Paweł Barucha: Kto korzysta na kryzysie

Zapaść publicznej opieki zdrowotnej się pogłębia, a sprzeczne komunikaty ze strony Ministerstwa Zdrowia jeszcze pogarszają sytuację. Z jednej strony przedstawiciele rządu mówią o ograniczeniu kontraktowania na gastroenterologię, z drugiej nie widzą w tym najmniejszego zagrożenia dla pacjentów.

Fot. arch. NIL

Taka sama sytuacja ma miejsce również w stomatologii, okulistyce i innych działach medycyny. Można wręcz odnieść wrażenie, że ekonomia w ochronie zdrowia działa tylko połowicznie. Wszystko jest zapisywane po stronie wydatków, a zysk w postaci długotrwałego zdrowia i aktywności społecznej jest pomijany. Tak jakby dla rządzących było to kompletnie nieistotne.

Porównajmy to z innymi obszarami aktywności naszego państwa. Rząd wspiera wszelkie przejawy dbałości o środowisko. Można odpisać od podatku wydatki np. na termomodernizację. I bardzo dobrze, bo to zmniejsza zużycie energii i negatywny wpływ na otoczenie. Ale wydatków na zdrowie odliczyć już nie można. Dlaczego?

Inwestujemy w budynki, sprzęt medyczny, ale chyba zapomnieliśmy po co. Przecież ma to służyć pacjentom i medykom, którzy się nimi opiekują. Przyjemnie jest przecinać wstęgi na otwarciach i galach oraz opowiadać, jak to kosztujący miliony złotych nowoczesny sprzęt zrewolucjonizuje opiekę. Tylko łatwo narazić się na śmieszność, jeżeli później na używanie tego sprzętu brakuje pieniędzy. Będziemy robić zrzutki?

Nieustannie powtarzane twierdzenie, że nie ma znaczenia, ile pieniędzy włożymy do systemu, bo i tak ich zabraknie, to zgrabna teza publicystyczna, ale kompletnie nieprawdziwa. Przeczą temu działania firm prywatnych, które przejmują w Polsce branżę zdrowotną. Nikt nie wydaje miliardów złotych, nie licząc na zwrot. Problem publicznej ochrony zdrowia leży raczej w jakości zarządzania i liczbie urzędników.

Jak można powiedzieć, że aby zwiększyć zdolności praktyczne absolwentów, ograniczamy staż podyplomowy? Albo:  zmniejszając wydatki na zdrowie, nie ograniczamy dostępności dla pacjentów. Nienajlepiej świadczy to o znajomości tematu. Ale najgorsze jest to, że takie wypowiedzi przykrywają fakt, iż politycy – wszystkich opcji – nie mają strategii, żadnego planu, na najbliższych dziesięć lat. Nie traktują zdrowia jako inwestycji, ale jak obciążenie.

Sektor prywatny nie przejmie na siebie zobowiązań za darmo. Po zmarginalizowaniu publicznej opieki zdrowotnej za chwilę okaże się, że pieniędzy potrzeba wielokrotnie więcej. Wtedy dopiero będziemy mówić o worku bez dna.

Paweł Barucha, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej

Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 5/2026