Dokręcić śrubę? Danii nie byłoby stać na to, na co wydaje NFZ

Nasz system jest niedofinansowany, ale część środków wydajemy nieefektywnie, pacjenci powinni mieć większy wpływ na jego kształt, a model duński, choć inspiruje, to na razie jest poza naszym zasięgiem.

Foto: Mariusz Tomczak

To najkrótsze podsumowanie konferencji „Inwestycje społeczne Zdrowie+” zorganizowanej 21 listopada przez Okręgową Izbę Lekarską w Warszawie.

Zdecydowana większość środków przeznaczanych na ochronę zdrowia w Danii pochodzi z podatków, niemniej pacjenci muszą zapłacić z własnej kieszeni za wiele świadczeń i leków. Przykładowo: o ile leczenie stomatologiczne dzieci i młodzieży do 18. roku życia jest bezpłatne, o tyle dorośli muszą za nie współpłacić w 80 proc. Z ubezpieczeń uzupełniających i dobrowolnych pokrywane są głównie koszty świadczeń towarzyszących leczeniu.

Jak mówił prof. Kjeld Møller Pedersen z University of Southern Denmark, 98 proc. duńskich szpitali to placówki publiczne, a ich filozofia działania opiera się na założeniu, że nie są nastawione na zysk. Duże znaczenie przywiązuje się do zapewnienia koordynowanej opieki nad pacjentem tak, aby pojedyncze procedury nie były „oderwane” od siebie.

Szpitale obowiązuje zasada, że w ciągu 30 dni muszą postawić diagnozę i wdrożyć leczenie, a jeśli placówka nie dotrzyma tego terminu, pacjent ma prawo skorzystać z leczenia prywatnego, którego koszty zwróci system publiczny. Co do zasady w Danii długie kolejki nie występują, co może być jedną spośród przyczyn, dla których pacjenci wysoko oceniają jakość opieki szpitalnej.

– Placówki szpitalne odciążają lekarze rodzinni, których można porównać do „strażników” systemu. Ich poradnie są otwarte także w weekendy i święta poprzez grupowanie praktyk i zastępstwa. 100 proc. praktyk lekarzy rodzinnych i lekarzy specjalistów znajduje się w rękach prywatnych – mówił prof. Pedersen. Z zaprezentowanych przez niego danych wynika, że lekarz POZ ma pod opieką ok. 1,6 tys. pacjentów.

90 proc. z nich przynajmniej raz w roku kontaktuje się ze swoim lekarzem, a średnia liczba kontaktów lekarza z pacjentem wynosi 7-8 (co warte podkreślenia, nie są to wyłącznie osobiste wizyty w gabinecie, bo z lekarzem można skontaktować się także telefonicznie lub za pośrednictwem internetu). Jak mówił prof. Pedersen, w najbliższym czasie duński system czekają w dużej mierze te same wyzwania co inne europejskie kraje: wydłużająca się przeciętna długość życia prowadzi do starzenia się społeczeństwa oraz rosnącej wielochorobowości populacji. Udział osób w wieku 64+ ma wzrosnąć z 15 proc. (w 2010 r.) do 20 proc. w 2020 r. i do 25 proc. w 2040 r.

Pacjent w centrum

O tym, dlaczego w Polsce rozwiązania z małego i bogatego kraju, jakim jest Dania, raczej się nie sprawdzą, mówił prof. Romuald Krajewski, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej. W jego opinii oba systemy aż tak bardzo się nie różnią, jednak nasz nie sprawdza się w praktyce. – Jak wynika z badań opinii społecznej, w Polsce pacjenci i pracownicy są jednakowo niezadowoleni z jego funkcjonowania – wyjaśnił, dodając, że kasandryczne opowieści, jakoby nasz system ochrony zdrowia miał zawalić się, są bardzo mocno przesadzone.

– W ocenie europejskich pacjentów w całej Europie systemy ochrony zdrowia poprawiają się, nasz też – stwierdził wiceprezes NRL. Wprawdzie duński system można nazwać publicznym, ale w opinii prof. Krajewskiego zawiera on wiele elementów rynkowych. Z doświadczeń innych krajów można się wiele nauczyć pod warunkiem stosowania właściwej metodologii, a ta zdaniem profesora znajduje się m.in. w Europejskim Konsumenckim Indeksie Zdrowia.

– Doświadczenia pacjentów i ich satysfakcja stają się najważniejszym elementem systemów ochrony zdrowia na świecie. Pacjenci powinni mieć duży wpływ na ich funkcjonowanie, tymczasem u nas, poza skargami, w praktyce niewiele mogą, są tylko świadczeniobiorcami – powiedział. W systemach scentralizowanych, takich jak obowiązujący w Polsce, o wydawaniu pieniędzy decydują urzędnicy, a jakość leczenia mierzy się wskaźnikami biomedycznymi i ekonomicznymi.

Korelacja między tymi dwoma ostatnimi a satysfakcją pacjentów jest jednak dość słaba. – W krajach OECD wynosi +0,4 – dodał prof. Krajewski.  Pacjenci są być może zadowoleni, że rośnie przeciętna długość życia, ale system oceniają w oparciu o to, ile czekają na wizytę w przychodni lub szpitalu, jak się ich traktuje, ile mają czasu na rozmowę z lekarzem czy pielęgniarką, czy samodzielnie mogą wybrać miejsce leczenia. Innymi słowy: pacjent nie patrzy na statystyki, ale na to, czy spotyka się urzędnikiem ochrony zdrowia przebranym w biały fartuch czy też z lekarzem.

