Główna

Lekarska emerytura

Właśnie dostałem pismo informujące o wysokości przyszłej emerytury. Jeśli będę pracował do 67. roku życia, płacąc składki średnio w tej samej wysokości co dotychczas, moja emerytura wyniesie niespełna 1200 zł brutto.

Foto: imageworld.pl

Gdybym przez ostatnich kilkanaście lat był zatrudniony na etacie, a nie kontrakcie, byłaby to kwota o kilkaset złotych wyższa, ale i tak niższa od minimalnego wynagrodzenia z bieżącego roku, wynoszącego 2000 zł brutto. Takie są perspektywy dla lekarzy, którym do przejścia na emeryturę pozostało 15-20 lat.

Perspektywy, należy mocno podkreślić, mgliście zarysowane i opierające się na założeniach, że nic się nie zmieni. Ergo: nas ani naszych najważniejszych partnerów gospodarczych nie dotknie w tym czasie poważny kryzys, budżet nadal będzie pompował pieniądze w Fundusz Ubezpieczeń Społecznych, liczba płacących składki pokryje się z prognozami, a wiek emerytalny będzie wynosił 65 i 67 lat (w mojej ocenie nie ma na dłuższą metę szans na utrzymanie ponownie wprowadzonych niższych limitów wiekowych).

Jedno jest pewne: jeśli szczęśliwie doczekamy wieku emerytalnego, będziemy mogli liczyć na skromny zasiłek, który być może wystarczy na koszty utrzymania mieszkania lub domu. I raczej na nic poza tym, choć gdy rząd premiera Buzka wprowadzał reformę emerytalną, obiecywano przyszłym emerytom wczasy pod palmami. Nie wiem, czy na te palmy ktoś dał się wtedy nabrać, ale emerycki wypoczynek pod gruszą wydawał się całkiem realny.

Mimo że kolejni rządzący mamią nas bajeczkami o korzyściach oszczędzania w ZUS-ie, szukając kolejnych forteli, jak tu jeszcze mocniej połączyć nasze kieszenie z tą czarną dziurą, stopa zastąpienia, czyli wysokość emerytury w stosunku do ostatniej pensji, systematycznie maleje. Dziś wynosi około 50 proc., a w perspektywie kilkunastu, a być może nawet kilku lat, spadnie do 30-35 proc. Oznacza to, że dryfujemy w kierunku systemu emerytur socjalnych. Nie jest to złe rozwiązanie, pod warunkiem dobrej organizacji i jasno określonych reguł.

Modelowy przykład to Nowa Zelandia. By otrzymać gwarantowane przez państwo świadczenie, należy zamieszkiwać na obszarze Nowej Zelandii przez co najmniej 10 lat po 20. roku życia, w tym przynajmniej 5 lat po 50. roku życia.

Gwarantowana przez państwo emerytura nie jest wysoka, dlatego 80 proc. aktywnych zawodowo Nowozelandczyków dobrowolnie oszczędza na przyszłą emeryturę w ramach państwowego programu KiwiSaver. U nas na podobnych zasadach funkcjonują PPE, IKE i IKZE, ale wszystkie z nich były w stanie przyciągnąć ledwie 6 proc. pracujących. Niezależnie, o jakim systemie byśmy nie mówili, powinniśmy na emeryturę oszczędzać. Samodzielnie, systematycznie, długookresowo i w sposób zdywersyfikowany.

Jeśli nie należy się do jednej z kilku, obdarzonych specjalnymi emerytalnymi przywilejami, nadzwyczajnych kast ludzi, takich jak sędziowie, prokuratorzy, żołnierze, policjanci albo górnicy, oszczędzanie jest absolutną koniecznością, bo alternatywą jest bieda i liczenie na łaskę pomocy społecznej po zakończeniu aktywności zawodowej. Nie ma co zakładać, że „jestem lekarzem i na pewno sobie jakoś dorobię”. Jest to w mojej ocenie tak samo niedorzeczne jak założenie, że „emerytury na pewno nie dożyję”.

Dwie trzecie z nas dożyje, większość będzie w stanie podjąć pracę, ale w ograniczonym wymiarze i przez kilka lat. Tak mówi statystyka. Podpowiada ona również, że w Polsce mężczyzna, który osiągnie 67. rok życia, będzie żył jeszcze 15, a kobieta prawie 20 lat. I na mniej więcej tyle trzeba się przygotować finansowo. Truizmem jest stwierdzenie, że najlepiej byłoby mieć tyle pieniędzy, ile podczas pracy na dwa etaty, i jednocześnie cieszyć się całorocznym urlopem.

Lepiej zejść na ziemię i na przykład założyć, że zadowoli nas średnia krajowa (obecnie to 4,5 tys. zł brutto). Biorąc pod uwagę prognozowaną wysokość proponowanego przez ZUS świadczenia, oznacza to odkładanie po około 3 tys. zł miesięcznie przez przynajmniej 15-20 lat. To sporo, ale takie są realia i lepiej mieć ich świadomość. Także podczas stawiania postulatów płacowych, tudzież w kontrze do wypominających nam rzekomo duże zarobki.

Sławomir Badurek
Diabetolog, publicysta medyczny

Głodówka rezydentów trwa już osiem dni (foto)

Młodzi lekarze rezdenci prowadzą protest głodowy od 2 października. Czynny udział bierze w nim około 20 osób, ale są one stale wspierane przez koleżanki i kolegów, którzy przychodzą do Dziecięcego Szpitala Klinicznego przy ul. Żwirki i Wigury w Warszawie. Fotoreportaż Marty Jakubiak.

Więcej o proteście głodowym medyków tutaj.

Więcej o proteście głodowym medyków tutaj.

Więcej o proteście głodowym medyków tutaj.

