Zaraz wracam

Pacjent poddany sterydoterapii doznaje cudownej ulgi, jaką daje lek. Z biegiem dni musi jednak zmierzyć się ze schematem odstawienia i lękiem nawracających objawów chorobowych – pisze dr Jarosław Wanecki.

Foto: pixabay.com

Przewlekłość systemowych dolegliwości ochrony zdrowia znamy doskonale. Często jesteśmy dwiema stronami porady lekarskiej. Wiedza i autorytet nie chronią wszak przed chorobą. Dwoją się wówczas niedostatki świadczeń odczuwane na własnej skórze.

Złość potęguje walenie głową w mur, gdy mizerii każdej niemal dziedziny medycyny doświadczają najbliżsi. Tylko w pierwszej fazie żywimy przekonanie o niezawodności telefonów do przyjaciół i pozycji środowiskowej. Z czasem rodzinne i koleżeńskie „pospolite ruszenie” osiada na mieliznach, które silniej i wcześniej poznają zwykli pacjenci.

Przeglądam codziennie historyczny zapis pandemii koronawirusa w raporcie prasowym NIL. Na tej podstawie, w klasycznej epikryzie pierwszy akapit powinien brzmieć mniej więcej tak: 38-milionowy pacjent z gorączką, bólem mięśni, dusznością i determinacją „błędnego rycerza”, walczący z wiatrakami ministerstwa, sanepidu i oddziałów szpitalnych, został warunkowo przyjęty w celu wykonania testu.

Z uwagi na niedostosowane do sytuacji kryteria dostępu, medialne wystraszenie i nieoczekiwane zaostrzenie objawów podczas kwarantanny domowej, nie pozostawił służbom epidemiologicznym wyboru i był izolowany w sali intensywnej opieki medycznej. W konsekwencji okazał się statystycznie i politycznie nieodpowiedzialny. Zmarł z powodu nierozpoznanych wcześniej chorób współistniejących i niepotwierdzonego do ostatniego tchnienia zakażenia wirusowego.

Najczęściej choroby nie można uniknąć. Zapisana w genach, zwyczajach i losach ujawnia się w najmniej spodziewanych chwilach. Dodawanie lat życia zawdzięczamy modyfikacji zachowań, postępom nauki i adekwatnej reakcji leczniczej po postawieniu diagnozy. W odniesieniu do opieki zdrowotnej taka profilaktyka to nic innego jak umiejętność przewidywania zagrożeń poprzez analizę modeli matematycznych, tworzenie map potrzeb zdrowotnych i sieci placówek udzielających porad oraz mądre kształcenie kadr, które poświęcając czas pacjentom, nie trwonią sił w walce o godne życie i wysoki odpis PKB na zdrowie.

Kontekst ostatnich tygodni ujawnia nagość królestwa z Miodowej, iluzję propagandowej zmiany i gliniane nogi kolosa. Goliat jeszcze biegnie, ale po odmrożeniu roztopi się, zalewając lawiną kolejek, długów, braków, pozwów, roszczeń i oskarżeń. Efekt będzie podobny do sterydoterapii, podczas której nie zaplanowano monitoringu i zapobiegania skutkom ubocznym, gdzie przysłowiowy kij zabija drugim końcem. Sprawdza się wówczas parafraza z Gombrowicza, że nie ma takiego „wypłaszczenia”, które nie byłoby „wybrzuszeniem”.

Decydenci prowadzący naród przez morze pandemii, boją się dwóch rzeczy naraz: skutków ubocznych terapii oraz nawrotu dolegliwości podczas obniżania dawek i obostrzeń. Pacjent, godząc się na trudy leczenia, zawsze stawia cel pełnej sanacji, nawet jeśli wyraża tylko oczekiwanie lżejszego cierpienia. Nadzieja nie opisuje wznowy i przywrócenia zakazów. Nieskuteczność metody często decyduje o zmianie deklaracji wyboru lekarza. Strach władzy przed tym ruchem suwerena jest silniejszy niż dekalog. Stąd utrzymanie dużej dawki sterydu, powikłane agresją rekomendacji i łamaniem kręgosłupów. Dlatego ordynator ma dożyć do majowego poranka. Resztę dokończy powrotna fala.

Jarosław Wanecki, pediatra, felietonista

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.