30 lat odrodzonych izb lekarskich. Na fali solidarnościowej odnowy

17 maja 1989 r. uchwalono ustawę o izbach lekarskich. Był to ostatni akt legislacyjny Sejmu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.

Ikony odrodzenia samorządu: profesorowie Tadeusz Lesław Chruściel i Zbigniew Chłap, foto: archiwum „Gazety Lekarskiej”

Historia izb lekarskich w Europie liczy ponad 150 lat, w Polsce ponad 90 lat. Zawieruchy dziejowe (wojna, rządy stalinowskie) sprawiły jednak, że działalność samorządowa tej grupy zawodowej była zawieszana, likwidowana, unicestwiana.

Dopiero 17 maja 1989 r. uchwalono ustawę o izbach lekarskich. Był to ostatni akt legislacyjny Sejmu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Od tego momentu rozpoczęła się wędrówka reaktywowanego samorządu lekarskiego, który w tym roku obchodzi 30-lecie istnienia. Samorząd w nowej formule wyrósł na fali solidarnościowej odnowy, ponieważ zanim doszło do uchwalenia ustawy o izbach lekarskich, były już próby jego reaktywacji.

12 grudnia 1981 r. w Poznaniu, podczas Ogólnopolskiej Konferencji Lekarzy zwołanej z inicjatywy Sekcji Służby Zdrowia NSZZ „Solidarność”, podjęto uchwałę o potrzebie reaktywowania samorządu lekarskiego, ale następnego dnia ogłoszono stan wojenny i na realizację tego zamierzenia trzeba było czekać kilka kolejnych lat. Przewodniczącym Sekcji Służby Zdrowia Regionu Mazowsze NSZZ „Solidarność” był wówczas Wojciech Maksymowicz, obecnie prorektor ds. Collegium Medicum Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

Jak zaznaczał wielokrotnie, „Solidarność” była wtedy czymś więcej niż związkiem zawodowym. – Powierzono mi zorganizowanie kampanii wyborczej do pierwszych wyborów NRL i wiadomo było, że nie możemy ich przegrać – sięga pamięcią do tych czasów prof. Maksymowicz. Wspierali go w tym m.in. Antoni Bilewicz, działacz podziemia solidarnościowego, senator Zofia Kuratowska, Bożena Pietrzykowska, Ewa Wolak, Anna Grędziak, Jerzy Moskwa. Profesor podkreśla, że to byli lekarze działacze o wyrazistych poglądach i zaznacza, że wprawdzie demokratyzacja kraju już się rozpoczęła, trzeba było dopilnować, aby na listach znalazły się osoby niezwiązane z poprzednim systemem.

Pierwsze posiedzenia

19 czerwca 1989 r., na wniosek Polskiego Towarzystwa Lekarskiego, Polskiego Towarzystwa Stomatologicznego, Zrzeszenia Polskich Towarzystw Lekarskich oraz Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej, Rada Państwa powołała Komitet Organizacyjny Izb Lekarskich. Sukcesem środowiska było, że w jego składzie przeważały osoby wytypowane przez lekarskie gremia solidarnościowe.

– Na początku nie było to takie oczywiste, ale ruch solidarnościowy był na tyle silny, że udało nam się przeforsować nasze kandydatury i przejąć inicjatywę – komentuje to wydarzenie Bożena Pietrzykowska, która wówczas jako młoda lekarka, obok prof. Chruściela, znalazła się w gronie Prezydium KOIL i pełniła tam funkcję sekretarza. Dodaje, że wtedy nie chodziło o związkowe postulaty, mimo że lekarze zarabiali średnio 120 dolarów miesięcznie, a o stworzenie organizacji lekarskiej, która sprawowałaby nadzór nad wykonywanym przez siebie zawodem i mogłaby o sobie samostanowić.

Mówi, że nie zapomni zaskoczenia na twarzach postpeerelowskiej grupy lekarzy, którzy byli przekonani, że to oni znajdą się w większości w Komitecie Organizacyjnym Izb Lekarskich i będą nadawać ton działaniom reaktywowanego samorządu. Posiedzenie inauguracyjne KOIL odbyło się 6 lipca 1989 r. Jego przewodniczącym został prof. Jacek Żochowski, a wiceprzewodniczącymi dr Adam Czarnecki, prof. Włodzimierz Józefowicz, dr Jerzy Moskwa, prof. Władysław Nasiłowski.

W Polsce było wtedy 49 województw i 11 uczelni medycznych. Na posiedzeniu tym zdecydowano, że do czasu zjazdu krajowego KOIL-e powstaną w ośrodkach akademickich (11) i poza nimi (3; wojskowa, MSW i kolejowa). W książce „Kronika Izb Lekarskich w Polsce” autorstwa Zygmunta Wiśniewskiego Jerzy Moskwa wspomina ten czas jako burzliwy i chaotyczny. Nadrzędnym celem komitetu było wówczas sprawne i szybkie przeprowadzenie wyborów do władz poszczególnych izb okręgowych i zorganizowanie zjazdu krajowego.

