalny fundusz pomocowy NIL, który niebawem fundacja Dominiki Kulczyk zasiliła kwotą aż 20 mln zł. Dzięki całemu łańcuchowi dobrych serc udało się zakupić, sprowadzić do Polski i rozdystrybuować na terenie kraju aż 57 ton sprzętu medycznego, w tym masek, kombinezonów i przyłbic. Kim byli ludzie, którzy całkiem za darmo włączyli się w akcję i dlaczego zdecydowali się pomóc?

Zakupy z drugiego końca świata

W proces zakupowy zaangażowała się Polsko-Chińska Rada Biznesu na czele z Moniką Karpińską oraz Jackiem Boczkiem, a także Konsul Generalny RP w Kantonie Adam Bralczyk oraz Ambasador Nadzwyczajny i Pełnomocny RP w Chińskiej Republice Ludowej Wojciech Zajączkowski.

Bez takiego wsparcia trudno byłoby przeprowadzić cokolwiek w kraju oddalonym o ponad 6600 km. – Odpowiedź na pytanie, dlaczego włączyliśmy się w tę akcję, jest bardzo prosta: zarówno ambasada w Pekinie, jak i konsulat generalny w Kantonie wypełniali swoje obowiązki. To wszystko – odpowiada skromnie Wojciech Zajączkowski.

Kiedy już udało się „zdobyć” potrzebny sprzęt z pewnego źródła, trzeba było jeszcze sprowadzić go do Polski. Z pomocą przyszły Polskie Linie Lotnicze LOT, które włączyły się w akcję jako przewoźnik zakupionego towaru, a koszty tego transportu pokryła Kancelaria Prezesa Rady Ministrów przy osobistym zaangażowaniu ministra Michała Dworczyka i dr Joanny Kopcińskiej, posłanki Parlamentu Europejskiego.

Bezpieczne lądowanie

Samoloty, w sumie cztery transporty, lądowały na poznańskiej „Ławicy”. Nikt za ich obsługę nie wziął ani złotówki. – Podczas obsługi rejsów samolotów z pomocą humanitarną, bo taki był oficjalny status tych lotów zgodnie z międzynarodowym prawem lotniczym, nasza praca była tym, czym jest praca lekarzy w szpitalach…, czyli obowiązkiem często połączonym z pasją – opowiada Grzegorz Bykowski, wiceprezes Portu Lotniczego Poznań-Ławica im. Henryka Wieniawskiego.

– Mówiąc wprost i prostym językiem, fajnie było widzieć ludzi uśmiechniętych na widok samolotu, który w normalnych warunkach oznacza ciężką pracę, a tym razem dawał tak bardzo ważną dla każdego możliwość spełnienia się w czynieniu czegoś dobrego… nawet jeśli lądował o godz. 4.00 nad ranem – podsumowuje. – Jeśli można, zawsze trzeba pomagać. To moralny obowiązek. Niesienie pomocy, gdy ktoś jej potrzebuje, jest w naturze ludzkiej – mówi z kolei Maciej Walkowiak, który również wspierał samorząd w przeprowadzeniu tej akcji. Pomogli też Piotr Gromadzki z Grom Cargo Serwis, Izba Celna w Poznaniu (Oddział Celny Port Lotniczy Poznań-Ławica) i Welcome Airport Services – oddział w Poznaniu.

Dlaczego Grupa PEKABEX z Poznania włączyła się w akcję, zapewniając transport z lotniska na teren Targów Poznańskich, gdzie zakupiony sprzęt był składowany? – Wszelkie decyzje podejmowane przez Zarząd Grupy PEKABEX, związane ze wspieraniem służby zdrowia i osób najbardziej potrzebujących pomocy, w obecnej sytuacji pandemii są nie tylko wyrazem solidarności, lecz także wielkiej wdzięczności. Szczególnie dla personelu medycznego, który spotyka się na co dzień z największym ryzykiem – odpowiada Przemysław Borek, prezes firmy. – To naprawdę budujące, że mimo trudnego czasu, tyle firm jest gotowych pomagać – zauważa.

