Filip Dąbrowski: Jeśli nie my, to kto?

– W dzisiejszych czasach należy głośno mówić o swoich celach i sukcesach i taki styl pracy preferujemy – mówi Filip Dąbrowski, przewodniczący Komisji ds. Młodych Lekarzy przy Naczelnej Radzie Lekarskiej, w rozmowie z Lucyną Krysiak.

Foto: Marta Jakubiak

Jaka jest obecnie sytuacja lekarza kończącego uczelnię medyczną?

Lekarz kończący studia jest w innej sytuacji niż jego rówieśnicy z innych uczelni. Dyplom oznacza dla niego początek, a nie koniec edukacji. Kiedy wchodzi się w zawód, najważniejsza jest kontynuacja kształcenia, bez której tak naprawdę nie ma czego szukać w zawodzie.

Żeby rozpocząć specjalizację, należy zdać Lekarski Egzamin Końcowy, a w przypadku lekarzy dentystów – Lekarsko-Dentystyczny Egzamin Końcowy i dalej uczyć się, będąc zatrudnionym na etacie rezydenckim, czy też na ułamku etatu bądź na wolontariacie. Dostęp do szkolenia specjalizacyjnego na rezydenturze w wielu dziedzinach jest bardzo trudny.

Wprawdzie premier Ewa Kopacz zapowiedziała zwiększenie liczby miejsc rezydenckich, ale to zaledwie załata dziury w systemie. Rodzi się też pytanie: w jaki sposób te nowe rezydentury będą rozdzielane, komu i na jakich zasadach będą przyznawanie?

Nie wiadomo, czy osoby, które są obecnie w trakcie specjalizacji, będą mogły przenieść się na tryb rezydencki. Jest wiele niejasności. Będziemy o nich rozmawiać z Ministerstwem Zdrowia. Chcielibyśmy mieć wpływ na to, w jaki sposób zostaną podzielone dodatkowe miejsca rezydenckie, dlatego zaprosiliśmy przedstawicieli resortu na najbliższe posiedzenie Komisji ds. Młodych Lekarzy.

Czy zniesienie stażu podyplomowego utrudnia start w zawodzie, czy może jest inaczej?

Ostatni staż podyplomowy rozpocznie się 1 października 2017 r. Jestem w grupie tych, którzy uważają, że jego zniesienie jest błędem. Likwidacja stażu ma spowodować szybsze wejście lekarzy i lekarzy dentystów do systemu opieki zdrowotnej i zwiększyć dostęp do świadczeń zdrowotnych. Ale ich liczba nie wzrośnie.

Nadal będzie tylu lekarzy, ilu rokrocznie wykształcą uczelnie medyczne i nie zmieni tego skrócenie czasu od uzyskania dyplomu do momentu otrzymania tytułu specjalisty. Skrócenie programu spowodowało natomiast zwiększoną liczbę godzin zarówno zajęć przedklinicznych, jak i klinicznych.

Plan zajęć jest wypełniony od świtu do późnego wieczoru, często także w soboty. Czasu na naukę z książką studentowi medycyny zostaje mało. Uczelnie nie dysponują także odpowiednią kadrą, aby móc z nimi pracować w małych grupach. Niewielka liczba asystentów powoduje, że grupy kliniczne liczą po 5-6 osób. Nie jest możliwe ani etyczne, aby jednego pacjenta zbadało 6 osób. Staż przecierał szlak.

Studentom się pokazuje, stażysta jest uczestnikiem zdarzenia, wprawdzie nie pierwszoplanowym, ale ma szansę leczyć pacjenta, poczuć się praktykiem. Są jeszcze kwestie finansowe. Na staż podyplomowy resort przeznaczał ponad 300 mln zł rocznie. Po modyfikacji uczelnie na szkolenie przeddyplomowe dostały blisko 30 mln zł. To mówi samo za siebie.

Czy jest możliwy powrót do stażu podyplomowego?

Jeśli nawet, to nieprędko. Komisja ds. Młodych Lekarzy przy NRL z całych sił do tego dąży i nie jest w tym odosobniona. Nasza opinia w tej sprawie jest taka, jak całego samorządu lekarskiego.