Ostatnia możliwa terapia

Pod koniec czerwca w Centrum Onkologii – Instytucie im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie otwarto pierwszy w Polsce kompleksowy Oddział Badań Wczesnych Faz dla terapii onkologicznych. Z prof. Iwoną Ługowską, kierownikiem oddziału, rozmawia Lidia Sulikowska.

Foto: Lidia Sulikowska

Skąd wziął się pomysł na utworzenie tego ośrodka?

Koncepcja zrodziła się na skutek potrzeby klinicznej i realnej szansy dla chorych na nowotwory na dostęp do nowych, innowacyjnych terapii już na wczesnym etapie rozwoju leku. W praktyce klinicznej jest wielu pacjentów w stadium zaawansowanym choroby, którzy mimo dobrego stanu ogólnego, przestają odnosić korzyści z zastosowanego leczenia onkologicznego i dochodzi u nich do dalszej progresji choroby. Wówczas mamy ograniczone możliwości pomocy.

W takiej sytuacji jedyną szansą na dalszą terapię jest udział w badaniach klinicznych. W Polsce prowadzone są badania kliniczne, ale należą one głównie do grupy faz późnych (III/IV). Badania faz wczesnych to rzadkość, także z uwagi na duże ryzyko powikłań, nieznaną w pełni skuteczność, skomplikowane procedury i wyższe wymagania dotyczące infrastruktury jednostki i wykształcenia personelu. W Polsce do tej pory prowadzono je w nielicznych szpitalach, jednak nasz jest pierwszą taką jednostką w kraju specjalizującą się wyłącznie w tym zakresie na potrzeby onkologii. Mamy pełne zaplecze logistyczne i zespół doskonałych specjalistów, dzięki czemu możemy podjąć to wyzwanie.

Jak doszło do utworzenia tej jednostki?

Oddział powstał dzięki wsparciu Centrum Naukowo-Przemysłowego COI. Część sprzętu badawczego kupiono ze środków NCBR. Infrastruktura i organizacja oddziału została oparta na doświadczeniach własnych i na podstawie współpracy z innymi wiodącymi ośrodkami w Europie i USA.

Czym konkretnie się zajmujecie?

Prowadzimy badania kliniczne wczesnych faz, w tym faz I/II, badania typu „basket” oraz badania wymagające ścisłego monitorowania farmakokinetyki/farmakodynamiki nowych leków. W przyszłości planujemy również prowadzić badania typu „proof-of-concept” czy badania z pierwszym podaniem leku badanego u człowieka (First in Human Studies). Naszym najważniejszym celem jest zapewnienie bezpieczeństwa pacjentom, proponowanie im opcji terapeutycznych, dzięki którym mogą odnieść największą korzyść kliniczną, a także ważne jest poszerzenie wiedzy na temat nowej, badanej terapii.

Co jest najtrudniejsze w tej pracy?

Osobiście największym wyzwaniem jest rozmowa z chorym. Proponujemy badanie, w którym nie jesteśmy w stanie przewidzieć finalnych skutków.

Jakie badania już uruchomiliście?

Obecnie toczą się trzy badania I fazy, w kolejnych miesiącach będą uruchamiane kolejne. Najczęściej są to badania w różnych wskazaniach, ale rekrutacja zazwyczaj dotyczy zaledwie 30 – 50 chorych na całym świecie łącznie. Badania realizowane u nas sponsorowane są przez firmy farmaceutyczne, ale jesteśmy także otwarci na współpracę z ośrodkami akademickimi.

Kto może wziąć udział w badaniach?

Uczestnikiem może być osoba, która spełniła kryteria włączenia do badania, nie spełniła kryteriów wyłączenia i pisemnie wyraziła swoją zgodę na udział w badaniu. Obecnie większość badań w onkologii dotyczy leczenia immunologicznego w monoterapii lub w skojarzeniu z lekami ukierunkowanymi molekularnie. Zgłaszać się na konsultację mogą nie tylko pacjenci leczeni w COI.

Nowy rok akademicki z wykładem o sercu

Blisko 1600 studentów pierwszego roku oficjalnie rozpoczęło studia w Gdańskim Uniwersytecie Medycznym. Inauguracja roku akademickiego 2017/2018 odbyła się 6 października w Auditorium Primum im. Olgierda Narkiewicza (Atheneum Gedanense Novum).

Foto: GUMed

W przemówieniu inauguracyjnym rektor prof. Marcin Gruchała podkreślił, że Gdański Uniwersytet Medyczny jest jedną z wiodących uczelni publicznych w Polsce i najwyżej ocenianą uczelnią Pomorza.

Przodującą, jak powiedział, w kluczowych kategoriach, takich jak potencjał i efektywność naukowa, mierzonych liczbą uznanych międzynarodowych publikacji i cytowań, efektywnością pozyskiwania zewnętrznych środków finansowych na badania czy też oceną parametryczną nadaną poszczególnym jednostkom przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Rektor podkreślił, że studia w uczelni od lat cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem i uznaniem wśród maturzystów, o czym najlepiej świadczą wyniki rekrutacji. W tym roku – po raz pierwszy – na każdym Wydziale GUMed studia rozpoczną laureaci olimpiad przedmiotowych. Wykład inauguracyjny pt. „Cardiovascular innovation: lucky failures” wygłosił prof. Paul F. Grundeman z University Medical Center Utrecht, specjalista w dziedzinie chorób sercowo-naczyniowych.

Podczas inauguracji roku akademickiego po raz pierwszy w historii uczelni wręczono honorowy tytuł Ambasadora GUMed. To szczególne wyróżnienie, przyznawane absolwentom, którzy odnoszą sukcesy zawodowe, a w swojej codziennej pracy aktywnie promują uczelnię. Tytuł Ambasadora GUMed otrzymał dr Wojciech Kuźmierkiewicz, absolwent Wydziału Farmaceutycznego AMG z 1968 r.

