Główna

Polscy naukowcy pracują nad identyfikacją wariantu Omikron

Wariant Omikron rozprzestrzenia się po świecie. Mnogość kolców powoduje, że znacząco różni się on od pierwotnej wersji koronawirusa.

Foto: IGC PAN

– Nie mamy potwierdzonego w Polsce żadnego przypadku zakażenia wariantem koronawirusa Omikron – poinformował w środę rzecznik Ministerstwa Zdrowia Wojciech Andrusiewicz. Dodał, że badane są dwie próbki, w których „podejrzewana jest ta mutacja”.

Jeszcze kilka dni temu na całym świecie potwierdzono dotychczas tylko kilkadziesiąt przypadków wariantu B.1.1.529: w RPA, Botswanie i Hongkongu, ale Wielka Brytania szybko zamknęła granice dla podróżujących z Afryki. W Polsce nadal dominuje zachorowalność na wariant Delta. Dzienna liczba nadmiarowych zgonów jest w kraju bardzo wysoka, plasując nas w niechlubnej czołówce europejskiej.

– Pracujemy obecnie nad szybkim sposobem identyfikacji nowych wariantów wirusa w odpowiedzi na błyskawiczne rozprzestrzenianie się wariantu Omikron. Obecnie w naszym laboratorium wykonujemy ponad 700 testów dziennie i aż 30 proc. to pacjenci z pozytywnym testem – mówi dr Szymon Hryhorowicz z Instytutu Genetyki Człowieka PAN w Poznaniu.

– Z niepokojem obserwujemy obecny trend wzrostowy liczby zakażeń, mogących przekroczyć w grudniu granicę 30 tys. nowych zachorowań dziennie. Tak wysokie liczby będą przekładać się na poziom hospitalizacji z powodu COVID-19 rzędu kilkudziesięciu tysięcy osób w skali kraju – mówi prof. Michał Witt, dyrektor Instytutu Genetyki Człowieka PAN w Poznaniu.

– Biorąc pod uwagę fakt, że krzywa zachorowań w obecnej fali jest spłaszczona, rozciągnięta w czasie, jej szczyt może utrzymywać się nawet przez dwa-trzy miesiące, co przy tak wysokiej liczbie dziennych zakażeń zagraża funkcjonowaniu całego systemu opieki zdrowotnej. Organizacja szpitali i oddziałów covidowych odbywa się kosztem obniżenia lub zaniechania świadczeń dla chorych z chorobami nowotworowymi, zawałami serca, udarami mózgu i wielu innych. Każdy z nas lub naszych bliskich może mieć realną szansę boleśnie przekonać się o tym samemu – dodaje prof. Michał Witt.

– Od czasu kiedy zaczęliśmy realizować badania na przeciwciała i odporność komórkową wykonaliśmy ich ponad 120, z czego znaczną większość stanowi badanie poziomu przeciwciał IgG we krwi. Świadomość korzyści tych badań rośnie. Oba są testami ilościowymi dającymi precyzyjną wiedzę o stopniu oporności na wirusa. Przeciwciała IgG mogą jednak zostać niewykryte u osób starszych oraz przewlekle chorych, co jednak wcale nie musi oznaczać, że takie osoby nie nabyły dostatecznej odporności na COVID-19. Wtedy z pomocą przychodzi nam badanie oceny komórkowej odpowiedzi immunologicznej przeciwko SARS-CoV-2 – wyjaśnia dr Szymon Hryhorowicz.

Szczepienia przeciw COVID-19 bez zapisu aż do świąt

Od 2 grudnia do wigilii Bożego Narodzenia wszystkie osoby z wystawionym e-skierowaniem będą miały możliwość zaszczepienia się w punktach szczepień powszechnych bez konieczności wcześniejszego zapisania się – poinformował resort zdrowia.

Foto: pixabay.com

Mapa punktów szczepień znajduję się na stronie https://www.gov.pl/web/szczepimysie/mapa-punktow-szczepien. Aby znaleźć punktach szczepień powszechnych w swojej okolicy, należy w sekcji „Typ punktu” wybrać „Powszechny”, a następnie województwo, powiat i gminę.

Ministerstwo Zdrowia przekazało punktom szczepień powszechnych informację o tym, że w związku z rozpoczęciem akcji szczepień bez konieczności wcześniejszego zapisania się powinny w ramach swoich terminów przeznaczyć odpowiednią liczbę wolnych miejsc. W przypadku dużego zainteresowania, każdy punkt będzie mógł dokonywać zamówień uzupełniających w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych.

Dostęp do opieki paliatywnej to często fikcja

Światowa Organizacja Zdrowia opublikowała dwa raporty na temat opieki paliatywnej na świecie. Wskazują one, że otrzymuje ją zaledwie 10 proc. chorych, kwalifikujących się do niej.

Foto: pixabay.com

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) oszacowała, że problem ten dotyczy 56,8 milionów ludzi na świecie, z których 78 proc. żyje w krajach o niskim i średnim poziomie dochodu. Raporty mają na celu wezwanie do pilnej i wspólnej akcji zwiększenia dostępu do wysokospecjalistycznej opieki paliatywnej.

Zaproponowany model rozwoju opieki paliatywnej porusza takie aspekty jak: uporządkowanie systemu prawnego dotyczącego opieki paliatywnej, powszechny dostęp do leków stosowanych u chorych u schyłku życia, zapewnienie dostępu do opieki paliatywnej w ramach narodowych programów zdrowotnych, edukację pracowników ochrony zdrowia oraz wolontariuszy, oraz prowadzenie badań w zakresie opieki paliatywnej.

Drugi raport WHO porusza kwestie praktyczne oraz zasoby, z których można korzystać celem wsparcia krajowych planów, strategii czy praktyki klinicznej. Opisano w nim również trzy podstawowe interwencje niezbędne do wdrożenia modeli rozwoju. Pierwsza z nich, na poziomie krajowym, dotyczy wdrożenia mierników jakości oceniających każdy etap koncepcji narodowej opieki paliatywnej. Poszczególne państwa powinny zastosować jasno określone procedury kontroli jakości w planach rozwojowych.

Na poziomie samorządowym konieczna jest łączność pomiędzy podmiotami świadczącymi usługi paliatywne a rządowym prawodawstwem. Samorządy powinny korzystać ze zbieranych danych, aby wpływać na politykę rządową. Lokalne społeczeństwa zachęca się do aktywnego uczestnictwa w poprawie świadczonych usług oraz wskazywanie działań niesprawdzających się w codziennej praktyce. Trzecia interwencja według WHO dotyczy działań na poziomie podmiotów świadczących opiekę paliatywną. Zachęca się je do podnoszenia jakości świadczeń m.in. poprzez prowadzenie domowej opieki paliatywnej.

Więcej: https://www.who.int/publications/i/item/9789240033351 i https://www.who.int/publications/i/item/9789240035164

Francja, Hiszpania, Włochy i Polska. Tu może być gorzej z nowotworami

Liczba nowych przypadków i zgonów nowotworowych będzie w najbliższym czasie rosnąć, a Polska może być wśród krajów, w których dojdzie do największego ich przyrostu.

Foto: pixabay.com

Podczas tegorocznego kongresu European Society of Medical Oncology przedstawiono pracę prognozującą trendy w zachorowalności i umieralności z powodu nowotworów w Europie w ciągu najbliższych dwudziestu lat.

Przewiduje się, że pomiędzy 2020 a 2040 rokiem zachorowalność na nowotwory w Europie wzrośnie o 21% (w zakresie -5% w przypadku raka jądra do 35% w przypadku międzybłoniaka opłucnej). Umieralność z powodu nowotworów w tym okresie wzrośnie o 32%, w tym o 56,5% dla raka gruczołu krokowego i 4,3% dla nowotworów jądra.

