Żyjemy dłużej, ale nie zdrowiej
W ciągu ostatnich trzech dekad zdrowie Polek i Polaków przeszło głęboką zmianę. Żyjemy dłużej, rzadziej umieramy z powodów kardiologicznych i udarów, ale już gorzej nam idzie redukcja zgonów na raka. Rosnące problemy to alkohol, zaburzenia psychiczne i cukrzyca.

Transformacja ustrojowa i gospodarcza Polski dała impuls do rozwoju, dając w dłuższej perspektywie szansę na realny pościg za krajami Europy Zachodniej, również w wymiarze zdrowia. Analiza, która ukazała się w ubiegłym roku na łamach „The Lancet Regional Health – Europe” („Obciążenie chorobami, urazami i czynnikami ryzyka według województw w Polsce, 1990–2023: analiza systematyczna w ramach Global Burden of Disease Study 2023”) pokazuje wyraźny trend: żyjemy dłużej i tracimy mniej lat życia w zdrowiu.
Co stoi za zmianami
Opracowanie zawiera szacunki dotyczące umieralności, chorobowości, rozpowszechnienia czynników ryzyka dla zdrowia, a także oczekiwanej długości życia w latach 1990–2023. – Zastosowana w tej publikacji metodologia GBD wykorzystuje szerokie spektrum danych oraz zaawansowane modelowanie statystyczne, w tym machine learning, aby zapewnić jak najbardziej wiarygodne, spójne i porównywalne oszacowania, także tam, gdzie dane są niepełne. Ma to szczególne znaczenie przy analizach zdrowia w Polsce ze względu na ograniczenia w zakresie kompletności informacji – wyjaśnia dr Roman Topór-Mądry, główny autor pracy, dyrektor Interdyscyplinarnego Centrum Danych o Zdrowiu Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Life expectancy w analizowanym okresie wzrosła dla ludności Polski z nieco ponad 71 lat do niemal 79 lat (u mężczyzn z niecałych 67 do prawie 75 lat, a u kobiet z około 76 do ponad 82 lat). Druga optymistyczna informacja: jako populacja tracimy mniej lat zdrowego życia z powodu przedwczesnych śmierci i lat przeżytych w niesprawności spowodowanej chorobami. Obrazujący skalę tego zjawiska standaryzowany wiekiem wskaźnik DALY na 100 tys. osób w populacji obniżyliśmy o niemal 34 proc. Co się na to złożyło?
– Główny powód wydłużenia życia w Polsce to poprawa profilaktyki i leczenia, która przełożyła się na spadek zgonów z powodu choroby niedokrwiennej serca i udaru. Jest to powiązane z transformacją ustrojową i gospodarczą po 1990 r., reformami systemu ochrony zdrowia, wzrostem wydatków zdrowotnych, modernizacją infrastruktury i wprowadzaniem nowych terapii. Ważną rolę odegrały też działania antynikotynowe oraz spadek części zgonów z powodu urazów i zgonów noworodków – tłumaczy dr Roman Topór-Mądry.
Co nas zabija
Jak wynika z analizy, mimo dużej poprawy umieralności z powodów kardiologicznych nadal są to główne przyczyny zgonów w Polsce. Jak wyjaśnia Roman Topór-Mądry, w 2023 r. największe zagrożenia zdrowotne w Polsce to głównie choroby niezakaźne, a na czele przyczyn zgonów znajdują się choroba niedokrwienna serca, udar i rak płuca. Dodaje, że wzrastają obciążenia związane z cukrzycą, rakiem jelita grubego, przewlekłą chorobą nerek, upadkami, zdrowiem psychicznym oraz zaburzeniami używania alkoholu, szczególnie po pandemii COVID‑19, która przejściowo obniżyła oczekiwaną długość życia o około dwa lata.
