Mariusz Politowicz: Ile kosztuje nas brak decyzji?
Deficyt NFZ liczony w dziesiątkach miliardów złotych, miliardy za niewykorzystane szczepionki i setki ton leków trafiających do utylizacji – to nie tylko liczby, ale efekt systemowych zaniedbań. W ochronie zdrowia wciąż brakuje nie tyle pieniędzy, co odwagi do wprowadzania rozwiązań, które mogłyby te straty ograniczyć.

O tym, że w NFZ brakuje pieniędzy, wiedzą chyba wszyscy. W 2026 r. deficyt wyniesie 23 mld zł, czyli prawie 2 mld miesięcznie. Do tego dochodzi – prawdopodobnie – kolejny ogromny koszt: 5,6 mld zł za nieodebrane szczepionki przeciw COVID-19.
Jako farmaceuta szczepiący od lipca 2021 r. patrzę na ten problem ze szczególną uwagą. Pamiętam zarówno wyboistą drogę do zmiany postrzegania mojego zawodu, jak i sukces, jakim było podanie przez farmaceutów ponad 2,2 mln dawek szczepionek. Mogło być ich więcej, i to z kilku powodów.
Najpierw opór decydentów, dla których zmiana utartych schematów była trudna (eufemizm). Potem – właściwie od początku programu szczepień – działania różnych środowisk antyszczepionkowych i ich długotrwałe tolerowanie przez państwo. O ile jeszcze można – choć z trudem – próbować zrozumieć osoby ignorujące powszechnie dostępną wiedzę medyczną, o tyle nie sposób zaakceptować świadomych negacjonistów.
Dlatego trudno było mi zrozumieć kampanię „proszczepienną”, którą pod koniec pandemii sfinansowało Ministerstwo Zdrowia. W skrócie: kilka spotów, które w taki sposób zachęcały do szczepień, że w praktyce skutecznie do nich zniechęcały. Przykładowo: „my, Polacy, nie lubimy być zmuszani”. Dziś, także w kontekście wojny w Ukrainie i nasilonej dezinformacji, widać wyraźnie, jak groźne są takie zaniechania.
Skutkiem jest wzrost liczby chorób zakaźnych, a więc większe wydatki na leczenie – kosztem innych potrzeb zdrowotnych. Jednocześnie system traci środki, które mogłyby zostać przeznaczone choćby na bezpieczeństwo państwa. Do tego dochodzi permanentne generowanie sporów – czasem wręcz karczemnych awantur – między przeciwnikami szczepień a ich zwolennikami. Widać to zarówno przy rodzinnych stołach, jak i w gabinetach lekarskich czy aptekach.
Osoby lub całe grupy społeczne skonfliktowane z innymi nie obdarzają się zaufaniem. Nie przyjmują zaleceń ani oferowanej pomocy. Łatwiej uwierzyć w narrację o „złej Big Pharmie”, która rzekomo manipuluje lekarzami i farmaceutami, niż zaufać wiedzy medycznej. Paradoksalnie, jednocześnie rośnie wiara w „cudowne” suplementy diety sprzedawane wysyłkowo, często po bardzo wysokich cenach i bez realnych dowodów skuteczności.
Trudno zaakceptować, że państwo nie przeciwdziała skutecznie zjawiskom, które w istocie podważają zaufanie do instytucji publicznych. Tymczasem ochrona zdrowia obywateli jest jedną z podstawowych powinności konstytucyjnych państwa. Jej zła organizacja generuje koszty na wielu poziomach.
Dochodzi do tego jeszcze jeden, mniej spektakularny, ale bardzo kosztowny problem – niewykorzystane leki. W 2025 r. do utylizacji trafiły dziesiątki ton: 44 tony we Wrocławiu i 155 ton w Warszawie. To tylko część skali, bo wiele leków trafia bezpośrednio do śmieci lub kanalizacji. Nie każdy z nich kosztuje fortunę, ale łączna wartość robi wrażenie. Tym bardziej że jednocześnie powszechne jest przekonanie, że leki są drogie. Trudno pogodzić te dwa fakty.
Nikt rozsądny nie chce ograniczać pacjentom dostępu do leków. Jeśli jednak tak wiele z nich nie jest wykorzystywanych, zasady ich wydawania powinny zostać zmienione. Dziś możliwe jest realizowanie recept na wielomiesięczne zapasy, które z różnych powodów – najczęściej medycznych – nie są zużywane.
Rozwiązanie istnieje od lat. To tzw. recepta kontynuowana, przewidziana w przepisach, ale wciąż niewdrożona. W uproszczeniu: farmaceuta na podstawie zaleceń lekarza i reakcji pacjenta wydawałby kolejne partie leku w miarę potrzeb. Bez angażowania lekarza, o ile nie pojawią się problemy. Zyskałby na tym system – mniej zmarnowanych leków to realne oszczędności. Zyskałby lekarz – więcej czasu dla pacjentów. I wreszcie zyskałby pacjent – lepiej dopasowaną terapię.
To tylko jeden z przykładów działań, które w innych krajach są standardem. Tam już dawno zrozumiano, że w obliczu starzejących się społeczeństw i rosnących kosztów ochrony zdrowia niewykorzystywanie kompetencji farmaceutów jest zwyczajnie nieopłacalne.
Mariusz Politowicz, członek Naczelnej Rady Aptekarskiej
Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 5/2026