Przedstawiona analiza wykazała również znaczne różnice pomiędzy europejskimi krajami w prognozowanych wzrostach zachorowalności i umieralności. Największy przyrost nowych przypadków nowotworów spodziewany jest we Francji, Hiszpanii, Włoszech i w Polsce.

Źródło: European Society of Medical Oncology (ESMO) Congress 2021: Abstract 1501O. Presented September 20 / PLWzR

Kurkumina poprawia masę mięśniową

Kacheksja nowotworowa jest zespołem zaburzeń metabolicznych związanych z chorobą nowotworową, charakteryzuje się znacznym ubytkiem masy ciała i postępującym wyniszczeniem.

Foto: pixabay.com

Chorzy na nowotwory regionu głowy i szyi, w związku z tym, że nowotwór i leczenie często utrudniają spożywanie pokarmów, są grupą szczególnie narażoną na wyniszczenie nowotworowe.

W badaniu II fazy z randomizacją przedstawionym na tegorocznym kongresie ESMO (European Society for Medical Oncology) sprawdzono wpływ spożywania kurkuminy na kacheksję nowotworową. Dwudziestu chorych na raka regionu głowy i szyi odżywiających się przez zgłębnik nosowo-żołądkowy przydzielono losowo do dwóch grup. Pierwsza przez 8 tygodni otrzymywała kurkuminę w dawce 4 g/dziennie, a druga placebo.

Wykazano, że kurkumina, w porównaniu do placebo, istotnie zwiększa masę mięśniową. Zaobserwowano również trend w kierunku zwiększenia ilości tkanki tłuszczowej, siły mięśniowej oraz liczby limfocytów u chorych stosujących kurkuminę, jednak nie były to wartości statystycznie istotne. Wyniki badania są obiecujące, jednak – co warte podkreślenia – wymagają potwierdzenie na większej grupie chorych.

Pandemia COVID-19. Gdy chwieją się fundamenty

Z dr. Jackiem Siewierą, polskim oficerem, lekarzem i prawnikiem, który podczas pandemii COVID-19 wiosną 2020 r. był dowódcą Polskiej Wojskowo-Cywilnej Misji Medycznej w Lombardii, a także Polskiej Wojskowej Misji Medycznej do USA, rozmawia Marta Jakubiak.

Foto: arch. prywatne

Dlaczego w tym pierwszym etapie pandemii pojechaliście do północnych Włoch?

Dziś pandemia SARS-CoV-2 przeciętnemu obywatelowi kojarzy się z nużącą koniecznością noszenia maski i przewlekłą dyskusją o szczepieniach. Nieliczni pamiętają atmosferę, jaka panowała w marcu 2020 r. Gdy wiele się dzieje, szybko zapominamy.

To był okres, kiedy zamknięto granice państw i przestrzeń powietrzną nad całą Europą. Zrywano łańcuchy dostaw większości towarów, które mogły służyć zwalczaniu epidemii. W Polsce do sklepów ustawiały się kolejki po ryż i konserwy, a w Stanach Zjednoczonych projektowano linie przemysłowe do uzdatniania jednorazowych masek.

Łatwość, z jaką dziś zmieniamy maski, w niczym nie przypomina Europy z tamtych dni. Gdy pojawiły się pierwsze doniesienia, że system ochrony zdrowia we Włoszech ulega załamaniu, w Wojskowym Instytucie Medycznym na Szaserów już trwały prace nad przygotowaniem misji medycznej. Tak jak to przebiega w wojsku.

Pamiętam jak dziś moment, gdy pisałem wniosek z prośbą o skierowanie nas do wykonywania działań o charakterze humanitarnym, ukierunkowanym na zrozumienie natury zagrożenia SARS-CoV-2 (wówczas choroba nie miała jeszcze swojej oficjalnej nazwy COVID-19) i udzielenie wsparcia naszemu sojusznikowi w ramach Organizacji Paktu Północnoatlantyckiego.

Co zastaliście na miejscu?

Kiedy z Bergamo przyjechaliśmy do Brescii, szpital – ku naszemu zdumieniu – zdawał się być zupełnie opustoszały. O dramacie, jaki rozgrywał się kilkanaście godzin wcześniej w napierającym tłumie, świadczyły tylko bramki i barierki porządkowe – identyczne jak te stosowane przez policję do zabezpieczenia zamieszek i demonstracji, które poustawiane były na wewnętrznych korytarzach szpitala.

Na SOR-ze nie było ani jednej osoby, nawet personelu. Jeździły jedynie wózki do przewożenia zwłok, spięte „trytytkami”, żeby dwóch salowych mogło ciągnąć ich jednocześnie pięć, sześć. To zmniejszało narażenie personelu i zużycie środków ochrony. Zwłoki wywożono wojskowymi ciężarówkami. W Polsce nikt z nas nigdy takiego obrazka nie widział, tam od takich widoków zaczynaliśmy dzień.

Na przestrzeni dwóch miesięcy na COVID-19 zmarło tam 200 lekarzy. Łatwo policzyć: to trzy zgony lekarskie dziennie. Na codziennych odprawach sztabu kryzysowego zobaczyliśmy, że w ciągu siedmiu dni stopniowo zmieniał się jego skład. Każdego dnia ubywało kogoś spośród tych kierowników klinik, z którymi wcześniej podejmowaliśmy ustalenia. Byli chorzy lub umierali. Tego, co zobaczyliśmy i przeżyliśmy w Lombardii, nie da się zapomnieć.

Obawialiście się o własne zdrowie i życie?

Tylko głupiec się nie boi. W tamtym czasie informacje o SARS-CoV-2 pochodziły z Chin oraz Iranu. Trudno te dwie lokalizacje uznać za wyczerpujące źródło wiarygodnej wiedzy. Nasza praca polegała na tym, by zrozumieć skalę zagrożenia, zanim trafi do Polski. Mieliśmy udać się tam, skąd inni uciekali. Lęk był uzasadniony. Na szczęście nikt nie zachorował.

Trzymaliśmy żelazny reżim sanitarny, do tego stopnia, że we wskazanym hotelu zajęliśmy dwa ostatnie piętra, odcięliśmy je z użycia osób postronnych, a docieraliśmy na nie oddzielnym szlakiem komunikacyjnym. Każdorazowe opuszczenie strefy bezpiecznej, izolowanej śluzami, wiązało się z zastosowaniem środków ochrony barierowej FFP3. Nawet wyjście do wind czy na zewnątrz budynku. Maski były zmieniane na komendę.

Zadania podzielone były na trzy zmiany pracujące w cyklach ośmiogodzinnych. Pierwsza odpowiedzialna była za habitat – to w naszym żargonie część środowiska, która jest bezpieczna. Tam można było się poruszać w ubraniach cywilnych. Druga zmiana pracowała osiem godzin w szpitalu, na stworzonym przez nas oddziale intensywnej terapii. W tym czasie trzecia miała obowiązek snu i regeneracji. Załoga habitatu przygotowywała odzież tym, którzy wracali.

W śluzie pierwszej zdejmowali ubrania, które poddawano dezynfekcji, naświetlaniu UV, oddziaływaniu specjalnych czynników dekontaminacyjnych. Brali prysznic w następnej części grodzi i dopiero za trzecią śluzą przechodzili do strefy czystej. Wówczas nikt z nas nie wiedział, z czym mamy do czynienia, więc metody, jakie stosowaliśmy, mocno odbiegały od tych, które stosujemy dziś. Nasze działania oceniane były trochę „na wyrost” i budziły wśród Włochów konsternację. Ostatecznie jednak zostały docenione i uznane za dowód profesjonalizmu zespołu. Doświadczenia włoskie były niezwykle cenne, nie tylko te kliniczne, ale też organizacyjne.

Czy te obrazy medialne, które widzieliśmy, oddawały skalę pandemii?

