Apolityczność na papierze, spory w praktyce. Pierwszy rok minister Sobierańskiej‑Grendy
Polityka „otwartych drzwi” stała się znakiem firmowym pierwszych dwunastu miesięcy kierowania resortem zdrowia przez minister Jolantę Sobierańską‑Grendę. W oficjalnych komunikatach resortu zdrowia to rok współpracy i szerokich konsultacji. W praktyce rok intensywnych zmian, ale też napięć, szczególnie w relacjach z samorządem lekarskim, który wielokrotnie podkreślał, że dialog z MZ nie był ani łatwy, ani oczywisty.

Mija rok od chwili powołania Jolanty Sobierańskiej-Grendy na stanowisko ministra zdrowia. 23 lipca 2025 roku Donald Tusk ogłosił ją kandydatką na urząd, a następnego dnia prezydent RP Andrzej Duda powołał ją na to stanowisko. W specjalnym komunikacie opublikowanym przez Ministerstwo Zdrowia szefowa resortu podkreśla, że przez ostatni rok drzwi ministerstwa były otwarte dla wszystkich: samorządowców, dyrektorów szpitali, organizacji pacjentów, przedstawicieli zawodów medycznych – niezależnie od barw politycznych.
Jolanta Sobierańska-Grenda wyjaśnia, że jej resort prowadził dialog „pozbawiony politycznego zabarwienia”. Samorząd lekarski widział jednak ten rok inaczej. Naczelna Rada Lekarska wielokrotnie wskazywała, że rozmowy były trudne, a w kluczowych momentach niewystarczające. Warto chociażby wspomnieć ostatnie zamieszanie wokół ustawy PESEL‑owej. Chodzi o ustawę nakładającą na AOTMiT obowiązek zbierania danych o wynagrodzeniach medyków po numerze PESEL lub PWZ, co według rządu ma umożliwić dokładniejsze monitorowanie płac i skali wielozatrudnienia w ochronie zdrowia.
Krytyczny głos NRL
Naczelna Rada Lekarska alarmowała, że projekt wprowadza zbyt daleko idącą ingerencję państwa w dane o wynagrodzeniach, czasie pracy i wielozatrudnieniu lekarzy. Prezes NRL Łukasz Jankowski mówił wprost: – Nie jesteśmy przeciwni transparentności, ale nie może ona polegać na pełnej inwigilacji środowiska lekarskiego. Ministerstwo mówi o dialogu, ale w sprawie ustawy PESEL‑owej nie było go w takim zakresie, jaki powinien towarzyszyć tak poważnej zmianie.
NRL wskazywała, że projekt powstał bez pełnego wysłuchania uwag środowiska, a część rozwiązań została wprowadzona mimo sprzeciwu samorządu. Kolejny punkt to wielozatrudnienie i jawność wynagrodzeń. MZ argumentowało, że dane są potrzebne do racjonalnego planowania finansowania ochrony zdrowia. NRL odpowiadała, że to nie lekarze nie są winni problemów systemu. Nie można ich przedstawiać jako grupy, którą trzeba kontrolować bardziej niż inne. W tle pojawiał się lęk przed stygmatyzacją lekarzy, którzy pracują w kilku miejscach z powodu braków kadrowych, a nie z wyboru.
Zapaść finansowa i brak pieniędzy na nadwykonania
Resort zdrowia przedstawiał nowe zasady jawności jako krok w stronę przejrzystości. Z kolei Naczelna Rada Lekarska widziała w nich ryzyko nadmiernej biurokracji, obciążenia placówek, przerzucenia odpowiedzialności na lekarzy, tworzenia atmosfery kontroli zamiast współpracy.
Zapaść finansowa i brak pieniędzy na nadwykonania to także palący problem, który wyraźnie kontrastował z narracją o „otwartych drzwiach” oraz apolitycznym dialogu. Szpitale alarmowały o narastających długach, braku płynności, konieczności ograniczania świadczeń, rosnących kosztach energii, leków i materiałów, braku środków na nadwykonania, czyli leczenie wykonane ponad limit kontraktu.
