Piotr Kościelniak: Wakacje z aferami

Miało być ciepło i spokojnie. A okazało się, że jest burzowo, a powodzie i nawałnice demolują to, co przez lata budowaliśmy. I nie – wcale nie mówię o pogodzie. W Polsce, a w ochronie zdrowia w szczególności, afera goni aferę.

Fot. Waldemar Kompała/Fotorzepa

Jeszcze nie rozwiązaliśmy sprawy pana Kacprzyka, a już ujawnione zostały kolejne nieprawidłowości w tym samym szpitalu i wielu innych. Ostatnio ostrze hejtu na chwilę odwróciło się od lekarzy, by skierować się na osoby odpowiedzialne za defraudację środków dla powodzian czy na ekspertkę od wizerunku, która dzięki sztucznej inteligencji zaliczyła kompletny blamaż własnej marki.

W tej sytuacji nawet prawdziwa bomba (rakieta), pozostawiająca po sobie ogromny lej, nie budzi już takich emocji. Tak samo jak nie budzi większego zgorszenia społecznego wiadomość, że dane blisko 19 mln polskich pacjentów wyciekły z systemu informatycznego jednego z dostawców oprogramowania do zarządzania elektroniczną dokumentacją medyczną. Jest to najpoważniejszy kryzys polskiego systemu usług e-zdrowia w historii.

W dodatku wydaje się, że rządzący niespecjalnie się nim przejmują – śledztwo na razie nie przyniosło rezultatów na tyle znaczących, żeby warto je podać opinii publicznej. Dlaczego mnie to dziwi? Bo potencjalne skutki w postaci samych odszkodowań za naruszenie przepisów o ochronie danych przy takiej liczbie poszkodowanych mogą sięgnąć astronomicznych kwot.

I kwoty te obciążą nie tylko dostawcę oprogramowania (czytaj: źródło wycieku), ale również placówki medyczne, a niekiedy lekarzy, którzy byli administratorami tych danych. Nieufność co do ochrony informacji wrażliwych może doprowadzić do tego, że pacjenci nie będą chcieli podawać swoich danych podczas rejestracji i wizyty lekarskiej. Już teraz można znaleźć w internecie zachęty, aby pozostawiać fałszywe numery telefonów czy adresy zamieszkania.

Konsekwencje dotkną również cały system zbierania i przechowywania danych o zdrowiu. O ile jeszcze kilka–kilkanaście lat temu ataki hakerskie na placówki medyczne były rzadkością (m.in. dlatego, że ochrona zdrowia była słabo skomputeryzowana), o tyle dziś, po cyfryzacji systemu, to właśnie szpitale i gabinety są jednymi z głównych celów cyberprzestępców.

Ostatni wyciek pokazuje, że wykorzystywanie jednego systemu przez tysiące placówek – choć może korzystne ekonomicznie – niekoniecznie jest bezpieczne. Być może konieczne będzie wprowadzenie zasad ochrony danych i cyberodporności takich, jakie obowiązują np. na rynkach finansowych. Ich wprowadzenie w życie (podobnie, jak wdrożenie rozporządzenia DORA czy dyrektywy NIS2) będzie zaś oznaczać ogromne wyzwanie organizacyjne dla i tak już pogrążonych w kłopotach szpitali i przychodni.

Przed nami też wyzwanie – choć z gatunku tych przyjemnych. Następnego dnia po wysłaniu tego wydania do drukarni redakcja „Gazety Lekarskiej” pakuje się i rusza do Cetniewa na Igrzyska Lekarskie. Relację będziecie mogli Państwo przeczytać w kolejnym numerze. Dla tych, którzy nie chcą czekać – bieżące informacje i wyniki można przeczytać i obejrzeć na stronie gazetalekarska.pl.

Piotr Kościelniak

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 9/2026