Paweł Grzesiewski: Uderzamy w oszustwa medyczne
Z szarlatanem jest jak z hydrą. Odcina się jedną głowę, a w to miejsce wyrasta kilka nowych. Nowe przepisy to odpowiedź na praktyki pseudomedyczne i szkody, jakie te działania powodują – mówi Paweł Grzesiewski, dyrektor Departamentu Prawnego biura Rzecznika Praw Pacjenta, w rozmowie z Lidią Sulikowską.

Rzecznik Praw Pacjenta od lat podkreśla, że potrzebuje realnych narzędzi do walki z pseudomedycyną, która kusi obietnicą szybkiego uzdrowienia, a w rzeczywistości może prowadzić do utraty zdrowia, a nawet życia. Receptą ma być rządowy projekt nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, który w maju trafił do Sejmu.
Rzeczywiście, można nawet powiedzieć, że ten projekt, potocznie nazywany lex szarlatan, wyszedł spod pióra biura RPP. Nowe przepisy to odpowiedź na praktyki pseudomedyczne i szkody, jakie te działania powodują. Nad kształtem proponowanej nowelizacji pracowaliśmy wspólnie z Ministerstwem Zdrowia. W toku konsultacji publicznych wpłynęło ponad 4 tysiące uwag. Nad wszystkimi się pochyliliśmy, a część z nich miała wpływ na brzmienie konkretnych przepisów. Pozytywnie odbieramy kształt tego dokumentu, który został przyjęty przez Radę Ministrów i trafił do prac w Sejmie.
Jakie narzędzia do walki daje ta nowelizacja Rzecznikowi Praw Pacjenta?
Kluczową kwestią jest umożliwienie podejmowania działań przeciwko pseudomedycynie uprawianej poza obszarem związanym z wykonywaniem działalności leczniczej. Proponowane przepisy wyposażają nas w narzędzia, które dają kompetencje w tym zakresie. Bez tej zmiany pozostaje nam dochodzenie odpowiedzialności od tych osób na zasadzie zgłoszeń do prokuratury, ale ta droga jest nieskuteczna. Tego typu sprawy nierzadko toczą się latami. W tym czasie oszust medyczny dalej działa, a nawet jeśli w końcu udaje się go skazać, to na jego miejsce szybko przychodzą następcy. Z szarlatanem jest jak z hydrą. Odcina się jedną głowę, a w to miejsce wyrasta kilka nowych.
Dlatego zależało nam, aby móc z nimi samodzielnie walczyć. Ten projekt stwarza katalog praktyk pseudomedycznych odnoszących się do osób, które nie wykonują zawodu medycznego. Chodzi o zwalczanie usług, które nie mają nic wspólnego z aktualną wiedzą medyczną, a przypisuje im się cudowne efekty terapeutyczne, np. leczenie ziołami nowotworów czy leczenie muchomorami zaburzeń psychicznych. Rozmaite cuda, które obiecują spektakularne efekty zdrowotne, niejednokrotnie odwodząc przy tym pacjentów od leczenia konwencjonalnego, opartego na faktach.
Podczas posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia, na którym odbyło się pierwsze czytanie tego dokumentu, padło wiele słów krytyki wobec tego projektu. Spodziewał się Pan takich reakcji?
Według mnie ta dyskusja była bardzo owocna. Każdy ma prawo wyrazić swoje poglądy. Generalnie wyrażano się w sposób kulturalny i rzeczowy, a na koniec zdecydowano o tym, by nad projektem pochyliła się jeszcze podkomisja nadzwyczajna, którą powołano specjalnie do tego celu. Taki sposób procedowania służy temu, by wypracować jak najlepsze rozwiązania.
Odnosząc się do kwestii krytycznych, które padły podczas tamtego spotkania, to są nam one znane od dawna. Zetknęliśmy się z nimi jeszcze w toku prac nad projektem tej ustawy, zanim trafił do Sejmu. W mojej ocenie wiele z nich wynika albo z chęci tworzenia złej narracji wokół tego projektu, albo jego niezrozumienia. Weźmy pod uwagę chociażby zarzut, że proponowane zmiany ograniczają swobodę działalności gospodarczej, bo rzekomo zabraniają działania osobom trudniącym się ziołolecznictwem, akupunkturą czy masażami. To nieprawda. Jedyne, co się zmienia, to że nie będzie można bezkarnie wprowadzać ludzi w błąd, np. twierdzić, że za pomocą ziół wyleczymy raka albo cofniemy marskość wątroby, wykorzystywać ich słabszej pozycji z powodu problemów zdrowotnych i czerpać z tego korzyści finansowych.
Część osób twierdziła, że zapisy dotyczące praktyk pseudomedycznych ograniczają autonomię pacjenta i jego wolność do wyboru terapii. Jak pan to skomentuje?
To nieuprawniona interpretacja. Pacjent może korzystać absolutnie ze wszystkiego, jeśli ma takie życzenie. Pod warunkiem że będzie rzetelnie informowany o oferowanych usługach, a nie zwodzony nieprawdziwymi informacjami. Ze strony części uczestników tamtego posiedzenia padły stwierdzenia, że proponowana nowelizacja ustawy jest zbyt nieprecyzyjna w kwestii definicji praktyki pseudomedycznej. Istotnie, ta kwestia była podnoszona, ale według mnie w tych wypowiedziach zabrakło informacji, co konkretnie jest w tej definicji nieprecyzyjne. Tego rodzaju przepisy muszą mieć charakter dość ogólny.