Tradycyjnie inauguracji roku akademickiego towarzyszy nowa wystawa w Muzeum GUMed. Tegoroczna nosi tytuł „Siedemdziesiąt lat stomatologii uniwersyteckiej w Gdańsku”. Wśród eksponatów nie zabrakło fotografii, dokumentów, publikacji, książek i sprzętu dentystycznego, które pozwolą prześledzić rozwój uniwersyteckiej stomatologii od roku 1947 aż do dziś. Wystawa będzie dostępna dla zwiedzających od poniedziałku do piątku w godz. 8:30-15:00.

Studia w GUMed od lat cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem wśród maturzystów. W roku akademickim 2017/2018 naukę w tej uczelni chciało rozpocząć ponad 12 tys. młodych ludzi, aplikując na kierunki polsko- i anglojęzyczne. Niemal 27 osób ubiegało się o jedno miejsce na kierunek lekarsko-dentystyczny, blisko 12 na lekarski, a ponad 7 na analitykę medyczną.

Niewiele mniej osób starało się o jedno miejsce na położnictwo, farmację i dietetykę, na którą w tym roku – mimo zwiększonego limitu – liczba kandydatów na miejsce wynosiła ponad 6 osób. Ogromnie cieszy duże zainteresowanie uruchomioną w ubiegłym roku psychologią zdrowia. Formularze rekrutacyjne na ten kierunek złożyło 137 kandydatów, czyli niemal 5 osób na miejsce. Nie brakowało również chętnych do podjęcia nauki na unikatowym kierunku – zdrowiu środowiskowym.

Na niezmiennie wysokim poziomie utrzymuje się zainteresowanie ofertą kształcenia w języku angielskim. Od kilkunastu lat GUMed prowadzi nauczanie na kierunku lekarskim anglojęzycznym, a w tym roku uruchomiła trzyletni licencjat z pielęgniarstwa i dietetyki. Dokumenty aplikacyjne na te kierunki złożyło ponad 900 kandydatów z całego świata, w tym m.in. z Bangladeszu, Kamerunu, Ghany, Hongkongu, Nepalu, Syrii, Indii czy Erytrei. Studia na kierunku lekarskim i pielęgniarstwie English Division rozpocznie niemal 200 studentów.

W nowym roku akademickim w ramach uczelni swoją działalność zainauguruje Centrum Symulacji Medycznej, supernowoczesny ośrodek, który stwarza zupełnie nowe możliwości w kształceniu medycznym. To tu studenci będą mogli doskonalić swoje umiejętności praktyczne w oparciu o wysokiej wierności symulatory, dzięki czemu będą lepiej przygotowani do rzeczywistego kontaktu z pacjentem. Kilka miesięcy temu ruszyła budowa nowoczesnego, odpowiadające potrzebom i standardom XXI wieku Centrum Sportu za blisko 19 mln zł, z czego 7 mln 200 tys. zł będzie stanowić dofinansowanie Ministerstwa Sportu i Turystyki. Prace budowlane rozpoczęły się w lipcu.

Zgodnie z planem przebiega także największa inwestycja realizowana przez GUMed, jaką jest budowa Centrum Medycyny Nieinwazyjnej. Placówka nabiera kształtów, a tradycyjnym zawieszeniem wiechy na początku maja zakończono etap prac konstrukcyjnych, w którym uczestniczył minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. Jeśli zostanie utrzymana ciągłość finansowania ze środków budżetu państwa, już w przyszłym roku zostaną tam przeniesione pierwsze jednostki. Budowa wraz z wyposażeniem ma kosztować blisko 600 mln zł.

100 dni „apteki dla aptekarza”

Stabilny poziom cen leków, widoczna równowaga i uspokojenie rynku, a także większa odpowiedzialność farmaceutów za prowadzenie aptek – tak Naczelna Izba Aptekarska ocenia skutki nowelizacji Prawa farmaceutycznego, zwanej „apteką dla aptekarza”.

Foto: materiały prasowe

Zupełnie inaczej wprowadzone zmiany ocenia Business Centre Club. „Nowelizacja ustawy Prawo farmaceutyczne, która weszła w życie 25 czerwca br., zwana potocznie apteką dla aptekarza, wprowadziła najbardziej przeregulowany i restrykcyjny model rynku aptecznego, niespotykany w rozwiniętych krajach Zachodu, zablokowała rozwój rynku aptek i zaczyna wpływać na spadek ich liczby oraz wzrost cen leków” – uważa BCC.

Jak ocenia Naczelna Izba Aptekarska zapowiadane przez przeciwników nowelizacji kilkunastoprocentowe podwyżki cen leków, nie potwierdziły się. Przeprowadzone przez QuintilesIMS badania dowodzą, że wśród TOP50 najlepiej sprzedających się produktów w aptekach, średnia cena opakowania wzrosła jedynie o 2,9 proc., przy obecnej inflacji na poziomie 2 proc. Zmiana cen utrzymuje się na poziomie z lat ubiegłych i pozostaje bez związku ze wspomnianą regulacją.

Według NIA po trzech miesiącach obowiązywania „apteki dla aptekarza” widać wyraźnie, że zmiany w prawie prowadzą do usystematyzowania i równowagi rynkowej pomiędzy aptekami indywidualnymi i sieciowymi. Ustawa w dużej mierze zatrzymała agresywną ekspansję podmiotów sieciowych, która odbywała się kosztem aptek indywidualnych.