Włosi żyją wielopokoleniowo. Najciężej epidemię znosili seniorzy. Już wówczas było wiadomo, że COVID-19 to choroba niebezpieczna. Rodziny przywoziły na szpitalne oddziały ratunkowe swoich bliskich. Wiedzieli, że sami narażają tym życie. Im dłużej czekali, tym bardziej rosła nerwowość. Lekarz schodził raz na dwanaście godzin i dokonywał selekcji, decydował, kto ma największe szanse i otrzyma miejsce z respiratorem.

Włosi są znani ze swojej ekspresyjności, więc proszę sobie wyobrazić, co robi 200 osób na SOR-ze, z których część ma poczucie, że się dusi, a część boi o życie najbliższej osoby i swoje własne. Rozpoczyna się walka o przetrwanie. W mediach ogromnie wielu rzeczy nie widzieliśmy. Przecież tam były blokady wojskowe jak w żadnym innym kraju. Lombardia była regionem zamkniętym. Wojsko prowadziło kontrolę zarówno meldunku, jak i przemieszczania się. Media wiedziały tyle, ile dziś wiedzą o tym, co dzieje się na wschodniej granicy Polski.

Jakie było wasze zadanie?

Misja składała się z komponentu medycznego i rozpoznawczego. Mieliśmy zrozumieć, z czym mamy do czynienia, czym jest pandemia i jakie wywiera skutki w systemie ochrony zdrowia i administracji państwa. Komponent medyczny prowadził leczenie w „Polskim Oddziale Intensywnej Terapii” stworzonym tymczasowo w szpitalu w Bresci. Ten drugi miał na celu nie tylko ustalenie, jak funkcjonuje szpital i zorganizowana jest ochrona zdrowia, ale również jak należy reagować na poziomie zarządzania transportem, izolacją pacjentów czy zasadami budowania szpitali tymczasowych.

Dzięki temu doświadczeniu pierwsze projekty szpitali tymczasowych tworzonych na koncepcji modułowej z możliwością utrzymania stref przepływu powietrza, gradientowego układu ciśnień czy właściwej izolacji i zapewnienia bezpieczeństwa personelowi stworzyliśmy już w maju 2020 r. w Wojskowym Instytucie Medycznym. Wówczas pierwsza fala pandemii potraktowała nas łagodnie, więc inicjatywy budowania szpitali tymczasowych brzmiały ekscentrycznie.

Jednak widząc to, co działo się w północnych Włoszech, nie mieliśmy wątpliwości, że należy to robić, że sytuacja może się rozwinąć, nie tyko w kontekście medycznym, ale również bezpieczeństwa państwa. To był jeden z podstawowych wniosków, które wyciągnęliśmy z doświadczeń w Lombardii. Pandemia może zachwiać fundamentami bezpieczeństwa państwa.

Co o tym świadczyło najbardziej?

W północnych Włoszech doszło do buntu w więzieniach. Kiedy wśród osadzonych pojawiły się pierwsze zakażenia od osób odwiedzających, narastał lęk. Najpierw doszło do aktów agresji, później do sterroryzowania personelu więzienia, służby penitencjarnej, zajęcia kolejnych stref, następnie placu, wyjścia na dachy. Tego media nie pokazywały. Doszło do zamieszek i podpaleń. To, co można było znaleźć w doniesieniach medialnych, to jedynie odnotowanie faktu, że np. w wyniku zamieszek sześciu więźniów straciło życie.

Zgodnie z organizacją systemu penitencjarnego osadzeni na północy Włoch często pochodzą z południa. Część z nich to osoby odbywające wieloletnie wyroki pozbawienia wolności za udział w zorganizowanych grupach przestępczych. Proszę więc sobie wyobrazić, co w marcu, w górach może robić 50 więźniów, którzy uciekli, nie mając jakichkolwiek środków do życia, a sklepy i hotele są zabite deskami w rejonie zamkniętym przez wojsko.

Chaos.

Tak, pandemia koronawirusa może zachwiać strukturami państwa, fundamentami jego bezpieczeństwa. To był jeden z podstawowych wniosków, które przygotowaliśmy i które są dostępne na stronach WIM.

Jak te doświadczenia przełożyły się na zorganizowanie opieki nad pacjentami w Polsce?

Sytuacja Włochów była zupełnie inna niż nasza. W Polsce mieliśmy bardzo mało środków ochrony indywidualnej, Włosi nie mieli ich wcale. Tam za karton masek można było załatwić transport ciężarowy z miasta do miasta. Wiedza dotycząca sposobów leczenia, którą przywieźliśmy, raczej nie wnosiła wiele sceptycyzmu w skuteczność stosowania leczenia przyczynowego przeciw COVID-19. Głównie informowaliśmy, że należy dystansować się do informacji o skuteczności jakiegoś kolejnego nowego zastosowania leku.

Więcej wniosły doświadczenia związane z organizacją działań. W swoich raportach mówiliśmy o konieczności tworzenia szpitali tymczasowych, zasadach ich przestronności i prawidłowej wentylacji. W maju 2020 r. mieliśmy już przygotowane plany zorganizowania w pełni profesjonalnych szpitali modułowych. Według tego projektu powstał tymczasowy obiekt na terenie szpitala przy ul. Szaserów w Warszawie, gdzie możliwa jest pełna eskalacja leczenia. W najtrudniejszym okresie było tu prowadzonych kilka stanowisk z krążeniem pozaustrojowym. Ten szpital modułowy działa nadal, jest w pełni przygotowany i operacyjny.

Co jest istotą tego typu szpitali?

To obiekty zbudowane na bazie modułu, czyli takiej struktury architektonicznej, która daje możliwość fizycznej obserwacji pacjentów, nie tylko z użyciem technologii i monitorowania medycznego. Na końcu korytarza z rozstawionymi po bokach łóżkami znajduje się dyżurka pielęgniarska, która musi mieć na tyle szerokie przeszklenie, żeby można było widzieć wszystkich chorych tak, by każdy, kto podniesie rękę, natychmiast był zauważony przez pielęgniarkę. Moduł zakłada również możliwość zdublowania stanowisk.

Niestety, większość szpitali tymczasowych została zbudowana z jednym dostępem do źródła tlenu. W standardzie intensywnej terapii COVID-19 dwa sloty na tlen na każde łóżko zapewniają bezpieczną intubację – możliwość skalibrowania respiratora na prawym slocie i prowadzenie przepływowej wentylacji donosowej na lewym. W praktyce efekt był taki, że pojawiały się ogromne kłopoty w przypadku konieczności zaintubowania pacjentów na HFNC, czyli High Flow Nasal Cannula – wysokoprzepływowej terapii donosowej.

To zawsze jest trudne, bo chorzy mają przesuszone, popękane śluzówki, więc intubuje się po suchych drogach oddechowych. W przypadku niektórych odstawienie HFNC może skutkować gwałtownym spadkiem saturacji, jak więc skalibrować respirator, skoro brakuje drugiego slotu tlenowego w pobliżu? Modułowość umożliwia też dublowanie stanowisk i podwojenia liczby łóżek. To ważna funkcja przy organizowaniu modułowego szpitala tymczasowego.

Jakie błędy w tamtym czasie popełniane były najczęściej?

Dziś wiemy, że organizując jakąkolwiek odpowiedź przeciwko COVID-19, należy znacznie poważniej potraktować koordynację łóżek covidowych intensywnej terapii wewnątrz szpitala oraz w systemie. To coś, co w USA nazywa się centrum transferów medycznych czy medical transfer center – działających w oparciu o centra zarządzania na poziomie szpitala, hrabstwa, stanu, miasta, w których w czasie rzeczywistym zgłaszane są przez personel niemedyczny wolne łóżka, a zajęte świecą się na czerwono.

