Dr Krzysztof Madej: Musimy być bardziej roszczeniowi

„Zrozumiałem, czym spowodowana jest frustracja młodych lekarzy i ich chęć zaangażowania się w samorząd”. Z Krzysztofem Madejem, wiceprezesem Naczelnej Rady Lekarskiej, rozmawiają Ryszard Golański i Marta Jakubiak.

Foto: Marta Jakubiak

Dlaczego zdecydował się pan objąć funkcję wiceprezesa NRL?

Wraz z końcem VII kadencji kończyło się to, co przez lata było spetryfikowane. Pojawiła się więc możliwość, by coś zmienić i zbudować od nowa. Postanowiłem z niej skorzystać. Doceniłem również aktywność młodzieży lekarskiej i zrozumiałem, czym spowodowana jest frustracja młodych lekarzy i ich chęć zaangażowania się w samorząd. Zdałem sobie sprawę, że podzielam ich frustrację. Między innymi dlatego postanowiłem po latach ponownie skierować swoje kroki w stronę samorządu.

Czym będzie zajmował się pan w najbliższej kadencji?

To wciąż jeszcze pytanie otwarte. Przypisywanie zadań i formułowanie celów na VIII kadencję wciąż trwa. Już teraz mogę jednak wskazać obszar, w którym jest wiele do zrobienia. Po trzydziestu latach nowej Polski, w jej nowym kształcie ustrojowym przesądzono różne rzeczy, zaprojektowano je i zrealizowano z lepszym lub gorszym skutkiem, jak np. zręby życia gospodarczego czy prawa finansowego, wiele obszarów życia społecznego, administracyjnego i politycznego, ale jednego z tematów nie rozpracowano w stopniu społecznie zadowalającym – nie zrobiono tego w takim inżynierskim znaczeniu projektowym.

Żeby zbudować samolot, który kiedyś wzbije się w powietrze i bezpiecznie wyląduje, najpierw trzeba mieć doskonale przygotowany projekt. Polski system ochrony zdrowia nie jest i nigdy nie był zbudowany według określonego modelu organizacyjnego i finansowego. Wciąż nie znamy odpowiedzi na fundamentalne pytanie, kto jest odpowiedzialny za kształtowanie polityki zdrowotnej w naszym kraju. Chciałbym swoje doświadczenia życiowe, jako działacza samorządowego i jako lekarza praktyka, wykorzystać w dyskusji programowej dotyczącej tego właśnie tematu.

Jak zrobić to, czego innym nie udało się dokonać przez lata?

Samorząd lekarski był, a w ostatnim czasie był nawet bardzo, reaktywny. Trzeba to zmienić. Otrzymywał do opiniowania różne projekty mniej lub bardziej zrozumiałych przepisów wykonawczych, które dotyczyły wycinkowych i hermetycznych dziedzin medycyny. Wspólnie z prawnikami pochylał się nad nimi, analizował je i recenzował. Ale nic z tego nie wynikało, bo nie było odpowiedzi na fundamentalne pytanie: jak ma wyglądać równowaga finansowa w wykorzystywaniu nakładów, którymi dysponujemy, i jak ma przebiegać próba budowania ładu społecznego w zapewnieniu dostępu do świadczeń zdrowotnych.

Na pytanie, co zrobić, żeby zażegnać nieustający kryzys w ochronie zdrowia, wciąż dostawaliśmy odpowiedź, że pieniędzy jest tyle, ile jest i możemy dzielić tylko tyle, ile mamy. Niby logiczne, ale jednak mało mądre. Ponieważ państwo polskie i klasa polityczna nie dały do tej pory odpowiedzi na pytanie, jaki jest model systemu ochrony zdrowia w Polsce, skazani zostaliśmy na programy polityczne poszczególnych partii. Jedna formacja wprowadziła kasy chorych, inna je zlikwidowała i wprowadziła NFZ.

