Piotr Kościelniak: Plan pełzającej prywatyzacji
To nieprawda, że ministerstwo nie ma pomysłu na system ochrony zdrowia. Te podłe, oszczercze zarzuty trzeba zdecydowanie odrzucić. Tylko osoby całkowicie pozbawione wyobraźni mogą wysuwać jakże krzywdzące tezy o braku strategii, działaniach chaotycznych i bez planu.

Równie bezpodstawne jest insynuowanie niechęci do działania lub wręcz niekompetencji kierownictwa resortu. Co to, to nie. Twierdzę, że ministerstwo ma nie tylko strategię, ale również kompetencje, chęci, a co najważniejsze – ma plan. I właśnie teraz realizuje go z pełną konsekwencją, nie oglądając się na skutki.
Jak inaczej można wytłumaczyć skorelowane wysiłki zmierzające do ograniczenia dostępności do świadczeń przez wprowadzenie tylnymi drzwiami limitów, zmniejszanie odpłatności za wizyty i diagnostykę, likwidację oddziałów i wpędzanie szpitali powiatowych w astronomiczne długi?
O ile kwestię limitów da się rozwiązać szybko – jednym rozporządzeniem, o tyle efekty zadłużenia będą znacznie poważniejsze. Placówki medyczne pozbawione należnych im pieniędzy z NFZ, bez płynności finansowej, będą tracić lekarzy i pacjentów. Ci pierwsi pójdą tam, gdzie im się dobrze płaci za pracę i nie wymaga robienia zrzutek na konserwację niezbędnego sprzętu. Ci drudzy zapłacą, byle mieć badanie lub wizytę kontrolną w terminie, który nie wymaga kupowania kalendarza na przyszły rok. Czy wręcz na kolejne lata.
Wspomniana wyobraźnia podpowiada, co będzie dalej. Świetnie funkcjonujące prywatne sieci, zarabiające na zdesperowanych pacjentach, którzy wcześniej odbili się od drzwi placówek publicznych, po prostu przejmą rynek. Kupią podupadające szpitale i gabinety, po czym wprowadzą taki zakres usług, który pozwoli zmaksymalizować zysk.
Zlikwidują oddziały chronicznie niedofinansowane – przynoszące straty. Będzie jak w stomatologii, gdzie prywatne gabinety, kasujące po półtora tysiąca za wyrwanie bolącego zęba (w Warszawie), zdominowały rynek. Likwidacja porodówek i nieudana akcja z wprowadzaniem pokojów narodzin to tylko próbka tego, co czeka nas po realizacji tego scenariusza.
Nie wierzę, że w Narodowym Funduszu Zdrowia, Ministerstwie Zdrowia i w całym rządzie nikt nie wie, czym jest łańcuch przyczynowo-skutkowy i nie dostrzega prostych konsekwencji swoich czynów. A skoro dostrzega i nie reaguje, to znaczy, że to wcale nie bałagan, tylko zamierzone działanie. To PPP – plan pełzającej prywatyzacji.
Moim zdaniem to właśnie ten problem będzie jednym z największych wyzwań kolejnej kadencji władz samorządu lekarzy i lekarzy dentystów. A skoro już o tym mowa – na portalu gazetalekarska.pl będziemy na żywo relacjonować wydarzeniu Krajowego Zjazdu Lekarzy. Pracujemy też nad nową odsłoną naszej strony. Będzie nowocześniejsza, lżejsza i wzbogacona o nowe tematy i formy. Zaglądajcie do nas!
Piotr Kościelniak
Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 5/2026