Apteki sieciowe dotąd – biorąc pod uwagę wartość sprzedaży – opanowały krajowy rynek w 60 procentach (w 2004 r. w Polsce było ich 45, dzisiaj jest ich 420). Dzięki wprowadzonym zmianom zmniejszeniu uległa liczba wniosków o zezwolenia na prowadzenie nowych aptek z 507 w czerwcu, do zaledwie jednego w lipcu br.

Według NIA na mapie Polski wciąż znajduje się ok. 800 atrakcyjnych lokalizacji, w których mogą powstać nowe placówki. Do 25 czerwca br. o zezwolenie na prowadzenie apteki mógł starać się zarówno farmaceuta, jak i osoba fizyczna, która z farmacją nie ma nic wspólnego. Nowelizacja prawa farmaceutycznego to zmieniła, powierzając jedynie farmaceutom odpowiedzialność za prowadzenie nowych aptek, prowadzonych w ramach wybranych spółek osobowych.

Business Centre Club uważa, że nowelizacja ustawy Prawo farmaceutyczne wprowadziła w Polsce model apteczny poczwórnie zamknięty. „Z typowego europejskiego systemu otwartego (wg raportu UOKiK z 2015 r.) zmieniła go w jeden z najostrzejszych, najbardziej restrykcyjnych systemów zamkniętych w Europie, w którym łącznie obowiązują restrykcyjne ograniczenia właścicielskie (apteka dla aptekarza), ilościowe (maksymalnie cztery apteki oraz „regulacja 1%”), geograficzne i demograficzne (bez żadnych wyjątków, takich jak szpitale, dworce czy centra handlowe” – można przeczytać w komunikacie prasowym BCC.

Samorząd aptekarski broni nowych przepisów. – Ta regulacja dotyczy nowo powstałych aptek, co w praktyce oznacza, że te, które istnieją, dalej prowadzą swoją działalność. Nowe apteki mogą być otwierane przez farmaceutów. Widzimy zróżnicowanie podmiotów na rynku i to w żaden sposób nie wpłynęło negatywnie na pacjentów i na nowe apteki. Widzimy stabilizację rynku farmaceutycznego, stabilizację cen leków. Uważamy, że jak na 100 dni ta regulacja spełniła swoje założenia – mówi Tomasz Leleno, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Aptekarskiej.

Zdrowie Polaka w cenie tik taka

„Popieram protest głodowy lekarzy” – w koszulki z takim napisem była ubrana część spośród ok. 350 osób, którzy w sobotę po południu manifestowali przed gmachem Ministerstwa Zdrowia.

Foto: Marta Jakubiak

Jak podkreślił Damian Patecki, wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, celem manifestacji było wsparcie głodujących lekarzy w ich proteście. Protestujący skandowali m.in.: „Chcemy leczyć w Polsce”, „Zdrowie Polaka w cenie tik taka”.

– Kilkanaście tysięcy osób rocznie umiera w Polsce tylko i wyłącznie z tego powodu, że rządzący nie mają sumienia podnieść nakładów na opiekę zdrowotną. Każdy rok przedłużającej się nędzy finansowej w służbie zdrowia to kilkanaście tysięcy Polaków, którzy umierają – mówił w czasie protestu Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.

Od poniedziałku grupa rezydentów prowadzi protest głodowy w hallu głównym Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Warszawie. Kilka osób z przyczyn zdrowotnych przerwało głodówkę, ale zastąpili ich inni. Żądają podwyżek swoich wynagrodzeń oraz m.in. wzrostu finansowania ochrony zdrowia w tempie, które dotychczas było niespotykane (do 6,8 proc. PKB w trzy lata z drogą dojścia do 9 proc. PKB przez najbliższe 10 lat). Lekarze rezydenci mówią, że ich głodówkę mogłoby zakończyć spotkanie z premier Beatą Szydło.

Zdaniem ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła oczekiwania finansowe lekarzy rezydentów są niemożliwe do spełnienia. Podwyżki wynagrodzeń zaproponowane przez resort protestujący uznali za niewystarczające i dzielące środowisko. W najbliższy poniedziałek odbędzie się specjalne posiedzenie sejmowej Komisji Zdrowia poświęcone protestowi młodych lekarzy a na środę zaplanowano nadzwyczajne posiedzenie Rady Dialogu Społecznego w całości poświęcone problemom służby zdrowia.

Gdzie kształcą najlepszych stomatologów?

Lekarsko-Dentystyczny Egzamin Końcowy w sesji jesiennej 2017 najlepiej w Polsce zdali absolwenci Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Uzyskana przez nich średnia liczba punktów to 138,13 (na niespełna 200 możliwych).

Centrum symulacji w UMB

Na drugim miejscu uplasowali się absolwenci Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego (średnia punktów 135,05), a na trzecim Uniwersytetu Medycznego w Łodzi (średnia punktów 134,04).

– Także w grupie lekarzy dentystów, którzy ukończyli studia w ostatnich dwóch latach, najlepiej wypadli nasi absolwenci. W dwóch ostatnich edycjach Lekarskiego Egzaminu Końcowego byli studenci Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku także okazali się najlepsi w Polsce – przypomina Marcin Tomkiel, rzecznik uczelni, dodając, że Dentystyczny Egzamin Końcowy to sprawdzian, którego zaliczenie uprawnia do wykonywania zawodu. – Lekarski Egzamin Końcowy i Dentystyczny Egzamin Końcowy to testy jakości nauczania – wyjaśnia.

Natomiast najlepszym studentem stomatologii w Polsce okazał się Marek Nahajowski z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Został nagrodzony za najlepszą średnią ocen uzyskaną w ubiegłym roku akademickim spośród wszystkich studentów kierunku lekarsko-dentystycznego. Młodego adepta stomatologii uhonorowano podczas posiedzenia Sekcji Polskiej Akademii Pierre Faucharda (międzynarodowej organizacji z siedzibą w Stanach Zjednoczonych, zrzeszającej zasłużonych lekarzy dentystów z całego świata).

