14 maja 2026

Paweł Barucha: Publiczna stomatologia znika

System opieki finansowany przez NFZ znalazł się w punkcie krytycznym. Paweł Barucha, wiceprezes NRL, w rozmowie z Sylwią Wamej ocenia, że kolejne cięcia, chaotyczne decyzje i brak realnego planowania mogą doprowadzić do zaniku świadczeń dostępnych dla pacjentów.

Fot. arch. NIL

Czy środowisko stomatologiczne było przygotowane na ograniczenia finansowe dotyczące nadwykonań?

Tak, o części tych decyzji wiedzieliśmy już na początku roku. W styczniu pojawiła się informacja, że za nadwykonania będzie wypłacane jedynie 40 proc. wartości świadczeń. Jeszcze przed oficjalnym podsumowaniem roku było jasne, że w stomatologii nie pojawią się dodatkowe środki i że ten obszar nie jest traktowany jako priorytet.

Co oznacza dla stomatologii publicznej decyzja o odjęciu kolejnych 40 proc. środków?

To jest uderzenie w już bardzo ograniczony budżet. Jeśli odejmujemy 40 proc. od czegoś, co i tak było niewystarczające, to realnie zabieramy połowę środków, którymi dysponowały placówki. W takiej sytuacji stomatologia publiczna nie będzie już kulała. Ona znajdzie się w stanie całkowitej zapaści. Mówię to z pełną odpowiedzialnością: takie decyzje prowadzą do stopniowego zaniku publicznej opieki stomatologicznej.

W środowisku dentystów narasta oburzenie wobec ostatnich działań NFZ. Co budzi największy niepokój?

Niepokój budzi przede wszystkim chaos decyzyjny. Ostatnio pojawiło się na stronach NFZ ogłoszenie – nawet nie zarządzenie, niepodpisane przez nikogo, które wywraca część procedur do góry nogami. Za świadczenia, które były normalnie rozliczane przez cztery lata i nigdy nie budziły zastrzeżeń, nagle „nie będziemy płacić”. Bez uzasadnienia, bez konsultacji, bez poszanowania pracy lekarzy. Po prostu – nie, bo nie. Ale jedno jest jasne: to kolejny sygnał, że system desperacko szuka oszczędności, zamiast racjonalnie planować opiekę zdrowotną. Rolę planowania przejęły statystyki, a nie realne potrzeby.

Jak te decyzje przełożą się na pacjentów?

Dostępność świadczeń będzie jeszcze bardziej ograniczona. Pacjentom będzie niezwykle trudno dostać się do publicznej opieki stomatologicznej. Już dziś stomatologia jest niedoszacowana, a teraz będzie dodatkowo niedofinansowana. W takich warunkach wielu lekarzy po prostu zrezygnuje z pracy w systemie publicznym.

NFZ podkreśla, że dokłada pieniędzy do koszyka i wprowadza nowe procedury. Jak to wygląda z perspektywy lekarzy?

To narracja oderwana od realiów. Ostatnie kontraktowanie w stomatologii odbyło się w 2017 r. Od tamtej pory warunki pracy i koszty prowadzenia gabinetu zmieniły się diametralnie, a kontrakty pozostały takie same. Dziś zmienia się zasady finansowania, obniża wyceny i tnie koszty, ale nie ma już czego ciąć. W stomatologii nie ma nadmiaru pieniędzy, które można byłoby przesuwać. Co więcej, niektóre procedury są wycenione tak absurdalnie, że bardziej opłaca się usunąć ząb, niż go leczyć. To cofanie się do realiów sprzed wielu dekad.

Samorząd lekarski od dawna ostrzegał przed taką sytuacją. Jakie działania podejmowano wcześniej?

Od lat konsekwentnie mówimy, co się wydarzy, jeśli system nie zostanie naprawiony. Teraz wszyscy próbują gasić pożar, choć ostrzegaliśmy, że dojdzie do zapaści. Zgłaszaliśmy konkretne propozycje. Była to ponowna wycena procedur, dostosowanie ich do realiów rynkowych, uporządkowanie zasad finansowania. To nie były postulaty „na nie”. To były gotowe drogi wyjścia. Tymczasem choć słyszałem zapewnienia, że skierowano wniosek do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji o nową wycenę stomatologii zachowawczej i dziecięcej na 2026 r., do dziś Agencja nie otrzymała żadnego formalnego zlecenia.

Jakie są konsekwencje dalszego ograniczania wydatków na stomatologię?

Konsekwencje są jednoznaczne: publiczna stomatologia przestanie funkcjonować. W ciągu kilku lat udział stomatologii w budżecie NFZ spadł z około 3,14 proc. do 2,14 proc. Nominalnie środki wzrosły, ale to złudzenie, bo lekarze w ciągu pół roku wykonują cały roczny kontrakt. To pokazuje skalę niedoszacowania. Jeśli dalej będziemy traktować leczenie jak produkcję w fabryce gwoździ, system się rozpadnie. I to nie jest metafora, to realny scenariusz, który właśnie obserwujemy.

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 5/2026