Jednym z największych problemów była na pewno komunikacja dotycząca stanu pacjentów i zajętości łóżek covidowych w szpitalach. Ci, którzy odzyskiwali wydolność oddechową i ich stan kliniczny nie wymagał hospitalizacji, ale mieli dodatni wynik PCR, wciąż zajmowali łóżka szpitalne. Najdłużej hospitalizowany pacjent z dodatnim testem, o którym słyszałem, spędził w szpitalu pięć tygodni. I nawet nie chodzi tu o zajętość łóżka, ale o absorbowanie personelu, którego i tak jest za mało. To zmniejsza efektywność systemu dla pacjentów, którzy naprawdę potrzebują pomocy.

Jednym z największych mankamentów, które jako intensywista identyfikuję dzisiaj, jest właśnie ten związany z przekierowywaniem opieki na pacjentów naprawdę wymagających intensywnego nadzoru. Na pewno COVID-19 otworzy na świecie dyskusję o przyszłości intensywnej terapii – czy to w formie oddzielnej specjalizacji szczegółowej dla innych specjalności, czy kształcenia tzw. umiejętności u lekarzy innych specjalności tak, by mogli realizować tzw. progressive care. Dyskusja na ten temat na pewno wybrzmi.

Brał pan udział także w misji w Stanach Zjednoczonych. Dlaczego tam pojechaliście?

Uzgodnienie zapadło na poziomie głów państw z inicjatywy strony amerykańskiej, czyli wówczas prezydenta Donalda Trumpa i prezydenta Andrzeja Dudy. W dwustronnej rozmowie uzgodniono wysłanie do USA zespołu, który pełnił służbę w Lombardii. W skład zespołu weszli tacy specjaliści jak płk. dr Robert Ryczek czy dr Jakub Klimkiewicz, dołączył do nas także prof. Mirosław Czuczwar. Pełniliśmy misję wymiany doświadczeń na poziomie centrów zarządzania i koordynacji, a także w kilkunastu szpitalach w okresie szczytu zachorowań pierwszej fali COVID-19 w USA.

Czym różniła się ta misja od włoskiej?

Amerykanie mają zupełnie inne podejście do medycyny. To system kontraktowy, z dużym zapleczem medycznym i ogromnymi nakładami na ochronę zdrowia. Podam przykład: kiedy agencja federalna zaczęła płacić za pacjenta covidowego, prywatne firmy przekształcały na potrzeby leczenia opuszczone budynki hoteli i szpitali; było to dość łatwe, bo dominującym modelem są tam sale jednołóżkowe. Działania te realizowane były niezależnie od skierowania okrętów medycznych do Nowego Jorku czy budowy masowych izolatorów w centrach wystawienniczych.

Od samego początku uprzedzaliśmy Amerykanów, że poza organizacją strony medycznej, szczególnej uwagi wymaga zapewnienie bezpieczeństwa, bo pandemia jest czynnikiem destabilizującym struktury państwa. Miałem zaszczyt uczestnictwa w briefingu realizowanym przez Pentagon i poświęconym pandemii COVID-19. Do warunków amerykańskich zaadaptowałem to, co widziałem we Włoszech, i przedstawiłem na jednym ze spotkań. Rozważaliśmy różne scenariusze.

Co może się zdarzyć, kiedy obywatele Stanów Zjednoczonych, którzy mają powszechny dostęp do broni, cenią dane im wolności i są zróżnicowani etnicznie, będą dwanaście godzin czekać na lekarza i kiedy cztery razy z rzędu respirator trafi do „białego” obywatela, a czarnoskórzy będą w tym czasie umierać?

Ten scenariusz został odczytany jako obawy i działania na wyrost, trochę tak jak na początku maja 2020 r. pomysł tworzenia szpitali modułowych w Polsce. Późniejszy bieg zdarzeń pokazał jednak, że był możliwy. Samochody płonęły na ulicach, a dalszy bieg zdarzeń po zabójstwie George′a Floyda w Minneapolis przeszedł najczarniejsze wyobrażenia. Obawy polskiego oficera znalazły potwierdzenie w życiu.

Jak wspomina pan wizytę w Gabinecie Owalnym?

O zaproszeniu dowiedziałem się, gdy moja żona miała zacząć rodzić. Moja córka przyszła na świat właśnie w trakcie wizyty w Białym Domu. To wyjątkowe dla mnie chwile. Po spotkaniu z prezydentem, w Ogrodzie Różanym, usłyszeliśmy podziękowania i słowa uznania za naszą obecność. Mogę się jedynie domyślać, że byliśmy jednymi z pierwszych, którzy przewidywali, co pandemia może przynieść, poza rzeszą chorych na COVID-19.

Co prawda to akurat mnie przypadł zaszczyt udziału w wizycie w Białym Domu, ale wszyscy członkowie zespołu zostali odznaczeni przez amerykańską administrację Wojskowymi Medalami Zasługi Stanu Illinois. Co więcej, w październiku w Polsce także odebrali odznaczenie Ministerstwa Spraw Zagranicznych „Bene Merito” – za zasługi dla budowania pozycji międzynarodowej Rzeczypospolitej, a w grudniu 2020 – Krzyże Zasługi za Dzielność nadane przez Prezydenta Rzeczypospolitej.

Gdzie sytuacja była trudniejsza – we Włoszech czy w USA?

Zdecydowanie we Włoszech. Włosi naprawdę bohatersko stawiali czoła czemuś, czego nikt na świecie nie znał. Byli pierwsi. Wirus dotarł prosto z Chin w samo centrum ich kraju. Każdego roku w połowie marca na karnawał do Wenecji przylatują dziesiątki tysięcy Chińczyków z największych ośrodków, m.in. z Wuhan. To, jaką walkę stoczyło to społeczeństwo, i jakim heroizmem wykazali się Włosi, budzi wielki podziw.

Widziałem lekarza rodzinnego, który miał 75 lat i na ochotnika zgłosił się do pracy w szpitalu. Jako oficer najwyższym szacunkiem darzę wszystkich tych lekarzy, których spotkałem w Lombardii, a zwłaszcza lekarzy rodzinnych. Nigdy wcześniej ani później nie spotkałem się z taką postawą w Polsce.

Jak te doświadczenia wpłynęły na pana jako człowieka i lekarza?

Nie potrafię powiedzieć. To bardzo osobiste pytanie. Mam głębokie przekonanie, że doświadczenie całego zeszłego roku, najbardziej szalonego roku w moim życiu, kiedy robiłem rzeczy naprawdę ważne, pozostawiło we mnie ślad, który być może zostanie po mnie, kiedy mnie już nie będzie. To, jak pandemia zmieniła mnie, jako człowieka, będę mógł ocenić dopiero za jakiś czas, może nawet po wielu latach. Wiem jedno, pełniąc w tym czasie służbę w Wojskowym Instytucie Medycznym, braliśmy udział w czymś naprawdę niezwykłym.

Zapełniają się szpitale tymczasowe. Omikron budzi coraz więcej obaw

Od kilku tygodni rośnie liczba nowych zakażeń koronawirusem. W Polsce ponad 600 tys. osób przebywa na kwarantannie – to tak jakby dotyczyło to prawie wszystkich mieszkańców Wrocławia.

Foto: Krystian Maj/KPRM

W poniedziałek premier Mateusz Morawiecki odwiedził szpital tymczasowy w Pyrzowicach niedaleko Katowic, w którym od początku funkcjonowania przyjęto już ponad tysiąc pacjentów. – W cyklu rotacyjnym mamy tu do czynienia z leczeniem cały czas ok. 120 pacjentów – mówił szef rządu.

Premier podziękował personelowi medycznemu za zaangażowanie. W jego ocenie takie placówki jak ta w Pyrzowicach są obecnie bardzo potrzebne jako uzupełnienie obecnie funkcjonującego systemu ochrony zdrowia. Obecnie w kraju działają 23 szpitale tymczasowe, a otwarcie kolejnych zaplanowane jest w najbliższych dniach.