Nocna i świąteczna opieka zdrowotna po nowemu

W związku z wejściem w życie sieci szpitali 1 października zmieniła się organizacja nocnej i świątecznej pomocy medycznej. 30 września niektórym placówkom wygasła umowa na realizację świadczeń w tym zakresie, pojawiły się jednak nowe punkty.

Foto: pixabay.com

Nocna i świąteczna opieka zdrowotna to świadczenia w zakresie podstawowej opieki zdrowotnej udzielane od poniedziałku do piątku w godzinach od 18.00 do 8.00 dnia następnego oraz całodobowo w dni ustawowo wolne od pracy.

W razie nagłego zachorowania lub nagłego pogorszenia stanu zdrowia pacjent może udać się po pomoc do dowolnego punktu nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej, niezależnie od tego, gdzie mieszka, i do którego lekarza/pielęgniarki podstawowej opieki zdrowotnej złożył swoją deklarację.

Dyżurujący lekarz udziela porad:

  • w warunkach ambulatoryjnych,
  • w domu pacjenta (w przypadkach medycznie uzasadnionych),
  • telefonicznie.

Z pomocy lekarza i pielęgniarki w nocy, w dni wolne i w święta można skorzystać w razie:

  • nagłego zachorowania;
  • nagłego pogorszenia stanu zdrowia, gdy nie ma objawów sugerujących bezpośrednie zagrożenie życia lub istotny uszczerbek zdrowia, a zastosowane środki domowe lub leki dostępne bez recepty nie przyniosły spodziewanej poprawy;
  • gdy zachodzi obawa, że oczekiwanie na otwarcie przychodni może znacząco niekorzystnie wpłynąć na stan zdrowia.

Źródło: NFZ

Za nami XV Igrzyska Lekarskie

Jak co roku, od piętnastu lat, w drugi weekend września obiekty Centralnego Ośrodka Sportu w Zakopanem zapełniają lekarze z całej Polski i ich rodziny.

Foto: Ryszard Golański

Ważnym elementem, decydującym o powodzeniu tego wydarzenia sportowego, jest pogoda. Wiele dyscyplin odbywa się na arenach i trasach otwartych.

Dla kolarzy, zwłaszcza górskich, deszcz jest przeciwnikiem obniżającym bezpieczeństwo zawodów. Na zakopiańskich kortach tenisowych, z mączki ceglanej, deszcz uniemożliwia rywalizację. Dlatego deszczowa środa 6 września budziła niepokój wśród organizatorów i uczestników XV Jubileuszowych Igrzysk Lekarskich.

Na szczęście aura okazała się być łaskawa i już po południu jazda na czas pod stromy podjazd w Ludźmierzu odbyła się bezpiecznie. Jak wiele kosztowała ta walka niektórych zawodników, mogą Państwo zobaczyć na zdjęciach, zamieszczonych w naszym portalu.

Oczywiście są tam także zdjęcia z innych aren, z czterech dni rywalizacji ponad 600 lekarzy i lekarzy dentystów. Pogoda w kolejne dni była słoneczna. W tym roku remontowany jest basen w COS-ie, dlatego nie mogły się odbyć zawody pływackie. Część „pływaków”, przywykłych do udziału w Igrzyskach, przyjechała i stratowała w innych konkurencjach.

Tradycją tych spotkań pod Giewontem jest liczny udział lekarskiej dziatwy. Najmłodsi sportowcy nie ukończyli jeszcze drugiego roku życia, ale dzielnie stratowali w przeznaczonych dla nich konkurencjach, czyli biegu na 60 m, w skoku w dal i rzucie piłeczką palantową. Tym zmaganiom towarzyszy sympatyczna atmosfera i doping rodziców, dotyczący występu własnych dzieci, ale także ich konkurentów.

Kilkadziesiąt zdjęć z igrzysk zamieszczamy tutaj.

Były wśród nas rodziny wielodzietne, ale rodzina Szymala nie miała konkurencji: Tata, Mama i cztery śliczne córki! Zapraszam do obejrzenia zdjęcia. Najstarszym zawodnikiem był doktor Ryszard Król, który w tym roku kończy 87 lat! Jego startom w biegach na 100 m, 200 m i 400 m kibicowali wszyscy obecni na stadionie lekkoatletycznym.

W ciągu ostatnich lat funkcjonowania lekarskiego sportu utworzyły się grupy zawodników związanych z konkretnymi dyscyplinami. Jako pierwsi zorganizowali się w stowarzyszenie tenisiści, obecnie mamy grupę lekkoatletyczną, której działania i starty koordynuje Julian Pełka, a sekcją rzutów „kieruje” Konrad Bońda. Zorganizowani są także kolarze z Krzysztofem Matrasem na czele.

Jak zawsze wiele emocji było związanych z grami zespołowymi. Mistrzem Igrzysk w piłce nożnej została drużyna Medyka Zabrze, po pokonaniu w finale Klubu STL, reprezentującego OIL w Łodzi. Mistrzami w rzucaniu do kosza zostali lekarze z Warszawy, po zwycięstwie nad Łodzią. Zacięty był turniej siatkówki. Stawka lekarzy uprawiających tę dyscyplinę jest bardzo wyrównana i trudno przewidzieć medalistów.

Mistrzem została drużyna kolegów z Białorusi, z Mińska, tradycyjnie biorąca udział w rywalizacji polskich lekarzy, srebrny medal przypadł Szczecinowi. W sumie rywalizowano w 16 dyscyplinach, także w takich jak golf i… hokej na lodzie! Nie byłoby Igrzysk Lekarskich i kolejne, organizowane już od 15 lat nie byłyby tak udane i tak chętnie odwiedzane przez lekarzy, gdyby nie dwoje ludzi: Maciej i Iza Jachymiakowie.