Najwięcej emocji wywołały wówczas spory dotyczące podziału terytorialnego oraz kryterium wyboru delegatów. – Często ambicje brały górę nad rozsądkiem, a spory wynikały z nieznajomości istoty samorządu zawodowego – podkreślał Jerzy Moskwa. W jej zrozumieniu pomógł list prof. Ewy Łętowskiej, ówczesnego Rzecznika Praw Obywatelskich, która wyjaśniała, że izby lekarskie to korporacja prawa publicznego, której administracja przekazała część swoich uprawnień. List stał się dla środowiska lekarskiego drogowskazem, którym posługuje się do dziś.

I Krajowy Zjazd Lekarzy

I KZL odbył się 10-12 grudnia 1989 r. w Warszawie. Był wydarzeniem na skalę krajową, które odbiło się szerokim echem także poza środowiskiem medycznym. Towarzyszyły mu wielkie emocje, zwłaszcza że znów pojawiło się zagrożenie w postaci lekarzy z postpeerelowskiego systemu, którzy chcieli zdominować zjazd i objąć kluczowe funkcje we władzach samorządowych. – Stworzyliśmy listy osób, które należy popierać i koledzy się do nich zastosowali – tłumaczy prof. Maksymowicz, któremu w I kadencji przypadła trudna rola sekretarza NRL.

Prezesem wybrano wówczas prof. Tadeusza Chruściela, który przeszedł do historii samorządu lekarskiego jako ten, który organizował struktury NIL, przejmując od administracji państwowej rejestr lekarzy, orzecznictwo oraz wydawanie prawa wykonywania zawodu. Wyzwaniem było przygotowanie projektu Kodeksu Etyki Lekarskiej, aktów niezbędnych dla funkcjonowania NIL, zasad kooperacji, współpracy,  przepływu informacji oraz pieniędzy. NIL otrzymała jedno z pięter po komitecie dzielnicowym PZPR przy ul. Grójeckiej.

Dr Ryszard Łopuch z Wrocławia, członek KOIL i uczestnik I KZL mówi, że to, co się wtedy działo, przeszło najśmielsze oczekiwania środowiska lekarskiego, ale też od razu otworzyło wszystkim oczy, że samorząd praktycznie nic nie ma i na wszystko musi sam zapracować, o wszystko zabiegać, a nawet walczyć. – Jeden z kolegów delegatów na zjeździe każdemu z kandydatów zadawał tylko jedno standardowe pytanie: „czy należał do PZPR?”. To był dowód na to, jak bardzo obawialiśmy się powrotu do starych struktur, wiedząc, że w dopiero rodzącej się demokracji wszystko jest możliwe – opowiada Ryszard Łopuch.

Nie sposób nie wspomnieć o stomatologii, która broniła się, aby wspólnie z lekarzami tworzyć samorząd, ale Polskie Towarzystwo Stomatologiczne było przekonane o słuszności tego mariażu. Dotąd dentyści nie tworzyli odrębnej korporacji zawodowej, wyjątkiem była Lwowska Izba Lekarska, w której mieli własną sekcję. Kiedy na I KZL podjęto decyzje gwarantujące proporcjonalny w stosunku do liczby członków udział lekarzy dentystów w ciałach przedstawicielskich i kiedy 30 listopada 1991 r. powołano Komisję Stomatologiczną NRL, stało się jasne, że lekarze dentyści będą z lekarzami tworzyć jeden samorząd.

Wczoraj i dziś

Ustawa o izbach lekarskich w ciągu 30-letniej historii ewoluowała i wciąż ewoluuje. Dr Marek Stankiewicz, kierownik Ośrodka Historycznego NRL, który także był uczestnikiem formowania się samorządu lekarskiego po reaktywacji, przypomina, że dziś już niewiele osób pamięta, iż pierwsze składki na izby lekarskie w 1989 r. stanowiły 2 proc. zasadniczego wynagrodzenia lekarza.

– Gdyby dziś obowiązywała ta zasada, zrobiłby się taki zgiełk w środowisku, jaki trudno sobie wyobrazić – zaznacza dr Stankiewicz i dodaje, że z biegiem czasu zmieniały się także zadania izb wynikające z ustawy. Sukcesywnie się one rozrastają, a samorząd lekarski przejmuje coraz większy pakiet spraw dotyczących wykonywanego przez nich zawodu, jak ostatnio np. w zakresie kształcenia podyplomowego. – To odpowiedź na tak często zadawane przez lekarzy pytanie, po co nam izba lekarska i jakim celom ma służyć – podsumowuje dr Stankiewicz.

Lucyna Krysiak

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.