Na szczęście jest odwrotnie

Jednym z najsłynniejszych seriali radiowej rozrywki jest „Pamiętnik młodej lekarki”. Przez trzydzieści lat spisywała go Ewa Szumańska, która potem w radiowym studiu wcielała się w postać głównej bohaterki. Do „młodej lekarki na rubieży” wchodził pacjent, a to „o wyglądzie uogólnionym”, a to znowu „z pytaniem zawiśniętem na ustach”.

Foto: freeimages.com

Zaczynało się od rozmowy na tematy aktualne, często polityczne. Następnie „ta medyczna rączka” przystępowała do diagnozy, kazała „kłaść się na leżankę”, „zadawała narkozę”, „rozcinała brzucho skalpelem”, „spuszczała krwiotok do stojącego luzem korytka”, „zaszywała catgutem”, budziła równie drastycznie, jak wcześniej usypiała i wypowiadała sakramentalne „Już po wszystkiem!”.

Pacjent na pożegnanie mówił coś w stylu: „Kładnę na parapecie kwiatek do kożucha i ariwederczi!”. I wychodził.

Miałem przyjemność osobiście poznać Ewę Szumańską. Kilkanaście rozmów telefonicznych, kilka spotkań przy okazji jubileuszowych wydarzeń związanych z wrocławskim „Studiem 202”. I jedna długa, nocna audycja w „Trójce”. Podczas tego spotkania zadzwonił ktoś z nocnego dyżuru w szpitalu, żeby pozdrowić „młodą lekarkę”.

Skorzystałem z okazji i zapytałem, czy metody, które w swoim leczeniu stosuje radiowa pani doktór, sprawdziłyby się w tym prawdziwym. Pani odpowiedziała, że spróbuje. Mam nadzieję, że nie dotrzymała słowa. No chyba, że miała na myśli rodzaj rozluźniającej konwersacji z pacjentem i wprowadzania go w dobry humor.

Na jeszcze jeden pomysł, który można by zastosować we współczesnej służbie zdrowia, wpadłem dzisiaj, czytając „Bizary” Ewy Szumańskiej.

Warto przypomnieć, że „młoda lekarka” to tylko jeden, może nawet nie najważniejszy fragment Jej życia zawodowego. W radiu to jeszcze słuchowiska, adaptacje, pisała felietony do „Tygodnika Powszechnego”, wydała kilkanaście książek, które były zapisami podróży po całym świecie. Szczególnie ukochała Afrykę.

„Bizary” to przegląd notatek z podróży, rozważania na temat władzy, religii, języka, kuchni, zwierząt… Naprawdę fascynująca lektura. Na stronie 113 znalazłem opis zasad rozmowy japońskiego gospodarza z zaproszonym gościem: „Zdania powinny być długie, kwieciste i dobrze formułować je w ten sposób, aby postawione na końcu orzeczenie czy zwrot zmieniały jego sens. Na przykład… »Padający deszcz i zwisające nisko czarne chmury odbierają całą radość dnia i nikt już nie wierzy, aby na zamglonym horyzoncie ukazał się choćby jeden promień słońca – na szczęście jest akurat odwrotnie«”.

Prawda, że wspaniałe?! A może by tak, korzystając z tego wzorca, wprowadzić w naszym kraju „Japoński Model Informowania Pacjenta o Diagnozie” (JMIPoD)?

Na przykład: „Nadciśnienie tętnicze jest przyczyną rozwoju choroby wieńcowej, a ta z kolei nie pozwala człowiekowi w pełni cieszyć się przenikającym przez czarne chmury jasnym promieniem słońca – na szczęście tu jest inaczej, pan ma tylko złamanie kości strzałkowej z niewielkim przemieszczeniem”.

Albo: „Zapalenie okostnej odbiera człowiekowi przyjemność napawania się zapachem bzu i słuchania muzyki, którą jako świadectwo wiosny roznoszą kolorowe ptaki – na szczęście teraz jest zima, a pani ma anginę”.  Wiem, że moje propozycje JMIPoD są nieudolne, ale nie jestem fachowcem.

Może podczas najbliższych zebrań zespołów lekarskich panie i panowie ordynatorzy, kierownicy zakładów, szefowie klinik zarządzą jakieś próbne ćwiczenia, a efekty takich „japońskich diagnoz” podeślą do redakcji „Gazety Lekarskiej”?

Chętnie się nimi podzielimy. A „Bizary” Ewy Szumańskiej gorąco Państwu polecam. To taka książka, że – jak by powiedział pacjent młodej lekarki – „Oczom nie wierzę, uszom nie słyszę”.

Artur Andrus
Dziennikarz radiowej „Trójki”, konferansjer i satyryk

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 2/2015

Powiązane aktualności

Skomentuj

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.