W imieniu tysięcy lekarzy, którzy byli uczestnikami i kibicami Igrzysk przez te wszystkie lata, składam im serdeczne gratulacje za tak sprawne przeprowadzanie naprawdę trudnych zawodów, przede wszystkim zaś serdeczne podziękowania za trud włożony w organizację i tworzenie sympatycznej, rodzinnej atmosfery.

Ryszard Golański

Samorząd lekarski popiera postulaty rezydentów

Trwa piąty dzień głodówki lekarzy rezydentów w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Warszawie. Młodzi lekarze domagają się podwyżek wynagrodzeń. Chcą również wzrostu finansowania ochrony zdrowia do 6,8 proc. PKB w trzy lata z drogą dojścia do 9 proc. przez najbliższe 10 lat i m.in. zmniejszenia biurokracji.

Foto: Katarzyna Strzałkowska

Kilka osób musiało zrezygnować z głodówki z powodów zdrowotnych, ale do trwającego od poniedziałku protestu lekarzy skupionych wokół Porozumienia Rezydentów OZZL dołączają kolejni. Dziś z protestującymi spotkał się prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Maciej Hamankiewicz. – Młodzi lekarze oddają kawałek swojego zdrowia, żeby pomagać innym – powiedział podczas wspólnej konferencji z głodującymi rezydentami.

Podkreślił, że w naszym kraju nakłady na ochronę zdrowia są bardzo niskie. – Dziw bierze, że te postulaty nie są realizowane. Zgłaszał je też mój poprzednik w Naczelnej Izbie Lekarskie, a teraz minister zdrowia – przypomniał prezes Hamankiewicz nawiązując do osoby Konstantego Radziwiłła. Wczoraj Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej jednogłośnie odrzuciło projekt rozporządzenia ministra zdrowia w sprawie wynagrodzeń rezydentów. – Ta propozycja jest nie do przyjęcia. Na pewno żadne rozporządzenia ministra, tak krzywdzące dla środowiska, nie będą przez nas pozytywnie zaopiniowane – dodał.

Podczas ostatnich rozmów z młodymi lekarzami minister zdrowia zaproponował, by dodatek 1,2 tys. zł do wynagrodzenia objął lekarzy rozpoczynających rezydenturę na dziewięciu specjalizacjach (chodzi o chirurgię ogólną, choroby wewnętrzne, medycynę rodzinną, medycynę ratunkową, pediatrię, psychiatrię, patomorfologię, onkologię kliniczną i hematologię). Rezydenci odrzucili tę propozycję. W ich ocenie „wzrost wynagrodzenia lekarzy rozpoczynających specjalizację, a nie tych, którzy ją kontynuują, jest sprzeczny z zasadami solidaryzmu społecznego i tworzy brak zaufania do państwa jako uczciwego regulatora”.

Porozumienia nie ma, głodówka trwa (foto)

Rozmowy przedstawicieli protestujących lekarzy rezydentów z ministrem zdrowia Konstantym Radziwiłłem zakończyły się fiaskiem. Porozumienia nie osiągnięto. Lekarze nie przerwą prowadzonego od poniedziałku protestu głodowego.

Foto: Marta Jakubiak

W środę w siedzibie Centrum Partnerstwa Społecznego „Dialog” spotkali się przedstawiciele protestujących lekarzy rezydentów z ministrem zdrowia Konstantym Radziwiłłem, wiceminister Józefą Szczurek-Żelazko oraz przedstawicielem ministerstwa finansów i Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Porozumienia nie osiągnięto. – Czekamy na konkretne propozycje rządu zmierzające do poprawy sytuacji pacjentów i do zwiększenia finansowania służby zdrowia, ponieważ bez tego rozmowy będą niekonstruktywne – powiedział przed spotkaniem Damian Patecki, przewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL. – Naszym głównym postulatem jest zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia – deklarował Jarosław Biliński, wiceprzewodniczący PR OZZL.

– Mamy pomysły, jak zaaranżować system, aby wprowadzić zmiany i o tym dzisiaj chcemy rozmawiać – dodał Jarosław Biliński. – Zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia to główny postulat głodówki i liczymy, że zostanie on spełniony – mówił Łukasz Jankowski, wiceprzewodniczący PR OZZL. – Jesteśmy młodymi ludźmi i przeraża nas wizja spędzenia całej swojej kariery zawodowej w tak źle działającym systemie zdrowotnym. Chcemy, żeby było dobrze już teraz – deklarował Damian Patecki.

Spotkanie zakończyło się przed godziną 20.00. Rozmawiano niemal dwie godziny. – Jesteśmy smutni, rozżaleni. Spotkanie przełomu nie przyniosło, nie przyniosło też żadnych nowych propozycji ze strony Ministerstwa Zdrowia. Protest głodowy trwa nadal, nasze postulaty są nadal aktualne – poinformował tuż po spotkaniu Łukasz Jankowski. – Dowiedzieliśmy się, że wzrost nakładów na ochronę zdrowia do 6,8 proc. PKB w ciągu trzech lat jest nierealny i że na sfinansowanie tego postulatu nie będzie pieniędzy. Liczymy na kolejne spotkanie i konkretne propozycje ministerstwa – podkreślił.

