Biznes strachu
Niewiele rzeczy budzi silniejsze emocje niż choroba własna lub bliskiej osoby. Współczesna pseudomedycyna doskonale wykorzystuje ten mechanizm.
Niewiele rzeczy budzi silniejsze emocje niż choroba własna lub bliskiej osoby. Współczesna pseudomedycyna doskonale wykorzystuje ten mechanizm.
Z szarlatanem jest jak z hydrą. Odcina się jedną głowę, a w to miejsce wyrasta kilka nowych. Nowe przepisy to odpowiedź na praktyki pseudomedyczne i szkody, jakie te działania powodują – mówi Paweł Grzesiewski, dyrektor Departamentu Prawnego biura Rzecznika Praw Pacjenta.
Projekt nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, mającej ułatwić walkę z pseudomedycyną, w maju został przyjęty przez rząd i trafił do Sejmu, gdzie 3 lipca ostatecznie został uchwalony. Na etapie sejmowych prac legislacyjnych wybrzmiał brak konsensusu co do jego ostatecznego kształtu.
Pseudomedycyna obiecuje to, czego często nie może zaoferować współczesna medycyna: pewność, proste rozwiązania i poczucie pełnej kontroli nad sytuacją. To właśnie dlatego nawet najbardziej nieprawdopodobne terapie znajdują zwolenników.
Nie mają dyplomów, ale mają milionowe zasięgi. Nie prowadzą badań, ale sprzedają „terapie”, suplementy i obietnice wyzdrowienia. Współczesna pseudomedycyna przestała być marginesem internetu – stała się dochodowym przemysłem, który żeruje na lęku, nieufności i desperacji pacjentów.
Rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, której celem jest skuteczniejsze przeciwdziałanie pseudomedycynie, dezinformacji oraz działalności osób podszywających się pod specjalistów medycznych.
Walka z pseudomedycyną przybiera na sile. W nowym projekcie ustawy zaproponowano, by za niebezpiecznych terapii groziła kara sięgająca nawet miliona złotych. Projekt „Lex szarlatan” pojawił się w poniedziałek na stronie Rządowego Centrum Legislacji.