– Funkcjonariusze KAS z Oddziału Celnego Port Lotniczy Poznań-Ławica odprawili cztery transporty lotnicze ze środkami ochrony osobistej, niezbędnej do walki z koronawirusem, dokonane przez przewoźnika PLL LOT Cargo. Każdy lot miał nadany status lotu humanitarnego. Wszystkie transporty zostały priorytetowo potraktowane przez funkcjonariuszy Krajowej Administracji Skarbowej, tak aby mogły jak najszybciej trafić do szpitali i placówek medycznych – informuje Małgorzata Spychała-Szuszczyńska, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Poznaniu.

Centrum dowodzenia

Pomogła też firma Lions Club Pillory, a nawet wojsko. – Zajęliśmy się zorganizowaniem centrum logistycznego, przy dużym wsparciu władz miasta Poznania. Przyjęcie transportu na lotnisku musi przebiegać bardzo sprawnie, bo samolot nie może zbyt długo czekać. Trzeba było szybko załatwić formalności prawno-celne i transportowe. Na terenie Targów Poznańskich zorganizowaliśmy centrum dystrybucji i tam, z pomocą wojska, poprowadziliśmy całą akcję. Żołnierze ze szkoły wojsk lądowych chętnie nam pomogli. Potem nastąpił jeszcze dodatkowo dobry splot wydarzeń, bo poznańska firma Raben zadeklarowała, że bezpłatnie dostarczy towar do wszystkich okręgowych izb lekarskich, oczywiście wg grafiku przekazanego przez Fundację Lekarze Lekarzom – mówi Karol Działoszyński, wiceprezydent Lions Club Pillory, który wraz z prezydentem LCP Jackiem Masiotą zaangażowali się w pomoc.

Choć transport z Chin do Polski był realizowany w czterech transzach, a samoloty lądowały o różnych porach, nawet o 3.00 rano, udało się sprawnie wszystko przeprowadzić. – To, czego doświadczyłem podczas tej akcji, było niezwykle optymistyczne: wszyscy, których prosiliśmy o pomoc, udzielili jej nam bez najmniejszego wahania i dodatkowo zrobili to pro publico bono – zauważa.

– Nie zostałem lekarzem, mimo ubolewań mamy, ale doskonale czuję się w tym środowisku, bo jestem z lekarskiej rodziny. Mój tata był profesorem biochemii i medycyny. Doskonale pamiętam grypę Hong Kong z 1969 r. i to, co się wtedy działo. Wszyscy byli przerażeni, a w wyniku powikłań pogrypowych zmarło 20 tys. osób, co komuniści skrzętnie ukryli. Pamiętam tamte czasy – wspomina Karol Działoszyński.

– Jedną z zasad lionizmu światowego w Lions Club Pillory jest „we serve” – „służymy”. W momencie, kiedy wsparcia najbardziej potrzebowała służba zdrowia, nasze „we serve” było w sposób oczywisty dla Fundacji Lekarze Lekarzom. Nie można było inaczej – podsumowuje. I dodaje, że kiedy ludzie widzą aktywność innych, pomaga to im wszystkim. Uważa, że włączając się w tę akcję, pomogli także samym sobie, a zaangażowanie i pomaganie niesie dobro i wzmacnia ludzi. Z kolei Tomasz Kobierski, prezes zarządu Grupy Międzynarodowych Targów Poznańskich, gdy pojawiła się kwestia potrzeby magazynowania sprzętu dla medyków zakupionego przez FLL, wiedział, że nie może postąpić inaczej, tylko zaangażować się w tę akcję.

– Grupa MTP w miarę swoich możliwości wspiera służbę zdrowia w trudnym okresie pandemii koronawirusa. Przekazaliśmy pół kilometra barierek, którymi ogrodzono szpital jednoimienny przy ul. Szwajcarskiej w Poznaniu. Do tego szpitala przewieźliśmy też maseczki, rękawiczki i stroje ochronne z Agencji Rezerw Materiałowych w Lublińcu. Gdy tylko pojawiła się kwestia, gdzie magazynować dary przekazane przez Fundację Lekarze Lekarzom, a zakupione z funduszy Kulczyk Foundation, nie wahaliśmy się i z chęcią udostępniliśmy jedną z naszych hal – wyjaśnia.