Warunkiem rozpoczęcia specjalizacji jest zdanie LEK-u, a w przypadku stomatologów LDEK-u. Co jest plusem, a co minusem tych egzaminów?

Egzamin jest zewnętrzny oraz ma zasięg ogólnopolski i to jest jego dobrą stroną. Dzięki temu absolwenci różnych uczelni mają równe szanse, by sprawdzić wiedzę, a uczelnie nie mogą promować własnych środowisk. Słabą stroną tych egzaminów jest jakość pytań i ich utajnienie.

Do niedawna pytania były publikowane po każdym egzaminie, można było analizować ich treść, szukać odniesień, co także było formą edukacji dla zdających. Obecnie książeczek z pytaniami już się nie wydaje. Niepokojące jest, że pytania są coraz bardziej zawiłe, słabo przygotowane i odległe od programu nauczania. Komisja ds. Młodych Lekarzy protestuje przeciw temu.

W Niemczech obowiązuje podobny egzamin, pytania są publikowane, z odpowiedziami i komentarzem. Zgadzam się, że LEK i LDEK powinny w jak największym stopniu weryfikować wiedzę, ale bez udziwnień i pułapek. Trzeba ten egzamin doskonalić i pracować nad konstruowaniem pytań.

Najwięcej emocji budzi przyznawanie miejsc specjalizacyjnych przez urzędy wojewódzkie. Co na to Komisja ds. Młodych Lekarzy NRL?

Zabiegamy o to, aby rozdzielanie miejsc specjalizacyjnych odbywało się w systemie ogólnopolskim, a wyznacznikiem był wynik zdanego LEK-u i LDEK-u w formie listy rankingowej. Ci, którzy zdali słabo, mieliby mniejszy wybór, a jeśli chcieliby się liczyć w tym podziale, podeszliby do egzaminu ponownie, by poprawić wynik.

Lekarz mógłby wybrać, czy bardziej zależy mu na specjalizowaniu się w swoim miejscu zamieszkania, godząc się na rozpoczęcie specjalizacji w dziedzinie tam dostępnej, czy wolałby wyjechać i nawet za cenę niewygód i rozłąki z rodziną specjalizować się w wymarzonej przez siebie dziedzinie. Chodzi o to, aby miał wybór, którego obecnie nie ma.

System ten spowodowałby lepszą dystrybucję rezydentur. Obecnie jest ogromne parcie na duże ośrodki akademickie, a w powiatowych, miejskich placówkach jest problem, by zwerbować specjalizującego się lekarza. Pewny etat rezydencki, na który lekarz mógłby tam liczyć, zmieniłby tę sytuację.

Jakie w obecnej kadencji są priorytetowe zadania Komisji ds. Młodych Lekarzy?

Zaczęliśmy tę kadencję od identyfikacji zadań i pierwszym, którym się zajęliśmy, były dyżury lekarzy na rezydenturach. Mieliśmy wiele sygnałów płynących z całej Polski, że są oni kierowani na dyżury do szpitalnych oddziałów ratunkowych, niezgodnie ze swoim programem specjalizacji.

Nie tylko jest to kształcenie nieefektywne (chociażby dla dermatologów), stanowi także zagrożenie dla pacjentów. Zareagowaliśmy, a Ministerstwo Zdrowia poparło nasze stanowisko w tej sprawie. Rozpropagowaliśmy opinię prawną na ten temat i rozesłaliśmy do szpitali w całej Polsce. Mamy już informacje, że dyrektorzy placówek zaniechali wypełniania luk kadrowych rezydentami.

Zabiegamy też o możliwość zmiany miejsca odbywania kształcenia w ramach rezydentury i zmiany kierunku specjalizacji. Ministerstwo Zdrowia, nowelizując ustawę okołobudżetową, po cichu wprowadziło do ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty, bez konsultacji z przedstawicielami izb, zakaz zmiany kierunku specjalizacji, gdyby w trakcie okazało się, że to nie był trafiony wybór.