Obecna koalicja zapowiadała przed wyborami likwidację NFZ-u, a na Forum Ekonomicznym w Krynicy politycy gratulowali sobie, że tak jak jest, jest dobrze. Zakładano, że finansowanie realizacji świadczeń zdrowotnych na podstawie negocjowanych umów cywilnoprawnych zoptymalizuje wykorzystanie niewystarczających środków. Nie udało się. Ostatecznie w wielu miejscach  kontrakty zamieniono na ryczałty. Historia zatoczyła koło. Fantazjowano, że komercjalizacja lub prywatyzacja w ochronie zdrowia będzie ozdrowieńcza, nie bardzo są na to dowody. Itd., itd., długo mógłbym wymieniać. Zataczamy się od płotu do płotu. Tak być nie powinno. Jak wprowadzano kasy chorych, jeden z moich ówczesnych uczonych mentorów powiedział: „Nie wyjdzie im ta reforma ochrony zdrowia, nie wyjdzie!”. Dlaczego? – pytam. „Bo chcą urynkowić świadczenia zdrowotne, a nie chcą urynkowić pracy ludzkiej”. Czy on czasami nie miał racji?

Co w związku z tym?

Skoro nie ma modelu ustrojowego, skoro politycy i urzędnicy przywoływani ad hoc do systemu ochrony zdrowia nie są w stanie zagwarantować ładu w ochronie zdrowia, chciałbym spróbować znaleźć w środowisku lekarskim taką grupę osób, która byłaby zdolna do pracy programotwórczej. To nie jest oczywiście główne zadanie samorządu, ale jestem gotów wziąć udział w takiej pracy.

Jakie są zatem zadania samorządu?

Zostały wskazane w ustawie, jak np. sprawowanie pieczy nad wykonywaniem zawodu lekarza i lekarza dentysty. I jest ich tak wiele, że potrzeba istnienia naszej korporacji zawodowej jest bezdyskusyjna. Nie będę ich wszystkich przytaczał. Ja myślę o przyjęciu przez samorząd pewnej postawy – musi przestać być reaktywny i stać się bardziej roszczeniowy. Ale to roszczenie będzie miało sens tylko wówczas, kiedy przyjmie postać krytyki konstruktywnej. Wierzę, że znajdzie się w samorządzie grupa entuzjastów, którzy są na tyle zdyscyplinowani intelektualnie i pokorni wobec własnej niewiedzy, że zaproponują mądre rozwiązania, ku rozwadze decydentów.

Czym zajmuje się pan już teraz jako wiceprezes NRL?

Jednym z zadań, które mi powierzono, jest kreowanie polityki medialnej. Samorząd robi bardzo dużo, a środowisko lekarskie o jego działaniach nic nie wie albo wie niewiele. Stworzenie bardziej doskonałych form przekazu informacji jest więc niezwykle ważną rzeczą. Obecnie recepcja wysiłków samorządu wśród lekarzy jest zła. Musimy to zmienić.

Powiązane aktualności

komentarze 2

Skomentuj
  1. Anna Szarla
    Paź 23, 2018 - 09:09 AM

    Młodzież lekarska… piękni trzedziesroletni ;P

    ODPOWIEDZ
  2. Z poważaniem
    Paź 23, 2018 - 02:29 PM

    „chciałbym spróbować znaleźć w środowisku lekarskim taką grupę osób, która byłaby zdolna do pracy programotwórczej” – szkoda na to czasu i energii. Żadna reforma ochrony zdrowia nie zadziała, jeżeli pacjent fizycznie i faktycznie nie będzie płacił podczas każdej usługi medycznej. Na to w społeczeństwie nie ma zgody. Co oznacza, że nie ma też zgody na jakąkolwiek poprawę obecnego modelu opieki zdrowotnej. Co oznacza z kolei, że szkoda naszego czasu żeby kopać się z koniem. Dopóki nie uda się wprowadzić powszechnego współpłacenia pacjentów, dopóty będą kolejki, przepełnienie SORów, opóźnienia karetek pogotowia i cała masa innych problemów. Do tego należałoby zlikwidować niepotrzebną biurokrację – jak sobie to Pan Doktor wyobraża w kraju, w którym mamy ponad milion urzędników? To po prostu niewykonalne, bo my, lekarze jesteśmy w mniejszości.

    ODPOWIEDZ

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.