Głodny jak pacjent? Posiłki w szpitalach aż włos się jeży

Co najmniej 30 proc. hospitalizowanych pacjentów jest niedożywionych, a terapia żywieniowa w szpitalach nie jest właściwie realizowana – takie wnioski płyną z najnowszego raportu1 Polskiego Towarzystwa Żywienia Pozajelitowego, Dojelitowego i Metabolizmu.

Foto: pixabay.com

Niedożywienie to brak równowagi pomiędzy zapotrzebowaniem na składniki pokarmowe i energię a ich podażą (problem dotyczy też osób otyłych). Skutki mogą być dla pacjenta katastrofalne – trudniej mu walczyć z chorobą, jest narażony na zwiększone ryzyko powikłań i infekcji, rany gorzej się goją. Hospitalizacja się przedłuża, a ryzyko zgonu wzrasta.

– Różnica pomiędzy efektami leczenia pacjenta dobrze odżywionego i niedożywionego jest ogromna. 3/4 osób niedożywionych ma powikłania pooperacyjne. Chory z zapaleniem płuc, który jest niedożywiony, przebywa w szpitalu średnio o tydzień dłużej. Czasem ze względu na zły stan odżywienia, co dobrze widać u pacjentów onkologicznych, trzeba przerwać terapię – informuje prof. Stanisław Kłęk, prezes Polskiego Towarzystwa Żywienia Pozajelitowego, Dojelitowego i Metabolizmu.

Działania, z których nic nie wynika

Dane zebrane w najnowszym raporcie PTŻPDiM pokazują, jak lekarze w szpitalach radzą sobie z rozpoznawaniem i leczeniem niedożywienia wśród swoich pacjentów. Wyniki tej analizy nie są optymistyczne. W raporcie czytamy, że niedożywienie dotyczy nieco ponad 30 proc. hospitalizowanych. Wszyscy oni powinni otrzymać specjalistyczną terapię żywieniową. Niestety w większości przypadków leczenie to nie jest wdrażane poprawnie.

– Średnio około 1/3 osób niedożywionych powinna otrzymywać specjalistyczne żywienie medyczne drogą doustną, około połowy – dojelitowo, a pozostali – pozajelitowo. Niestety nasz raport wykazał, że w polskich szpitalach ta proporcja jest zupełnie inna – informuje prof. Stanisław Kłęk. Istotnie, z zebranych informacji wynika, że aż ponad 85 proc. chorych otrzymuje żywienie drogą doustną, z czego w ponad 80 proc. przypadków lekarze nie potrafili określić, jaki konkretnie rodzaj diety był stosowany. Nie ma więc żadnej pewności, że dieta miała jakiekolwiek walory żywienia klinicznego.

W przypadku pacjentów, u których zaordynowano żywienie drogą dojelitową i pozajelitową (w sumie ok. 15 proc.), także w przytłaczającej większości ankietowani lekarze nie byli w stanie określić, co konkretnie podawano chorym. – Zdarza się, że dieta podawana dojelitowo to w rzeczywistości zwykły miks kuchenny, a nie żywienie medyczne – zaznacza Kinga Szczepanek, anestezjolog ze szpitala specjalistycznego w Skawinie. – Według naszych danych tylko ok. 20 proc. pacjentów otrzymuje prawidłową interwencję żywieniową, co jest niesatysfakcjonujące, ponieważ np. w Danii otrzymuje ją aż 97 proc. chorych – mówi z kolei prof. Kłęk.

Z ekonomią na bakier

Zazwyczaj, jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze, a w przypadku polskiej ochrony zdrowia – ich brak. Jednak nie tym razem. Leczenie żywieniowe to przede wszystkim gotowe diety przemysłowe podawane dojelitowo i pozajelitowo (w pełni refundowane). Jak informują eksperci PTŻPDiM, za jeden dzień żywienia do przewodu pokarmowego NFZ płaci 100 zł, pozajelitowego – od 100 zł do ponad 300 zł w zależności od składu pokarmu. Z kolei koszty, jakie generuje pacjent niedożywiony w czasie pobytu w szpitalu, stale rosną.

– Jeśli choremu rozejdzie się zespolenie jelitowe, ponieważ rana nie zagoi na skutek niedożywienia, to jest to dodatkowe 20 tys. zł kosztu dla szpitala. W Stanach Zjednoczonych wyliczono, że hospitalizacja niedożywionych chorych była od 1,5 do 5 razy dłuższa. Różnica kosztów pobytu między pacjentem prawidłowo odżywionym a niedożywionym w oddziałach zabiegowych wynosiła około 5,5 tys. dolarów – wylicza prof. Kłęk. Gdzie więc tkwi problem? – Nie wiem. Mamy opracowane standardy żywienia, informacje są dostępne. Na kursach specjalizacyjnych z chirurgii, anestezjologii i intensywnej terapii oraz interny obowiązują zajęcia z tego zakresu. W praktyce jednak pacjenci są źle kwalifikowani do danej terapii żywieniowej albo w ogóle nie jest ona włączana – dodaje.