NRL mówiła o tym bardzo ostro, a szef samorządu lekarskiego podkreślał, że nie można mówić o poprawie dostępności, jeśli szpitale nie dostają pieniędzy za leczenie, które już wykonano. Podkreślano, że nadwykonania to nie fanaberia, a realne świadczenia udzielone pacjentom. Jeśli państwo ich nie finansuje, to nie ma mowy o stabilności systemu, a deklaracje o otwartym dialogu na pewno tego nie rozwiążą. W wielu regionach nadwykonania sięgały dziesiątek milionów złotych, a część szpitali była zmuszona do ograniczania działalności, mimo rosnących potrzeb zdrowotnych.
„Korpus kontrolerski jest zbyt mały”
W rozmowie z PAP minister Sobierańska‑Grenda sama przyznała, że system kontroli wydatkowania środków publicznych jest niewystarczający.
„Po rozmowach z kierownictwem Narodowego Funduszu Zdrowia wiem, że korpus kontrolerski jest zbyt mały. 115 kontrolerów na 40 tysięcy umów, które są zawierane przez płatnika, to naprawdę niewielka grupa osób, które są w stanie w sposób rzetelny i taki, którego byśmy oczekiwali jako społeczeństwo, kontrolować wydatkowanie środków publicznych” – powiedziała minister Sobierańska-Grenda w rozmowie z Anitą Karwowską i Aneta Pawłowska-Krać dla Polskiej Agencji Prasowej. To pokazuje, że część reform zwiększających przejrzystość jawność grafików, wynagrodzeń, danych o wielozatrudnieniu – nie ma jeszcze odpowiedniego zaplecza instytucjonalnego. Transparentność bez realnej kontroli pozostaje deklaracją.
Skala działań resortu zdrowia
Ministerstwo Zdrowia przedstawiło również skalę działań w ostatnich dwunastu miesiącach. Zdaniem resortu to liczby, które realnie wpływają na funkcjonowanie systemu — zarówno w obszarze inwestycji, jak i dostępności świadczeń, cyfryzacji oraz profilaktyki:
- 28,1 mld zł inwestycji – 1636 umów na 28,144 mld zł.
- 117 nowych terapii refundacyjnych – 55 onkologicznych, 62 nieonkologiczne, 34 dla chorób rzadkich.
- Blisko 4 mld zł na zdrowie psychiczne – infrastruktura, dostępność, modernizacja.
- 39 specjalizacji w Centralnej e‑Rejestracji do 2027 r.
- 1,149 mld zł na reorganizację i konsolidację szpitali.
- 1760 zespołów ratownictwa medycznego – wzrost o 49, +324 mln zł finansowania.
- 15 781 dzieci dzięki programowi in vitro – 52 915 par zakwalifikowanych.
- Ponad 21 mln użytkowników IKP.
- 3,6 mln osób w programie Moje Zdrowie – 1,6 mln bilansów zdrowia.
- Najskuteczniejsze badanie profilaktyki raka płuca – redukcja ryzyka zgonu o 28 proc.
- Niemal 200 mln zł na profilaktykę nowotworów.
- 41,5 mln zł na System Ewidencji Potencjału Świadczeniodawcy (EPŚ).
- 100 mln zł na rozwój transplantologii – wzrost liczby dawców o 11,3% i 10,6%.
- 130 mln zł na honorowe krwiodawstwo (2027–2032).
- 20 mln zł dla Krajowej Sieci Kardiologicznej.
- Niemal 200 mln zł na Narodową Strategię Onkologiczną (2025 r.).
Resort podkreśla, że wdrażanie zmian wymaga konsekwencji i długofalowego podejścia. W założeniach ma to być proces prowadzący do budowy systemu bardziej dostępnego, nowoczesnego i odpornego na przyszłe wyzwania zdrowotne. W praktyce – jak wskazuje środowisko lekarskie – część reform budziła wątpliwości dotyczące tempa, konsultacji oraz gotowości placówek do ich wdrożenia.