Wywiad lekar(s)ki: Życie nie jest tabelą w Excelu

O tym, jak proponowane przez rząd kontrowersyjne zmiany w ustawie o zawodzie lekarza i lekarza dentysty wpłyną na codzienne życie, mówią Lucyna Wyrwas-Zubek (odbywa szkolenie specjalizacyjne z psychiatrii dzieci i młodzieży, Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie) i Dagmara Adamska-Tomaszewska (realizuje specjalizację z pediatrii, Śląska Izba Lekarska) w rozmowie z prezes Fundacji Matki Lekarki Marią Kłosińską.

W debacie o projekcie ustawy słyszymy głównie o organizacji szkolenia, terminach i procedurach. Znacznie rzadziej mówi się o ludziach, których te przepisy dotyczą. PES zdała Pani wiosną 2024 r. Jak wyglądała wówczas sytuacja?

Lucyna Wyrwas-Zubek: Do egzaminu przystąpiłam, będąc w ciąży. Uzyskałam jeden z najwyższych wyników w kraju. Był to dla mnie bardzo ważny moment i potwierdzenie wiedzy zdobywanej przez lata szkolenia specjalizacyjnego. Później urodziłam dziecko, korzystałam z urlopu macierzyńskiego, rodzicielskiego, a następnie z urlopu wychowawczego.

Od egzaminu minęły już ponad dwa lata, a do ukończenia specjalizacji pozostało mi kilka miesięcy szkolenia. Informacja o możliwości utraty skuteczności wyniku PES jest dla mnie ogromnym ciosem. Nie godzę się na to, że egzamin, który zdałam z tak dobrym wynikiem, może zostać unieważniony nie dlatego, że utraciłam wiedzę albo nie spełniłam wymagań merytorycznych, ale dlatego że po urodzeniu dziecka zdecydowałam się sprawować nad nim osobistą opiekę.

Jest Pani niemal specjalistką psychiatrii dzieci i młodzieży. Czy Pani wiedza zawodowa wpływa na sposób, w jaki patrzy Pani na tę sytuację?

Lucyna Wyrwas-Zubek: Zdecydowanie tak. Jako lekarka zajmująca się zdrowiem psychicznym dzieci wiem, jak duże znaczenie dla ich rozwoju ma stabilność, poczucie bezpieczeństwa i obecność stałego opiekuna w pierwszych latach życia. Wczesna relacja z opiekunem nie jest dodatkiem, z którego można łatwo zrezygnować. Stanowi fundament dalszego prawidłowego rozwoju emocjonalnego dziecka. Dlatego zdecydowałam się na skorzystanie z urlopu związanego z rodzicielstwem.

To szczególnie bolesny paradoks: osoba, która zawodowo zajmuje się zdrowiem psychicznym dzieci i rozumie znaczenie stabilnej opieki we wczesnym dzieciństwie, ma zostać ukarana zawodowo za to, że zapewniła taką opiekę własnemu dziecku. Trudno jest mi pogodzić się z faktem, że zaproponowany postulat odnośnie „ważności” PES może zmuszać lekarki do rezygnowania z opieki nad własnym dzieckiem, nie dlatego że wymaga tego jego dobro, ale dlatego że w przeciwnym razie utracą swój wypracowany wynik egzaminu specjalizacyjnego.

Zwolennicy zmian mówią, że lekarz powinien możliwie szybko zakończyć szkolenie i uzyskać tytuł specjalisty.

Lucyna Wyrwas-Zubek: Rozumiem potrzebę sprawnego kończenia szkolenia specjalizacyjnego. Sama chcę je ukończyć i pracować jako specjalistka psychiatrii dzieci i młodzieży. Nie uchylam się od szkolenia ani od odpowiedzialności zawodowej. Nie widzę jednak uzasadnienia dla stwierdzenia, że po upływie dokładnie 24 miesięcy mój bardzo dobry wynik egzaminu nagle przestaje potwierdzać posiadaną wiedzę. Upływ tego terminu nie oznacza automatycznie, że lekarz przestał mieć kompetencje sprawdzone podczas PES.

Jeżeli celem projektowanych przepisów ma być poprawa jakości kształcenia, należałoby wykazać, w jaki sposób utrata skuteczności wyniku egzaminu po 24 miesiącach tę jakość poprawia. W mojej sytuacji przepis nie podniesie poziomu szkolenia ani nie zwiększy bezpieczeństwa pacjentów, bo specjaliści psychiatrii dzieci i młodzieży są potrzebni nie na już, a na wczoraj. To może natomiast doprowadzić do tego, że będę musiała ponownie zdawać egzamin specjalizacyjny, co oznacza późniejsze wejście na rynek pracy jako specjalistka. Kuriozum.

Czego oczekiwałaby Pani od autorów projektu?

Lucyna Wyrwas-Zubek: Przede wszystkim spojrzenia na rzeczywiste konsekwencje tego przepisu. Za terminami i procedurami stoją konkretni ludzie oraz ich dzieci. Postulat ten uderza w dużej mierze w lekarki takie jak ja, które decydują się na posiadanie potomstwa po zdanym egzaminie specjalizacyjnym i chcą sprawować nad nim opiekę.

