Oszczędności wydłużą kolejki. Lekarze ostrzegają
Cięcia w ochronie zdrowia przestają być abstrakcyjną kategorią budżetową – zaczynają przekładać się na konkretne decyzje o tym, kto i kiedy zostanie zdiagnozowany. Nowe zasady finansowania mogą poważnie ograniczyć dostęp do specjalistów i badań.

Kolejki i ograniczenie dostępu do kluczowej diagnostyki to główny temat śniadania prasowego „Medycyna oszczędnościowa – rachunek za zdrowie”, które 26 marca odbyło się w siedzibie Naczelnej Izby Lekarskiej. Przedstawiciele samorządu lekarskiego omówili skutki wprowadzanych przez rząd oszczędności w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej.
Apel Naczelnej Rady Lekarskiej
NFZ zapowiedział, że nadwykonania, czyli wizyty i procedury przekraczające limit określony w umowie z podmiotem leczniczym, będą finansowane jedynie w 40 proc. Podobne rozwiązania mają objąć ambulatoryjną diagnostykę specjalistyczną (ASDK), w tym gastroskopię, kolonoskopię, tomografię komputerową i rezonans magnetyczny. Według Funduszu częściowe limity mają przynieść około 800 mln zł oszczędności w diagnostyce, a cięcia w AOS mogą pomóc zaoszczędzić jeszcze większe kwoty.
Naczelna Rada Lekarska ostrzega, że takie działania doprowadzą do dalszego wydłużenia kolejek szczególnie w obszarach, gdzie opóźnienie diagnostyki może być zagrożeniem życia – tak jak w onkologii czy kardiologii. W wielu pracowniach kontrakty już dziś są bardzo niskie, a z części ośrodków napływają sygnały, że pacjenci zapisani na kwiecień br. otrzymują propozycje terminów dopiero na 2027 r. W niektórych miejscach limity mogą wyczerpać się w ciągu najbliższych tygodni.
W ochronie zdrowia nie ma nadwykonań
Podczas spotkania przedstawiciele NRL omówili problem z perspektywy swoich specjalizacji. Wiceprezes NRL Klaudiusz Komor przypomniał, że pojęcie „nadwykonań” w medycynie jest mylące i nieadekwatne. – Być może część z państwa pamięta jeszcze czasy, gdy „nadwykonania” kojarzyły się z Wincentym Pstrowskim i przekraczaniem norm: 120 proc. było powodem do dumy, dowodem, że pracujemy więcej i lepiej. W ochronie zdrowia takie myślenie nie ma jednak żadnego zastosowania. Tu nie powinno istnieć pojęcie „nadwykonań”, bo wykonuje się wyłącznie te świadczenia, które są pacjentowi rzeczywiście potrzebne. Trudno sobie wyobrazić, by ktokolwiek zgłaszał się na kolonoskopię czy gastroskopię dla przyjemności – to procedury wykonywane z konieczności, nie z wyboru.
W kardiologii, jak podkreślał wiceprezes NRL, konsekwencje opóźnień mogą być szczególnie dotkliwe. – Choroby sercowo‑naczyniowe wciąż są najczęstszą przyczyną zgonów. Diagnostyka musi opierać się na szybkim wykrywaniu zaburzeń i wdrażaniu właściwego postępowania. Jeśli wejdą w życie rozwiązania ograniczające finansowanie wizyt kontynuowanych do 40 proc., cofniemy się o kilka kroków.
Klaudiusz Komor przypomniał, że pierwsza wizyta w poradni kardiologicznej to dopiero początek procesu diagnostycznego. – Jak powtarzano nam na studiach: 70 proc. diagnozy to dobry wywiad i badanie fizykalne, a reszta to potwierdzenie hipotez za pomocą badań dodatkowych. Nawet najbardziej doświadczony kardiolog nie jest w stanie podczas jednej wizyty bez wyników badań postawić pełnej diagnozy i ustalić leczenia. Ograniczenie finansowania wizyt kontrolnych realnie wydłuży kolejki do drugiej, trzeciej i kolejnych wizyt.
