Klaudiusz Komor: Gazeta jak żadna inna
„Gazeta Lekarska” zmieniła się i dojrzała do roli pisma izb lekarskich. Dostrzegają to również czytelnicy, którzy coraz chętniej po nią sięgają.

Zasiadając do napisania tego ostatniego w kadencji felietonu, biłem się z myślami, o czym powinien być. Zwykle w takich przypadkach każdy pisze podsumowanie, chwali się sukcesami albo tłumaczy z porażek, snuje plany na przyszłość albo rozlicza z przeszłością. Początkowo też zamierzałem napisać podsumowanie.
Jednak wchodząc do NIL, zobaczyłem Piotra Kościelniaka, redaktora naczelnego „Gazety Lekarskiej”, i zmieniłem zdanie. Pomyślałem, że muszę napisać o tym, o czym przez całą kadencję nie było okazji – o „Gazecie Lekarskiej”, a właściwie o jej wspaniałym zespole redakcyjnym.
Może po części z poczucia winy, że jak prawie co miesiąc napiszę i wyślę felieton w ostatniej chwili, dokładając im dodatkowej pracy, by zdążyć z korektą i składem przed dniem druku, a może z poczucia satysfakcji, że miałem przyjemność jako osoba odpowiedzialna z ramienia Prezydium współpracować z tymi bardzo oddanymi swojej pracy ludźmi.
Patrząc na losy „Gazety Lekarskiej” w tej kadencji, nie sposób nie docenić, jak się w tym okresie zmieniła i dojrzała do roli, jaką powinna pełnić w tak wymagającym środowisku, jak nasz samorząd. Kiedy na początku kadencji podjęliśmy trudną, ale konieczną ze względów finansowych, decyzję o przejściu na hybrydową formę wydawania, mogło się wydawać, że rola „Gazety” zmaleje.
Jest to zresztą syndrom naszych czasów, że większość nawet najpopularniejszych niegdyś tytułów prasowych przenosi się do internetu, zaczyna pisać krótkie i łatwe do przeczytania artykuły o rzeczach błahych i płytkich. Tymczasem „Gazeta Lekarska” z wydania na wydanie starała się podnosić poprzeczkę, nie było tematów tabu, za trudnych czy niewygodnych do poruszania.
Dodatkowym atutem stał się portal gazetalekarska.pl, dzięki któremu udało się wypełnić lukę informacyjną pomiędzy kolejnymi wydaniami – obecnie portal „żyje”, codziennie pojawiają się w nim nowe relacje i teksty, nie tylko informacyjne, ale również naukowe.
Gruntownie zmieniła się również szata graficzna „Gazety Lekarskiej” – począwszy od nowego layoutu, przez nowe logo, aż po nową formę graficzną okładki. Ale to nie te aspekty powodują, że coraz częściej słyszę od różnych lekarzy, że „Gazeta” staje się atrakcyjniejsza (co potwierdza również stale rosnąca liczba osób decydujących się na zmianę formy jej otrzymywania z elektronicznej na papierową).
Tym, co zauważają czytelnicy, są coraz ciekawsze teksty. A to, że takie są, wynika z prawdziwej pasji pracowników redakcji. Stanowią oni bardzo dobrze współpracującą grupę ludzi, w pewnym sensie jakby jedną redakcyjną rodzinę.
Niesamowicie ciekawe i inspirujące są odbywające się co miesiąc planowania kolejnego numeru – w takich spotkaniach biorą udział członkowie kolegium redakcyjnego oraz wszyscy dziennikarze i redaktorzy. Nie zdradzę chyba wielkiej tajemnicy, jeśli dodam, że zwykle redaktor naczelny przynosi ciastka.
Na planowaniu omawiany jest każdy pomysł na artykuł, każdy temat, który może być wart zainteresowania i po zaakceptowaniu jest przydzielany któremuś z dziennikarzy do opracowania. Zanim jednak do tego dojdzie, odbywa się podsumowanie i ocena poprzedniego wydania – czasami krytyczna, ale zawsze bardzo sumienna. Następnym punktem jest wybór tematu numeru, któremu będzie poświęcona największa część „Gazety Lekarskiej”.
Po każdym takim spotkaniu jestem pod wrażeniem, jak dobrze dziennikarze naszej gazety czują środowisko lekarskie i dostrzegają jego niuanse. Dlatego myślę, że w imieniu wszystkich czytelników należą się gorące podziękowania wszystkim pracownikom i współpracownikom „Gazety Lekarskiej” za cały trud włożony w trakcie kończącej się właśnie kadencji w rozwój i doskonalenie naszej samorządowej gazety. Tak trzymać!
Klaudiusz Komor, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej
Źródło: „Gazeta Lekarska” nr 5/2026