– Dziś kolejna osoba z powodu złego stanu zdrowia została zdyskwalifikowana przez lekarza opiekującego się osobami głodującymi. Mamy już sygnały, że w piątek i w trakcie weekendu będą dołączały do nas kolejni lekarze rezydenci, a także lekarze specjaliści oraz przedstawiciele innych zawodów – informował Jarosław Biliński. – Na spotkaniu było wiele życzliwości, natomiast także wiele spraw postrzegamy zupełnie inaczej. Tłumaczymy to tym, że jesteśmy w momencie, w którym trudno podjąć jakąkolwiek decyzję ze względu na brak komunikacji pomiędzy wszystkimi członkami rządu i przede wszystkim najważniejszą panią premier. Minister Paweł Szrot z kancelarii pani premier był na spotkaniu i obiecał przekazać jej wszystkie informacje, które od nas dziś otrzymał – relacjonował.

– Ze strony pana ministra padła co prawda sugestia, że być może udałoby się sfinansować w zakresie tych środków, które już są, podwyżkę dla nowo rozpoczynających rezydentów w trzech kolejnych specjalizacjach deficytowych, ale nie o to walczymy. Walczymy o wzrost nakładów na ochronę zdrowia – podkreślał Łukasz Jankowski. – Stoimy na stanowisku, że wzrost wynagrodzeń dla lekarzy rozpoczynających specjalizację, a nie dla tych, którzy ją aktualnie kontynuują, jest sprzeczny z zasadami solidaryzmu społecznego. Możemy zrozumieć ideę zachęcania ludzi do robienia konkretnej specjalizacji, niemniej jednak ta idea nie powinna nikogo dyskryminować – wyjaśnił Damian Patecki.

– Odbyliśmy trudną, ale z pełnym szacunkiem, rozmowę. Mówiliśmy o ważnych rzeczach, przede wszystkim – i mówię to z pełną satysfakcją – o koniecznym wzroście nakładów na ochronę zdrowia. Rozmawialiśmy też o sytuacji personelu medycznego, w szczególności młodych lekarzy – relacjonował po spotkaniu minister Konstanty Radziwiłł. – Z naszej strony padło przede wszystkim zapewnienie, że jest pełne zrozumienie dla stanowiska młodych lekarzy, że w znacznej mierze idziemy w kierunku, którego oczekują. Polski system służby zdrowia w roku 2017 ma finansowanie o około 8 mld zł wyższe niż w roku poprzednim. W roku przyszłym będzie to wzrost o kolejnych co najmniej 5 mld zł. Są to wzrosty nienotowane nigdy w przeszłości – wyjaśnił minister.

– Jeśli chodzi o odsetek względem produktu krajowego brutto, to jest on również w tym roku rekordowy. Prawdopodobnie w odniesieniu do PKB z roku ubiegłego będzie to 4,73 proc. To sytuacja absolutnie niespotykana w przeszłości. Mówiłem też o tym, jak wyglądają nakłady na finansowanie młodych lekarzy, tzw. rezydentów. To narzędzie w rękach ministra zdrowia, aby wpływać na ich wybory. W niektórych dziedzinach medycyny mamy sytuację krytyczną i do wyboru takich specjalności będziemy młodych lekarzy zachęcać, również finansowo – tłumaczył.

– Jeśli chodzi o globalne kwoty, które przeznaczamy na finansowanie rezydentów, to trzeba zauważyć, że jest różnica między 2015 rokiem, kiedy wydatki te były w granicach 900 mln zł, gdyż dzisiaj znacznie przekraczają one miliard, a w przyszłym roku będzie to 1 mld 200 mln zł. W kolejnych latach będą podwyżki wynikające z niedawno uchwalonej przez parlament ustawy o minimalnych wynagrodzeniach w służbie zdrowia. W tym roku na samych rezydentów wydamy ponad 13 mln zł, a w kolejnych latach będzie to 115 mln zł, 200 mln zł tak, aby w roku 2021 osiągnąć 550 mln zł. W sumie w ciągu czterech lat będzie to 1 mld 100 mln zł tylko na same podwyżki dla rezydentów. To kwoty, które być może nie były znane do tej pory młodym lekarzom, które z całą pewnością dowodzą tego, że rząd jest świadomy tego, iż w tym zakresie zmiany muszą następować – mówił minister.

– Dzisiaj również przedstawiłem informację, że po ponownej analizie przekazanego do konsultacji projektu rozporządzenia, który mówi o wynagrodzeniach rezydentów, okazało się po przeliczeniu raz jeszcze środków, którymi dysponujemy, że do listy tych specjalności, które będą promowane dodatkiem motywacyjnym, dopiszemy jeszcze trzy: patomorfologię, onkologię kliniczną i hematologię. To są również specjalności deficytowe, w których potrzebujemy znacznie więcej specjalistów, niż mamy w tej chwili. Dodatkiem 1200 zł specjalności te również będą objęte – informował Konstanty Radziwiłł.

– W praktyce, jeżeli zsumować wszystkie dodatki przewidziane dla rezydentów, to wzrosty wynagrodzenia w ich przypadku będą około 2 tys. zł miesięcznie na osobę. W tym kontekście muszę powiedzieć, że oczekiwania młodych lekarzy, którzy swoje żądania przedstawiali na poziomach trudnych do zrealizowania, także ze społecznego punktu widzenia, gdyż zaczynały się one na poziomie 10 tys. zł i więcej miesięcznie, jako podstawy wynagrodzenia, zredukowali je do kwoty przekraczającej 6 tys. zł miesięcznie od zaraz, jako minimum, a w niektórych specjalnościach do ponad 8 tys. zł miesięcznie – wyjaśniał minister zdrowia.

