Zakażenia szpitalne – przełamano tabu

Po raz pierwszy większość szpitali w Polsce zgodziła się ujawnić dane dotyczące zakażeń szpitalnych w swoich placówkach.

Foto: pixabay.com

Spośród 1189 szpitali w Polsce składających w każdym z województw sprawozdania do Ministerstwa Zdrowia (MZ-29 lub MSW-43) na temat zakażeń szpitalnych, 825 placówek wyraziło zgodę na ich upublicznienie, a 361 wykazało, że u nich tego rodzaju zjawisko występuje.

Liczba szpitali, które wyraziły zgodę na publikację, różni się istotnie w poszczególnych województwach i wynosi średnio 69 proc. Wprawdzie w pięciu przekracza ona 90 proc., ale np. w Dolnośląskiem wynosi już tylko 31 proc. Oznacza to, że nie wszystkie szpitale chcą ujawniać dane dotyczące zakażań szpitalnych, gdyż jest to wciąż temat tabu.

Robert Mołdach z Instytutu Zdrowia i Demokracji, autor opracowania będącego częścią większej publikacji „Mapy Potrzeb Zdrowotnych 2018”, uważa, że choć droga do pełnej jawności jakości leczenia i efektów klinicznych jest jeszcze daleka, a wartość ujawnionych danych wymaga dyskusji, Ministrowi Zdrowia i Departamentowi Analiz i Strategii MZ należy się uznanie za decyzję o publikacji danych i determinację w uzyskiwaniu na nie zgód od szpitali. Czy za tym pójdą bardziej radykalne działania w kierunku zapobiegania zakażeniom szpitalnym?

Dane są zaniżone

W 2017 r. zgłoszono do organów Państwowej Inspekcji Sanitarnej 678 ognisk epidemicznych zakażeń szpitalnych, to jest o 27 proc. więcej niż w roku 2016, w którym zgłoszono 532 ogniska epidemiczne. Zdaniem prof. Walerii Hryniewicz z Narodowego Instytutu Leków, choć widać tendencję wzrostową, jeśli chodzi o zgłaszalność występowania zakażeń szpitalnych, dane te są zaniżone. Za niechęcią do ich ujawniania kryje się obawa przed oskarżeniami kierowanymi w stronę szpitali, że nie przestrzegają określonych procedur. Tymczasem takie placówki nie muszą być gorsze, skala zakażeń zależy też od profilu i specyfiki prowadzonej działalności, a także od liczby przyjmowanych pacjentów. Zatem należy czy nie należy ujawniać dane o zakażeniach szpitalnych?

– Wszystko zależy od poziomu świadomości społeczeństwa. Niedojrzałe społeczeństwo tego rodzaju dane przyjmuje źle, zatem nie jestem pewna, czy jesteśmy gotowi na ich upublicznianie. Są kraje, które nie upubliczniają takich danych, tylko przekazują je instytucjom odpowiedzialnym za ten problem, ale jest rzetelna wiedza, z którą można coś zrobić, a w Polsce takiej wiedzy nie ma – tłumaczy prof. Hryniewicz, zaznaczając, że mimo tych wątpliwości ujawnienie danych dotyczących zakażeń szpitalnych przez Instytut Zdrowia i Demokracji to pierwsza tak zaawansowana próba dotarcia do prawdy. Samo podjęcie tematu zdejmuje z zakażeń szpitalnych odium tabu, które dotąd było nie do przełamania. Na zakażenia szpitalne składa się wiele czynników: przestrzeganie procedur, higieny, ale też, a może przede wszystkim – racjonalna antybiotykoterapia. – Nie można zbudować dobrego programu profilaktyki zakażeń bez racjonalnej antybiotykoterapii – zastrzega prof. Hryniewicz.

Kontekst jest szerszy

Dr n. med. Piotr Warczyński, były podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia zajmujący się m.in. programami profilaktyki zdrowotnej, uważa, że zakażenia szpitalne mają szerszy kontekst, gdyż obejmują tzw. zdarzenia niepożądane. Wyjaśnia, że swego czasu w resorcie zdrowia powstał projekt ustawy o jakości w opiece zdrowotnej, w którym był zapisany obowiązek monitorowania zdarzeń niepożądanych, w tym zakażeń szpitalnych. Taki obowiązek realizują obecnie wszystkie szpitale, które mają akredytację ministra zdrowia (CMJ). Analizują te dane i starają się wyeliminować błędy. Projekt ustawy upadł, tak więc poszerzenie monitoringu zdarzeń niepożądanych, w tym zakażeń szpitalnych, o wszystkie placówki opieki zdrowotnej stało się niemożliwe.