Przy wsparciu żołnierzy Akademii Wojsk Lądowych im. gen. Tadeusza Kościuszki z Wrocławia oraz 12. Wielkopolskiej Brygady Obrony Terytorialnej im. gen. bryg. Stanisława Taczaka wszystko przebiegło jeszcze sprawniej. Zakupione środki ochrony musiały teraz być podzielone i wysłane do okręgowych izb lekarskich, a stamtąd – do potrzebujących.

W Polskę jedziemy

– Impuls do działania pojawił się po przeczytaniu artykułu w prasie o darowiźnie Kulczyk Foundation na rzecz Fundacji Lekarze Lekarzom, który został opublikowany po przylocie pierwszych samolotów z darami. Jeden z naszych pracowników zwrócił na niego uwagę Januszowi Aniołowi, dyrektorowi generalnemu naszej spółki. Decyzja szefa mogła być tylko jedna. Skoro Raben ma sieć oddziałów w całym kraju, a okręgowe izby lekarskie rozsiane są po całej Polsce, to jak najbardziej powinniśmy pomóc w dystrybucji – opowiada Katarzyna Ostojska, marketing manager Raben Logistics Polska.

– Skontaktowałam się w tej sprawie z Fundacją Lekarze Lekarzom i z Lions Club Poznań Pillory, oferując naszą pomoc i udało się. Rozwieźliśmy 57 ton niezbędnego sprzętu do OIL. Niektórym OIL-om udało się także pomóc dodatkowo – rozwożąc już później przesyłki ze środkami ochrony indywidualnej do delegatur czy innych lokalizacji. Wszyscy pracownicy zaangażowani w proces, choć wykonywali przecież swoje codzienne obowiązki, czuli, że robią coś ważnego i dobrego dla innych – zauważa.

– Cieszymy się, że mogliśmy pomóc i dołożyć naszą skromną cegiełkę do walki z pandemią. Wesprzeć tych, którzy są na pierwszej linii frontu walki z COVID-19 – podsumowuje Katarzyna Ostojska. Cały sprzęt, czyli w sumie 1 mln masek chirurgicznych, 1,5 mln masek FFP2 N95, 100 tys. kombinezonów klasy II, 100 tys. gogli i 100 tys. przyłbic, został rozdysponowany pomiędzy 24 okręgowe izby lekarskie, a te przekazały je, zgodnie ze zgłoszonym zapotrzebowaniem, do personelu medycznego oraz placówek medycznych.

Kontrowersje

Sprzęt zakupiony przez Fundację Lekarze Lekarzom został sprowadzony do Polski zgodnie z rekomendacjami i przy wsparciu Polsko-Chińskiej Rady Biznesu, która poleca tylko sprawdzonych i wiarygodnych dostawców. Wszystkie zamówione produkty posiadają komplet niezbędnych dokumentów dopuszczających do obrotu w Unii Europejskiej, a więc również w Polsce.

Obwieszczenie 19 maja opinii publicznej przez Janusza Cieszyńskiego, podsekretarza stanu w MZ, że sprowadzone przez Naczelną Izbę Lekarską maseczki FFP nie spełniają norm, bez wcześniejszego zwrócenia się do samorządu o wyjaśnienia w tej sprawie, można uznać za grę nie fair. I niezrozumiałe jest, że podczas gdy z wielu miejsc płynie dla medyków wsparcie jako naturalny ludzki odruch, resort zdrowia poddaje w wątpliwość ich dobre intencje i to, że dołożyli wszelkiej staranności przy zakupie środków ochrony osobistej. Zwłaszcza że nie ma jeszcze pewności, z którego transportu maski zostały przebadane przez MZ.

„Przy zakupie wprowadziliśmy najwyższe procedury sprawdzenia wiarygodności dokumentacji oraz jakości zamówionego sprzętu. Strona chińska również przeprowadziła dodatkowe kontrole jakości. Sprowadzone przez nas towary posiadają więcej niż jeden certyfikat jakości oraz złożono nam deklaracje zgodności produktów” – czytamy w komunikacie wydanym przez NIL.

Marta Jakubiak

Szurum burum

Zamieszanie wokół Ministra Zdrowia jest efektem nieumiejętności łączenia ról: lekarza, urzędnika, wyznawcy, posła, obywatela i brata. Hybrydowe zestawienie kruszy pijarowy kryształ – pisze dr Jarosław Wanecki.