Niezrozumiałe jest dla mnie, że decyzja o poświęceniu czasu dziecku może prowadzić do utraty wyniku egzaminu, który został już zdobyty kosztem wieloletniej nauki, wyrzeczeń i ogromnego wysiłku. Dlatego osoby, których szkolenie uległo wydłużeniu z przyczyn związanych z rodzicielstwem czy chorobą, której nie da się zaplanować, nie powinny być uznawane za celowo opóźniające jego ukończenie ani ponosić negatywnych konsekwencji z tym związanych.

Nie jest to odosobniona opinia. Dlatego pytam dr Dagmarę Adamską-Tomaszewską: Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że uprawnienia związane z ciążą oraz urlopami macierzyńskim i rodzicielskim pozostają niezmienione. Dlaczego Pani zdaniem lekarki uważają mimo to, że projekt może uderzać właśnie w matki?

Dagmara Adamska-Tomaszewska: Wynika to z prostej matematyki. Wśród lekarzy odbywających szkolenie specjalizacyjne jedną z najczęstszych przyczyn jego przedłużenia są zwolnienia lekarskie w okresie ciąży, a następnie urlopy macierzyński i rodzicielski. Pełne wykorzystanie tych uprawnień, szczególnie w przypadku ciąży powikłanej, może prowadzić do utraty skuteczności wyniku PES zdanego na ostatnim roku specjalizacji, nawet po przesunięciu egzaminu na ostatnie sześć miesięcy szkolenia.

Nie dotyczy to wyłącznie rezydentek, które zajdą w ciążę po zdanym egzaminie. Rozwiązanie uderza w rodzinę jako system, także w ojców lekarzy korzystających z urlopu rodzicielskiego. Jeśli do tego dojdzie dłuższa choroba, również oni mogą utracić wynik egzaminu. Nie możemy też unikać tematu planowania rodziny. Nadal pojawiają się komentarze, że „wystarczy nie zachodzić w ciążę”. Tymczasem wiele par mierzy się z problemami z płodnością, a odkładanie starań nie zawsze jest obojętne. Państwo deklaruje politykę prorodzinną, a jednocześnie tworzy przepisy zniechęcające do powiększania rodzin.

Czy problem 24-miesięcznego terminu dotyczy wyłącznie rodziców będących lekarzami, czy również osób znajdujących się w trudnych sytuacjach zdrowotnych lub rodzinnych?

Dagmara Adamska-Tomaszewska: Naiwnością byłoby patrzenie na ten problem wyłącznie przez pryzmat rodzicielstwa. Każdy lekarz może ulec poważnemu wypadkowi albo zachorować w sposób wymagający czasowego przerwania lub nawet niepodjęcia w sztywnym, nowym terminie szkolenia. Dodatkowy stres związany z możliwością utraty skuteczności wyniku już zdanego, trudnego egzaminu z pewnością nie będzie sprzyjał powrotowi do zdrowia. Nie leży to też w interesie systemu ochrony zdrowia.

Lekarz z już zdanym PES może po ukończeniu szkolenia szybko dołączyć do grona specjalistów. Ponowne przygotowanie do egzaminu tylko ten proces wydłuży. Przykładem jest moja sytuacja. PES zdałam w 2024 r., będąc w ciąży, która okazała się powikłana. Zwolnienie lekarskie, a następnie urlop związany z rodzicielstwem znacząco przedłużyły moje szkolenie. Zgodnie z obecnymi przepisami w grudniu tego roku zakończę specjalizację i rozpocznę pracę jako specjalistka pediatrii. Ponowne zdawanie egzaminu przesunie ten moment o kolejne miesiące.

Projekt przewiduje również wykluczenie z dwóch kolejnych postępowań kwalifikacyjnych lekarza, który nie podejmie szkolenia specjalizacyjnego w określonym terminie. Jak ocenia Pani rozwiązanie, które nie uwzględnia wprost sytuacji rodzinnej, zdrowotnej ani opiekuńczej lekarza?

Dagmara Adamska-Tomaszewska: Mechanizm jest podobny jak w przypadku PES. Możemy osiągnąć krótkoterminowy efekt, zmuszając młodych lekarzy do decyzji sprzecznych z ich zdrowiem lub odpowiedzialnym planowaniem rodziny. Długofalowo społeczeństwo na tym nie zyska. Szczególnie niepokojące jest to w specjalizacjach, w których zapotrzebowanie na lekarzy przewyższa zainteresowanie szkoleniem.

Możemy mieć rezydenta, który z uzasadnionych powodów rozpocznie specjalizację z kilkumiesięcznym opóźnieniem. Możemy też „ukarać” go np. za złamanie nogi i konieczność rehabilitacji i odsunąć możliwość rozpoczęcia szkolenia o dwa kolejne postępowania, czyli w praktyce o ponad rok. Nie ma przy tym gwarancji, że na zwolnione miejsce zgłosi się chętny kandydat, co ważne – z odpowiednimi predyspozycjami do danej specjalizacji.