Podczas spotkania z dyrektorem szpitala w Pyrzowicach premier zapytał, ilu niezaszczepionych pacjentów znajduje się wśród pacjentów hospitalizowanych z powodu COVID-19. – Usłyszałem, że około trzy czwarte osób, które bardzo źle przechodzą chorobę, to osoby niezaszczepione – powiedział Mateusz Morawiecki. Przy tej okazji zaapelował o szczepienie się przeciw COVID-19 oraz o przestrzeganie zasad dystansu, dezynfekcji i noszenia maseczek.

Szpital Tymczasowy przy Międzynarodowym Porcie Lotniczym „Katowice” w Katowicach-Pyrzowicach został zbudowany już w listopadzie 2020 r., ale do wiosny br. funkcjonował na zasadzie pasywnej. W związku ze wzrostem liczby zakażeń, od kilku tygodni robi się w nim coraz ciaśniej.

To jedyny szpital tymczasowy dla osób zakażonych koronawirusem w regionie. Podczas poprzedniej fali pandemii w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach działał drugi szpital tymczasowy, ale na razie – jak oceniają służby wojewody śląskiego – dla zaspokojenia rosnących potrzeb wystarczy rozbudowa bazy covidowej w istniejących szpitalach.

1 grudnia na terenie całego kraju zostaną ogłoszone dodatkowe restrykcje w związku z pojawieniem się nowego wariantu wirusa SARS-CoV-2 – omikron. Wydłużona zostanie kwarantanna, zaostrzeniu ulegną limity klientów w restauracjach, wiernych w kościołach czy widzów w trakcie wydarzeń kulturalnych, a także zacznie obowiązywać zakaz lotów do kilku krajów afrykańskich.

Uważaj, kogo śledzisz. Asymetria w dmuchaniu baniek informacyjnych

To, jakie treści podsuwa Twitter w zależności od składu obserwowanych osób, prześledzili badacze z Poznania i Krakowa. Zauważyli asymetrię w tym, jak budowany jest feed, jeśli obserwuje się wiele profili antyszczepionkowców w porównaniu z tym, kiedy obserwuje się osoby popierające szczepienia na COVID-19.

Foto: pixabay.com

Naukowcy z Politechniki Poznańskiej oraz Uniwersytetu Jagiellońskiego – Collegium Medicum w ramach projektu #Webimmunization (#Cyber_odporność) postanowili zbadać, jak wygląda i zmienia się treść prezentowana na Twitterze, w zależności od tego, kogo się obserwuje.

Przygotowali i dzięki algorytmom sztucznej inteligencji wytrenowali 5 botów. Pierwszy z nich, Anthony, zaczynał obserwacje jedynie od osób o poglądach antyszczepionkowych. Następne boty, kolejno: Alice, Julia i Alfred obserwowały coraz mniejszy odsetek kont antyszczepionkowych, aż ostatni bot, Jessie, śledził jedynie osoby o poglądach proszczepionkowych.

Boty te przez kilka dni zbierały tweety, które wyświetlały się im w feedzie. A naukowcy policzyli potem, ile z tych wpisów było proszczepionkowych, ile antyszczepionkowych, a ile – neutralnych, a więc nie wartościujących szczepionek. „Wyniki naszego eksperymentu są niepokojące” – piszą autorzy badania w swoim blogu https://webimmunization2.notion.site/UWA-AJ-KOGO-OBSERWUJESZ-W-SIECI-PL-fa84bd171e774fc28193b5a78e582482. Okazało się, że obserwatorom o „proszczepionkowych” zainteresowaniach wyświetlały się głównie neutralne tweety.

W feedzie pojawiał się tylko niewielki odsetek wpisów (5 proc.), które wspierał ideę szczepień. Co ciekawe, tweetów tych było tylko trochę więcej niż tweetów przeciwników szczepień. Tymczasem w feedzie botów „antyszczepionkowych” nawet co trzeci wyświetlający się wpis zniechęcał do szczepień, a tylko jeden na kilkadziesiąt – szczepienia wspierał.

Ciekawy był przypadek bota, który miał być „neutralny”. „Próba 'zrównoważenia opinii’ doprowadziła do katastrofy. Julia (która zaczynała od połowy znajomych proszczepionkowców i połowy znajomych antyszczepionkowców) widziała tylko 2 proc. tweetów proszczepionkowych w porównaniu z 35 proc. tweetów antyszczepionkowymi” – wskazują autorzy badania.

„Prowadzi to do obserwacji, że osoby, które są przekonane o skuteczności i użyteczności szczepionek COVID-19, nie mają tendencji do forsowania tego stanowiska wśród innych użytkowników proszczepionkowych. Jednocześnie, antyszczepionkowcy zdają się stale wzmacniać swoje przesłanie i stanowisko wśród innych antyszczepionkowców” – podsumowują naukowcy z projektu #Webimmunization. I ostrzegają: „Uważaj, kogo obserwujesz w sieci!”.

Publikacja ze szczegółowymi wynikami badań dostępna jest na stronie https://dl.acm.org/doi/10.1145/3472720.3483619.

Źródło: naukawpolsce.pap.pl

Liczył się głos każdego lekarza. 100 lat samorządności lekarskiej

17 maja 1989 r. ustawą o izbach lekarskich po latach niebytu odrodził się samorząd lekarski. W niespełna trzy miesiące później (4 sierpnia) odbyło się pamiętne posiedzenie Prezydium Komitetu Organizacyjnego Izb Lekarskich z udziałem posłów i przewodniczących komisji problemowych – pisze Lucyna Krysiak.

Foto: pixabay.com

Wybrano wówczas sekretarzy komitetu: prof. Tadeusza Chruściela i dr Bożenę Pietrzykowską oraz skarbnika, dr Hannę Maciejewską. Głównym celem tego spotkania było zorganizowane I Krajowego Zjazdu Lekarzy, który miał zdecydować o kształcie i kierunku działań odrodzonego samorządu lekarskiego. Udało się powołać Komisję Zjazdową i jej przewodniczącego prof. Stanisława Rudnickiego, który podjął się tego karkołomnego zadania.

Kości zostały rzucone

Zadanie nie było proste, m.in. ze względu na koszty, które przerastały możliwości finansowe dopiero co reaktywowanego samorządu, a także brak lokalu, w którym mogłoby odbyć się tak duże spotkanie. Prof. Rudnicki zwrócił się do warszawskich lekarzy z prośbą, by udzielili gościny delegatom biorącym udział w zjeździe, którzy mieli zjechać do stolicy.

Dzięki ich deklaracjom, że zapewnią noclegi w swoich domach kolegom lekarzom spoza Warszawy, zapadła decyzja, że I Krajowy Zjazd Lekarzy odbędzie się już w dniach 10-12 grudnia 1989 r. w Filharmonii Narodowej w Warszawie. Pojawił się jednak problem zapewnienia miejsc na sali obrad wszystkim delegatom. Filharmonia mogła pomieścić maksymalnie 1070 osób, a delegatów było 1100 – w rezultacie mimo dostawek i tak część uczestników siedziała na schodach.

Trzeba było także przygotować grunt pod obrady. Przewodniczący Komisji Regulaminowej prof. Bogdan Kamiński wspólnie z jej członkami opracował projekt uchwały w sprawie zasad przeprowadzenia wyborów w izbach lekarskich, a doc. Janusz Szymborski, szef Komisji Legislacyjnej, przedstawił akta wykonawcze do ustawy przygotowane przez tę komisję. Aby I Krajowy Zjazd Lekarzy mógł się odbyć, konieczne było także zorganizowanie zebrań inauguracyjnych poszczególnych okręgowych izb lekarskich.