– Ponadto lekarze zbyt często szacują, że chory da radę zjeść samodzielnie, a potem nie sprawdzają, czy posiłek faktycznie zjedzono. Jedna z głównych analiz żywieniowych, jakie prowadzimy, dotyczy zwrotów jedzenia, które otrzymują pacjenci w szpitalu. Wynika z nich, że około 1/3 wydawanego pożywienia pozostaje na talerzach. Taka sytuacja powinna wzbudzić refleksję, czy nie potrzeba zmienić drogi żywienia. Poza tym bywają sytuacje, że chory jest wręcz głodzony, bo przez kilka dni wykonywane są badania, a potem operacja, więc nieustannie trzeba być na czczo. Podawane są za to w dużych ilościach płyny infuzyjne, które są niedoborowe. Gdzie tu sens, gdzie logika – zauważa mój rozmówca.

Jak zmienić tę sytuację? Jednym z rozwiązań jest włączenie już na etapie studiów medycznych nauczania o stosowaniu terapii żywieniowej. Pomóc mogliby także dietetycy, z tym że niestety zbyt często etat ten jest traktowany jako koszt, z którego lepiej zrezygnować. I oczywiście szkolenia, choć tych, jak mówi prof. Kłek, organizowanych jest mnóstwo, a mimo to temat jest w praktyce lekceważony.

Sól i tłuszcz mleczny

Pisząc o problemach związanych z leczeniem niedożywienia, nie można nie wspomnieć o kondycji diety szpitalnej ogólnej. – Ta sfera odżywiania nikogo nie interesuje. Oczywiście nie jest tak wszędzie, np. jedna z rzeszowskich placówek potrafi dać pacjentowi dwa rodzaje zup i drugich dań do wyboru na obiad, mając stawkę żywieniową na dobę w wysokości 9 zł – zaznacza prof. Kłęk. A jednak, zbyt często dieta szpitalna jest uboga w składniki odżywcze, a wręcz niezdrowa.

Od przeglądania facebookowej strony „Posiłki w szpitalach”, gdzie można zamieszczać zdjęcia dań, jakie podawane są w czasie hospitalizacji, aż włos się jeży na głowie. Na talerzach parówkowa, białe pieczywo (czasem z pleśnią), majonez, pasztetowa…  Wrzucane są najgorsze przykłady, powiedzą jedni, inni zarzucą, że to kłamstwa, jednak stworzenie i istnienie takiej strony powinno dawać do myślenia.

W ostatnim czasie raport na temat jadłospisów szpitalnych opublikowała Najwyższa Izba Kontroli2. Autorzy tej analizy wyraźnie podkreślają, że posiłki w szpitalach są nieadekwatne do stanu zdrowia pacjentów. Pacjentom serwowano za mało warzyw i owoców, za dużo mięsa czerwonego, tłustych przetworów mięsnych, tłustych wędlin, w tym gorszej jakości. Podawano potrawy trudnostrawne i bogate w nasycone kwasy tłuszczowe, ryby konserwowe, a zamiast masła – tłuszcz mleczny.

Badania próbek posiłków wykazały niedobory składników odżywczych, mogących powodować m.in. odwapnienie, zmiękczenie i zniekształcenie kośćca, niedokrwistość, stany lękowe, bezsenność, nadciśnienie czy zaburzenia w funkcjonowaniu nerek. Było za to sporo witaminy A, która w nadmiarze może być toksyczna. W większości szpitali stwierdzono też zbyt duży udział soli w posiłkach (od 142 proc. do 374 proc. normy).

Niestety, obowiązujące w Polsce przepisy nie określają norm żywieniowych w szpitalach, a problemy finansowe zmuszają dyrektorów szpitali do oszczędności. Te jednak mogą okazać się pozorne, bo zła dieta może wpływać negatywnie na stan chorego, a co za tym idzie, powodować dodatkowe koszty, niewspółmiernie większe od tych, które generują zbilansowane jadłospisy.

Lidia Sulikowska

1 „Ocena terapii żywieniowej w polskich szpitalach”, Polskie Towarzystwo Żywienia Pozajelitowego, Dojelitowego i metabolizmu, czerwiec 2018.

2 „Żywienie pacjentów w szpitalach”, Najwyższa Izba Kontroli, 2018.

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.