To wydanie „Gazety Lekarskiej” wygląda inaczej niż zwykle. Z oczywistych przyczyn nie ma w nim otwierającego numer wstępniaka prezesa, felietonów wiceprezesów, tekstów sądowych i rzecznika.
Deficyt NFZ liczony w dziesiątkach miliardów złotych, miliardy za niewykorzystane szczepionki i setki ton leków trafiających do utylizacji – to nie tylko liczby, ale efekt systemowych zaniedbań.
„Gazeta Lekarska” zmieniła się i dojrzała do roli pisma izb lekarskich. Dostrzegają to również czytelnicy, którzy coraz chętniej po nią sięgają.
System opieki finansowany przez NFZ znalazł się w punkcie krytycznym. Paweł Barucha, wiceprezes NRL, ocenia, że kolejne cięcia, chaotyczne decyzje i brak realnego planowania mogą doprowadzić do zaniku świadczeń dostępnych dla pacjentów.
To nieprawda, że ministerstwo nie ma pomysłu na system ochrony zdrowia. Te podłe, oszczercze zarzuty trzeba zdecydowanie odrzucić. Tylko osoby całkowicie pozbawione wyobraźni mogą wysuwać jakże krzywdzące tezy o braku strategii, działaniach chaotycznych i bez planu.
Płatnik nadużywa swojej monopolistycznej pozycji, a efektem tych działań jest cierpienie pacjentów i kłopoty szpitali.
Nie jest tajemnicą, że przez ostatnie miesiące intensywność kontaktów na linii Ministerstwo Zdrowia – samorząd lekarski znacznie osłabła. Resort, zamiast korzystać z doświadczeń i wiedzy lekarzy, stara się ustawić nas w pozycji chłopca do bicia.
W systemie ochrony zdrowia nie brakuje energii. Brakuje raczej miejsca, w którym można by ją sensownie ulokować. Zbyt często zużywamy ją na spory, które mają cenę, ale nie mają wartości.
Bycie lekarzem dyżurnym i bycie rodzicem mają zaskakująco dużo wspólnego. W obu przypadkach ktoś czegoś od ciebie chce co kilka minut, a chwila ciszy jest tak podejrzana, że aż budzi niepokój.
Gdy apteki zaczynają reklamować się jak supermarkety, leki przestają być elementem terapii, a stają się produktem w promocji. Polska już raz to przerabiała i skutki były opłakane.