Przewodniczący Komitetu Organizacyjnego Izb Lekarskich prof. Ryszard Jacek Żochowski zwrócił się o to do wybitnych przedstawicieli środowiska lekarskiego. Byli to: prof. Wojciech Pędich (Białystok), dr Czesława Nowicka (Bydgoszcz), prof. Julian Stolarczyk (Gdańsk), prof. Władysław Nasiłowski (Katowice), prof. Zbigniew Chłap (Kraków), doc. dr hab. Jerzy Karski (Lublin), prof. Władysław Józefowicz (Łódź), prof. Stefan Włoch (Poznań), prof. Halina Pilawska (Szczecin), prof. Tadeusz Chruściel (Warszawa), prof. Stanisław Potoczek (Wrocław), dr Zbigniew Tomankiewicz (izba kolejowa), płk prof. Eugeniusz Dziuk (izba wojskowa), dr Krzysztof Piekarnik (izba MSW).

Działania te odbywały się w atmosferze podziałów politycznych i niezrozumienia idei reaktywowania samorządu lekarskiego. Często wręcz zadawano pytanie: o co chodzi z tymi izbami? – Wielu kolegów lekarzy odbiera powstanie izb jako tworzenie dodatkowej instytucji dyscyplinującej ich działania. To nieporozumienie, które dowodzi nieznajomości treści ustawy o izbach lekarskich. Izby zgodnie z tą ustawą posiadają bardzo duże uprawnienia, pozwalają zdjąć czapkę urzędniczą i wprowadzić nad siebie swój własny zarząd.

Po raz pierwszy po 40 latach lekarz będzie mógł wpływać na swoją pracę i na pracę całej służby zdrowia. Będzie to lekarz, którego sami wybierzemy, a nie ustawiony z klucza czy jakiejś nomenklatury – przekonywał prof. Żochowski w wywiadzie udzielonym tygodnikowi „Służba Zdrowia”. Sam był jednak poprzez przynależność do PZPR związany z poprzednim systemem, a lekarze działacze, którzy wyrośli na fali solidarnościowej odnowy, niemile widzieli w strukturach odrodzonego samorządu lekarskiego osoby tego pokroju.

W międzyczasie

Dochodziło więc do ostrej wymiany zdań spowodowanych zarówno różnymi poglądami politycznymi, jak i wizją nowo utworzonego samorządu lekarskiego. Wyczuwało się atmosferę napięcia i nieufności środowiska wobec Komitetu Organizacyjnego Izb Lekarskich, co przełożyło się na spór, kto ma otwierać zjazd – przewodniczący KOIL czy nowo wybrany przewodniczący zjazdu. Chodziło o to, że KOIL był mianowany, a tym samym – zdaniem wielu lekarzy – przynajmniej w części stanowił relikt przeszłości i nomenklatury.

Jeden z lekarzy zatelefonował nawet w tej sprawie do prof. Jerzego Woy-Wojciechowskiego, ówczesnego prezesa Polskiego Towarzystwa Lekarskiego, licznie reprezentowanego w Komitecie Organizacyjnym Izb Lekarskich, z zapytaniem, czy ten zjazd organizuje OPZZ czy „Solidarność”. Te nastroje były związane z tym, co się działo podczas wyborów delegatów na zjazdy izb okręgowych, gdzie często padały zarzuty wobec lekarzy o przynależność partyjną i związkową.

Napięcie próbował rozładować nestor polskiej medycyny prof. Józef Bogusz, cieszący się w środowisku wielkim autorytetem, który powiedział: „Weszliśmy w nową erę, okres nowego państwa, kiedy dokonała się bezkrwawa rewolucja. Istnieją więc i będą istnieć różnice zdań, podziały, zapiekłe pretensje. Tego, co było, nie da się wymazać, ale trzeba stłumić te uczucia na pewien czas, by mogły nas połączyć ideały zawodu lekarza. Będzie jeszcze czas na twardy rozrachunek, ale nie tutaj i nie teraz”. Te słowa padły podczas posiedzenia prezydium KOIL, które odbyło się 6 października 1989 r., a miało ono dramatyczny przebieg.

Do niechęci ze strony lekarzy z „Solidarności” wobec lekarzy związanych ze starym systemem odniósł się prof. Żochowski, który nawet złożył rezygnację z funkcji przewodniczącego Komitetu Organizacyjnego Izb Lekarskich. Jednak na wniosek doktora Jerzego Moskwy głosowano nad votum zaufania dla prof. Żochowskiego, który votum to otrzymał i utrzymał funkcję przewodniczącego KOIL. Prof. Józef Bogusz tak skomentował ten fakt: „W dążeniu do reformy naszej służby zdrowia potrzebni będą wszyscy lekarze, niezależnie od ich rodowodu społecznego czy politycznego, choć bardzo jest zróżnicowany nasz świat lekarski, należy ufać, że do naczelnych i okręgowych władz zostaną wybrani najlepsi przedstawiciele naszego zawodu”.

Nietrafiony podział

Przed I Krajowym Zjazdem Lekarzy, 4 września 1989 r. w Collegium Anatomicum AM w Warszawie, odbyło się drugie bardzo ważne posiedzenie Komitetu Organizacyjnego Izb Lekarskich. Powołano wówczas 14 izb okręgowych – 11 terytorialnych i trzy resortowe.

Okręgowa Izba Lekarska w Białymstoku objęła swoim zasięgiem ówczesne województwa: białostockie, łomżyńskie i suwalskie, OIL w Bydgoszczy: bydgoskie, pilskie, płockie, toruńskie i włocławskie, OIL w Gdańsku: elbląskie, gdańskie, olsztyńskie i słupskie, OIL w Katowicach: bielskie i katowickie, OIL w Krakowie: kieleckie, krakowskie, krośnieńskie, nowosądeckie, przemyskie, rzeszowskie i tarnowskie, OIL w Lublinie: bialskopodlaskie, chełmskie, lubelskie, radomskie, siedleckie, tarnobrzeskie i zamojskie, OIL w Łodzi: częstochowskie, łódzkie, piotrkowskie, sieradzkie i skierniewickie, OIL w Poznaniu: kaliskie, konińskie, leszczyńskie, poznańskie i zielonogórskie, OIL w Szczecinie: gorzowskie, koszalińskie i szczecińskie, OIL w Warszawie: ciechanowskie, ostrołęckie i stołeczne warszawskie, OIL we Wrocławiu: jeleniogórskie, legnickie, opolskie, wałbrzyskie i wrocławskie. Izby resortowe obejmowały swoim zasięgiem cały kraj, a ich siedzibą była Warszawa.

Podział ten miał obowiązywać jedynie do zakończenia I KZL. Na tym posiedzeniu przedstawiono też regulamin wyborów delegatów na I KZL oraz organów izb lekarskich, a także ustalono procedury wyborcze w odradzającym się samorządzie lekarskim. Wybory delegatów na zjazdy okręgowe miały się odbyć w rejonach wyborczych ustalonych przez okręgowe komitety organizacyjne izb lekarskich w proporcji 1 delegat na 20 uprawnionych do udziału w zebraniu rejonowym. Delegatów na KZL miały wybrać zjazdy okręgowe w proporcji 1 delegat na 100 członków okręgowej izby lekarskiej.

Niezadowolenie z podziału

Podział terytorialny izb nie wzbudził entuzjazmu. Niezadowolenie z nim związane lekarze najdobitniej okazali podczas plenum ZG Polskiego Towarzystwa Lekarskiego, które odbyło się 1 października 1989 r. Wprawdzie głównym celem tego spotkania był udział PTL w odbudowie izb lekarskich i przygotowanie do zjazdu, jednak jego ciężar szybko przeniósł się na dyskusję o nietrafionych decyzjach dotyczących podziału terytorialnego.