W analizie wzięto także pod lupę czynniki ryzyka napędzające obciążenie chorobami, a co za tym idzie utratę lat życia w zdrowiu. Okazuje się, że dla ludności Polski główne z nich to nadal palenie tytoniu i wysokie ciśnienie tętnicze, mimo że wskaźnik DALY im przypisywany znacząco się zmniejszył od 1990 r. (odpowiednio o ponad 58 proc. i 64 proc.). Powszechnie występującym czynnikiem ryzyka jest również wysokie BMI (w tym zakresie nie ma dużej poprawy wskaźnika DALY do wyniku sprzed trzech dekad). Co gorsza, tracimy więcej lat życia w zdrowiu z powodu spożywania alkoholu (DALY dla tego czynnika ryzyka wzrósł o 35,2 proc.).
Regionalne rozbieżności
Dane dotyczące długości życia oraz obciążenia chorobami i czynnikami ryzyka nie rozkładają się równomiernie na mapie Polski. Autorzy w analizie wskazali na różnice pomiędzy województwami. Na przykład w 1990 r. oczekiwana długość życia mężczyzn była najniższa w woj. warmińsko-mazurskim (65,7 lat), a najwyższa w woj. świętokrzyskim (69,2). Z kolei w 2023 r. najwyższe szacunki life expectancy są dla mężczyzn z woj. małopolskiego (76,5), a najgorsze dla woj. łódzkiego (niecałe 74 lata).
Najbardziej spektakularny sukces w wydłużeniu life expectancy zanotowali mężczyźni z woj. pomorskiego (wzrost o ponad 9, lat z 66,2 w 1990 r. do 75,5 w 2023 r.). Najmniejszy progres dotyczy kobiet z woj. świętokrzyskiego (z 78,2 do 82,6). Innym przykładem obrazującym tę sytuację jest porównanie wskaźnika DALY dla poszczególnych województw. W 2023 r. najniższy DALY był dla woj. małopolskiego, a najwyższy dla woj. łódzkiego. Największy spadek jego wartości w ciągu ostatnich 30 lat nastąpił w woj. mazowieckim (o 37,6 proc.), a najmniejszy w woj. świętokrzyskim (o 24,9 proc.).
– Są też wyraźne rozbieżności w strukturze problemów zdrowotnych, np. w woj. łódzkim odnotowano duży wzrost DALY związanych z cukrzycą. Umieralność z powodu nowotworów jest wyższa w zachodniej Polsce, a niższa w południowo-wschodniej. Różnice regionalne występują również w czynnikach ryzyka. Podkarpackie miało najniższe DALY przypisane paleniu, natomiast lubuskie najwyższe obciążenie związane z nadciśnieniem, LDL i wysoką glikemią. Szczególnie alarmujący jest wzrost obciążenia związanego z alkoholem, największy w woj. świętokrzyskim. To pokazuje, że sama poprawa krajowej średniej nie oznacza wyrównywania zdrowia między województwami – mówi Roman Topór-Mądry.
Zróżnicowania regionalne wskazują, że interwencje zdrowotne powinny być krojone na miarę, inaczej mówiąc dostosowywane pod konkretne populacje. – To ważne, bo jeśli chodzi o wydatki w ochronie zdrowia, to kołdra zawsze jest zbyt krótka. Dlatego trzeba trafnie i precyzyjnie definiować priorytety. Podejmowanie decyzji ułatwia wiedza na temat umieralności, zachorowań i czynników ryzyka w danym regionie. Niestety w Polsce często robi się programy zdrowotne, byle je zrobić. Bez rozeznania, co na danym terenie jest największym problemem, i bez określenia, jaki cel chcemy osiągnąć – ocenia prof. Bogdan Wojtyniak z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – Państwowego Instytutu Badawczego, starszy autor pracy. Dodaje, że także jakość programów zdrowotnych często pozostawia wiele do życzenia.