Wśród propozycji znalazły się również ograniczenia dotyczące zmiany miejsca odbywania specjalizacji. Czy życie rodzinne lekarzy można zaplanować tak, aby nigdy nie pojawiła się potrzeba zmiany miejsca szkolenia?

Dagmara Adamska-Tomaszewska: Problem jest szerszy niż opieka nad małym dzieckiem. Lekarz może zachorować albo zostać jedyną osobą zdolną do opieki nad chorym członkiem rodziny. Ograniczenie możliwości przeniesienia specjalizacji może wówczas zmusić go do wyboru między potrzebami zdrowotnymi najbliższych a kontynuowaniem specjalizacji na rezydenturze. Musimy też pamiętać o lekarzach, których partnerzy pracują poza medycyną. Czy mają wybierać między rozłąką a utrzymywaniem się z jednej pensji?

Ministerstwo argumentuje, że proponowane rozwiązania mają poprawić jakość kształcenia specjalizacyjnego. Czy widzi Pani bezpośredni związek między tymi przepisami a lepszym przygotowaniem lekarza?

Dagmara Adamska-Tomaszewska: Nie. Trudno mi dostrzec, w jaki sposób utrata skuteczności wyniku prawidłowo przeprowadzonego i zdanego egzaminu miałaby podnosić jakość kształcenia. Także przymus pozostawania w ośrodku, w którym lekarz doświadcza zachowań mobbingowych, przy ograniczonej możliwości przeniesienia szkolenia nie poprawi jakości kształcenia.

Który z proponowanych zapisów uważa Pani za najbardziej oderwany od realiów życia lekarzy odbywających specjalizację?

Dagmara Adamska-Tomaszewska: Mnie osobiście najbardziej dotykają przepisy dotyczące PES i dyżurów. Gdybym jednak dziś zaczynała drogę zawodową, obawiałabym się skierowania wiele kilometrów od domu bez realnej możliwości zmiany miejsca. Dramatyczna może być sytuacja małżeństw lekarzy skierowanych do dwóch odległych części województwa albo miejsca, gdzie nie byłoby pracy dla współmałżonka nielekarza. Takie rozwiązania mogą łamać zawodowe marzenia i rozbijać rodziny.

Zwróciła Pani uwagę, że lekarze odbywający specjalizację są dorosłymi ludźmi, którzy mają rodziny, dzieci i zobowiązania. Czy autorzy projektu wystarczająco uwzględnili tę perspektywę?

Dagmara Adamska-Tomaszewska: Z całą pewnością nie. Łatwo patrzeć na ochronę zdrowia jak na zestaw tabel, wskaźników i sum. Od dawna mówimy jednak o dehumanizacji systemu. Nie możemy oczekiwać od medyków, że w każdym pacjencie będą dostrzegali człowieka, a nie jedynie kod ICD i procedurę rozliczaną z NFZ, jeśli sami będziemy traktowani jak numery w statystykach. Walka o wartość i godność człowieka w ochronie zdrowia musi być równie ważna po obu stronach stetoskopu.

Gdyby mogła Pani zaproponować jedną zmianę w projekcie, która pozwoliłaby zachować wysokie standardy szkolenia, a jednocześnie nie karałaby lekarzy za rodzicielstwo, chorobę lub zdarzenia losowe, co by to było?

Dagmara Adamska-Tomaszewska: Nie wprowadzałabym automatycznej utraty skuteczności wyniku PES po 24 miesiącach. Obecna ustawa pozwala uwzględnić indywidualną sytuację lekarza i odróżnić celowe przedłużanie szkolenia od przerwy wynikającej z rodzicielstwa, choroby czy zdarzenia losowego.

Nie rezygnowałabym również z rozwiązania, zgodnie z którym lekarz korzystający z uprawnień rodzicielskich lub mający przeciwwskazania zdrowotne może nie pełnić dyżurów przez okres do 24 miesięcy, nie dłużej jednak niż przez połowę czasu trwania specjalizacji, a jego szkolenie nie jest z tego powodu przedłużane. Te mechanizmy pozwalają chronić lekarzy w uzasadnionych sytuacjach, bez obniżania standardów kształcenia.

* * *

Ustawa do konsultacji

W czerwcu Fundacja Matki Lekarki spotkała się z przedstawicielami Ministerstwa Zdrowia, aby w ramach konsultacji społecznych przedstawić zastrzeżenia do projektu ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty oraz propozycje zmian zapisów.

Zdaniem Matek Lekarek część projektowanych przepisów może prowadzić do dodatkowych konsekwencji zawodowych dla lekarzy korzystających z uprawnień związanych z rodzicielstwem lub chorobą, nie wykazano natomiast, że rozwiązania te przełożą się na poprawę jakości kształcenia specjalizacyjnego. Szczególny sprzeciw budzi zapis o utracie skuteczności pozytywnego wyniku Państwowego Egzaminu Specjalizacyjnego po upływie 24 miesięcy.

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 7-8/2026