Jarosław Wanecki: Piramida zwierząt
Ministerialna próba uzupełnienia składek społecznych aktorów, plastyków, muzyków, tancerzy i pisarzy, którzy otrzymują głodowe gaże, zderzyła się z falą oburzenia. W publicystyce podnoszone są bajońskie kontrakty gwiazd, a czubek góry lodowej przesłania problemy twórców żyjących na granicy ubóstwa. I podobnie jak w dyskusji o zarobkach lekarzy fakty nie mają znaczenia.

Baśń braci Grimm „Muzykanci z Bremy” opowiada o przygodach zwierząt (osła, psa, kota i koguta), które zostały zmuszone do ucieczki z gospodarstw, gdy okazało się, że są już bezużyteczne dla właścicieli. Wyrzucenie poza nawias, mechanizmy łańcuchów pokarmowych, przedmiotowość relacji i zamykanie ust cenzurą jest tworzywem nurtów krytycznych, które wolność wypowiedzi realizują „pod prąd”, nierzadko w oparach skandalu i politycznych absurdów.
Nic przecież aż tak nie boli widowni, jak pokazanie jej słabości, koniunkturalizmu i układu sekty niszczącej wszystkich, którzy mają odrębne zdanie. Życiową prawdą jest zasada, że aby wspiąć się na szczyt, trzeba pokonać wiele stopni, depcząc plecy przyjaciół i współpracowników. Cel uświęca środki. Wstyd umarł. Zwycięzcy zawsze mają rację. I tylko czasem jakiś pisarczyk albo plastyczka, historyk z bożej łaski i brzęczący reporter próbują rewizji stanu rzeczy. W praktyce zawsze zostają sprowadzeni do parteru.
Warszawskie Spotkania Teatralne symbolizował w tym roku kaktus. Złamany kaktus. Specjaliści od symboli przedstawiają kolczastą roślinę jako połączenie skrajności, gdzie wytrwałość i odporność przenika się z izolacją i obroną, ale także samotnością. W takim też duchu wybrano spektakle, które w czerwcowe wieczory zapełniały po brzegi widownie stołecznych scen w Pałacu Kultury i Nauki.
Wśród nich znalazła się realizacja Michała Borczucha „Piramida zwierząt” z Narodowego Starego Teatru w Krakowie, która przypomniała postać Katarzyny Kozyry i jej pracy dyplomowej z 1993 r. Pracy skandalizującej, która wywołała rezonans społeczny i zbudowała międzynarodową pozycję rzeźbiarki. Narracja dramaturga była jednak szersza, ani chronologiczna, ani biograficzna.
Scenariusz Mateusza Górniaka był raczej odsłoną procesów twórczych, toczenia dyskusji ważnych i jałowych, rozterek płycizn i natchnień, rytmów życia i poszukiwań odpowiedzi na pytanie, kim jest artysta i czy sztuką jest to, co najczęściej kupujemy? Ośmieszanie komercjalizacji i gloryfikacja trudnych w powszechnym odbiorze performance’ów zamieniało się jednak w pewnych sekwencjach w groteskę, a nawet zdziecinnienie bohaterów.
Dlatego w opinii krytyków istotnym kontrapunktem jest w sztuce „Doktorek” – lekarz rzeźbiarki i jednocześnie kochanek, do bólu pragmatyczny i podważający artystyczną socjetę. Wchodząc w polemikę z mitologią wolności twórczej, przedstawiciel naszego zawodu symbolicznie rozbija wewnętrzną sielankę grupy skupionej wokół pracowni plastycznej „Kowalnia”, powtarzając krytykę przechodniów, polityków, duchownych i konserwatywnych dziennikarzy.
Ciekawostką jest fakt, że w roli tej obsadzono Michała Badeńskiego – lekarza, który postanowił być aktorem. Dodatkową rekomendacją niech będą kreacje Małgorzaty i Krzysztofa Zawadzkich, którzy uświetnili w tym roku galę literacką konkursu „Przychodzi wena do lekarza” im. Profesora Andrzeja Szczeklika.
Krok po kroku zdobywamy piramidy. Nauka nie jest przekonana do kolejności, w jakiej dochodzi się szczytu teorii Maslowa. Motywacje i zachowania ludzkie są bardziej irracjonalne i na pstrym koniu jeżdżą. Odsłony piramid zdrowia potwierdzają, że nie wszystko, co zaprojektowane, jest stałe i nie zmieni się w miarę jedzenia, gdy apetyt wyborów wzrośnie. Piramidy finansowe oparte na obietnicy zysków przy braku działalności generującej przychód są elementem wiary, że koło fortuny nie zmiażdży nadziei na bogactwo i lenistwo. Piramida zwierząt stała się przyczynkiem do rozmowy o granicach wolności artystycznej, etyce twórców i odpowiedzialności za dzieło.
W hierarchii potrzeb kultura jest elementem wzrostu. W mojej ocenie trudno bez niej żyć, więc naturalnym odruchem powinno być utrzymanie artystów i pasjonatów sztuki z narodowej kiesy. Także tych, a może przede wszystkim tych, których dzieła obnażają nasze słabości. Nawet złamany kaktus ma zadry, które bolą prawdą innej perspektywy. Medycyna jest sztuką patrzenia na chorobę z wielu punktów. Kultura jest jej bliźniaczą siostrą.
Jarosław Wanecki
Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 7-8/2026