– W Polsce potrzebne są mechanizmy mogące poprawić satysfakcję pacjentów. System można poprawiać, optymalizować czy racjonalizować, ale to się nie uda bez przekazania wielu decyzji na niższe szczeble tak, by współdecydowali ci, dla których praktyczne aspekty jego funkcjonowania są najważniejsze w codziennym życiu – powiedział wiceprezes samorządu lekarskiego, dodając, że choć pod względem liczebności czy zajmowanej powierzchni Danię można porównać z jednym polskim województwem, to zarządzanie ochroną zdrowia jest tam bardziej zdecentralizowane niż między Wisłą a Odrą.

Szef NFZ: „To rozpasanie”

Po wystąpieniu prof. Pedersena i prof. Krajewskiego wywiązała się dyskusja, w czasie której dobitnie podkreślano, że w zachodniej części Europy kwestie związane ze zdrowiem są bardzo mocno uregulowane. Jak przypomniał Piotr Warczyński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia w latach 2014-2017, Polska jest częścią Unii Europejskiej, czyli struktury socjalnej, którą trafnie charakteryzuje różnica semantyczna. – W UE mamy do czynienia ze służbą zdrowia, a nie ochroną zdrowia – powiedział eksminister.

Zdaniem Andrzeja Jacyny, prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, przez ostatnie kilkanaście lat w naszym kraju nadmiernie rozrosła się część szpitali nastawiona na osiąganie zysku. – W Danii rynek szpitali niepublicznych jest niewielki, wśród świadczeniodawców niepublicznych dominują te nienastawione na zysk. W Polsce mamy do czynienia z rozpasanym rynkiem, który za główny cel stawia zysk, co nie tyle zależy od właścicieli, a od sposobu finansowania – powiedział prezes NFZ.

W ocenie Andrzeja Mądrali, wiceprezydenta Pracodawców RP, lepszy od duńskiego model proponuje Holandia, gdzie jest silna rola opieki podstawowej. – Holandia to zupełnie inny system, nie mieszajmy tego. Tam jest jeszcze wyższe finansowanie i jeszcze większe dopłaty pacjentów – zaprotestował prof. Piotr Czauderna z Narodowej Rady Rozwoju.

– Dania ma pomysł na siebie, u nas tego brakuje. W Polsce, jak coś się nie sprawdza, to tego nie ulepszamy jak Duńczycy, lecz wszystko zmieniamy, negując rozwiązania poprzedników – podsumowała prof. Dorota Karkowska z nowo powołanego Zespołu do spraw studiów strategicznych OIL w Warszawie. – Codziennie pieniądze nam uciekają, bo polscy pacjenci wyjeżdżają leczyć się za granicą – dodała. Z aprobatą mówiła o pomyśle Duńczyków, którzy w zakresie finansowania niejako oddzielają leczenie od następującej po nim opieki, a prywatne ubezpieczenia wykupuje się z myślą o tej ostatniej.

Za dużo chirurgii?

– W Danii jest tylko 21 szpitali z ostrym dyżurem na niecałe 6 mln mieszkańców – dziwił się Marek Wesołowski, ekspert rynku medycznego. Gdyby tamtejsze realia ludnościowe przenieść na nasz kraj, w Polsce w trybie ostrym powinno dyżurować 120 placówek, tymczasem w 2016 r. NFZ podpisał ponad 500 umów na hospitalizację w zakresie chirurgii ogólnej.

– Oznacza to, że przeciętny obywatel Polski do najbliższego oddziału chirurgicznego ma zaledwie 13 minut, bo odległość wynosi średnio ok. 7 km. Skoro mamy pół tysiąca oddziałów świadczących pełnowartościowe usługi chirurgiczne, to przeciętny Polak w promieniu 30 km ma 10 oddziałów chirurgicznych. Moim zdaniem Danii nie byłoby stać na tak drogą ochronę zdrowia – powiedział dr Wesołowski. Dodał, że jako chirurg posługuje się tym samym sprzętem, co lekarze w Danii, ale on kosztuje nas tyle samo, a czasami nawet więcej, a mimo to marnujemy potencjał ludzki i sprzętowy m.in. przez nieefektywne rozmieszczenie szpitali.

Co do tego, że nie w każdym powiecie musi być lecznica, zgodził się Andrzej Sawoni, prezes OIL w Warszawie, a jednocześnie gospodarz konferencji. – Często o ich powstaniu decydują ambicje władz lokalnych. Dobrze funkcjonująca placówka powiatowa powinna obsługiwać 100 tys. pacjentów, taki jest standard światowy dla szpitala wielospecjalistycznego o charakterze podstawowym – skomentował dyskusję dr Sawoni.

Minister ulży szpitalom

W pierwszej części konferencji uczestniczył minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, przybliżając dotychczasowe efekty prac resortu oraz mówiąc o planach na kolejne miesiące. – Celem naszych działań jest m.in. skończenie z przerzucaniem kosztów. To rak toczący służbę zdrowia – podkreślił. Zaraz po kilkudziesięciominutowym wystąpieniu udał się posiedzenie rządu, na którym przyjęto projekt ustawy zakładającej przekazanie dodatkowych dotacji do NFZ w wysokości 1 mld zł. Te pieniądze mają zostać przeznaczone na zapłatę nadwykonań za lata 2008-2016.

Konferencja zakończyła się przyjęciem założeń projektu „Inwestycje społeczne Zdrowie+”. Patronat honorowy nad nią objęło Ministerstwo Zdrowia, a patronat medialny „Gazeta Lekarska”.

Mariusz Tomczak

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.