Jakub Kosikowski: Na NFZ za rok, prywatnie od ręki
Płatnik nadużywa swojej monopolistycznej pozycji, a efektem tych działań jest cierpienie pacjentów i kłopoty szpitali.
Płatnik nadużywa swojej monopolistycznej pozycji, a efektem tych działań jest cierpienie pacjentów i kłopoty szpitali.
Nie jest tajemnicą, że przez ostatnie miesiące intensywność kontaktów na linii Ministerstwo Zdrowia – samorząd lekarski znacznie osłabła. Resort, zamiast korzystać z doświadczeń i wiedzy lekarzy, stara się ustawić nas w pozycji chłopca do bicia.
W systemie ochrony zdrowia nie brakuje energii. Brakuje raczej miejsca, w którym można by ją sensownie ulokować. Zbyt często zużywamy ją na spory, które mają cenę, ale nie mają wartości.
Bycie lekarzem dyżurnym i bycie rodzicem mają zaskakująco dużo wspólnego. W obu przypadkach ktoś czegoś od ciebie chce co kilka minut, a chwila ciszy jest tak podejrzana, że aż budzi niepokój.
Gdy apteki zaczynają reklamować się jak supermarkety, leki przestają być elementem terapii, a stają się produktem w promocji. Polska już raz to przerabiała i skutki były opłakane.
Po wyborze władz mojego okręgu wspominałem epizod sprzed 16 lat, gdy zostałem przewodniczącym izby lekarskiej w Płocku. Był pozjazdowy poniedziałek.
Publiczne kłótnie i polityczne spory osłabiają znaczenie samorządu. Dzieje się to w momencie, kiedy w sprawach istotnych dla środowiska tak bardzo potrzebna jest jedność i skuteczność.
W poprzednim wydaniu „Gazety Lekarskiej” zajęliśmy się problemem kryzysu demograficznego w Polsce. Opisaliśmy dramatyczny spadek liczby urodzin oraz wyzwania, jakie ta sytuacja niesie dla systemu ochrony zdrowia – w tym m.in. znikające porodówki.