Różne województwa nie godziły się być połączone z innymi, np. Olsztyn stwierdził, że nie wejdzie do OIL w Gdańsku, tak jak poprzednio protestował przeciwko włączeniu go do okręgu białostockiego. Od początku chciano powołać własne władze i utworzyć izbę warmińsko-mazurską z siedzibą w Olsztynie. Na posiedzeniu ZG PTL swoje niezadowolenie z podziału terytorialnego izb wyrazili również przedstawiciele Bielska-Białej, Radomia i Włocławka.

Także w dalszej relacji z tego posiedzenia dominuje spór o zasięg terytorialny izb. „Często sala wyborcza staje się miejscem niewybrednych rozgrywek politycznych, sekowani są wszyscy pełniący jakiekolwiek dotąd funkcje, nawet ordynatora” – tak relacjonował to, co działo się na tym spotkaniu, kronikarz PTL, dodając swój komentarz: „izby, które w swym założeniu miały łączyć i cementować środowisko, jak na razie zbyt często dokonują podziału hierarchicznego, wiekowego, poglądowego, przynależnościowego”.

31 października 1989 r. jeszcze raz podjęto temat podziału terytorialnego na izby i przynależności do izb okręgowych. W liście do delegatów na okręgowe zjazdy lekarskie przewodniczący KOIL prof. Żochowski tłumaczył się, że ten podział obowiązuje tylko do czasu zwołania I Krajowego Zjazdu Lekarzy, a decydujący głos w tej sprawie powinny mieć wojewódzkie środowiska lekarskie. Mimo listów wystosowanych przez niego do okręgowych izb, które miały ostudzić emocje, wciąż wyczuwało się napięcie.

Starcie tytanów

Mimo tych przeszkód w dniach 10-12 grudnia 1989 r. I Krajowy Zjazd Lekarzy doszedł do skutku. Spotkanie podzielono na dwie części – oficjalną i roboczą. Ta pierwsza odbyła się 10 grudnia w sali Filharmonii Narodowej w Warszawie, z kolei część robocza miała miejsce w Teatrze Polskim, gdzie delegaci dokonali wyboru organów Naczelnej Izby Lekarskiej i podjęli pierwsze uchwały reaktywowanego samorządu lekarskiego. Obrady I KZL poprzedzone zostały mszą w kościele Św. Krzyża w Warszawie, gdzie homilię wygłosił ówczesny prymas Polski Józef Glemp.

Przewodniczącym zjazdu wybrano dra Michała Kurowskiego, zaś wykład inauguracyjny dotyczący etyki lekarskiej wygłosił prof. Józef Bogusz. Największe emocje wzbudziły jednak wybory prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej. O funkcję tę ubiegali się: prof. Zofia Kuratowska, prof. Tadeusz Chruściel, prof. Jan Nielubowicz i prof. Włodzimierz Józefowicz. Prof. Zofia Kuratowska nie mogła przybyć na zjazd z powodu nieobecności w kraju.

Prof. Józefowicz, ówczesny prezes Polskiego Towarzystwa Stomatologicznego, nie zyskał poparcia delegatów. Do drugiej tury wyborów przeszli profesorowie: Tadeusz Chruściel (391 głosów) i Jan Nielubowicz (313 głosów). Ostatecznie na pierwszego prezesa NRL wybrano prof. Tadeusza Chruściela, lekarza, farmakologa, kierownika Zakładu Farmakologii Klinicznej i Społecznej Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, a prof. Jan Nielubowicz został honorowym prezesem NIL.

Na Naczelnego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej wybrano prof. Stanisława Leszczyńskiego. Wyłoniono też jego liczne grono zastępców. Przewodniczącym Naczelnego Sądu Lekarskiego został Tadeusz Wencel. I Krajowy Zjazd Lekarzy wyłonił również Naczelną Komisję Rewizyjną, której przewodniczył dr Michał Kurowski.

Zjazd był wydarzeniem historycznym i kluczowym dla dalszego funkcjonowania samorządu lekarskiego. Podjęto tu szereg uchwał regulujących jego działanie, wyznaczających zadania dla izb lekarskich oraz kilka uchwał o charakterze symbolicznym. Najistotniejszą uchwałą z punktu widzenia działania Naczelnej Izby Lekarskiej była ta z dnia 12 grudnia 1989 r. w sprawie regulaminu organów NIL, która określiła sposób działania NIL, NSL, NKR i NROZ. Delegaci zdecydowali również o zasadach podziału składki członkowskiej – 20 proc. składki izby okręgowe miały przekazywać do Naczelnej Izby Lekarskiej.

Powołano także do życia Radę Seniorów wyposażoną w głos doradczy. Jej członkami zostali profesorowie: Józef Bogusz, Kazimierz Dominik, Bolesław Górnicki i Jan Nielubowicz. Delegaci patrzyli przyszłościowo, nakładając na NIL obowiązek przygotowania nowelizacji ustawy o izbach lekarskich z dnia 17 maja 1989 r., zlikwidowania izby kolejowej, podjęcia działań na rzecz odzyskania utraconego majątku izb lekarskich oraz utworzenia Banku Lekarskiego i kas pomocy koleżeńskiej. Wyrazili również wolę, by ograniczyć rolę izb resortowych i by lekarze stanowili jedność w obrębie okręgowych izb lekarskich.

Pierwsze posiedzenie Naczelnej Rady Lekarskiej miało miejsce 18 grudnia 1989 r. w tymczasowej siedzibie NIL – w Zakładzie Farmakologii Klinicznej i Społecznej Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego przy ul. Nowowiejskiej 10 w Warszawie, którym kierował prezes Chruściel. Podczas tego posiedzenia wybrano pierwsze Prezydium NRL oraz przewodniczących dziesięciu komisji problemowych.

W skład Prezydium NRL obok prezesa Chruściela weszli: wiceprzewodniczący Bożena Pietrzykowska, Mariusz Stopczyk i Stanisław Gołba, sekretarz Wojciech Maksymowicz, zastępca sekretarza Ewa Tuszkiewicz-Misztal, skarbnik Włodzimierz Józefowicz oraz członkowie: Andrzej Cretti, Ewa Hubert, Jacek Pietkiewicz i Mieczysław Musiałek. I tak rozpoczął się nowy rozdział w 100-letniej historii samorządu lekarskiego, który trwa do dziś.

Lucyna Krysiak

Źródła: Zygmunt Wiśniewski, „Kronika Izb Lekarskich w Polsce w latach 1945-2005”; Piotr Kordel, „Geneza, struktura i funkcjonowanie samorządu lekarskiego w Polsce w latach 1989-2009” (rozprawa doktorska)

Lekarze apelują do władz. Chcą stanowczych decyzji w walce z COVID-19

Niekorzystnie kształtująca się od dłuższego czasu sytuacja epidemiczna wymaga podjęcia stanowczych kroków – wskazuje Prezydium NRL w stanowisku, w którym wyraża poparcie dla apelu Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych.

Foto: pixabay.com

W niedzielę członkowie Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych zaapelowali o:

  • podjęcie w trybie pilnym prac nad aktami prawnymi umożliwiającymi kontrolowanie przez pracodawców posiadania przez pracowników Unijnego Certyfikatu COVID (UCC) i podejmowanie stosownych działań w obrębie zakładu pracy,
  • podjęcie w trybie pilnym prac nad aktami prawnymi ograniczającymi dostęp osób nie posiadających UCC do miejsc publicznych w zamkniętych przestrzeniach lub gdy niemożliwe jest zachowanie dystansu,
  • podjęcie działań eliminujących i penalizujących wysokimi karami proceder oszustw związanych ze szczepieniami,
  • zmobilizowanie służb porządkowych do egzekwowania już obowiązujących przepisów dotyczących noszenia masek w publicznych przestrzeniach zamkniętych.

Apel Zarządu Głównego PTEiLChZ został skierowany do Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej, Prezesa Rady Ministrów, Ministra Zdrowia, Marszałka Sejmu RP i Marszałka Senatu RP.