Ciągle gonimy Zachód
To, w którym miejscu faktycznie się znajdujemy, najlepiej widać, gdy porównamy się z innymi. Z analizy dowiadujemy się, że mamy podobne wskaźniki zdrowotne populacji jak inne kraje Europy Środkowej, wyprzedzamy kraje Europy Wschodniej, ale jesteśmy w tyle za krajami Europy Zachodniej. Podobnie sytuacja wyglądała w przeszłości. Na przykład oczekiwana długość życia dla mężczyzn w Polsce trzy dekady temu była średnio nieco ponad dwa lata dłuższa niż dla ich odpowiedników z państw Europy Wschodniej, ale już niemal sześć lat krótsza od tych z Europy Zachodniej (dane uśrednione dla krajów zaliczanych do tych regionów).
W 2023 r. różnica powiększyła się do niemal siedmiu lat na korzyść Polaków w stosunku do oczekiwanej długości życia panów z Europy Wschodniej, za to nadal ucieka nam Zachód (o około pięć lat). Skuteczniej gonimy państwa położone za naszą zachodnią granicą w zakresie zmniejszania różnicy wskaźnika DALY. O ile w 1990 r. był on aż średnio o 36 proc. wyższy, to w 2023 r. mamy już 17-proc. różnicę. Co ciekawe, wartość DALY powiązana z czynnikiem ryzyka w postaci alkoholu w Polsce znacząco wzrosła przez ostatnie trzy dekady, podczas gdy w Europie Zachodniej sporo spadła.
W omawianej analizie zaznaczono, że opisane w niej oszacowania mają pewne istotne ograniczenia, ponieważ są oparte na niedoskonałych danych dotyczących przyczyn zgonu – wysoki odsetek „kodów śmieciowych” w aktach zgonu. Zaznaczono też, że potrzebne są bardziej rozbudowane rejestry zdrowia i regularne badania epidemiologiczne. – Oficjalne krajowe statystyki, zwłaszcza w przypadku umieralności według przyczyn, są niedoskonałe, szczególnie jeśli chodzi o choroby układu krążenia. Dlatego też nasze wyliczenia mogą prowadzić do pewnych uproszczeń, ale niestety nie mamy lepszych danych bazowych – przyznaje prof. Bogdan Wojtyniak z NIZP PZH – PIB.
Dodaje, że taka sytuacja powoduje szczególne utrudnienia dla wykonania szacunków na poziomie wojewódzkim, jednak dzięki wsparciu badaczy z USA i zastosowaniu przez nich złożonych modeli statystycznych i wykorzystaniu danych z różnych badań udało się wygenerować kompleksowe dane na temat wskaźników zdrowotnych Polski, zapewniających szacunki dla poszczególnych regionów kraju.
Lidia Sulikowska
Komentarz
Do poprawy wyników umieralności z powodu choroby niedokrwiennej serca w Polsce przyczyniła się lepsza dostępność do nowoczesnej diagnostyki, stworzenie skutecznego systemu ośrodków kardiologii inwazyjnej, a także wzrost liczby wykonywanych procedur rewaskularyzacyjnych.
Mam jednak wątpliwości co do zawartych w analizie na temat stanu zdrowia ludności Polski w latach 1990-2023, opublikowanej w 2025 r. w „The Lancet Regional Health – Europe”, szczegółowych danych liczbowych na temat IHD i udarów, zwłaszcza tych historycznych.
Problemem jest znana nam ułomność dostępnych danych krajowych, dlatego w mojej opinii te obydwa okresy trudno jest ze sobą porównywać bezpośrednio do siebie. Tak dla przykładu kiedyś w pogotowiu ratunkowym były właściwie dwa rozpoznania przyczyn zgonów: zawał albo udar. Nadrozpoznawalność tych stanów była bardzo wysoka.
Teraz zdecydowanie lepiej określamy przyczyny zgonu, co też może wpływać na takie porównania. Nie ma wątpliwości, że dzięki w/w czynnikom istotnie zredukowaliśmy śmiertelność w pierwszej fazie leczenia ostrego zespołu wieńcowego, natomiast w okresie odległym taka rolę pełni program KOS-zawał, który niestety dotyczy poniżej 50 proc. chorych z OZW.
Prof. Robert Gil, kierownik Kliniki Kardiologii w Państwowym Instytucie Medycznym MSWiA w Warszawie
Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 5/2026