Lex szarlatan: jak nie wylać dziecka z kąpielą?
Projekt nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, mającej ułatwić walkę z pseudomedycyną, w maju został przyjęty przez rząd i trafił do Sejmu, gdzie 3 lipca ostatecznie został uchwalony. Na etapie sejmowych prac legislacyjnych wybrzmiał brak konsensusu co do jego ostatecznego kształtu.

Regulacje zawarte w niedługim, bo kilkustronicowym dokumencie, potocznie nazywanym lex szarlatan, powstały z inicjatywy i przy dużym udziale Rzecznika Praw Pacjenta. Mają skuteczniej chronić pacjentów przed praktykami pseudomedycznymi, dezinformacją medyczną, działalnością osób podszywających się pod specjalistów medycznych i oferowaniem niesprawdzonych metod leczenia, które mogą odciągać od skutecznej diagnostyki i leczenia zgodnego z aktualną wiedzą medyczną.
– Nowe przepisy pozwolą mocniej stanąć po stronie pacjentów i ich rodzin, będących ofiarami oszustw medycznych. Lex szarlatan to ochrona obywateli oparta na wiedzy, odpowiedzialności i prawie do rzetelnej informacji – ocenił Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec w komunikacie wydanym zaraz po przyjęciu projektu nowelizacji przez Radę Ministrów. Zmiany wzmacniają kompetencje RPP, dzięki czemu będzie mógł szybciej reagować na nielegalne i niebezpieczne praktyki, także wobec podmiotów działających bez wymaganych wpisów do rejestru działalności leczniczej.
Niedługo po tym, gdy projekt nowelizacji ustawy został przyjęty przez rząd, skierowano go do prac legislacyjnych w Sejmie. Przepisami zajęła się sejmowa Komisja Zdrowia. Pierwsze czytanie tego dokumentu odbyło się 9 czerwca. Podczas posiedzenia doszło do żywiołowej dyskusji na jego temat.
Wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka, przedstawiając założenia projektu, wyjaśniała, że celem proponowanych rozwiązań jest zwiększenie poziomu przestrzegania praw pacjenta i wprowadzenie nowych mechanizmów przeciwdziałania szkodliwym i niebezpiecznym dla zdrowia i życia ludzkiego praktykom pseudomedycznym.
– Projekt zawiera trzy zasadnicze obszary zmian dotyczących: postępowania w sprawach praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjenta, postępowania w sprawie praktyk pseudomedycznych oraz nakładania przez Rzecznika Praw Pacjenta kar pieniężnych – powiedziała minister Kęcka. Dodała, że w toku konsultacji publicznych wpłynęło ponad 4 tys. uwag.
Między wolnością i bezpieczeństwem pacjentów
Podczas debaty nad projektem zgromadzeni na Komisji Zdrowia posłowie i przedstawiciele strony społecznej zgłaszali rozliczne uwagi. Ze strony części uczestników posiedzenia padły między innymi stwierdzenia, że zawarte w projekcie rozwiązania są zbyt daleko idące i nieprecyzyjne, a Rzecznik Praw Pacjenta otrzymuje za duże kompetencje.
Część osób twierdziła, że zapisy dotyczące praktyk pseudomedycznych ograniczają wolność pacjenta do wyboru terapii. Na przykład poseł Grzegorz Lorek (PiS) ocenił, że w proponowanym projekcie jest dużo ogólników i niedoprecyzowanych zapisów, a definicja praktyk pseudomedycznych może stwarzać ryzyko nadinterpretacji.
Z kolei poseł Roman Fritz (Konfederacja Korony Polskiej) grzmiał, że dokument budzi wątpliwości z punktu widzenia praw obywatelskich, wolności słowa, wolności działalności gospodarczej, prawa do wyboru terapii, jak i transparentności procesu legislacyjnego. Zgłosił też wniosek o przeprowadzenie wysłuchania publicznego nad projektem (który w drodze głosowania nie przeszedł).