„W sytuacji niepokojąco wzrastającej liczby zakażeń i zgonów spowodowanych COVID-19, pojawianiem się nowych wariantów wirusa, które w innych krajach spowodowały już wprowadzenie restrykcji przez tamtejsze władze Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej uważa, że władze publiczne powinny bezwzględnie wysłuchać głosu specjalistów z dziedziny epidemiologii i chorób zakaźnych” – uważa samorząd lekarski

W ocenie Prezydium NRL niekorzystnie kształtująca się od dłuższego czasu sytuacja epidemiczna w kraju wymaga podjęcia stanowczych kroków, które – według dostępnej obecnie wiedzy naukowej – mogą przyczynić się zmniejszenia liczby zachorowań i zgonów z powodu COVID-19 oraz zabezpieczyć dostęp osób z innymi schorzeniami do opieki zdrowotnej. „Rekomendacje Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych są wyraźnym sygnałem, że dalsza bezczynność władz jest rażącym zaniedbaniem bezpieczeństwa publicznego i zdrowia mieszkańców kraju” – wskazano w stanowisku.

Rozpoczynają się prace nad wdrożeniem technologii RNA w Polsce

Bez wątpienia pandemia COVID-19 znacznie przyspieszyła rozwój innowacyjnych rozwiązań terapeutycznych z wykorzystaniem technologii RNA. Agencja Badań Medycznych ogłosiła wyniki konkursu, który w przyszłości może przynieść wiele korzyści nie tylko pacjentom.

Foto: pixabay.com

Wśród beneficjentów projektów rekomendowanych do dofinansowania znalazło się pięć polskich zespołów badawczych opracowujących technologię RNA w partnerstwie z krajowymi firmami farmaceutycznymi.

Wnioski zgłoszone w konkursie zostały ocenione przez międzynarodowych ekspertów w obszarze rozwoju technologii RNA. W tym gronie znaleźli się m.in. prof. Stefaan de Smedt (Uniwersytet Gandawski), prof. Harald Schwalbe (Uniwersytet Goethego), dr Anna Blakney (Uniwersytet Kolumbii Brytyjskiej), dr Piotr Kowalski (Uniwersytet w Cork), dr Mattia Mori (Uniwersytet w Sienie), dr Marco Marcia (Europejskie Laboratorium Biologii Molekularnej w Grenoble).

Wykorzystanie RNA jako leku jest w zasadzie nowym podejściem, które posiada potencjał zrewolucjonizowania i przekształcenia procesu odkrywania leków. COVID-19 pandemia znacznie przyspieszyła rozwój tej technologii. Inwestycje w technologię RNA są obecnie na czasie i mogą podnieść konkurencyjność kraju, a także tworzyć podstawy dla solidnego rozwój w wielu dziedzinach – podkreśla prof. Mattia Mori.

Bezpieczeństwo lekowe

Zdaniem wielu ekspertów pandemia COVID-19 pokazała, że istnieje konieczność wzmocnienia bezpieczeństwa lekowego Polski m.in. poprzez rozwój produktów zapobiegających lub umożliwiających skuteczną walkę z zagrożeniem epidemiologicznym.

Rozwój produktów opartych na kwasach nukleinowych to obecnie jeden z najbardziej obiecujących trendów współczesnej biotechnologii nieprzypadkowo nazywany „medyczną technologią przyszłości”. Wykorzystywanie różnych rodzajów cząsteczek RNA (mRNA, seRNA, siRNA, miRNA, aptamery RNA) jako produktów leczniczych stwarza nowe możliwości dla twórców leków oraz możliwość opracowania nowych produktów leczniczych działających na cele terapeutyczne, które dotąd były uznawane za nieosiągalne.

Utworzenie w Polsce platformy do opracowywania leków opartych o RNA nie tylko ma na celu zapewnić bezpieczeństwo w przypadku kolejnej epidemii, ale także stanowić wartość dodaną w światowych innowacjach związanych z rozwojem nowych form terapii. Wskazuje się, że to szansa zarówno dla polskich pacjentów jak i dla grup naukowych, które mogą wynieść polską naukę na najwyższy poziom.

Technologia przyszłości

Dzięki swojej uniwersalności technologia RNA znajduje obecnie zastosowanie w m.in. opracowywaniu szczepionek przeciwko chorobom zakaźnym jak COVID-19, przeciw wirusowi cytomegalii i wścieklizny, chorobom bakteryjnym takim jak gruźlica, a także szczepionek terapeutycznych, aktywujących układ immunologiczny np. do walki z chorobą nowotworową.

Ponadto technologia RNA stosowana jest także w leczeniu chorób metabolicznych takich jak fenyloketonuria i mukowiscydoza czy wyłączaniu genów w przypadkach, w których obecność lub nadmiar produktów białkowych może prowadzić do objawów chorobowych (np. SMA, dystrofia Duchenne’a).

Uniwersalność technologii RNA jest potwierdzana kolejnymi pomysłami na jej wykorzystanie. Aktualnie prowadzone są badania kliniczne nad zastosowaniem RNA w terapii rdzeniowego zaniku mięśni. Niektóre grupy badawcze idą o krok dalej i poszukują możliwości wykorzystania RNA w regeneracji mięśnia sercowego u pacjentów po przebytym zawale serca, poprzez dostarczenie do kardiomiocytów matrycy w postaci transkryptu do produkcji białka odpowiedzialnego za tworzenie naczyń krwionośnych.

Nie tylko szczepionki

– Chcemy wyposażyć Polskę w nowoczesną platformę do produkcji szczepionek, którą będzie można wykorzystać do tworzenia preparatów nie tylko przeciwko COVID-19, ale także leków onkologicznych stosowanych m.in. w terapii spersonalizowanej. W ciągu 2-3 lat chcemy zbudować własne narzędzia do walki z każdą nadchodzącą pandemią – mówi prezes Agencji Badań Medycznych dr hab. Radosław Sierpiński.

– Wchodzimy w zupełnie nowy sektor innowacyjnej farmacji i biotechnologii. Mówimy o działaniach, które pozwolą nam posiąść technologie i dysponować własnym potencjałem strategicznym tak ważnym dla bezpieczeństwa Polaków – dodaje.

XI edycja konkursu Przychodzi wena do lekarza”

Do 25 marca można przesyłać prace na Ogólnopolski Konkurs Literacki im. Profesora Andrzeja Szczeklika „Przychodzi wena do lekarza” – edycja XI. Współorganizatorem konkursu jest Naczelna Izba lekarska, w patronem medialnym – „Gazeta Lekarska”.

Prace będą przyjmowane w 3 kategoriach: Poezja, Proza oraz w dowolnej formie literackiej na temat Nieśmiertelność.

„Oczywiście, każdy lekarz chce, abyśmy żyli jak najdłużej, ale czy chcemy być nieśmiertelni? Temat ten przyciąga od wieków uczonych, filozofów, lekarzy. Czy nasza genetyka «wyrazi zgodę» na wieczne istnienie, czy idea ta pozostanie tylko motywem literatury science fiction? Czy może, jak niektórzy mędrcy twierdzą, to śmierć jest początkiem nieśmiertelności? Zapraszamy do literackiej dyskusji” (Ewa Lipska)

Jury: Anna Dymna, Waldemar Hładki, Ewa Lipska, Bronisław Maj, Maria Szczeklik, Jarosław Wanecki.

W konkursie może wziąć udział każda osoba mająca tytuł lekarza lub lekarza dentysty. Termin nadsyłania prac konkursowych: 25 marca 2022 roku.

Szczegółowe informacje o konkursie są dostępne na stronie www.mp.pl/wena. Dodatkowych informacji udziela: Anna Wierzchowska-Woźniak, tel. 12 293 42 68, e-mail: wena@mp.pl.