Ogon, który zakręcił psem. Antyszczepionkowcy w odwrocie

Sejm odrzucił obywatelski projekt ustawy likwidującej obowiązek szczepień. Jak na standardy naszego parlamentu, posłowie byli wyjątkowo jednomyślni.

Foto: twitter.com/kancelariasejmu

Za odrzuceniem projektu głosowało 354, przeciw było 10, a 16 wstrzymało się od głosu. Cieszy mnie, że wśród kwestionujących obowiązkowe szczepienia nie było żadnego lekarza.

Rozumiem różnice poglądów na temat kalendarza i skuteczności poszczególnych szczepień, niepożądanych odczynów poszczepiennych, wątpliwości dotyczące konfliktu interesów u szczepionkowych decydentów, ale kwestionowanie jednej z najbardziej udanych interwencji medycznych w historii to przejaw, najdelikatniej mówiąc, głupoty, nie do zaakceptowania w przypadku posiadacza lekarskiego dyplomu.

Z drugiej strony zastanawia wcale niemała, bo prawie 7-procentowa, grupa parlamentarzystów, którzy nie odrzucili obywatelskiego, ale tak naprawdę przygotowanego z inicjatywy żarliwych antyszczepionkowców, projektu ustawy. Chciałbym wierzyć, że w tej grupie nie dominowali zwolennicy zabobonów, tylko wolnościowcy, wierzący w rozsądek rodziców, którzy bez przymusu będą szczepić swoje dzieci. Niestety, wszystko wskazuje na to, że podstaw do takiej wiary nie ma. Wystukałem w wyszukiwarce YouTube’a hasło „szczepienia”.

Oglądając większość z kilkunastu najwyżej pozycjonowanych filmów, z łatwością znajdziemy potwierdzenie, że całe te szczepienia to tylko wielka, nastawiona na potężny zysk, akcja propagandowa big farmy, w której główną rolę grają przekupieni lekarze, wykreowani na ekspertów. Niekiedy przekaz jest mocno podlany pseudonaukowym sosem w postaci uczenie brzmiących wywodów, sugestywnych wykresów i tabel, „dowodzących niezbicie”, że bez szczepień nie tylko bylibyśmy równie zdrowi, ale nawet jeszcze zdrowsi, bo nie byłoby tragicznych w skutkach odczynów poszczepiennych.

Najbardziej hardcorowa jest sugestia, jakoby obowiązkowe szczepienia służyły eksterminacji narodów (tylko jak to połączyć z czerpaniem krociowych zysków przez big farmę?). Nie będę wchodził w szczegóły, bo musiałyby paść cytaty, a wraz z nimi nazwiska znanych z internetowych przekazów szarlatanów, zbijających fortuny na ludzkiej głupocie i bezwzględnie żerujących na nadziei, która rzeczywiście umiera ostatnia i niekiedy nawet najrozsądniejszych popycha w kierunku pozbawionych sensu, za to najczęściej bardzo kosztownych, pseudoterapii.

Polemiki nie będzie, bo byłoby to dowartościowywanie durnoty, windujące ją do zasługującej na uwagę alternatywy. Wyrachowani cwaniacy potrafią doskonale wykorzystać słabość demokracji, polegającą na jednakowym znaczeniu głosu profesora i żula. Trzeba uważać, by nie wpaść w tę pułapkę. Inaczej to ogon zacznie kręcić psem. W przypadku szczepień tak właśnie się stało. Ile razy byliśmy świadkami telewizyjnych i radiowych debat, w których głos zdeklarowanego antyszczepionkowca, powtarzającego wciąż te same brednie, był przez prowadzących traktowany na równi z głosem znającego fakty profesjonalisty.

„Nie zakładajmy z góry, że szczepienie jest okay, a nieszczepienie jest złe. Ja się nie boję konfrontacji, bo ja podchodzę do tematu bez swojego zdania” – powiedział w marcu br. poseł Paweł Skutecki (jeden z 10 posłów, którzy nie chcieli obowiązkowych szczepień) w dostępnej w internecie rozmowie z prof. Mirosławem Wysockim, byłym dyrektorem NIZP-PZH. Tak, rozumiem, Ziemia jest płaska, wystarczy tylko spojrzeć. A mówiąc serio, z góry dziękuję takim dyskutantom, którzy deklarują się jako ignoranci, ale chcą jak równy z równym rozmawiać ze znawcami i nawet – jak zacytowany poseł – stanowić prawo.

Na szczęście zdecydowana większość parlamentarzystów, a przede wszystkim tzw. zwykłych ludzi zachowuje rozsądek. Dla mnie miłym zaskoczeniem było, że nie brakuje go także w internecie. To fakt, że na YouTubie dominują filmy antyszczepionkowe. Z drugiej strony, największą oglądalność ma znakomity, prawie 40-minutowy wykład „Dlaczego nie boję się szczepionek?” chemika i popularyzatora nauki, Dawida Myśliwca. Naprawdę warto obejrzeć. Poziom wody w mózgu z pewnością się obniży.

Niewykluczone, że antyszczepionkowa głupawka, przetaczająca się przez nasz kraj, wyda dobre owoce. Właśnie zbierane są podpisy pod projektem ustawy „Szczepimy, bo myślimy”, zakładającej nieprzyjmowanie do publicznych żłobków i przedszkoli niezaszczepionych dzieci. Ciekawe, jak tym razem zachowają się nasi parlamentarzyści?

Sławomir Badurek
Diabetolog, publicysta medyczny

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.