Dr Krzysztof Madej: Nie traćmy nadziei na zmianę ustawy

Od wielu, wielu już lat w samorządzie lekarskim panuje dojmujące przeświadczenie (ja wolałbym powiedzieć „marzenie”), że ustawę o zawodach lekarza i lekarza dentysty trzeba gruntownie znowelizować.

Foto: pixabay.com

Zmieniło się tak wiele w regułach organizacyjnych i ramach prawnych systemu ochrony zdrowia, że i samo wykonywanie zawodu lekarza wygląda inaczej.

Prawo, jeśli nie ma wyprzedzać praktyki życiowej, to przynajmniej powinno za nią nadążać, a także chronić trwałe wartości i rozwiązania, które muszą pozostać mimo zmienności świata.

Obecna ustawa została uchwalona w 1997 r. i zastąpiła poprzednią, z 1950 r. Nasze środowiskowe prace nad nową ustawą rozpoczęły się w niedługim czasie po reaktywacji samorządu lekarskiego, więc po upływie pierwszej czteroletniej kadencji dysponowaliśmy już dość dobrze przygotowanym projektem.

W drugiej kadencji zaczęła się praca legislacyjna na drugim poziomie: rządowym i parlamentarnym. Po trzech latach prac, lobbingu oraz bardzo skomplikowanej grze towarzyskiej i politycznej, na tym bardzo zmiennym wówczas gruncie przemian politycznych i tasujących się ugrupowań, ustawa została uchwalona, ku satysfakcji większości: koalicji, opozycji, samorządu, różnych kręgów opiniotwórczych i mędrców.

Z tymi ostatnimi jest najgorzej, bo zwykle bywają przeciwni, dopóki nie przypisze się im autorstwa dzieła i nie obsypie medalami i gratyfikacjami różnej maści. Od 1997 r. do chwili obecnej ustawa, o której mówię, była nowelizowana w różnych szczegółowych kwestiach ponad 80 razy. To kolejny dowód, że trzeba ją nowelizować, tym razem, rudymentarnie. Jest na to szansa.

Porozumienie Rezydentów podpisało z ministrem zdrowia porozumienie, w którym stoi, że rządowa inicjatywa legislacyjna zacznie się w marcu br.

Projekt, w postaci dorobku zespołu ds. opracowania projektu nowelizacji powołanego przez ministra zdrowia, jest i został przekazany ministrowi. Samorząd lekarski, jak Polska długa i szeroka, czyta, myśli, opiniuje, komentuje, proponuje poprawki oraz uzupełnienia i skreślenia, wygłasza akty strzeliste, wszczyna konflikty i awantury legislacyjne i nie tylko, czyli praca wre.

Trzeba tylko wzbudzić rządową inicjatywę legislacyjną (bo o poselskiej jakoś nikt na razie nie przebąkiwał). A ma ona wyglądać tak:

  • wniosek (w sprawie wszczęcia prac legislacyjnych) stałego członka kierownictwa Ministerstwa Zdrowia;
  • decyzja na posiedzeniu kierownictwa Ministerstwa Zdrowia;
  • wystąpienie do Zespołu do spraw Programowania Prac Rządu o umieszczenie projektu w wykazie prac legislacyjnych Rady Ministrów;
  • akceptacja wniosku przez Departament Analiz i Departament Prawny i zebranie innych opinii w tzw. uzgodnieniach wewnętrznych (w tym z NFZ i innymi jednostkami podległymi ministrowi), zakończone wewnętrzną konferencją uzgodnieniową;
  • przekazanie projektu do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w celu rozpatrzenia projektu na posiedzeniu Stałego Komitetu Rady Ministrów lub nawet Rady Ministrów, jeśli jest taka potrzeba;
  • publikacja zgłoszeń zainteresowania pracami nad projektem podmiotów lobbingowych;
  • opracowanie uzasadnień i tzw. OSR (ocena skutków regulacji);
  • ocena zgodności projektu z prawem europejskim przez Departament Współpracy Międzynarodowej i przesłanie do rozpatrzenia przez Komitet ds. Europejskich;
  • przekazanie projektu, z chwilą skierowania projektu do konsultacji publicznych, do Biura Prasy i Promocji w celu udostępnienia w Biuletynie Informacji Publicznej na stronie podmiotowej Rządowego Centrum Legislacji w serwisie „Rządowy Proces Legislacyjny”,
  • po uzgodnieniach wewnętrznych uzgodnienia, opinie i konsultacje publiczne, których wynik jest przekazywany kierownictwu Ministerstwa Zdrowia;
  • uzyskanie stanowisk Rządowego Centrum Legislacji, Ministra Spraw Zagranicznych, Ministra Finansów i innych resortów w ramach tzw. uzgodnień międzyresortowych;
  • konferencja uzgodnieniowa zewnętrzna w celu usunięcia rozbieżności wynikłych w trakcie prac międzyresortowych i konsultacji publicznych;
  • zatwierdzenie projektu przez kierownictwo Ministerstwa Zdrowia, a następnie liczne dalsze przesyłanie projektu i praca nad nim pomiędzy Stałym Komitetem Rady Ministrów, Komitetem ds. Europejskich, Komitetem Rady Ministrów ds. Cyfryzacji oraz Rządowym Centrum Legislacji z jego komisją prawniczą, która dokonuje ostatecznej akceptacji projektu;
  • przyjęcie projektu ustawy przez Radę Ministrów i przesłanie jej przez Premiera na ręce Marszałka Sejmu RP.

To, co powyżej, to tylko skromny wyciąg z tzw. metryki projektu ustawy, która jest zakładana w chwili rozpoczęcia procesu legislacyjnego i która liczy 48 pozycji. Do tego należy dodać wymóg dołączenia do projektu ustawy projektów aktów wykonawczych (rozporządzeń) o podstawowym znaczeniu dla proponowanej regulacji (są takie projekty ustaw, które wymagają dołączenia wszystkich projektów aktów wykonawczych).

I to jest tylko etap rządowy. Pominąłem, z braku miejsca, etap parlamentarny: sejmowy i senacki, z pierwszym, drugim i trzecim czytaniem; prace w komisjach: sejmowych i senackich, zwykłych i nadzwyczajnych, opinie biur analiz i ekspertyz sejmowych i senackich. Ale jest szansa. Działajmy!

Krzysztof Madej, wiceprezes NRL

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.