Wiemy, że to próba uszczelnienia systemu przez resort. Zdarzało się, że lekarz wiedząc, że nie ma szans na wymarzoną specjalizację, decydował się na kierunek, gdzie było najwięcej miejsc, by „przezimować” i później spróbować jeszcze raz, ale to nie może godzić w całą lekarską społeczność, w osoby, które po roku spędzonym na oddziale onkologicznym nie radzą sobie z codziennym kontaktem ze śmiercią, czy chirurgów, którzy nie radzą sobie z imadłem.

Tu komisja odniosła sukces połowiczny. Wprawdzie pod jej naciskiem wykreślono z zapisu zakaz zmiany miejsca specjalizowania się, ale zakaz dotyczący kierunku specjalizacji pozostał. Pracujemy też nad sposobem dystrybucji wspomnianych już dodatkowych rezydentur, które mają być przyznane jesienią tego roku.

Jaki jest stosunek komisji do pomysłu, aby emigrujący lekarz zwracał pieniądze za ukończone studia?

Są to pomysły populistyczne, zrodzone w kręgach polityków, co jakiś czas podgrzewane przez media. Raz chcą lekarzy posłać w kamasze, raz straszą, że emigrując, będą musieli oddać za studia. Nasz kraj jest w Unii Europejskiej, a my, lekarze, jesteśmy taką samą grupą pracowników jak wszyscy inni i podlegamy tym samym prawom. Pomysły te nie doprowadzą do zwiększenia liczby lekarzy w Polsce, a o to w tym chodzi.

Młodym lekarzom zarzuca się często, że mają komercyjny stosunek do wykonywanego przez siebie zawodu. Ile w tym prawdy?

Już Sokrates powiedział, że młodzież jest coraz gorsza, ale mówiąc poważnie, świat się ciągle zmienia i wymusza zmianę postaw, zachowań. Na pewno młode pokolenie lekarzy różni się od swoich rodziców czy dziadków. Wtedy wszyscy mało zarabiali, ale lekarz przynajmniej budził szacunek.

A dziś? W erze internetu, szybkiego napływu i przepływu informacji, nowych sposobów komunikowania się, zdobywania wiedzy i umiejętności jej wykorzystania w celu otrzymania jak najlepszej pracy, zmienia się mentalność. Łatwo porównać, jak żyją lekarze w innych krajach, w jakich warunkach pracują, jakie mają oczekiwania. Tak naprawdę to świat uległ daleko idącej komercjalizacji, a reszta jest tego konsekwencją.

Kiedyś musi nastąpić zmiana pokoleniowa i lekarska młodzież przejmie pałeczkę. Jak pan widzi proces odmładzania samorządu lekarskiego?

Jesteśmy pokoleniem, które nie musiało walczyć o wolność. Wychowaliśmy się w czasach względnego spokoju i w demokratycznych realiach. Codzienna praca u podstaw i dbałość o to, by lepiej żyć i pracować, nie budzi zainteresowania. Jednak jestem optymistą: konflikt, który wybuchł wokół rezydentur, dowiódł, że młodzi lekarze potrafią się zmobilizować, reagować i angażować.

W końcu, jeśli nie my, to kto? Trudno jednak o konkretną wizję młodych w samorządzie. Pewne jest tylko, że dzisiejsi młodzi szybko staną się „starzy” – zmiany będą nieuniknione. Nie chodzi tylko o ludzi, ale o struktury i cele. Dziś wszystko przyspieszyło, decyzje podejmuje się błyskawicznie, często jednym kliknięciem myszy. Kluczem do rozwiązania większości problemów jest komunikacja, zarówno w medycynie, jak i w działalności samorządowej.

Trzeba pozbyć się fałszywej skromności, w dzisiejszych czasach należy głośno mówić o swoich celach i sukcesach, i taki styl preferujemy w pracy naszej komisji. Pomiędzy posiedzeniami cały czas jesteśmy ze sobą w kontakcie, nie czekamy, aż zbierze się całe gremium, wymieniamy opinie, dzielimy się wątpliwościami, staramy się być komisją przez cały czas.

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 2/2015

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.