Poseł Witold Tumanowicz (Konfederacja) zwrócił uwagę, że oszuści żerujący na ludzkiej chorobie, rozpaczy i nadziei powinni być ścigani, ale państwo nie może walczyć z jednym zagrożeniem przez stworzenie innego. Ocenił, że proponowane rozwiązania dają Rzecznikowi Praw Pacjenta ogromne kompetencje.
– Ten sam organ może wszcząć postępowanie, zebrać materiał dowodowy, ocenić go, wydać decyzję, nałożyć karę sięgającą nawet miliona złotych i opublikować informację o ukaraniu – stwierdził Witold Tumanowicz, dodając, że rozwiązanie budzi poważne wątpliwości z punktu widzenia praw obywatelskich i zasad państwa prawa.
Lekarze chcą dopracowania ustawy
Głos zabrali również przedstawiciele środowiska lekarskiego. Onkolog prof. Jacek Jassem podkreślił, że chorzy onkologicznie to najłatwiejszy łup, bo w rozpaczy, szukając czasem złudnej nadziei, próbują wszystkiego, chwycą się każdej metody.
– To powoduje nieszczęścia, nie możemy tego relatywizować. Słyszę tu wiele głosów, z powodu których skóra mi cierpnie – powiedział. Dodał, że to nie jest ustawa wymierzona przeciwko pacjentom, ale taka, która chroni pacjentów. Podkreślił, że wolność kończy się tam, gdzie zaczynamy szkodzić innym. – Dopracujmy tę ustawę i mówmy jednym głosem – zaapelował.
Z kolei Grzegorz Wrona, sekretarz Naczelnej Rady Lekarskiej IX kadencji, przypomniał, że samorząd zawodowy lekarzy i lekarzy dentystów od lat przedstawia szereg opinii i stanowisk w temacie pseudomedycyny. – Mam wrażenie, że przez wiele lat prób uporania się z tym olbrzymim problemem bardzo dużo się robiło, żeby nic nie zrobić. Nie chciałbym, aby po raz kolejny tak się stało – powiedział Grzegorz Wrona.
Dodał jednak, że w proponowanej ustawie doszło do zapisów rozwiązań idących zbyt daleko. Przypomniał, że Naczelna Rada Lekarska w lipcu ubiegłego roku podczas konsultacji publicznych zgłaszała wiele uwag do tego projektu, których niestety, co ostatnio staje się normą, nie uwzględniono. Chodzi m.in. o zapisy dotyczące naruszania zbiorowych praw pacjentów przez podmioty lecznicze niemające nic wspólnego z pseudomedycyną.
W podobnym tonie wypowiedziała się Bożena Janicka, prezes Porozumienia Pracodawców Ochrony Zdrowia (PPOZ). Podkreśliła, że nie jest przeciwko regulacji dotyczącej szarlatanów, którzy bazują na nieszczęściu i chorobie pacjenta, ale bezwzględnie oczekuje rozdzielenia lex szarlatan od legalnie działających podmiotów leczniczych.
Kością niezgody jest to, że chociaż projekt lex szarlatan jednoznacznie kojarzy się z walką z pseudomedycyną, to jednocześnie znalazły się w nim zapisy dotyczące normalnie działających podmiotów leczniczych, odnoszące się do postępowań prowadzonych przez Rzecznika Praw Pacjenta w sprawach praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjentów i zwiększające kompetencje RPP w tym zakresie.
Chodzi o zapisy umożliwiające Rzecznikowi m.in. nakładanie kar finansowych już w pierwszej decyzji, nawet jeśli placówka zaprzestała kwestionowanego działania, a także podwojenie maksymalnej wysokości kar z 500 tys. zł do 1 mln zł. Na fakt, iż projektowane przepisy wykraczają daleko poza walkę z pseudomedycyną, zwracała też uwagę Konfederacja Lewiatan. Obecny na Komisji Zdrowia przedstawiciel tej organizacji podkreślał, że problemem jest to, że projekt dotyczy nie tylko pseudomedycyny, ale też zupełnie normalnej medycyny.