Zdaniem wiceprezesa NRL proponowane zmiany oznaczają cofnięcie kardiologii o lata: dłuższe terminy, opóźnioną diagnostykę i gorsze rokowania. – 40 proc. wartości świadczenia w wielu przypadkach nie pokryje nawet kosztów jego wykonania. To stworzy presję na dyrektorów, by nadwykonań po prostu nie realizować. A to uderzy bezpośrednio w pacjentów i w bezpieczeństwo systemu.
System udaje, że nie widzi
Rzecznik NIL i onkolog Jakub Kosikowski podkreślał, że w onkologii skutki cięć mogą być równie dramatyczne. – Wiceprezes NFZ zapewnia, że planowane cięcia nie obejmą onkologii ani pakietu DiLO. Tymczasem pacjent rozpoczynający chemioterapię, radioterapię lub radiochemioterapię w obrębie głowy i szyi powinien mieć wcześniej w pełni wyleczoną jamę ustną. Pełna sanacja jest konieczna, bo ryzyko powikłań jest ogromne, a jeśli dojdzie do infekcji, leczenie trzeba przerwać albo będzie ono niepełne.
Jakub Kosikowski zwrócił uwagę na absurd systemowy: stomatologia nie jest elementem ścieżki DiLO. – Ścieżka DiLO zakłada, że diagnostyka ma się zamknąć w siedmiu tygodniach, a leczenie rozpocząć w kolejnych. Problem polega na tym, że wizyta stomatologiczna nie jest częścią DiLO. Pacjent staje więc przed wyborem: albo leczy zęby prywatnie, albo ryzykuje, że „może się uda” i nie dojdzie do sepsy.
Onkolodzy powinni wymagać od pacjentów zaświadczenia o sanacji, ale system nie daje im narzędzi. – Jak mamy tego wymagać, skoro pacjent mówi, że go na to nie stać, a najbliższy termin w publicznej stomatologii dostaje za rok? A rok czekać nie może.
Placówki alarmują
Jak informował rzecznik NIL, kilkanaście przychodni, poradni oraz pracowni endoskopowych i obrazowych zgłasza, że ich kontrakty z NFZ są na wyczerpaniu. Część placówek już straciła finansowanie, w innych stanie się to w najbliższych tygodniach. Od kwietnia wiele z nich zacznie ograniczać liczbę przyjmowanych pacjentów. Dyrektorzy szpitali w całej Polsce potwierdzają te obawy:
- Proszowice – dyrektor Zbigniew Torbus szacuje, że kolejki mogą wydłużyć się nawet o 70 proc., czas oczekiwania na gastroskopię wzrośnie z 99 do 152 dni;
- Tarnów – dyrektor Anna Czech zapowiada, że placówka będzie mogła zabezpieczyć głównie przypadki ostre; pacjenci planowi będą przesuwani na odległe, często nierealne terminy;
- Lublin (USK nr 4) – dyrektor Michał Szabelski wskazuje, że nowe regulacje zmuszają placówkę do wykonywania części badań poniżej kosztów;
- WSS im. Wyszyńskiego i COZL – podkreślają, że ograniczenia nie stabilizują systemu, lecz generują dodatkowe koszty i opóźniają diagnozy.
W Toruniu i Włocławku zapowiedziano wstrzymanie zapisów na endoskopię na 2026 r. Duże podmioty radiologiczne ostrzegają przed spadkiem liczby badań planowych i wzrostem liczby badań „cito”. W Myszkowie i Krasnymstawie ograniczono przyjęcia w okulistyce, w woj. lubelskim w neurologii.
W Gryfinie, Opatowie, Zabrzu i na warszawskim Bemowie kontrakty na endoskopię zostały już wyczerpane. W jednej z lubelskich pracowni rezonansu magnetycznego dotychczasowy tryb pracy (8.00–22.00 w dni powszednie, 8.00–20.00 w weekendy) od maja zostanie zredukowany do trzech godzin dziennie, bez pracy weekendowej.
Sylwia Wamej
Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 5/2026