Lekarz czy szarlatan? (list do redakcji)

Polska nie jest jedynym krajem, gdzie dzięki „medycynie alternatywnej” łata się niedostatki w organizacji systemu ochrony zdrowia. Jest duża tolerancja ze strony każdego państwa w stosunku do podmiotów, które wspomagają budżet – pisze w liście do redakcji Sławomir Łabsz, członek OIL w Gdańsku.

fot. archiwum własne

Na szczęście taka działalność nie wpływa znacząco na konkurencję z lekarzami – jest to wybór szukającego innego sposobu na polepszenie swojego samopoczucia. Tak długo jak lekarz jest wierny przysiędze Hipokratesa i stosuje się do zasad medycyny europejskiej oraz etyki lekarskiej – jest odpowiedzialnym i poważnym, godnym zaufania publicznego. Lekarz zawsze leczy, bo takie jest jego powołanie i wykształcenie. To gwarantuje każdemu lekarzowi i lekarzowi dentyście dobre imię i powodzenie w trudnej pracy. Zadaniem lekarza jest leczenie oraz wybór narzędzi i leków potrzebnych w określonych procedurach medycznych. Lekarz na bieżąco śledzi postęp w medycynie i uzupełnia swoją wiedzę, która upoważnia go do rzetelnej pracy z pacjentem.

Jednak nieograniczona dostępność do informacji medycznych utrudnia nam rozmowy z naszymi pacjentami i dlatego też powinniśmy być nie tylko wiarygodni w tym co mówimy i robimy, ale widzieć w oczach pacjenta akceptację. Dla środowiska lekarskiego jest ryzykowne, jeżeli ktoś z lekarzy zaczyna udzielać świadczeń zdrowotnych spoza dziedziny medycyny europejskiej bez pewności, że to nie zamaskuje objawów choroby lub nie odsunie właściwego leczenia w czasie.

Jak można określić chirurga, który po operacji usunięcia tkanki rakowej wielkości orzecha laskowego z piersi lewej na pytanie pacjentki „co pan doktor zrobi z pooperacyjnym krwiakiem”, odpowiedział „organizm sobie poradzi”? Lekarz radiolog w badaniu TK potrzebnym do naświetlania i oznaczenia punktów lokalizacyjnych stwierdził obecność dużego krwiaka pooperacyjnego. W wyniku świadomego zaniechania usunięcia krwiaka po operacji przez chirurga pacjentka była dwukrotnie na SOR, gdzie z przetoki wypływała brązowa stara krew, a dyżurny chirurg dziwił się czemu po operacji nie usunięto krwiaka i przepłukiwał powstałą przestrzeń.

W drugim TK radiolog stwierdził, że krwiak jest mniejszy i że można naświetlać, choć rana nie była zagojona, a naświetlania były z powodu krwiaka pooperacyjnego i powikłań z nim związanych odwleczone w czasie.

Czy pacjentka była w rękach chirurga czy szarlatana? Owszem „organizm sobie poradził”, ale jakim kosztem?

Sławomir Łabsz, członek OIL w Gdańsku