Zarobki lekarzy na Radzie Ministrów

Rząd przyjął projekt ustawy pozwalającej zbierać informacje o wynagrodzeniach lekarzy w powiązaniu z numerem PESEL. To reakcja na skandal wokół zarobków powiązanego z Koalicją Obywatelską młodego lekarza z Warszawy.

Fot: KPRM

– Ustawa pozwoli na zebranie danych dotyczących wynagrodzeń konkretnych medyków w oparciu o numer PESEL, co pomoże w ustaleniu kosztów świadczeń zdrowotnych i w lepszym zarzadzaniu systemem – powiedział rzecznik rządu Adam Szłapka po posiedzeniu Rady Ministrów w dniu 16 czerwca. Punkt o narzędziach do szczególnej kontroli wynagrodzeń i powiązaniu ich z numerem PESEL został wprowadzony pod obrady po upowszechnieniu informacji, że Dawid Kacprzyk, powiązany z rządzącą koalicją radny dzielnicy Ursus, pracujący m.in. w Warszawskim Szpitalu Południowym, w ciągu roku zarobił na usługach medycznych ok. 1,6 mln zł.

– Informacja o zarobkach sięgających prawie dwóch milionów złotych lekarzy bez specjalizacji, to jest coś niepokojącego. Musimy to możliwie szybko przeciąć – mówił premier Donald Tusk przed posiedzeniem Rady Ministrów.

Obecnie AOTMiT dysponuje jedynie zanonimizowanymi danymi o wynagrodzeniach w systemie ochrony zdrowia. Ponieważ część usług realizowana jest na podstawie kontraktów, agencja (i Ministerstwo Zdrowia) nie może przypisać ich jednej osobie. Śledzenie po numerach PESEL ma to umożliwić. Pozwoli to politykom sprawdzać zarobki lekarzy niezależnie od miejsca zatrudnienia i formy umowy.

– Także w interesie samych lekarzy jest, żeby rząd miał dostęp do rzetelnej informacji jak wyglądają zarobki w poszczególnych jednostkach szpitalnych – podkreślił Donald Tusk.

W rzeczywistości jest to kolejne podejście rządu do cięć wynagrodzeń lekarzy. Przyznał to rzecznik Szłapka. – Jest to przyspieszenie działań, które planowało Ministerstwo Zdrowia – powiedział. Sprawa Dawida Kacprzyka – budząca ogromne emocje – stała się zatem pretekstem do uruchomienia procedur mających doprowadzić do ograniczenia wynagrodzeń.

Sama sprawa jest jednak bardzo bulwersująca i przebiła bańki informacyjne – stąd gwałtowna reakcja premiera. Kacprzyk ma 28 lat i jest dopiero w trakcie specjalizacji z anestezjologii. Został jednak koordynatorem SOR w Warszawskim Szpitalu Południowym. Ponieważ jest także radnym dzielnicy Ursus, musiał złożyć oświadczenie majątkowe. I okazało się, że w 2025 roku jego łączne dochody przekroczyły 1,7 mln złotych, z czego tylko część stanowiło wynagrodzenie w Szpitalu Południowym. Z oświadczenia wynika również, że oprócz tego pracował w Szpitalu Bródnowskim, Szpitalu św. Anny i Samodzielnym Zespole Publicznych Zakładów Lecznictwa Otwartego Warszawa-Ochota.

Wątpliwości budzi rozliczenie godzinowe czasu pracy, z którego wynika, że w Szpitalu Południowym pracował średnio 331 godzin miesięcznie (11 godzin dziennie) – udzielając się przy tym w mediach, pełniąc obowiązki radnego i pracując w innych placówkach.

Reakcja władz na rozlewające się w mediach społecznościowych oburzenie była dość szybka. Marcin Kierwiński, lider warszawskich struktur Koalicji Obywatelskiej, poinformował, że przyjął rezygnację Dawida Kacprzyka z członkostwa w KO. Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski polecił przeprowadzenie pilnego audytu w Szpitalu Południowym.

– W związku z doniesieniami medialnymi Narodowy Fundusz Zdrowia zaczął postępowanie kontrolne w tej placówce. Kontrola obejmuje m.in. weryfikację spełnienia wymogów w zakresie personelu lekarskiego w szpitalnym oddziale ratunkowym – poinformował PAP we wtorek dyrektor biura komunikacji NFZ Paweł Florek.

Naczelna Izba Lekarska złożyła w poniedziałek zawiadomienie do rzecznika odpowiedzialności zawodowej w sprawie tego lekarza. Zarzut dotyczy opuszczenia dyżuru medycznego. Rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski powiedział PAP, że z medialnych doniesień wynika, że grafik pracy lekarza pokrywał się z jego wystąpieniami w TVP, czy w Senacie.