Chciałbym jednocześnie podkreślić, że wszystkie decyzje Rzecznika Praw Pacjenta podlegają kontroli sądów. Nie jest tak, że Rzecznik zyskuje nie wiadomo jaką władzę i może działać w sposób absolutnie dowolny. W mojej ocenie te przepisy w kształcie, w jakim trafiły pod obrady Komisji Zdrowia, są adekwatne. Nie jesteśmy zamknięci na ewentualne poprawki, temu służy toczący się proces legislacyjny.
Czy ustawa obejmie działalność w internecie, np. influencerów promujących niezweryfikowane terapie?
Projekt nie zawęża działania nowych przepisów wyłącznie do działalności na zasadzie, że mam gabinet i przyjmuję tam klientów. Uważam, że sfera mediów społecznościowych jak najbardziej będzie wchodzić w grę. Pojawiły się natomiast głosy, aby nie karać finansowo za samo szerzenie dezinformacji medycznej. Kwestia ta ma być dyskutowana. W momencie, w którym rozmawiamy, trudno przewidzieć, jakie będą ostateczne ustalenia.
Projekt lex szarlatan jednoznacznie kojarzy się ze zmianami legislacyjnymi mającymi na celu walkę z pseudomedycyną. Jednocześnie jednak znalazły się w nim zapisy dotyczące normalnie działających podmiotów leczniczych, odnoszące się do postępowań w sprawach praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjentów i znacznie poszerzające kompetencje RPP w tym zakresie. Zapisy te wzbudziły sprzeciw w środowiskach medycznych. Po co łączyć te kwestie w jednej nowelizacji?
Komponent dotyczący praktyk pseudomedycznych związanych z osobami niewykonującymi zawodu medycznego, o którym wcześniej rozmawialiśmy, jest dla nas najważniejszy, ponieważ to obszar dotychczas całkowicie niezabezpieczony. Natomiast jeśli chodzi o komponent, o którym pani przed chwilą wspomniała, to my od dawna mówiliśmy o potrzebie zmian w tym zakresie. Proszę zauważyć, że ustawa o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta bardzo rzadko jest nowelizowana. Obszar związany z naruszaniem zbiorowych praw pacjentów przez podmioty lecznicze właściwie nie był zmieniany od momentu jej powstania, a widzimy, że są kwestie do poprawy.
Projekt zakłada umożliwienie nakładania kar finansowych już w pierwszej decyzji, czyli za samo naruszenie zakazu stosowania praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjentów. Czy to Pana zdaniem sprawiedliwe rozwiązanie? Tym bardziej że katalog dotyczący naruszeń zbiorowych praw pacjentów nie jest zamknięty.
Obecnie możemy nakładać karę pieniężną w momencie, gdy podmiot nie dostosuje się do naszej decyzji. To w zdecydowanej większości przypadków jest wystarczające, dlatego zakładamy stosowanie tego przepisu w przypadku rażących naruszeń. Podam przykład: jesteśmy przed wydaniem decyzji dotyczącej tego, że jakiś podmiot leczniczy prowadzi bardzo niebezpieczną praktykę zagrażającą zdrowiu lub życiu, który na dzień przed wydaniem decyzji poinformuje nas, że już takich działań zaprzestał. W takiej sytuacji obecnie możemy już tylko wydać decyzję potwierdzającą, że taka praktyka była stosowana z jednoczesnym uznaniem jej zaniechania. Nie możemy nakazać usunięcia skutków naruszeń czy nałożyć kary pieniężnej. Chodzi o tego typu sytuacje.
Projekt przewiduje zwiększenie maksymalnej wysokości kary finansowej za naruszanie zbiorowych praw pacjentów z 500 tys. do 1 mln zł. Czy to konieczne?
Wysokość kar nie była zmieniana od 2008 r. Wartość pieniądza od tego czasu bardzo się zmieniła. Po części rozumiem obawy z tym związane, ale chciałbym podkreślić, że wysokość kary jest miarkowana w zależności od skutków naruszeń, rodzaju naruszanego prawa, bierzemy również pod uwagę możliwości finansowe karanego podmiotu.
W świetle projektowanych zmian RPP zyskuje także możliwość wydawania decyzji tymczasowych – jeszcze przed zakończeniem postępowania.
W naszej ocenie sfera, którą się zajmujemy, wymaga posiadania takiego narzędzia. Zwracam uwagę, że zgodnie z proponowanymi zapisami decyzja tymczasowa może być wydana tylko w sytuacji, gdy zachodzi uprawdopodobniona przesłanka, że doszło do danego naruszenia i że może mieć to przełożenie na zdrowie lub życie. Nie jest tak, że wydamy decyzję tymczasową w każdej sprawie, i to na przykład na podstawie anonimowego donosu.
Organizacja PPOZ postulowała rozdzielenie projektu na dwa odrębne akty prawne: jeden poświęcony praktykom pseudomedycznym, drugi dotyczący zmian w postępowaniach dotyczących naruszania zbiorowych praw pacjentów.
Nie jestem do tego pomysłu przekonany. Obydwie materie się wzajemnie uzupełniają. Częściowo przepisy dotyczące naruszeń zbiorowych praw pacjentów będzie się odpowiednio stosować do praktyk pseudomedycznych. Nie widzę więc możliwości ani zasadności, aby je od siebie oddzielić i procedować oddzielenie.
Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 7-8/2026