– Szpitale akredytowane wykazują, że zakażenia szpitalne stanowią 8-10 proc., co zbliża nas do innych krajów, np. do USA. W przypadku placówek, które podają, że nie mają tego rodzaju zdarzeń lub że występują one na poziomie 1 proc., widać, że tego zjawiska nie monitorują – przekonuje Piotr Warczyński i liczy, że w sytuacji ujawnienia prawdziwych danych na temat zakażeń szpitalnych powróci dyskusja nad wspomnianym projektem. W Polsce jest ustawowy obowiązek monitorowania zakażeń szpitalnych i zgłaszania ich do Państwowej Inspekcji Sanitarnej, co też szpitale robią, ale dane te nie pokrywają się z danymi ujawnionymi przez MZ, nie są więc rzeczywiste.

Dotrzeć do prawdy

Prof. Jadwiga Wójkowska-Mach, prezes Polskiego Towarzystwa Zakażeń Szpitalnych, uważa, że każda, nawet najmniejsza publikacja nagłaśniająca problem, a także ostatni raport NIK, są próbą dotarcia do prawdy. NIK skontrolował 18 szpitali. We wszystkich wykazał wzrost liczby pacjentów, u których wykryto zakażenie szpitalne. Średnio o 8,5 proc. w 2016 r. w stosunku do roku 2015. Wykrył też nieprawidłowości związane z rejestrowaniem i raportowaniem tego rodzaju zdarzeń, co oznacza, że dane te mogą być zaniżone. – Prawda pozwala na właściwe postawienie diagnozy i podjęcie leczenia. Dopóki nie będzie w pełni zdiagnozowana sytuacja w zakresie zakażeń szpitalnych, trudno będzie podjąć skuteczne działania, by ją uzdrowić – zaznacza prof. Wójkowska-Mach i dodaje, że przełamywanie tabu na ten temat trwa już od ponad 20 lat, nie wyłączając prac naukowych.

Zespół Polskiego Towarzystwa Zakażeń Szpitalnych w minionym roku wydał pracę pt. „Alarmujący stan dotyczący zakażeń w szpitalach”, opublikowaną w „Przeglądzie epidemiologicznym”. Zdaniem prezes PTZSz, obecna sytuacja prawna nie ułatwia podejmowania działań w zakresie kontroli zakażeń. Wprawdzie w każdej jednostce opieki zdrowotnej jest powołany zespół kontroli zakażeń szpitalnych, ale jedynymi osobami, które pracują w tych zespołach, są wyłącznie pielęgniarki epidemiologiczne, tylko dla nich jest stworzona ścieżka edukacyjna w tym zakresie. Lekarz specjalista ds. kontroli zakażeń szpitalnych jest w Polsce pojęciem nieznanym.

Nadzór nad zakażeniami

PTZSz opracowało Program Czynnego Nadzoru nad Zakażeniami Szpitalnymi. Jest to nowoczesne narzędzie kontroli, oparte na dowodach naukowych i wiedzy ekspertów, zgodne z wytycznymi i wymogami Europejskiego Centrum Kontroli Chorób. Program rekomendowany jest przez Głównego Inspektora Sanitarnego. Umożliwia on optymalne i efektywne monitorowanie sytuacji epidemiologicznej szpitala, ocenę skuteczności działań prewencyjnych oraz wiarygodny benchmarking z innymi jednostkami.

Rekomendowany przez towarzystwo model jako nadzór celowany pozwala wyodrębnić grupy pacjentów, których hospitalizacja wiąże się najwyższym ryzykiem wystąpienia zakażenia. Jako model czynny pozwala na bieżąco monitorować sytuację epidemiologiczną, co umożliwia podjęcie natychmiastowych działań wygaszających potencjalne ogniska epidemiczne. Jak zapewnia podpisana pod programem dr Anna Różańska, członek Zarządu PTZSz, uczestnictwo w tym przedsięwzięciu gwarantuje współpracę z ekspertami towarzystwa w aspekcie planowania, wdrażania i oceny kontroli nad zakażeniami w szpitalu oraz dostosowane do lokalnych potrzeb szkolenia dla całego personelu medycznego jednostki. Nie ma wątpliwości co do tego, że w Polsce system zbierania danych o zakażeniach jest zły i doprowadził do zaciemnienia obrazu problemu.

Nasi rozmówcy są zgodni, że aby to zmienić, potrzeba szczelnego systemu raportowania i centralnego rejestru, gdzie gromadzone byłyby wszystkie dane o takich przypadkach. PTZSz widzi w tym swój udział. W rekomendacjach zamieszczonych na stronie towarzystwa prof. Stefania Giedrys-Kalemba z Katedry Mikrobiologii i Immunologii Pomorskiej Akademii Medycznej pisze, że ocena częstości zakażeń szpitalnych stanowi najlepszy marker jakości opieki zdrowotnej w szpitalu. Sprawdzanie stanu szpitala w zakresie kontroli zakażeń uważane jest za najważniejszy element jakości opieki szpitalnej. W krajach zachodnich stanowi jeden z podstawowych parametrów kontraktowania usług medycznych.

Lucyna Krysiak

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.