PPOZ zadeklarowała, że w pełni popiera działania mające na celu eliminowanie pseudomedycyny, ale sprzeciwia się zawartym w projekcie zmianom dotyczącym postępowań w sprawach praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjentów, które mogą uderzyć w legalnie działające podmioty lecznicze.
Organizacja jeszcze pod koniec maja w pismach skierowanych do premiera i minister zdrowia zaapelowała o rozdzielenie tych dwóch obszarów na dwa odrębne projekty. Zapowiedziała też, że jeśli projekt zostanie przyjęty w obecnym kształcie, zwróci się do Prezydenta RP z wnioskiem o zawetowanie ustawy.
Prace w podkomisji
W związku z wątpliwościami, jakie zostały zgłoszone podczas posiedzenia, sejmowa Komisji Zdrowia zdecydowała o powołaniu nadzwyczajnej podkomisji do rozpatrzenia projektu. Wniosek w tej sprawie zgłosił poseł Janusz Cieszyński (PiS). Podkomisja pochyliła się nad projektem 17 czerwca.
W toku tego posiedzenia podjęto decyzję o wykreśleniu zapisu umożliwiającego Rzecznikowi Praw Pacjenta nakazanie podmiotowi leczniczemu publikacji decyzji dotyczącej naruszenia zbiorowych praw pacjentów. Przeszła również poprawka, aby decyzja tymczasowa, wydawana przez Rzecznika jeszcze przed końcem postępowania w sprawie działań naruszających zbiorowe prawa pacjentów, obowiązywała maksymalnie miesiąc. Doprecyzowano też definicję praktyki pseudomedycznej.
Uczestnicy spotkania rozważali również, czy karać finansowo za rozpowszechnianie dezinformacji medycznej. Projektowane zapisy przewidywały takie rozwiązanie. Poseł Janusz Cieszyński stwierdził, że trzeba je zmienić, bo za mówienie rzeczy niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną nie powinno się karać finansowo. Zaproponował, aby zamiast tej formy sankcji umieszczać takie informacje w rejestrze dostępnym publicznie, który miałby prowadzić Rzecznik Praw Pacjenta. Temat wywołał dyskusję.
Obecna na posiedzeniu lekarka psychiatra Maja Herman stanowczo sprzeciwiła się temu pomysłowi. – Ludzkość aktualnie dysponuje bronią mogącą wyrządzić większe szkody niż bomba. Chodzi o możliwość masowego wpływania na to, co ludzie myślą, czego się boją, komu ufają i jakie decyzje podejmują. Najbardziej zagraża nam dezinformacja w sieci – stwierdziła, podkreślając, że to właśnie dzięki dezinformacji straszącej przed szczepieniami wróciła odra.
Dodała, że ludzie nie szukają informacji u rzecznika. Dlatego trzeba dać mu narzędzia (możliwość nałożenia kary finansowej – przyp. red.), aby móc realnie zatrzymać rozprzestrzenianie się dezinformacji medycznej. Finalnie podkomisja nie podjęła decyzji w tej sprawie, temat pozostawiono do omówienia na sejmowej Komisji Zdrowia.
Ta zebrała się 1 lipca. Podczas posiedzenia rozpatrzono sprawozdanie podkomisji nadzwyczajnej, zadecydowano również m.in. o odrębnym trybie postępowania dla dezinformacji medycznej (RPP będzie prowadził publiczny rejestr podmiotów prowadzących dezinformację medyczną). W zmodyfikowanym kształcie projekt został przyjęty przez Komisję Zdrowia.
2 lipca odbyło się II czytanie tego dokumentu, już na posiedzeniu Sejmu, gdzie zadecydowano o ponownym skierowaniu go do Komisji Zdrowia w wyniku zgłoszonych poprawek. Komisja Zdrowia jeszcze tego samego dnia wniosła o ich odrzucenie. 3 lipca Sejm ostatecznie uchwalił nowelizację. Obecnie nad ustawą trwają prace w Senacie.
Lidia Sulikowska