Od prawej: premier Mateusz Morawiecki, minister zdrowia Łukasz Szumowski. Foto: Krystian Maj / KPRM

Doskonale znamy w samorządzie tę chwilę, gdy kolejny pryncypał z Miodowej, zauroczony swoją nieomylnością, kneblując usta krytyce, przepotwarza się z kolegi i renomowanego specjalisty w partyjnego politruka.

Ten obraz powtarza się niezależnie od wielkości osiągnięć i mizerii porażek ludzi zarządzających chorobami Polaków. Nagle nadzieje na poprawę lecą w dół, a rosnąca utrata zaufania, począwszy od środowisk medycznych, w niedługim czasie rozpowszechnia się w całym społeczeństwie.

W czasach zarazy sondaże popularności polityków pikują ze szczytów marzeń szybciej niż nieustępliwa wobec propagandy sukcesu krzywa pandemiczna. Konferencje prasowe nie potrafią już zagłuszać: żałosnej statystyki testów, zakupu trefnych maseczek, niejasnych powiązań biznesowych i polityki sztucznego wypłaszczenia demaskowanej przez doktora Andrzeja Sośnierza.

Do tego dochodzą igraszki wyborcze (zamiast potwierdzenia nadzwyczajnej sytuacji zamkniętego w „klatkowym chowie” państwa), labilność emocjonalna i labirynt rozporządzeń. Zadziwia niekonsekwentna realizacja rekomendacji podczas sejmowych głosowań, straszenie na wyrost, odmrażanie na chybcika. Z dnia na dzień ujawnia się coraz silniej syndrom oblężonej twierdzy władzy.

Wraca pamięć niechlubnego przyzwolenia na cmentarne łapanki i horrendalne kary nakładane przez sanepidy. To wszystko na tle skandalicznego łamania zasad kwarantanny społecznej przez dygnitarzy, z bałamutną interpretacją słowa „dystans”, którego miara dwóch metrów bywa zalecana lub nakazana i krótsza lub dłuższa, w zależności od wysokiej rangi stanowiska lub niskiej wartości praw obywatelskich.

Bogowie bez masek okazują się bezkarni. Lekarskie zalecenia i współodczuwanie bólu pokonał kult jednostki. Oczernianie lekarzy przez lekarzy włodarzy, znamienna próba prokuratorskich dochodzeń przeciw lekarzom walczącym na pierwszej linii epidemii, kary dla pracowników DPS-ów, nakazy pracy pielęgniarskiej wbrew prawu i podłe traktowanie służb ratowniczych to kolejna odsłona punktów widzenia zależnych od punktu siedzenia.

Retoryczna szarża wiceministra o nonszalancji kolegów jest niczym w porównaniu z butą chirurga z Nowego Miasta nad Pilicą. Bynajmniej bezpardonowe oskarżenia medialne o łapówkarstwo Marszałka Senatu nie wywołało etycznej refleksji u Ministra Zdrowia. Skąd zatem zdziwienie, że korupcyjna łata, przyklejona przez media do rodziny kardiologa, uznana jest za „coś niebywałego”? Ależ bywałego! Jak ulał pasuje tutaj drugi człon przysłowia: „dziadek się śmiał, to samo miał”. Niezrozumiała jest tylko próba uzdrowienia sytuacji kuracją „lania w pysk”.

„Operacja się udała, ale pacjent nie przeżył” – to zdanie, które tak często charakteryzuje naukowe fascynacje z zapomnieniem o podmiocie terapii. Sztuka leczenia to równowaga korzyści i skutków ubocznych, w której nie powinno być miejsca na chaotyczne komunikaty i brak planu. Nie pomaga w tym krótkowzroczność karier rządowych, niechlubnie prowadząca do marnowania szans na poprawę polskiej medycyny. Zdrowie idzie zatem w odstawkę. Teraz hasłem będzie gospodarka. Nie uratuje nas już żadne 6 proc. przy niskim PKB. Kolejny rycerz zmierza do klęski na polu samochwały!

Jarosław Wanecki, pediatra, felietonista