– Te oczekiwania są nie tylko nie do spełnienia, bo nie mamy takich środków, ale także są zupełnie nie do zaakceptowania ze społecznego punktu widzenia, bo młodzi lekarze taką propozycję złożyli, by wykorzystać na zrealizowanie tych podwyżek całą rezerwę finansową Narodowego Funduszu Zdrowia. To wszystko tworzy pewną rozbieżność między nami, chociaż muszę powiedzieć, że atmosfera dzisiejszej rozmowy była spokojna. Odnosiliśmy się do siebie z dużym szacunkiem. Zresztą cały szereg postulatów młodych lekarzy rozumiem i podzielam ich pogląd przede wszystkim w kwestii wzrostu nakładów na ochronę zdrowia, pewnie nie w takim tempie, jakiego oczekują, ale z całą pewnością ten kierunek jest konieczny. Rząd jest już w trakcie realizacji tego postulatu – podsumował.

– Oczekiwałbym, że ci państwo, którzy protestują i prowadzą głodówkę, a także ci, którzy z nimi współpracują i ich reprezentują, przemyślą jeszcze tę formę protestu, która ma charakter niezwykle radykalny. Już dziś można mówić o pewnego rodzaju sukcesie, czyli zwróceniu uwagi na ważność spraw związanych z ochroną zdrowia. To jest niewątpliwie ich sukces. Jednak taka forma protestu nie powinna być dłużej prowadzona, bo chodzi o bezpieczeństwo – podkreślił na koniec. Jak zapewnił minister Radziwiłł, jest wola do tego, aby się spotykać i rozmawiać.

Jak muszka owocówka pomogła Noblistom?

W poniedziałek w Sztokholmie ogłoszono tegorocznych laureatów Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny. Wyróżnieni zostali trzej Amerykanie: Jeffrey C. Hall, Michael Rosbash i Michael W. Young.

„Nobel jest zdecydowanie zasłużony: przynajmniej od 10 lat cały czas mówiło się i słyszało o tym, że powinien być przyznany Nobel z chronobiologii” – mówi dr hab. Piotr Bębas z Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Jak dodaje, oprócz trójki nagrodzonych naukowców, którzy dostarczyli nam najwięcej danych na temat zegara biologicznego u muszki owocowej, do Nobla typowano również Josepha Takahashiego, badacza z Northwestern Univeristy, który badania noblowskiej trójki przeniósł na poziom ssaków.

„Zegar biologiczny występuje – z bardzo małymi wyjątkami – u większości organizmów” – tłumaczy dr Bębas. „Jest to mechanizm konserwowany ewolucyjne, tzn. niemalże te sam geny – albo geny bardzo podobne – występują u większości organizmów. U zwierząt geny odpowiedzialne za działanie zegara biologicznego są niemal identyczne” – dodaje.

Zastrzega jednak, że troszkę inaczej wygląda to u roślin i grzybów, choć wciąż istnieją pewne podobieństwa. Jednym z głównych powodów, dla których zegarowi biologicznemu poświęca się tyle uwagi jest to, że białka produkowane przez geny zegara biologicznego regulują ekspresję innych genów. „W hierarchii genów w komórce są one bardzo wysoko postawione” – stwierdza dr Bębas.

„Znaczy to, że zależy od nich przebieg bardzo wielu różnych procesów komórkowych. Wpływają one np. na funkcjonowanie protoonkogenów, czyli takich genów, które łatwo ulegają transformacji nowotworowej. Czyli u organizmów, które mają zaburzone funkcjonowanie zegara biologicznego prawdopodobieństwo rozwoju nowotworu jest dużo większe” – dodaje naukowiec.

Dlatego też dużo uwagi poświęca się dziedzinie badań określanej mianem „light pollution”, czyli „zanieczyszczenia światłem”.

„Uważa się, że jeżeli ciągle zaburzamy funkcjonowanie naszego zegara biologicznego poprzez przebywanie w świetle w okresie, kiedy tego światła być nie powinno – czyli np. w nocy – to zwiększamy prawdopodobieństwo rozwoju pewnych nowotworów, np. nowotworu piersi u kobiet czy nowotworów prostaty u mężczyzn” – tłumaczy rozmówca PAP.

Innym intensywnie eksplorowanym w ostatnim czasie tematem związanym z działaniem zegara biologicznego jest próba określenia, w jakich porach istnieje większe prawdopodobieństwo zatrucia organizmu. „Pod kontrolą zegara biologicznego znajdują się bowiem geny odpowiedzialne za detoksykację ksenobiotyków, czyli związków, które pochodzą z zewnątrz i zatruwają organizm” – tłumaczy dr Bębas.

„A to ma już bezpośrednie przełożenie na skuteczniejsze stosowanie leków, ponieważ o pewnych porach doby nasz organizm będzie intensywniej metabolizował leki, a o innych porach dużo słabiej” – dodaje badacz. Po co jednak istnieje rytm dobowy? „Po to, aby realizować funkcje życiowe w najkorzystniejszych okresach” – stwierdza dr Bębas.

„Innymi słowy, aby organizm nie tracił energii na przeciwdziałanie czynnikom niekorzystnym. Oczywiście my jesteśmy świadomi tego, co się dzieje. Wyobraźmy sobie jednak owada, który działa instynktownie. W związku z czym to właśnie zegar informuje jego organizm, że ma on być np. nieaktywny w południe, kiedy jest dla niego za gorąco” – tłumaczy badacz.

Rozmówca PAP podkreśla, że choć sami nobliści nie wykraczają w swoich badaniach poza tematykę związaną z muszką owocową, to ich uczniowie rozszerzają te badania na inne organizmy. „Idealnym przykładem jest była studentka Mike’a Younga, Amita Seghal. Choć ona sama Nobla nie dostała, to do dzisiaj ma ogromny wkład w badanie rytmów biologicznych, zarówno u muszek, jak i u ssaków” – mówi dr Bębas.

Katarzyna Florencka
Szymon Zdziebłowski

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl